Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Smok Ciemnosci
Misja Valgaava
rozdział #03
 
Treść fanfika..
***Krótki wstęp***

Tym razem nie będę was zanudzać wstępem. No, może troszkę. Ta część jest
najdłuższa i najbardziej łzawa. Przygotujcie hurtownię husteczek

Smok Ciemności

***Koniec wstępu***

Misja Valgaava#3


Rozdział piąty. Zagadka rozwiązana.


Już w trójkę wyruszyliśmy przez Góry Przeznaczenia, poszukując Cudownego
Królestwa.

-O ile dobrze cię znam, Ferio,-zaczął Ungis-to ty wiesz, gdzie znajduje się
Cudowne Królewstwo.

-No to mnie dobrze nie znasz, Ungisie.-odpowiedziała sucho Feria.

-Ale ty na pewno wiesz, gdzie jest pierwsza część Zaklęcia Pojednania.

-Nie wiem.

-Wiesz.

-Nie wiem.

-Wiesz.

-Nie wiem, a poza tym wkurzasz mnie. Piorun!


***PIŹDZIACH***


-Auć! To bolało!-głos Ungisa dochodził gdzieś spod ziemi-Orzesz ty!
Osmaliłaś mi włosy!-powiedział po wygrzebaniu się spod ziemi-Wilczy pazur!


***SRU***


-Oj. to sobie teraz nagrabiłeś!-krzyknęła Feria-Ale żeś mnie podrapał!
Deszcz i piorun!


***BUUM***


-Bzyt... bzyt..ja ci bzyt...dam-zaczął Ungis.

-Przestańcie!-krzyknąłem- zachowujecie się jak dzieci!

-Taa?! A ty jak...Zelgadiss Graywords!-przerzucili się na mnie.

-Ja nie jestem zmutowaną poduszką do szpilek! Za to WY kłócicie się jak Lina
Inverse i Zelgadiss Graywords!-odpowiedziałem.

-A ty wyglądasz jakby cię prąd poraził! Masz taką śmichową fryzurkę! HI HI
HI!-zaczęli się śmiać Feria i Ungis.

-Noo, teraz już przesadziliście! WZMOCNIONY STAROŻYTNY PROMIEŃ!!!!!


***JJJJJEEEEEBBBBBUUUUUTTTTT!!!!!***


-Wiecie już, dlaczego Dark Star wybrał mnie na swoje ciało?!-spytałem z
triumfem. Lecz Ferii i Ungisa nie było.

Spod ziemi wydobył się głos:

-Oj Valgaavie... Znowu...

Nagle jakaś ogromna siła wyrzuciła Ungisa i Ferię.

-Co, co się stało?-zapytała Feria.

-Fe! Moje włosy są ubrudzone ziemią!-powiedział z odrazą Ungis.

-Ależ z ciebie esteta, Ungisie!-zacząłem się śmiać-HI HI HI HI!!

-No wiesz! Tak się ze mnie śmiać! Paszcza wilka!-i rzucił się na mnie już
jako wilk.

Ale odbił się od mojej tarczy.

-Ochroniłeś się tarczą! Promień Zniszczenia!-ryknął na cały głos Ungis.

-Wkraczasz z cięższą artylerią, Ungisie.-powiedziałem, uchylając się od
Promienia Zniszczenia. Przestałem się śmiać.-Skończmy tę bezsensowną walkę!
O Skrzydła Ciemności, co u ramion rosną Smoków,.

-Ungisie, dobrze ci radzę, spadaj stamtąd!-krzyknęła Feria.

-.o Smoki Starożytne, użyczcie mi całej swej mocy,.

-Uciekaj!- krzyczała cieniutkim już głosem Feria.

-... by głupców stojących na mej drodze zniszczyć!

STAROŻYTNY SMOK!!!!!!


***JJJJJJJJJJJJJJJJJJJJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUU
UUUUUUUTTTTTTTTTTTTTTTTTTTT***


Po zamienieniu Ungisa w zgrabną kupkę prochu(nie strzelniczego) uspokoiłem
się.

-Jesteś najsilniejszym Smokiem, jakiego kiedykolwiek znałam!-powiedziała
Feria, materializując się przy mnie- Czy mogę pomóc Ungisowi?-spytała.

-Co?! A, tak.

Po chwili znów stał przede mną Ungis.

-Sorry, poniosło mnie.-powiedziałem.

-Nie, to ja przepraszam.

I pewnie przepraszalibyśmy się tak wzajemnie przez długi czas, gdyby nie
uwaga Ferii.

-Nie wiem, czy już zauważyliście, ale obszar w promieniu mniej więcej 10
kilometrów został prze was wysadzony.-Feria patrzyła na nas jak na groźnych
czubków.

Po przerwaniu naszej jakże interesującej rozmowy rozejrzeliśmy się dokoła.
Było tak, jak powiedziała Feria.

-Ech, pozwólcie, że odtworzę ten krajobraz.-powiedziała z rezygnacją Feria
i, jak zwykle w podobnych przypadkach, zrobiła się przezroczysta. Po chwili
znów otaczały nas Góry Przeznaczenia.

-Może wreszcie ruszymy, co?-spytał Ungis- Valgaavie, spójrz na mapę i
powiedz, gdzie mamy szukać Cudownego Królestwa?

-Musimy iść cały czas na Południe. Nic więcej nie wiem.

-No to chodźmy-rzuciła wesoło Feria. Najwidoczniej odtwarzanie krajobrazu
bardzo ją rozweseliło.

No to poszliśmy. Idziemy. Noc zaczynała już zapadać.

-Ja rozbiję obóz-powiedziałem- a ty, Ungisie, zapolujesz. Ferio, ty przynieś
trochę mchu i drewno.

-OK.-odpowiedziali zgodnie Feria i Ungis i poszli zrobić swoje.

Parę minut później rozstawiłem namioty. Czekałem więc tylko na mech, drewno
i jedzenie. Czekam sobie już tak z godzinę, a Ferii i Ungisa ani widu, ani
słychu. "Coś im się nie spieszy" pomyślałem i poszedłem po drewno i
rozpaliłem ognisko. Później zebrałem trochę mchu i wyłożyłem nim namioty. Po
jakichś 30 minutach straciłem cierpliwość i poleciałem po jedzenie. Złapałem
4 sarny i wróciłem do obozu. Upiekłem je i czekałem. Ungis i Feria wrócili
do obozu po następnych 2 godzinach. Nie przynieśli ani mchu, ani drewna, ani
jedzenia.

-No i co wy przez te 3 godziny robiliście?!-wydarłem się na nich-ja prze
godzinę zdążyłem rozbić obóz, przynieść mech, wyściełać namioty, rozpalić
ognisko, zapolować i jeszcze upiec jedzenie! A niech was ziemia pochłonie!

Ku mojemu zdziwieniu, ziemia pod nogami Ferii i Ungisa rozwarła się, a oni
wpadli do powstałej szczeliny.

-O jeny!-wydobył się głos spod ziemi- Valgaavie, mógłbyś się czasem
opanować!

Głos zaczął się zbliżać, aż dowiedziałem się, że należy do dziewczyny o
długich, brązowych włosach, brązowych oczach, ciemnej karnacji skóry i
długich, pomalowanych na brązowo paznokciach. Miała na sobie długą czarną
suknię, a w ręku trzymała złotą laskę ozdobioną na szczycie brązowym
kamieniem. Postacią przypominała Opiekunkę Wody.-Oj, Valgaavie, tym razem
przesa.-w tej chwili spojrzała na mnie- Ale masz fajną czuprynkę! Pokaż
skrzydła!- zawołała dziecinnie. Posłusznie wyciągnąłem je i
rozprostowałem.-Oj, trzymajcie mnie!-i zemdlała. Oczywiście w porę ją
złapałem J .

Po otrząśnięciu się z szoku, przedstawiła się :

-Nazywam się Szira i jestem Opiekunką Ziemi.

- A skąd wiesz jak się nazywam?- Lecz Szira nie zdążyła mi odpowiedzieć, bo
spod ziemi wygrzebali się Ungis i Feria.

-Ooo, Szira!-ucieszyła się Feria-Jak się miewasz? A poza tym, co tu robisz?

-Jak już wiesz, Ferio,-powiedziała Szira-Valgaav jest. eee, to znaczy.a
zresztą, powiem ci później.

-Przepraszam, Sziro.-wtrąciłem-Kim jestem?

-Eee, takie to zawiłe. wyjaśnię ci to kiedy indziej. Ale, proszę, nie
nadużywaj tekstów w rodzaju " niech ziemia was pochłonie" itp., Ok.?

-Dobra. Spróbuję.

-Nie próbuj, tylko tego nie rób!-krzyknęła- Ops! Poniosło mnie.

-Nic nie szkodzi.

-E, czy mogę się wtrącić?-spytał cicho Ungis.

-Oczywiście, Opiekunie.-odpowiedziała Szira.

-Valgaavie, poproszę cię na słówko.-powiedział Ungis.

-Już idę. Przepraszam was.-rzuciłem do dziewczyn.

Ungis zaprowadził mnie do pobliskiego lasku.

-O co chodzi, Ungisie?- spytałem

-Czemu, kiedy powiedziałeś, żeby ziemia pochłonęła mnie i Ferię, ukazała się
Szira?

-Tego to ja nie wiem.

Zapadła cisza.

-A czy, oprócz ciebie, są jakieś inne Starożytne Smoki?

-Nie.

-A czy Zaklęcie Pojednania coś zmieni?

-Ma wskrzesić Starożytne Smoki.

-A co się z nimi stało?

-Zginęły.

-A dlaczego?

-Bo zostały zabite przez Złote Smoki. Skończ z tymi pytaniami!

-A dlaczego?

-Dlatego! Fireball!


***BOOM***


-Tyy, weź się opanuj, co?

-Jeśli ty skończysz z pytaniami o Starożytne Smoki.

-A co mam robić?

-Lepiej się zastanów, gdzie jest Cudowne Królewstwo.

-Dobra.

-Więc wróćmy do Sziry i Ferii.

Wróciliśmy. Lecz na polanie zastaliśmy tylko Ferię.

-Gdzie Szira?-spytałem.

-Wróciła do swego zamku pod Bellquest.-odpowiedziała Feria.

-Bellquest?-zapytał Ungis-Jak daleko jest do tego Królestwa?

-Ungisie, jesteś genialny! -krzyknąłem z entuzjazmem-Bellquest to przecież
Królestwo!

-Nareszcie to pojął- ww szepnął do Ferii.

-Słyszałem! Fireball!


Rozdział szósty. Tajemnica i pierwsza część Zaklęcia.


Po doprowadzeniu Ungisa do stanu używalności ruszyliśmy do Bellquest.
Podczas marszu spoglądałem w lewo i w prawo i po jakimś czasie zauważyłem,
że co chwila koło nas przebiega coś białego. Postanowiłem to sprawdzić.

-Poczekajcie na mnie-powiedziałem do Ungisa i Ferii i wzbiłem się ponad
drzewa. Niedaleko zobaczyłem bramę Bellquest. Co mnie bardzo zdziwiło, nie
zobaczyłem skrzydeł bramy. Prawie natychmiast po tym spostrzeżeniu
wylądowałem.

-Słuchajcie-powiedziałem-Albo brama Bellquest została wyważona, albo jest
otwarta na oścież.

-O jeny!-wykrzyknęła Feria.

-U uu Auuuu-zawył Ungis.

-Musimy się tam szybko dostać. Ungisie, zmień się w wilka i biegnij do
Bellquest.Ferio, ty się tam zmaterializuj, a ja polecę. Już!

-Valgaavie-spytał Ungis. Feria już się zdematerializowała.-czy mógłbyś mnie
zabrać? Jestem bardzo wyczerpany.

-Dobra-powiedziałem-wskakuj.

Ungis wskoczył mi na skrzydła, ja wzbiłem się w powietrze i polecieliśmy do
Cudownego Królestwa. Gdy tam wylądowaliśmy, Feria nas poinformowała:

-Wypytałam Bellatrix. Jakiś facet otworzył bramy i wypuścił jednorożce.

-Hej, przecież tylko Bellatrix potrafi otworzyć te bramy-powiedziałem.

-No tak, ale nie wiem, czy już zauważyłeś, ale bramy są rozwalone. Widać na
nich nawet ślady energi.-odparowała Feria.

-Jeśli tak, to spróbuję ją rozpoznać -szybko rzuciłem i dotknąłem jednego z
rozwalonych skrzydeł bramy- nie znam tej energii. Nie jest to mazoku.

-Z jednej strony uff, ale z drugiej-jednorożce mogą teraz nieźle
namieszać.-usłyszeliśmy głos.

Odwróciłem się i zobaczyłem Aladara.

-A ten to kto?- spytał nieufnie Ungis.

-Nazywam się Aladar. A ty jesteś.-powiedział z odrazą Aladar.

-.wilkiem-dopowiedział z wściekłością Ungis, gotowy do skoku. Nie zdążył
zmienić postaci, więc naprawdę był wilkiem.

-Co tu się dzieje?-obok nas zmaterializowała się Bellatrix-Aladarze, jak ty
się zachowujesz?!

- O, Bellatrix-Aladar natentychmiast się uspokoił.

Feria uklękła na jedno kolano.

-Pani, co możemy dla ciebie zrobić?-spytała.

-Pomóżcie mnie i Aladarowi schwytać i uwięzić nim.eee, jednorożce.

-Dobrze, pani.-powiedziała Feria, złapała nas za łapy i
zdematerializowaliśmy się.

-Czemu się zgodziłaś, Ferio?- zapytał z wyrzutem Ungis, po zmaterializowaniu
się parę kilometrów od Bellquest.-Ona brata ze srebrnogrzywym jednorożcem.
To zły znak.

-Ja wiem, że to NIE jest Bellatrix. I dlatego trzeba odnaleźć czarnogrzywe
jednorożce. Jeśli nie będą mogły mówić, przeczytam ich myśli. Valgaavie-tu
Feria zwróciła się do mnie- Czy podczas twego pobytu w Bellquest nie
zauważyłeś czarnogrzywego jednorożca z czerwonym ogonem?

" Skąd ona wie, że byłem w Bellquest? Ach, przecież Feria umie czytać w
myślach!" pomyślałem, zaś głośno powiedziałem:

-Hm, tak. Widziałem takiego.

-Tego się najbardziej obawiałam. Musimy znaleźć tego jednorożca.-Feria
zrobiła się przezroczysta.-Niedaleko zaczyna się Fernam, kraina bez magii.
Tam jest jednorożec. Ale w Fernamie nie można się zdradzić, że jest się kimś
innym, niż człowiekiem niemagicznym. Więc będziemy się musieli przebrać.

Żeby skrócić czas przejścia do Fernamu, nauczyłem Ungisa zaklęcia lewitacji.
Mniej więcej 20 minut później byliśmy na miejscu. Wleźliśmy do pierwszego
lepszego sklepu z ubraniami. Kupiliśmy (w kolejności): kapelusz słomkowy i
sandałki z drzewa sandałowego dla Ferii, dżinsy i białą koszulę dla mnie, a
dla Ungisa.

-Wyglądam jak idiota!- powiedział Ungis, spoglądając na swoje ubranie, tzn.
dżinsy i niebieską koszulę w słoneczniki. Na oczach miał przyciemniane
okulary.

-Ty nie wyglądasz-zaczęła chichotać Feria-Ty JESTEŚ idiotą!

-Ale śmieszne! Paszcza.

-O nie, Ungisie.Nie zapominaj, że jesteśmy w Fernamie.-przeszkodziłem
Ungisowi-Chodźmy coś zjeść.

-Świetny pomysł-powiedziała spokojnie Feria, lecz gdy spojrzała na Ungisa,
znów zaczęła chichotać.

-Ty weź się opanuj, co?-powiedziałem zniecierpliwiony.

-Valgaavie, ukradłeś mi moją kwestię!-wtrącił obrażonym tonem Ungis.

-Sorry, Ungisie. Ale chodźmy na ten obiad, co?

-Chodźmy.

Poszliśmy do najbliższej knajpy "Pod Zdechłym Szprotem". Właśnie zamawiałem
pieczeń z 4 gatunków ryb, gdy Feria szepnęła do mnie:

-Słuchaj co mówią ci przy stoliku obok.

Wyostrzyłem słuch. Z pozoru była to normalna rozmowa, lecz.

-Ostatnio kupiłem sobie mustanga.-chwalił się jeden.

-E tam. Ja dziś rano znalazłem w lesie 2 jednorożce. Oba miały czarne
grzywy, lecz jeden miał czerwony ogon.

Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Ten facet miał NASZEGO jednorożca!

-Musimy go śledzić-powiedziałem do Ungisa i Ferii.

-Tak!-przytaknęli ochoczo.

-Ale najpierw zjemy-zastrzegł sobie Ungis.


***MLASK MNIAM***


Po pożarciu pieczeni i kilku innych "specjałów" czatowaliśmy na "naszego"
facia. Ten nie spiesząc się zjadł, zapłacił i wyszedł. My za nim. Pominę to,
że robił nam "zmyłki", lecz w końcu wszedł do jakiegoś domu ze stajnią. My
za nim. Gdy poszedł do domu, my wpadliśmy do stajni i znaleźliśmy
jednorożca.

-To co robimy?-spytałem.

-Jak to: co? Nawiewamy!-Powiedziała Feria, łapiąc jednorożca-Łapcie mnie i.

-IHAHA!

Z boksu obok odezwał się drugi jednorożec.

-O jeny, zapomniałabym o tobie!-rzuciła Feria do drugiego jednorożca i
złapała go za grzywę.

-Spadamy!-powiedziała Feria. Złapaliśmy Ferię za sukienkę i zamknęliśmy
oczy.Ja otworzyłem swoje pierwszy.

Staliśmy na polanie. Ferii nie było. Gdy spojrzałem na Ungisa, zacząłem się
śmiać. Naprawdę wyglądał idiotycznie.

Po chwili Opiekun otworzył oczy.

-No i z czego się lejesz?-spytał z wyrzutem.

-Z ciebie. Ty naprawdę wyglądasz jak idiota! HI HI HI HI HI HI
HI!!!!!!-śmiałem się do rozpuku.

-Już ja ci dam idiotę! Paszcza wilka!

Ale nie rzucił się na mnie.

-CHA CHA CHA CHA CHA!!!!!-śmiałem się jeszcze głośniej.

-Co?!

-To, że twoje ubranie nie znikło! CHA CHA!!-odpowiedziałem.

Ungis spojrzał na siebie i rozdarł ubranie zębami. Natychmiast po tym
zmienił się w człowieka.

-O jeny! HI HI HI HI HI HI HI!!!!!!

-Co znowu?!

-Jesteś w samej bieliźnie! HI HI HI!!!

-Ups.-zawstydził się Ungis.

-FERIO!-wydarłem się na cały głos-CHODŹ TU!

Po chwili zmaterializowała się Feria.

-Co siem stanęło?-spytała.

Nadal się śmiejąc wskazałem na Ungisa.

-CHA CHA CHA CHA CHA CHA CHA!!!!!!!!-zaczęliśmy śmiać się chórem(oczywiście
ja i Feria)

-No co?! -spytał się obrażony Ungis.

-Tty nosisz stanik?-wyjąkała ze śmiechu Feria-CHA CHA!!

-O choroba.-rzucił Ungis i wskoczył w najbliższe krzaki. Po chwili wrócił w
swoim normalnym ubraniu.

Ja i Feria próbowaliśmy się opanować, ale Ungis w staniku to obraz nie do
zapomnienia.

-Proszę, zapomnijcie o tym-poprosił nas Opiekun.

-A nigdy w życiu!-krzyknęła Feria, nadal się śmiejąc.

-Dobra, dobra, opanujmy się.-powiedziałem do Ferii.

Powoli, powoli się opanowaliśmy.

-A tak apropos, gdzie są jednorożce?-spytałem, żeby zejść z tematu bielizny
Ungisa.

-Zaprowadziłam je do Bellquest. Tam jednorożce się odmienią.-dodała, widząc
zdziwienie na mojej twarzy.-Odczekamy tutaj jeden dzień, a wszystko samo się
załatwi.

-No to rozbijamy obóz-powiedziałem-tym razem ja polecę po jedzenie.

Rozwinąłem skrzydła i poleciałem. Znów złapałem 4 sarny.Wróciłem do obozu.
Lecz tam czekała na mnie niespodziewajka.

-Szira! Co ty tu robisz?!

-Tak sobie wyszłam z pałacu i przyszłam sprawdzić, jak sobie
radzicie.-odpowiedziała na moje pytanie Szira-O widzę, że zdolny
jesteś-spojrzała na sarny-No to jedzmy!

-Szira,poczekaj. Chcesz je jeść na surowo?!- spytała Feria.

-Taa, a czemu nie?

-Temu.-odpowiedziałem i zionąłem umiarkowanym ogniem na sarny.

-Teraz można jeść!-powiedziała Feria, zabrała mi jedną sarnę i ją
wtrząchnęła-Mmm,pycha.

-Mówisz?-spytali równocześnie Szira i Ungis i rzucili się na sarny.W końcu i
ja też zjadłem.

-Noo, pycha.-powiedziała Szira oblizując pazury.ekhm, paznokcie.

-Szira, a ile ty masz lat? -spytał niewinnie Ungis

-5 czy 6.

-CO?!

-.miliardów.





-Mam fajny pomysł- powiedziała Feria-Sziro, zmierz się z Valgaavem.

-Ja się zgadzam-odpowiedziałem.

-Noo to ja też.

-Stawajcie!-rzucił Ungis-tylko bez forów i takich tam.

-Dobrze!-zgodziliśmy się-Ty zaczynasz, Sziro!

-Terra ray!

Uchyliłem się.

-Starożytny Promień!

Szira uchyliła się, ale nie wiedziała, że Starożytny Promień jest
samonaprowadzający.


***BUUM***


-Auć.-westchnęła Szira- Ziemisty Krąg!

-Tarcza! Powiększenie!

Moja tarcza rozwaliła zaciskający się dokoła mnie pierścień ziemi.

- OSTRZE NICOŚCI!

-OSTRZE ZIEMI!


***TRZASK TRZASK***


-Orzesz ty! Dobry jesteś!

-Ty też, Opiekunko!


***BOOM***


Ostrze Opiekunki rozpadło się.

-Valgaav wygrał!-krzyczał zdziawiony Ungis.

-Gratulacje, Smoku-powiedziała Szira-wygrałeś.

-Tylko dlatego, że nie użyłaś silniejszych ataków-szepnąłem.

-Ssskąd o tym wiesz?!

-Każde zaklęcie, które wysyłasz, samo naprowadza się na przeciwnika. Taką
moc mają tylko Opiekunki Żywiołów i Starożytne Smoki.

-Rozgryzłeś mnie. Ale nie mów o tym Ungisowi i Ferii-powiedziała-Byliby
wściekli.

-Dobra.-odparłem.

-Ferio, teraz ty zmierz się z Valgaavem, następnie zrobi to
Ungis-zakomenderowała Szira.

Po chwili Feria stała na miejscu Sziry.

-Zmierzmy się!-powiedziała.

-Ty zaczynasz.

-Piorun!

-Tarcza! Fireball!


***BOOM***


Feria zaczęła palić się ogniem fireballa.

-Deszcz!-już się nie paliła.

-PIORUN! PIORUN! PIORUN!

-Starożytny Promień!


***SRU***


Tym razem piorun wygrał. Nie zdążyłem się ochronić.

-Starożytny Promień!


***PIŹDZIACH***


Trafiło w Ferię.

-PROMIEŃ ZNISZCZENIA!-ryknęła.

Uchyliłem się.

-Taaak? No to dobrze. O Skrzydła Ciemności, co u ramion rosną Smoków.

-Ojej.

-.o Smoki Starożytne, użyczcie mi całej swej mocy.

-Schowajcie mnie!!-pisnęła Feria.

-.by głupców stojących na mej drodze zniszczyć!!!!

-No to po mnie.-powiedziała z rezygnacją Feria.

-STAROŻYTNY SMOK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-ryknąłem.


***JJJJJJJJJJJJJJJJJJJJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUU
UUUUUUUTTTTTTTTTTTTTTTTTTTT***


Feria po chwili "podniosła się z popiołów"

-Gratuluję-powiedziała-znów mnie pokonałeś.

-Teraz czas na Ungisa. Ze względu na małą siłę jego ataków, proszę o nie
używanie tarczy.-powiedziała Szira. Przede mną stanął Ungis.

-Ok. Ty pierwszy, Ungisie.-powiedziałem.

-Wilczy pazur!

Rozdarło mi koszulę.

-Fireball!

Spaliłem go.

-Paszcza Wilka!-rzucił się na mnie, lecz ja wzbiłem się w powietrze.

-Upodobnienie!-krzyknąłem i zmieniłem się w wilka. Opadłem miękko na łapy.

-Teraz możemy się bić!

Rzuciliśmy się na siebie.


***ŁUP SRU ŁUP***


W końcu uskoczyliśmy od siebie. Ungis był cały poharatany, ja nie inaczej.

-Kończmy to!-rzuciłem-Paszcza wilka!


***SRU***


-Powrót!

Zmieniłem postać. Nie było ze mną najlepiej. Z Ungisem też nie.

-Sziro, uzdrów go.

-Już się robi! Podwójne uzdrowienie!

Po chwili stał przede mną zdrowy Ungis.

-Valgaavie, wykrwawisz się na śmierć!

-Wcale nie. Uzdrowienie!

Wyprostowałem się. Na moim ciele nie znać było ani jednej rany.

-A teraz idę spać.-powiedziałem-Jestem bardzo zmęczony.- Zawlokłem się do
namiotu i natychmiast zasnąłem.

Obudziłem się o wschodzie słońca. Ptaki darły mordy. Kiedy wyszedłem z
namiotu, słońce zaczęło wychodzić zza gór.

-Piękny wschód słońca, co?-usłyszałem za sobą głos i się odwróciłem.

Stała tam postać o długich białych włosach związanych w 2 kitki.Ubrana była
na biało.

-Kim jesteś?-spytałem.

-Nazywam się Lena i jestem Opiekunką Powietrza. Mam ci powiedzieć, Smoku, że
w Bellquest stało się coś dobrego.-i znikła.

Usiadłem na kamieniu i zacząłem się zastanawiać, co się stało.

-To, że czarnogrzywe jednorożce odmieniły się i zapanowały nad
Królestwem.-przy mnie zmaterializowała się . Bellatrix.

-Czy ty to na pewno ty?-zapytałem z nutą rezerwy w głosie.

-Tak. Tym razem to na pewno ja.-odpowiedziała z uśmiechem. Straciłem
poprzednią niepewność.

-Ale jak wy.

-Spokojnie. Opowiem ci całą historię. Żyłyśmy sobie spokojnie w krainie
Bellquest, lecz pewnego dnia do naszego spokojnego życia wtargnęli
przybysze. Ich imiona to Kara i Aladar. Napadli oni nie spodziewające się
niczego złego nimfy i przejęli władzę nad Bellquest. Wszystkie boginki
pozamieniali w czarnogrzywe jednorożce, by każdemu, kto wejdzie do Krainy
tłumaczyć, że czarne grzywy oznaczają zło i że Aladar i Kara są ich
strażnikami i pilnują, by żadne jednorożce nie uciekły. Tylko ja walczyłam,
ponieważ JA nigdy nie śpię. Lecz w starciu z Karą i Aladarem jednocześnie
nie miałam szans. Kara zamieniła mnie w jednorożca i, dla niepoznaki,
przyjęła moją postać. Lecz ja, jeszcze przed zmianą w jednorożca, rzuciłam
taki czar, by za 2 miesiące wszystkie jednorożce znajdujące się w Bellquest
zmieniły swe postacie i znów stały się nimfami. Aladar to usłyszał i
powiedział Karze. Postanowili, że na dzień przed spełnieniem się czaru,
rozwalą dla niepoznaki bramę i wypędzą nas. Wiedzieli, że jako jednorożce
stracimy orientację i nie wrócimy na czas. Ale Kara i Aladar nie wiedzieli
jednej rzeczy: że nimfy nie bratają się ze srebrnogrzywymi jednorożcami. I
to ich zgubiło. Gdy nas odnaleźliście, Feria przeczytała moje myśli i, po
odnalezieniu wszystkich jednorożców-nimf, odprowadziła do Bellquest. Resztę
załatwiłyśmy już same.-umilkła.

-Ale skąd wiesz o tym wszystkim?-zapytałem ze zdziwieniem.

-Przed zamienieniem Kary i Aladara w ropuchy, udało mi się to z nich
wyciągnąć.-powiedziała z uśmiechem.

-AAAWWW!!!-usłyszeliśmy za sobą.

Odwróciłem się pierwszy. Za nami stała Feria i drapała się po głowie.

-CHA CHA CHA CHA!!!!-zacząłem się śmiać. Długie blond włosy Opiekunki Natury
stały "na baczność". Naprawdę, był to strasznie zabawny widok.

-No i z czego się leeeeeejesz?-zapytała Feria wciąż ziewając.

-Z tego.-powiedziała Bellatrix i podała Ferii lusterko(skąd ona wzięła to
lusterko?!).

Feria spojrzała na swoje odbicie.

-O jeny! Co siem stało z moimi włosami?!-krzyknęła z rozpaczą.

-Nic takiego. Po prostu chciałam sprawdzić, jak zareagujecie na ten dość
anormalną sytuację.-Bellatrix klasnęła w ręce i włosy Ferii opadły. Nagle
usłyszeliśmy szelest. Po chwili z namiotu wygrzebał się Ungis.

-Czy coś siem staaaało?-zapytał.

-Nie, nic takiego.-odpowiedziała pośpiesznie Feria.

-To dobrze. O Bellatrix!-powiedział Ungis beztrosko.-Wiecie co?

-Co?

-GŁODNY JESTEM!





-Więc zapraszam na śniadanie do Bellquest!-powiedziała z uśmiechem
Bellatrix.

Zwinęliśmy obóz i poszliśmy do Cudownego Królestwa. Kiedy do niego
weszliśmy, 5 nimf czekało z obfitym śniadaniem.

-Smacznego!-powiedziały, a my rzuciliśmy się na jedzenie. Po wylizaniu
liści.ekhm.talerzy odezwała się nasza mniej kulturalna część natury.

-BEEK!-wydarło się z paszczy Ferii.

-BEEEK!-odpowiedziałem jej.

-BEEEEEEEEEK!-przebił nas Ungis.

-No, a teraz, po śniadaniu, mogę pokazać wam nasze "eksponaty"-powiedziała
Bellatrix i wstała. My za nią. Szliśmy przez las, aż doszliśmy do jakiegoś
budynku.

-To leśna biblioteka-objaśniła mi Feria.

Weszliśmy wielkimi drzwiami z wyrzeźbionymi głowami Smoków. Dalej znajdował
się hol. Było w nim bardzo dużo drzwi. Przeszliśmy przez 6 z kolei.

-To właśnie Kara i Aladar.-powiedziała Bellatrix, wskazując na jeden ze
słoików. Siedziały w nim dwie olbrzymie ropuchy.

-Ale wielkie!-rozentuzjazmował się Ungis.

-Słuchaj, Bellatrix, nie macie tu przypadkiem kawałka Zaklęcia
Pojednania?-spytałem.

-Zaklęcie Pojednania? Cyntio-Bellatrix zwróciła się do przechodzącej
niedaleko nimfy-czy nie mamy kawałka Zaklęcia Pojednania?

-Hm.-zastanowiła się Cyntia-zapytam Arrę.

Po chwili wróciła.

-Tak, mamy. Jest w dziale 7.

-CO?! W dziale Smoków?!

--Tak, tam.

-No cóż, dziękuję za informację.

-Nie ma za co.

I poszła.

-Valgaavie-zwróciła się do mnie Bellatrix-do działu Smoków może wejść tylko
Smok.

Nie ma i nie będzie w nim żadnej nimfy, więc możesz tam wejść bez pytania.
Idź.

No to poszedłem. Mijałem drzwi za drzwiami, aż w końcu zobaczyłem
napis:,,Dział numer 7. Dział Smoków". Wszedłem przez drzwi pod tym napisem i
moim oczom ukazała się ogromna sala pełna regałów z książkami. " Kto to
zbudował?!-zastanawiałem się- I skąd wzięły się te książki?!". Lecz moją
uwagę szybko zajęły księgi. Zacząłem wertować każdą z kolei, szukając
Zaklęcia Pojednania. Wreszcie, po jakiejś godzinie, znalazłem.

-"O Smocze Skrzydła, przecież jest was dwoje,

więc otwórzcie zgody podwoje".

Dalej było urwane. Wyszedłem z "Działu numer 7" i doszedłem do Ferii, Ungisa
i Bellatrix.

-Mam kawałek Zaklęcia!-powiedziałem z tryumfem.

-No to fajnie! Gdzie jest następna część?-zaiteresował się Ungis.

-Napisane jest, że w Złotym Mieście.-odpowiedziałem.

-Więc chodźmy!-rzuciła wesoło Feria.


Rozdział siódmy. Złote Miasto.


-Do widzenia!- żegnała nas Bellatrix.

-Do zobaczenia!-rzuciliśmy zgodnie i ruszyliśmy w las. Idziemy tak i
idziemy, aż.

-Stójcie!-ktoś krzyknął.

-Kto ty i czego chcesz?-spytałem, wysuwając się na czoło drużyny. Nagle z
drzewa kocim ruchem zeskoczyła nimfa.

-Mmmrrr, to ty, lazurowłosy! Tęskniłam.-powiedziała zalotnie moja znajoma od
zagadek.

-A ja nie za bardzo-szepnąłem. Najwidoczniej tylko Ungis to usłyszał.

-Naprawdę? A taka jest ładna.-powiedział z rozmarzeniem.

-Wiecie, że nie przejdziecie, jeśli nie odpowiecie na moją zagadkę?

-Heh, ja wiem. A jak ty się właściwie nazywasz?-zapytałem, bo po uwadze
Ungisa przyjrzałem się nimfie. Miała dość długie niebieskie włosy, zieloną
pelerynę, zielony top i zieloną długą spódnicę. Jej oczy miały kolor
niebieskozielony.

"Heh, faktycznie jest ładna" pomyślałem.

-Nazywam się Kaya. A ty?

-Ja jestem Valgaav.

-Valgaav. Ładne imię. Mogę ci mówić Val?-val-nęła prosto z mostu.

-Dziękuję, postoję.

-.?.

-Nie, nie możesz.

-A ciemu?

-Bo taki mam kaprys.

-Ależ ty arogancki!

-Taki się urodziłem.-odparłem, myśląc, że wystarczająco ją zniechęciłem.

-Podoba mi się to.-odparła mój atak Kaya.





-Ale wracając do zagadki: czy wiecie, co to jest?-i "odmiana sfinksa" ( JA
TU PRZEZ CAŁY CZAS JESTEM.) powiedziała zagadkę:-Po wodzie pływa, kaczka się
nazywa.

-Eh,-westchnął Ungis-ale ona ładna.

-Hm,-zastanawiała się Feria-co to może być?

-No i co, wiesz? -zagadnąłem cichutko Ungisa.

-Ona jest taka ładna.- Ungis raczej nie był zainteresowany zagadką. W swojej
euforii nie usłyszał chyba nawet mojego pytania. Bez opamiętania wpatrywał
się w Kayę.

Za to nimfa patrzyła na mnie.

-No i co, wiecie?-zapytała.

- Nie. -odpowiedziała Feria.

-Valgaav wie, tylko nie chce powiedzieć.- rozgryzła mnie Kaya.

- Taaak?!- zapytała Feria tonem Liny Inverse, gdy np. Xelloss ma coś do jedz
enia, ukrywa to, a później taki Gourry wyskoczy i krzyknie, że Xelloss ma
żarcie. Zwykle Lina Inverse ma chęć mordu wypisaną na twarzy, a to samo
działo się teraz z Ferią.

-Eee-zacząłem- ja, ja nic nie wiem.-wycofywałem się pod naporem ze strony
Ferii.

-Hehehe, jeśli nic nie powiesz, to.- i tu Opiekunka Natury ukazała swoje
drugie, mniej spokojne oblicze: rzuciła się na mnie i, powalając na ziemię,
zaczęła próby dociągnięcia mi nogi do nosa.

-AAAAaaaaaa!!!!-wrzeszczałem-Już powiem!!!!!!!!!

-Hehehe, przemoc fizyczna zawsze skutkuje.-zaśmiała się diabelsko Feria,
puszczając moją nogę i wracając na swoje poprzednie miejsce.

-No więc jest to. kaczka.

-CO?! Dlaczego ja na to nie wpadłam?!?!?!?!?!

-Bo jesteś za głupia, blondynko.-szepnął Ungis z rezygnacją, ale tylko ja to
usłyszałem.

-A więc możecie przejść.-powiedziała Kaya i odsunęła się. Przeszliśmy jakieś
10 metrów, gdy zatrzymał nas niewinny i pełny nadziei głosik Kayi.

-Valgaavie.

-Tak?-zapytałem.

-Czy mogę pójść z wami?- walnęła prosto z mostu "odmiana sfinksa"(GRRRR.).

Nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć, aby się jej pozbyć, rzuciłem:

-Przecież masz swoje obowiązki. Nie możesz zostawić "posady" tak po prostu.

-Nic się nie stanie-odpowiedziała cicho.

-No, pozwól jej!-szepnął mi Ungis.

-Proszę!-powiedziała z błagalną nutą Kaya.

-Ale Bellatrix będzie miała ci za złe, że nie cię ma.

-No, pozwól jej!-nudził Ungis.

-Nie będzie.-odpowiedziała Kaya.

-No, pozwól jej.-zgadnijcie, kto?

-No jak nie będzie, to możesz.-odparłem z rezygnacją, gdyż wizja zanudzenia
na śmierć przez Ungisa nie bardzo mi się uśmiechała.

-Och dziękuję, dziękuję!!!-Kaya rzuciła mi się na szyję.

Tak więc w powiększonym składzie ruszyliśmy dalej. Po drodze wyjaśniłem Kayi
sprawę Zaklęcia Pojednania. Wkrótce doszliśmy do polany, na której nocowałem
pierwszego dnia po wylocie z domu Filii. Tam też rozbiliśmy obóz.

-Ungisie, idź polować.-zakomenderowałem.

-Nie chcę.

-Idź.

-Nie.

-Idź.

-Nie.

-Idź!!

-Nie!

-SPADAJ POLOWAĆ, JEŁOPIE!!!!!!!!!!!!!JUŻ!!!!!!!!!!!!!

-piiiiiiiiisk!-pisnął Ungis i pobiegł polować.

-Ale ty masz metody, Valgaavie.-rzuciła z dezaprobatą Kaya.

-Pierwszy raz tak się zachował.

-A ja wiem, dlaczego.-mruknęła zazdrośnie Feria.

Zapadła cisza.

-Może rozbijemy namioty?

-OK.

Rozbiliśmy. Feria załatwiła drewno, a ja-(jak zwykle -.-) ogień.

-To ty jesteś Smokiem, Valgaavie?- zapytała bardziej zdziawona niż
najbardziej zdziawiona Kaya.

-Niom. A nawet Starożytnym.-odpowiedziałem.

Cisza. Bez żadnych zbędnych komentarzy.

-Gdzie ten Ungis?- zastanowiła się głośno Feria.

-To on się tak nazywa?-spytała Kaya.

-Nyo.

-A ty?

-Co: ja?

-Jak się nazywasz?

-Feria.

-Miło mi cię poznać.

-Mnie ciebie też.

Znowu kompletna cisza.

Nagle z lasu wybiegł jakiś wilk.(Uwaga, uwaga! Konkurs! Kto to był?
Odpowiedzi przysyłać na adres: smok_ciemnosci@wp.pl)

-Aaa, zeżre nas!- krzyknęła Kaya i wskoczyła mi na ręce.

-Spokojnie. To tylko Ungis.-powiedziała dość sucho Feria.

Lecz za Ungisem z lasu wypadło stado wściekłych wilków.

-Odsuńcie się!-krzyknąłem, stawiając Kayę na ziemi (eee, dlaczego nie
zrobiłem tego wcześniej?!). Podszedłem trochę bliżej stada.

-O nie, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz!-usłyszałem i nagle obok siebie
zobaczyłem. Kayę!

-Razem?-spytała. Przytaknąłem.

-PARALIŻ!-krzyknęliśmy jednocześnie i wilki zwaliły się na ziemię.

Kaya otrzepała ręce i podeszła do Ferii.

-Idziesz spać, Ferio?-zapytała.

-O tak. Jestem baaaardzo zmęczona.-odpowiedziała Opiekunka.

I poszły do swojego namiotu.

-Ungisie, co ty, u diabła, wyprawiałeś?!!-wydarłem się.

-Ciszej!! Ludzie chcą tu spać!!- z namiotu odezwała się Feria.

-Dobra!! A teraz- dodałem ciszej- wytłumacz mi, czemu te wilki cię ścigały.

-Widzisz, zapędziłem się na ich terytorium.

- To ty nie masz władzy nad wilkami?!

-Mam, ale to byli rebelianci i nie chcieli mnie słuchać.

-Acha. Na całe szczęście, w tej drużynie była jeszcze jedna osoba znająca
Paraliż.- Inaczej byłoby. ekhm, fajnie. Dobra. Chodźmy spać.-powiedziałem.

-Ok.

No więc położyliśmy się. A czy ktoś powiedział, że zasnęliśmy? Zaczęliśmy
gadać.

-Wiesz co, Valgaavie? Ta Kaya jest taka ładna.

-O jeny, a ty znów o tym samym. Nie znudziło ci się jeszcze?

-Nie.

Completly quiet

-A gdzie jutro idziemy?-zagadnął Ungis.

-Do Złotego Miasta.

-A gdzie to jest?

-Tam, gdzie mam wielu uczniów.

-Acha.-odparł rozumnie Ungis, wiedząc, że każdym innym pytaniem może się
baardzo narazić.-Dobranoc.

-Dobranoc.

Ungis już dawno chrapał, przytulając się do swojego ulubionego pluszowego
chomiczka (ALFRED?!), ale ja nie spałem. Rozmyślałem, czy pokazywać się w
Złotym Mieście. Jednak nie rozwiązałem tej kwestii. Usnąłem.

Zbudziłem się nad ranem. Ungisa nie było. "Pewnie czatuje przed namiotem
dziewczyn"-pomyślałem. I nie byłem w błedzie. Gdy wygrzebałem się z namiotu,
zobaczyłem Ungisa. Czatował, jak przysłowiowy pies na ochłap, patrząc się
jednocześnie w namiot jak sroka w gnat.

-Ungisie, lekko przeginasz.-powiedziałem.

-Tak?- zapytał.

-Tak.

-Ale ona jest taka ładna.

Nic już nie odpowiedziałem, za to zionąłem na Ungisa.

-No co?-spytał z wyrzutem.

-A to, że jeśli się obudziłeś, to masz iść polować.

-Ale wtedy nie zobaczę, jak Kaya wychodzi z namiotu i nie będę jej mógł
służyć od samego rana.

-Ale jeśli zapolujesz, to Kaya bardziej cię doceni.

-Tak?!

-Yhm.

-No to już lecę.

I pobiegł.

Ale za chwilę wrócił.

-Valgaavie, pomożesz mi? Te wilki znów mogą mnie napaść, a ty sobie z nimi
na pewno poradzisz.- pochlebca.

-Ok., ale tylko pod warunkiem, że nie będziesz dziś tak gapił się na Kayę.

-Dobra.

-No więc: Upodobnienie!

I jako dwa wilki pobiegliśmy w las.


CO SIĘ DZIAŁO WTEDY U DZIEWCZYN (opowiada Feria)


-UAH!!-gdy wyszłam z namiotu, śniadanie już było. Składało się z samych
jagód, ale co tam.

-To dla ciebie.- powiedziała wesoło Kaya.

-Dzięki.- i rzuciłam się na jagody.

-Smacznego.

Zjadłam wszystko i wylizałam kubek.

- Mniam. Pyszne.- lecz urwałam na widok przerażonej twarzy Kayi.

-Co się.- i wtedy zobaczyłam. To było stado wilków. Podchodziły coraz bliżej
i bliżej, lecz nagle Kaya poderwała się z kamienia i zionęła na wilki
ogniem. Te, przestraszone, uciekły.

-Co się.-wyjąkałam.

-Zapomnij o tym.- powiedziała Kaya.

-Ttto tty tteż jjesteś Ssmokiem?

-Tak. Ale nie mów o tym nikomu.-poprosiła.

Nagle z lasu wypadły dwa wilki.

-No, tym razem to nie jest sam Ungis.-powiedziała.


ALE CO TYMCZASEM DZIAŁO SIĘ U NAS


-Ungisie, na co polujemy?-zagadnąłem.

-Na sarny, jak zwykle.-odpowiedział.

-Wiesz co ci powiem, Ungisie?

-Co?

-Feria cię bardzo lubi.

-Naprawdę?

-Tak. A poza tym lepiej jej się przyjrzyj. Ona jest chyba nawet ładniejsza
od Kayi.

-Ok. Ale nie gwarantuję, że potwierdzę twoje zdanie.

Dalej polowaliśmy w ciszy. Po złapaniu 4 saren wróciliśmy do obozu.

-No, tym razem to nie jest sam Ungis.-usłyszałem głos Kayi.

-Nie, tym razem jesteśmy obaj.-powiedziałem.-Powrót!- i już byłem sobą.

Przysmażyłem żarło i zjedliśmy.

-Hej!-rzuciła Feria-Kayu, zmierz się z Valgaavem. Dotychczas nie pokazałaś
nam ani cząstki swej mocy.

-Dobrze.-odpowiedziała z uśmiechem Kaya.

Po krótkiej dyskusji zaczęliśmy walczyć.

-Terra Ray!- to Kaya.

-Tarcza!-Lecz promień był silniejszy. Rozwalił mi tarczę i oblepił.

-O rzesz ty! Starożytny Promień!!

-Tarcza!-Ale tym razem ja byłem silniejszy.


***BOOOM***


-Woda!-krzyknęła Kaya.

Zionąłem i woda wyparowała.

-Hehehe! No to.- i zionąłem.

Lecz, ku mojemu zdziwieniu, Kaya też zionęła.

Zatkało mnie.

Zatkało Ungisa.

Tylko Ferii nie zatkało.

-No to się chyba wydało-powiedziała Kaya. Bez słowa zamknęła oczy i.
zmieniła się!! Teraz miała włosy takie, jak ja, nawet tak samo ułożone,
czarne spodnie, czarną długą pelerynę i białą bluzkę. A co najważniejsze.
miała "szramy"!!!

Na to wszystkim szczena opadła do samej ziemi, a Ungisowi rozwinęła się aż
do pobliskiego drzewa.

-Heh, ja też jestem Starożytnym Smokiem.-wytłumaczyła-Teraz mówcie do mnie
tak, jak naprawdę się nazywam:Kay.

(To, że wygląda prawie tak samo jak ja, nawet mi nie przeszkadza. Różnimy
się chyba tylko sylwetką oraz kształtem i kolorem oczu.)

Nagle spod ziemi wyrosła Szira.

-Co to za czupiradło?!-zapytała, patrząc na Kay.

-Już ja ci dam czupiradło!-wkurzyła się Kay i zionęła na Szirę. Ta,
zaskoczona, nawet nie uskoczyła.

-Co, co.- jąkała się Szira.

-Też jestem zdezorientowany, ale sprawdźmy coś.-rozprostowałem skrzydła i
dałem znak Kay, by spróbowała zrobić to samo. Nawet nie musiała próbować.
Dobrze wiedziała, jak to zrobić.-No to już wiemy, co.

-Czyczyli ona też jest Starożytnym Smokiem?!

-No, najwidoczniej jestem.-odpowiedziała nagle Kay.

-Więc chodźmy nareszcie do Złotego Miasta!-powiedziałem i spojrzałem w
stronę Ungisa. Ten objął Ferię ramieniem i przytulił.(Jakie romansidło!)
Uśmiechnąłem się.

-Sziro ,czy.-lecz Sziry już nie było.

Zwinęliśmy obóz i wyruszyliśmy. Ja i Kay naciągnęliśmy kaptury (czy
wspomniałem, że mieliśmy płaszcze?). Po dwóch godzinach marszu byliśmy na
miejscu. Weszliśmy przez bramę i ukazał nam się ten oto widok: mnóstwo
budynków, małych i dużych, w kolorze złota, grupki elfów rozprawiające o
czymś między sobą. Lecz ja starałem się na to nie patrzeć, by uniknąć
pokazywania twarzy i używania głosu. Byłem bardzo ciekaw, czy ktoś nas
zaczepi. Bądź co bądź, wyglądaliśmy podejrzanie. I wtedy podszedł do nas
jeden z elfów. Miał włosy koloru morskiego, sięgające mu do pasa, ubrany był
w fioletową pelerynę, białą koszulę rozpiętą od góry i białe spodnie.

- Kim jesteście i czego chcecie?-zagadnął nas podejrzliwie.

Uśmiechnąłem się szyderczo, lecz nic nie powiedziałem.

- Gadajcie!

-Huh, zgadnij.-powiedziała Kay spod swego kaptura.

-Nie wiem. Odpowiadajcie!

-Nie.-rzuciła krótko, lecz stanowczo Feria.

-Mówię, żebyście odpowiedzieli na pytanie, które zadał wam uczeń Mistrza!

-Jakiego mistrza, hę?- zapytał tajemniczo Ungis.

-Jedynego Mistrza tego miasta- Wielkiego Lorda Valgaava!

-Lorda Valgaava powiadasz?-zapytała Kay.

-Tak.

-A gdzie on się znajduje? Chcielibyśmy z nim porozmawiać.-rzuciła niedbale
Feria.

-Niestety, nie żyje. Zabiła go Lina Inverse.-dwa ostatnie wyrazy
zaakcentował tak, że zdawało się, iż jeśli Pogromczyni Bandytów byłaby w
pobliżu, to już by nie żyła.

-Więc może ty powiesz nam, gdzie możemy znaleźć Zaklęcie Pojednania?-
zapytał Ungis.

-Nie powiem. Nie mogę.

-Jesteś pewien, że nie powiesz nawet samej Opiekunce Natury?-zagadnęła Kay.

-Ty jesteś Opiekunką Natury?-zapytał z trwogą.

-Może.-odpowiedziała tajemniczo Kay.

-A czy powiesz Ostatniej?- podchwyciła myśl Kay Feria.

-Co?! Nie rozumiem.

-Pomyśl, a wtedy znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.-odpowiedziała.

-Więc może powiesz o Zaklęciu mnie, Szponowi?- spytał Ungis.

-Co?!

-Nie rozumiesz. Więc ja ci tego nie wytłumaczę.-rzucił.

Kay podniosła głowę. Nadal jednak miała twarz (oprócz ust) zasłoniętą
kapturem.

-Zaprowadź nas do swego domu.-powiedziała-Tu nie można już spokojnie
rozmawiać.

I miała rację. Wokół nas zaczął gromadzić się niemały tłumek, dziwujący się
nowo przybyłym podróżnym.

Elf zgodził się i zaczął przedzierać się przez gąszcz ludzi. Ruszyliśmy za
nim. Gdy doszliśmy do pierwszego lepszego zakrętu, zrównałem się z Kay.

-Co mu zrobimy, jeśli nie będzie chciał dać nam Zaklęcia?-zapytała.

-Da je nam.-odpowiedziałem i wróciłem na swoje miejsce.

Po chwili doszliśmy do małego domku z drzwiami na pół ściany. Ta ściana nie
była jednak złota, a.fioletowa . Weszliśmy do domku, a elf zamknął drzwi.
Feria oparła się o framugę drzwi znajdujących się prostopadle do drzwi
wejściowych, Ungis stanął w bliskiej odległości od elfa, Kay wskoczyła na
stół i na nim usiadła, a ja stanałem obok niej i założyłem ręce. Nadal nie
miałem zamiaru się odzywać.

-Czego jeszcze ode mnie chcecie?-warknął.

-Chcemy, byś dał nam Zaklęcie Pojednania.-odpowiedziała mu Kay.

-Mówiłem już, że nie mogę. Mój teraźniejszy mistrz mi zabronił.

-A kto nim jest?-zapytał Ungis.

-Ja.-usłyszeliśmy za sobą głos. Odwróciliśmy się.

-Mistrzu Xellosie!-krzyknął elf i ukląkł na jedno kolano.

-Tak więc znowu się spotykamy, Xellosie.-powiedziałem głośno.

-Kim jesteś, że masz czelność zwracać się do mnie po imieniu?!-wyraził swoje
zdegustowanie mazoku.

-Jeszcze nie poznałeś mojego głosu? Znów zaczynam wątpić w twój tytuł
Jednego Z Najsilniejszych Mazoku.-powiedziałem spokojnie, aczkolwiek
szyderczo. Nie na darmo urodziłem się pod znakiem węża.

-Znów?! Czy to ty Lina?!


***Gleba***


-Weźcie go ode mnie. weźcie go. bo zrobię mu krzywdę.-mamrotałem
bezsilnie.-O Boże, i to się nazywa mazoku.to ja, jako pół mazoku byłem
lepszy. no tak, prawda, przecież musiałem być silniejszy. w końcu miałem i
siłę Smoka i.

-VALGAAV?!?!?!?!?!?!?!

-Tak, ty niedorozwinięty Xellosie!!! Ty mazoku od siedmiu boleści!!! Ty.-ale
zabrakło mi na niego słów. Zresztą, i tak mi zepsuł wejście. To już lepiej
teraz się ujawnić, niż czekać, aż to do niego dotrze. Zsunąłem kaptur.

-MISTRZ VALGAAV?!?!?!?!??!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!-zdumiał się
elf. Ciekawe, jakich bzdur naopowiadał mu Xellos.

-Tak, to ja, Valgarvie. Nie sądziłem, że dasz się omamić mojemu największemu
wrogowi.

-A..aależ Panie, przecież.

-Nie tłumacz się. Nie masz żadnych ambicji. A ja myślałem, że szef tutejszej
młodzieży nie zapomni o mnie i będzie niszczył każdego, kto zechce być
mistrzem Złotego Miasta.- dałem upust swemu zdegustowaniu. W końcu to był
mój najlepszy uczeń. Następnie powiedziałem do Xellosa:- Pamiętasz, co stało
się w mojej kryjówce? Nie zapominaj, że wtedy popełniłeś błąd. Teraz
zbliżasz się do tego samego, a właściwie- już go zrobiłeś. Twoim błędem było
zbliżenie się do Złotego Miasta!! I dlatego.-skinąłem na Ferię, a ta
wyczarowła liany i związała nimi niczego nie spodziewającego się
Xellosa-.troszeczkę się "pobawimy".-dodałem mściwie.

- Ale Valgaavie.-miałczał Xellos.-prze. przecież robiłem to dla twojego
dobra.

-Taak, oczywiiście. Chciałeś mnie zabić dla mojego dobra? Ciekawa hipoteza.
Po prostu przerażała cię myśl, że jest ktoś inny, potężniejszy od ciebie,
czyli ja.- najwidoczniej rozgryzłem Xelloska, bo patrzył (eee, właście to
trudn to stwierdzić, bo ciągle miał "uśmiechnięte" oczy. Jak zwykle - . - )
na mnie z niedowierzaniem.-Czyż nie mam racji?

-Nie masz.-usłyszałem jego głos-Czy myślisz, że zwykłe liany powstrzymają
kapłana i generała Zellass Metallium?-i spróbował rozerwać więzy. Chyba
jednak nie wiedział, kim jest Feria i jaką ma moc.

-Och, Xellosie, czyżbym nie powiedział ci, kim ona jest?-zapytałem,
wskazując na Ferię. Ta popatrzyła z politowaniem na mazoku.-To Opiekunka
Natury, Feria.

-Doprawdy? A tamten w szarych włosach?

-A, to Ungis, Opiekun Wilków.Teraz ja zadam ci pytanie. Czy jesteś mistrzem
całego Złotego Miasta?

-Tak, ponieważ mieszkańcy chcieli mieć mistrza, a ja, jako jedyny, pokonałem
go.- tu wskazał na Valgarva.

-Dobra, pogaduchy zostawcie sobie na później.-przerwała nam Kay.-Teraz
musimy znaleźć Zaklęcie Pojednania.-rzuciła, zekakując ze stołu.

-A to kto?-zapytał Xellos, patrząc na Kay.

-Hehehe, chcesz zobaczyć?

-No, przydałoby się.

-Dobra. Kay, zdejmij kaptur.-wydałem polecenie. Ona je spełniła.

-Ona wygląda tak samo jak ty!!!!!!-wykrzyknął zdumiony Xellos.

-No, prawie tak samo.-powiedziała Kay, nagle podchodząc do Xellosa-Jeśli
powiesz nam, gdzie jest Zaklęcie Pojednania, to cię wypuścimy.-podjęła
decyzję.

-Dobrze, powiem wam, ale musicie mnie rozwiązać.

Na to Kay wyciągnęła sztylet i przecięła liany. Xellos wstał i zaczął
rozcierać sobie nadgarstki i kostki u nóg.

-Chodźcie za mną.- powiedział niespodziewanie i ruszył przez drzwi, o które
całkiem niedawno opierała się Feria. Po przejściu przez nie, naszym oczom
ukazała się biblioteka. Nie za bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ bywałem tu
wcześniej. W końcu musiałem jakoś nadzorować poczynania Valgarva. Lecz Kay,
Feria i Ungis ciągle wydawali z siebie okrzyki typu: Ach! i Och!. Ale Xellos
podszedł w końcu do jednej z półek i wyciągnął jakąś książkę. Otworzył ją, a
następnie wyjął z niej świstek papieru.

-Proszę, oto Zaklęcie Pojednania.-powiedział, podając mi go. Przeczytałem:

-".i swą mocą konflikt zażegnajcie.

O pegazy złote, za dobrem wciąż gnajcie

I złu przetrać długo nie dajcie."

-To nie jest całe Zaklęcie.-powiedziałem na widok radości Kay, Ungisa i
Ferii.-"Trzecia w sercu jest schowana" . Pamiętajcie o tym.

Moja "drużyna" zaraz zmarkotniała. Wróciliśmy do Valgarva.

-Valgarvie, bądź tak miły, i powiedz mi, czy działo się coś ciekawego w
Złotym Mieście?-zapytałem.

-Nie, Panie,-odpowiedział. Chyba już przestał uważać Xellosa za swego
mistrza.-chyba, że do ciekawych rzeczy zaliczyć wystawienie tablicy
pamiątkowej ku twojej czci i zmienienie imienia Mistrza Złotego Miasta na
bramie wejściowej.

-No tak,- zamyśliłem się-trzeba im pokazać, że żyję.


Rozdział ósmy. Koniec.


Ja i Kay znów założyliśmy peleryny i naciągnęliśmy kaptury. Valgarv otworzył
drzwi i wyszedł. Zrobiliśmy to samo. Poszliśmy do centrum Złotego Miasta,
gdzie stała tablica pamiątkowa. Wiedziałemm że i teraz, jak za mojego
"panowania", całe miasto zbierze się, by posłuchać Mistrza. Zawsze działo
się to o 12.00. Jakoż i tym razem się nie pomyliłem. Kiedy zabrzmiały dzwony
w Świątyni Mistrza, wszyscy mieszkańcy Złotego Miasta zebrali się, a na
podwyższeniu pośrodku tłumu stanął Xellos.

-Dziś nie ja wygłoszę mowę, a ten oto Smok.-powiedział i wskazał na mnie.

-Co? Jaki Smok? Przecież nie ma tu żadnych Smoków.-dało się słyszeć szept,
wyrażający zdumienie tłumu.

-Teraz są dwa.-powiedziałem do mieszkańców Złotego Miasta, kiedy stanąłem na
podwyższeniu.- Ja i Kay.

Smoczyca podeszła do mnie.

-Co? Smoki? Jakie?- pytali mieszkańcy.

-Starożytne.-powiedziała głośno Kay.

-Co? Przecież już nie ma żadnych Starożytnych Smoków. Ostatnim był Wielki
Mistrz Lord Valgaav!-wydarł się ktoś.

-Nie byłem widocznie ostatni.-powiedziałem, zdejmując pelerynę. Kay zrobiła
to samo.

-MISTRZ!!!! TO WIELKI MISTRZ VALGAAV!!!!-wiwatował tłum. Natychmiast
zauważyłem, że ktoś biegnie zmienić imię Mistrza na bramie.

-Tak, tylko kim jest ta dziewczyna?- ktoś krzyknął.

-To drugi Starożytny Smok, Kay.-odpowiedziałem i przytuliłem Kay. Ta się
tego najwidoczniej nie spodziewała, ale za moment poczułem jej ramiona
obejmujące mnie. Ale oczywiście ktoś MUSIAŁ nam przerwać.

-Synu, przeczytaj Zaklęcie.- dobiegł mnie głos jakoby z zaświatów. Tak, to
był głos mojego ojca!

Zrobiłem tak, aczkolwiek z niechęcią, bo nie wiadomo, do czego mogłoby dojśc
między mną a Kay.^^ ^^

-"O Smocze Skrzydła, przecież jest was dwoje,

Więc otwórzcie zgody podwoje

I swą mocą konflikt zażegnajcie.

O pegazy złote, za dobrem wciąż gnajcie

I złu przetrwać dlugo nie dajcie"-skończyłem.

Nagle usłyszałem głos Kay:

-".I niechaj wszystko, co zostało w gniewie zniszczone,

Obudzi się w pełnej chwale".

Wtedy zerwał się gwałtowny wiatr. Usłysałem łańcuchy dzwoniące o krzyże
zabitych Starożytnych Smoków. Nagle dźwięk łańcuchów znikł. Odruchowo
spojrzałem w niebo. Z Północy leciały. Starożytne Smoki!

Jeden z nich wylądował przed nami i zmienił się w człowieka.

-Synu, dobrze się spisałeś.-powiedział.

-Dziękuję, ojcze.

-Nie wiem, co zamierzacie zrobić-rzucił krótko mój ojciec-ale my wracamy do
Stolicy. Trzeba doprowadzić nasze ziemie do porządku. Kiedy wszysto
załatwicie, wróćcie do domu.-powiedział i zmienił się w smoka. Popatrzył
jeszcze na nas i pochylił się w moją stronę.

-Uważaj na nią. Będzie dobrą królową.-szepnął i wzbił się w powietrze. Po
chwili reszta Starożytnych Smoków zrobiła to samo i wszyscy polecieli na
Północ.

Wtedy znów przytuliłem Kay.

-Kay-szepnąłem-czy zostaniesz moją Królową?

-Tak-odszepnęła- oczywiście. Ale wróćmy już do domu.


***KONIEC***


PS. Skończone!!!

PS2. O Jezu, O Jezu, O Jezu.

PS3. Dziękuję Kay za zainspirowanie mnie do napisania tego opowiadania.

PS4.A tak w ogóle, dziękuję za stworzenie tej strony i tego działu.

PS5.KOCHAM WAS!!!!!!!!!

PS5.Oczywiście All rights reserved.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.44067700 1314984256
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!