Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 1
rozdział #04
 
Treść fanfika..
Oto i kolejna księga. Czy nasi herosi uzbierają wszystkie cztery berła?
KSIĘGA CZWARTA: ZIEMIA. CHAOS.

Rozdział pierwszy. Spotkanie. Przykra i niespodziewana niespodziewanka. Oskarżenie. Ucieczka.

- siemka laska!
- are you takling to me?
- no co ty kotku, wyluzuj...
- you!? takling to me!?
- choć na sianko zrobimy bzykanko...
- FIRE BALL! huh...
- Lino, Lino powinnaś być uprzejmniejsza dla podrywających cię chłopaków ^^- zwrócił uwagę linie Xellos kóry w tej chwili udawał że jej nie zna i wogóle pytał się jej tylko o godzinę.
- a co ty wiesz o podrywaniu???
- och dużo, och ^^
- cieeekaaawe ile gejów masz już na swoim koncie...
Xelloss słysząc to znów otworzył swoję piękne, piękne oczy i spojżał wyzywająco na Linę
- kotku...
Lina znów zemdlała z cichym westchnieniem.

(tu przerwa, bo ja także zemdlałam wyobra żając sobie jego piękne, piękne, piękne oczy)

Nasi bohaterowie znajdowali się znów w jakimś mieście, którego nazwy nie podam, bo nie chce mi się wymyślać. Nagle na jednym z budynków zobaczyli napis z wielkim szyldem: "Uzdrawianie. Od złamań poczynając na głupocie kończąc."
- Ej, choćcie zaprowadzimy tam Gourrego ^^- zaproponował Xelloss
- ma pan rację !- uśmiechnęła się złośliwie Amelia
Po zaciągnieciu rozpaczliwie wyrywającego się Gourrego do budynku misternie zdobionego złotem i innymi takimi reczami naszych bohaterów przywitała jakaś paniusia.
- dzień dobry. dzisiaj jedyny dzień, w którym madame S, nadworna lekarka króla przyjmuje zwykłych ludzi.
- dobra, dobra ile będzie kosztować ta przyjemność?
- hmm a jaka dolegliwość?
- głupota.
- kto jest pacjentem?
Lina wskazała na Gourrego.
- o co chodzi...?- zapytał się ww.
- chmm ciężki przypadek. To będzie kosztować 1000000 platynek.
- SŁUUUUUUCHAAAM???- oburzyła się Lina- TAKIEJ SUMY TO JA NIEGDY W RĘKACH NIE MIAŁAM !!!
- to już nie moja wina
- GDZIE JEST TA KONOWAŁKA MUSZĘ Z NIĄ POGADAĆ !!!- i z pianą na ustach wtoczyła się do gabinetu. W środku siedział jakiś przestraszony faciu a nad nim grzebała osoba w białym fartuchu. Maska zasłaniała jej twarz.
- FIRE BALL !- bez zastanowienia rzuciła Lina
- uż ty!!! OGNIO- STRZAŁA !!!- krzyknęła pani doktor, lecz z jej rąk wystrzelił tylko jakiś nieśmiały kłębek popiołu.
Lina wybuchła histerycznym smiechem i zaczęła się tarzać po podłodze
- Ja znam skąś ten sposób...- zaczęła zastanawiać się Lina
- Sylpheel, czy to ty?- zapytał się Xelloss który był najwyraźniej najinteligentniejszy w tym towarzystwie
- Sylpheel.. zaraz zaraz gdzieś słyszałem to imię..- zaczął zastanawiać się Gourry
- Lina? Amelia? Gourry? Xelloss?- wyjąkała osóbka zdejmując maskę. Istotnie, była to Sylpheel.
- Siemka !!!!- powiedziała nadal chichocząc Lina- widzę że nigdy nie nauczysz się rzucac poprawnie tego zaklęcia...
- no...- Sylpheel zaczerwieniła się
Wszyscy siedli sobie spokojnie przy herbacie.
- no i widzicie, pracuję dla króla tego państwa. Kiedyś uratowałam mu życie lecząc go z pewnej choroby,a on uczynił mnie nadwornym lekarzem.
- ale ci się fucha trafiła..
- nom , i teraz wiem o wszystkim co się dzieje w zamku. Wiecie, ostatnio przywieźli do naszego skarbca kamień, szmaragd. O taaki był- Sylpheel zakreśliła koślawe kółko wielkości talerzyka- i miał czarny kolor. Chcieli go oszlifować, ale się nie dało. Jest bardzo postrzępiony, więc niewiadomo co król z nim zrobi.
Linie zaświtała myśl.
- słuchaj, a czy był on podobny do kamienia tego, tego i tego?- zademonstrowała Berła.
- hmm tak, był podobnej wielkości i podobnego ksztautu na dole. Przypominał raczej gródkę ziemii...
Z westchnieniem "wiedziałam" Lina osunęła się na ziemię.
- słuchaj Sylpheel.. ty masz znajomoci w skarbcu.. moglibyśmy zobaczyć ten kamień?- zapytała się Amelia
- no jasne!

***

Następnego dnia Sylpheel, Lina, Xelloss i Gourry udali się do zamku. Amelia na jeden dzień przyjęła urząd Sylpheel lecząc ludzi.
Po wejściu do zamku przejściu po krętych schodach Sylpheel pokazała im wielką bramę.
- Ty znajduje się skarbiec. Kamień jest na honorowym miejscu na wprost od wejścia. Wejdźcie, a ja powiem strażnikom żeby ee.. patrzyli czy wam nikt nie przeszkadza- powiedziała Sylpheel znając pociąg do bogactwa Liny
- oki, dzięki. - weszli, i zamknęli drzwi. Uderzył ich niesamowity widok- w ścianie wybita była ogromna dziura z której jeszcze się dymiło. Jakaś postać w białym płaszczu akurat pakowała kryształ do torby.Najwyraźniej nie zauważyła naszych bohaterów, tylko szybko wybiegła przez dziurę w ścianie. Lina, Xellos, Gourry rzucili się w pogoń. Gdy wybiegali przez dziurę usłyszeli głosy strażników "ZŁODZIEJE! UKRADLI KRYSZTAŁ!"
- oj niedobrze...
- nie mamy teraz czasu się usprawiedliwaiać, lecimy za tym ciołkiem!
Lecz prawdziwy złodziej znikł między drzewami. Zmachani nasi herosi oparli się o pień drzewa.
- uciekł..
- eja, a dlaczego oni nas gonią ?- Gourry wskazał na strażników biegnących wprost na nich krzyczących "ZŁODZIEJE"
Oczywiście Lina załatwiła ich Fire ballem.
- musimy się streszczać, może być ich więcej! lecimy po Amelię!- rozkaząła Lina głosem Napoleona i biegiem udali się do misteczka. Szybko w biegu chwycili za fraki Amelię i pobiegli w ciemny las.
- e.. co ?- wykrztusiła Amelia, gdy Lina wreszcie postawiła ją na ziemii.
Była zbyt zdyszana by opowidzieć jej całą sytuację, więc zrobił to za nią Xelloss.
- oj...- jęknęła Amelia
- żebyś wiedziała, OJ! aleśmy wdepnęli...
- GDZIE!!!???- zainteresował się Gourry ogladając uważnie podeszfy swoich butów
- to była przenośnia, debilu - warknęła Lina

Rozdział drugi. kradzież. sen Liny. Zdemaskowanie sprawcy. Szczęście Amelii

Musimy spowrotem przywdziać nasze płaszcze, bo na pewno rozesłali na nas listy gończe...- powiedziała Lina i narzuciła na siebie swój czarny płaszcz. To samo zrobił Gourry przywdziewjaąc płaszcz granatowy a Xelloss fioletowy.
Doszli do niedaleko położonej także sporej mieściny. Chcieli wejść do kawiarni by omówić sprawę.
- z tym nie wejdziecie.- powiedział groźnie kelner wskazując na ich berła
- ale czemu?
- są za duże. Takie rzeczy zostawia się na zewnątrz. Nasi bohaterowie z westchnieniem poukładali je w równym rządku przed knajpą.
- ukradli kamień ziemii, nie mamy pojęcia gdzie teraz jest więc co teraz zrobimy?- zapytała Lina waląc pięścią stół
- może coś zamówimy? umieram z głodu..- powiedział Gourry
- dobry pomysł Gourry. KELNER! POCZWÓRNĄ PORCJĘ WSZYSTKIEGO CO MACIE!
Kelner spąglądawszy na Linę jak na zielonego ufolotka polecił kucharzom sporządzić co tylko tam mają.
- no więc- zaczął rozmowę Xelloss- jesteśmy w martwym punkcie ^^ są malutkie szanse że znajdziemy berło...
- przestań sie tak uśmiechać z taką wielką chęcią do życia !- warknęła Lina- to jest straszne...
- JAKIŚ WYJĘTY SPOD PRAWA DEBIL WYKRADŁ NAM KAMIEŃ A MY, ORĘDOWNICY SPRAWIEDLIWOŚCI MAMY NA TO PATRZEĆ??? NIE !!! - wykrzyknęła Amelia waląc obiema pięściami w stół
- młoda damo, proszę nie niszczyć lokalu.- zwrócił jej uwagę kelner
- o, przepraszam. Na czym to ja skończyłam? aha. NIE!!! MY, KTÓRZY STAWIAJĄ ZAWSZE PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ NA PIERWSZYM MIEJSCU NIE POZWOLIMY NA TO! TEN CZŁOWIEK ZASZKODZIŁ NIE TYLKO NAM ALE I KRÓLOWI TAMTEGO WSPANIAŁEGO I PIĘKNEGO PAŃSTWA, KTÓRE W CIĘZKIM TRUDZIE ZDOBYŁO TEN KAMIEŃ, KTÓRE BYŁO Z NIEGO DUMNE, KTÓRE POKOCHAŁO GO JAK WŁASNE DZIECKO !!! NIE POZWOLIMY NA TAKĄ NIESPRAWIEDLIWOŚĆ !!!- z nieba spadło z 5 puiorunów
Amelia w swojej charakterystycznej pozie stojąc na stole czekała na apauz. Słysząc głucha ciszę usiadła spowrotem na swoimmiejscu.
- To mi przypomina taką księżniczkę.. zaraz zaraz jakiego kraju? ach tak, pamiętam, Seyruun. Ona to była rabnięta na punkcie sprawiedliwości razem z tym swoim tatusiem, Philem. cały swiat z nich się śmieje. - powiedział kelner znosząc dania.
Amelia czerwona jak flaga chińska miała ochotę schować się pod stół. Nie wiedziała czy śmiac się czy płakać.
Kelner przyniusł wszystkie dania wygłodniałej Linie. Nasza czarodziejka skończyła jeść dopiero wtedy, gdy w sklepie skończyły się zapasy.
Zaczęli wychodzić ze sklepu. Chcieli wziąć spowrotem swoje berła, ale..
- NIE MA!!!! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA!!!!- jęknęła bolesnie Lina osówając się na kolana
- ależ.. to niemożliwe...- powiedziała Amelia drgającym głosem spoglądając na pustą ścianę- dlaczego askurat teraz? dlaczego akurat nam?
Nasi bohaterowie pokrążyli się w żałobnym płaczu, łkaniach i wyrywaniu sobie włosów z głowy.
Nagle z jasnego nieba spadła błyskawica prosto na Linę. Oplotła ją prądem. Lina z cichym jekiem padła na ziemię.
Przed oczami zaczęły jej się przesówać obrazy.
Krótko mówiąc miała sen.
Nagle ukazał się jej przed oczami nikt inny jak Derek i Stella.
- witaj, pani Lino Inverse.
- ja.. was widzę? wy jesteście prawdziwi..?
- tak, my zesłaliśmy ten piolun na ciebie. Teras słuchaj: wiemy o tym ze zły cłowiek ukradł wam berła. Ale nie wszystko stracone. Berło powietrza posypałyśmy specjalną sub..sub..sub..- Stella nie mogła tego wymówić- no, płynem. Zostafia ślady. Idźcie w nocy, będzie świecił na biało. Doplofadzi was do kradziennika.
- a teraz zegnamy się Lino Inverse.- powiedział Derek
Obraz przed oczami Liny się rozpłynął. Wolno zaczęły dopływać do niej promyki światła. Nagle do rzeczywistości przywołał ją brutalnie wymierzony policzek przez Xellossa. Potem drugi i trzeci.
- AAAUUUU!!!- krzyknęła
- o, obudziła się ^^ mówiłem wam że to najlepszy sposób, a wy chcieliście poiczekać aż sama się obudziła.
Lina korzystając że Xelloss klęczy nad nią kopnęła go w krocze.
- TY PALANCIE TO BOLAŁO !!! MASZ ZA SWOJE !!!- wydarła się Lina
Xelloss chciał coś odpowiedzieć ale tylko cicho pisnął i przewrócił się na ziemię.
Lina opowiedziała co jej się przyśniło.
- czyli gdy zapadnie noc, możemy ruszać.

***

Zapadła noc. Zaczął padać deszcz.
- wiecie co będzie jutrzejszej nocy?
- będzie TA noc...
- jesli nie znajdziemy dzisiaj tych bereł będziemy musieli czekać rok ^^
-PRZESTAŃ WRESZCIE TAK RADOŚNIE SIĘ UŚMIECHAĆ !!!
- a, no tak ^^- Xelloss przybrał zbolałą minę- ojejej jakie to straszne, Lina nie będzie bogata, ojejejej...
- o, patrzcie tam się coś świeci- błysnął spostrzegawczością Gourry
zaiste, na podłożu, jaśniała bardzo jasna linia.
- to ta linia, o której móiwła Stella... idziemy!
Szli na gdzieniegdzie rozsianymi plamkami. Weszli do lasu ( wiem że dużo lasów w tym opowiadaniu, heh). Ślady prowadziły do jaskini. Wśrodku tlił się mały ogienek. Ostrożnie zaglądnęli do środka
W środku siedziała nadal owinięta białym płaszczem postać, akurat czule czyszcząca berła. ICH berła.
- MAMY CIĘ ANANASKU !!!- wyskoczyla Lina, Gourry, Amelia i Xelloss (przypominam że oni także byli w płaszczach zasłaniających im twarze)- ŁADNIE TO TAK KRAŚĆ CUDZE RZECZY ???
- wy ! to wasze berła ?- krzyknął złodziej gwałtownie wstając - nie oddam ich wam !
- jeszcze się zobaczy! FIRE BALL! - ognista kula poleciała wprost na gościa a tan, ja bez większego wysiłku odrzucił
- hehehe na takie ataki jestem uodporniony, znałem taką osobę, która często mi demonstrowała na mnie jak działają.. huh.. RA TILT !!!
I ten czar poraził naszych bohaterów. Lina przystąpiła do wymawiania formułki Dragon slave.
- DRAGON SLAVE!!!!!!!!!!!!!!!!!
- oj wpadłem - jęknął gościu chowając się gdzieś w kąciku jaskini.
Nasich bohaterów odrzuciło kilkanaście metrów dalej. Jaskinie całą wysadziło. Lina otrzepała się z popiołu i podbiegła do półprzytomnego złodzieja ich bereł.
- POZNAJ TWARZ SWOJEJ MORDERCZYNI, PSIE !- powiedziała z triumfem Lina przykładając mu miecz do szyi i zsówając z siebie kaptur
- t-t-t-o ty?
- A JA CHCĘ ZOBACZYĆ MOJĄ OFIARĘ, ZANIM ZGINIE!- i ostrzem miecza rozcieła woalkę-kominiarkę jaką miał na sobie złodziej. Zapadła cisza. Nagle Amelia pisnęła.
Nie wiedziała czy śmiac się czy płakać. szybko pobiegła i rzuciła się złodziejowi na szyję.
- ZELGADISSIE !!! ZELGADISSIE !!!- wołała przez łzy - WRESZCIE CIĘ ODNALAZŁAM !!!
Lina i Gourry stali tylko nic nie rozumiejąc.
- jakże to romantyczna scenka, och ^^- westchnął Xelloss
- ZELGADISSIE, JA SIĘ TAK MARTWIŁAM, TAK TĘSKNIŁAM !!!- łkała Amelia. nagle się opanowała i wymierzyła swojemu ukochanemu gwałtowny policzek- a gdzieś się szlajał tyle czasu!!!??? nie mołeś ze mną porozmawiać?? wiesz ile nerwów natraciłam !!! nie wiedziałeś że ja cię kocham nie patrząc jak wyglądasz !!!
- toż się tu romansidło robi ^^ - ponownie westchnął Xelloss
- ależ.. Amelko moja ty... przecież ja to zrobiłem dla ciebie.. chciałem ... żebyś się mnie nie wstydziała... myślałem że sprawi ci to radość...
- TO ŹLE MYŚLAŁEŚ !!!
Nagle Lina ponownie przytknęła Zelgadissowi miecz do gardła.
- przepraszam że przerywam, ale czy mógłbyś mi z łaski swojej powiedziec po co zwinąłes nam te berła?
- no bo.. słyszałem że jak się cztery takie zbierze powstaną dwa inne żywioły... z jednego można zrobić to co się chce, a drugi da odpowiedź na każde pytanie... no i myślałem że udzieli mi odpowiedź co muszę zrobić żeby odzyskać dawny wygląd...
- dziwne.. my też zbieramy te berła.. tylko że ja chce się wzbogacić..- powiedziała Lina
- a to ostatnio zdobyłem- Zelgadiss pokazał im spory kryształ- kamień ziemii. Był w skarbcu pewnego króla..
- A WIĘC PRZEZ CIEBIE MY JESTEŚMY OSKARŻENI O KRADZIEŻ...- Lina z przekrwionymi oczami miała zamiar rzucić się na Zelgadissa ale w porę powstrzymał ją Xelloss
- co?
Nasi bohaterowie opowiedzieli mu.
- a słuchajcie jak wam się udało zebrać te trzy berła?
Przekrzykując się, z wieloma "ochami", "achami" i "ojej jakie to było straszne" opowiedzieli Zelgadissowi całą historię.

rozdział trzeci. I nastał chaos.

- musimy dojść na jakąś wolną przestrzeń, żeby rozłożyć te berła.
- za lasem jest duża łaka.
- no to idziemy.
- ALE ZARAZ!
- co?
- Zelgadiss masz pierwszą część berła ziemi?
- oczywiście, aż taki głupi nie jestem.. leżała wyobraźcie sobie a jakimś muzeum architektury nowoczesnej.
I demonstrując to złożył całe berło do kupy.
- okej, no to tak możemy iść.
Poszli pięciu wspaniałych. Stanęli na łące.
- hmm ukąład o ile zapamiętałam jest taki: berła muszą tworzyć kwadrat o boku 7 metrów.
Porozkładali je tak.
- No i wszystko. Pozostaje nam tylko czekać. Równo o północy powinno się cos stać.
Wolno mijają godziny.. nasi bohaterowie umilają sobie oczekiwania graniem w bierki włosami Zelgadissa, graniem w pchełki włosami Zelgadissa, graniem w chińczyka włosami Zelgadissa & wzajemne kłucie się włosami Zelgadissa.
Zapadła noc...
Noc ciemna jak smoła, jak atrament...... każda chwila przesycała grozą i napiętym przexzuciem że zaraz się cos zdarzy...
Panowała niezmącona cisza jakby nawet przyroda oczekiwała tego zdarzenia...
Nawet wiatr nie szeleścił w trawie...
(czujecie ten klimacik? hehehe)
Nagle berła zaświeciły jaskrawym światłem. Zauważyli to nasi bohaterowie i szybko podeszli do odpowiadających im żywiołów: Lina do ognia, Amelia do wody, Zelgadiss do ziemii a Gourry do powietrza. Xelloss się tylko przyglądał. Wypłynłey z Bereł białe linie tworząc kwadrat, a następnie wytworzyły się jego przekątne. Coś wybuchnęło, i od miejca w którym przekątne się przecinały zaczęła powstawać pustynia.
- och !- jęknęła Amelia gdy raz po raz zaczęły bić błyskawice.
Po chwili to wszystko wybuchło oślepiającym światłem. Nagle momentanie wszystko ucichło. w miejscu gdzie przecinają się przekątne kwadratu, stała niewielka pozłacana szkatułka, i jaskrawo zielona kula.
- ach..- Lina nie mogła uwierzyć swoim oczętom.
Po paru chwilach z obu przedmiotów zaczął się wydobywać dym. Za chwilę z tego dymu zaczęły się zarysowywać krztauty. Po paru minutach za zieloną kulą stała postać a za szkatułką jakiś przeźroczysty niewyraźny zarys dziewczyny raz się materializujący a raz znowu stający się przeźroczysty.
- witajcie. Jetsem Cynthia, opiekunka tego żywiołu.- powiedziała postać stojąca za zieloną kulą. Miała jasnozielone błyszczące włosy rozczapirzone na wszystkie strony. Miała na sobie takiego samego koloru odzienie- długą spudnicę i luźną bluzkę.
- d-d-dzień dobry...- wyjąklał Zelgadiss- do czego twój żywioł słóży?
- odpowiada na jedno jedyne pytanie.. potem znika a ja umieram.
- wyobraź sobie że mi nie jest przykro z tego powodu...- powiedziała postać stojąca za szkatułką
- kim jesteś?- zapytala się Lina której wreszcie udało wydobyć z siebie głos
- Ira, opiekunka żywiołu, z którego można zrobić wszystko. Jeżeli nie będziecie mi posłuszni, będzie to ostatnie imię, jakie usłyszycie w życiu- i wybuchła dziwkarskim śmiechem. Gdy się na krótką chwilę materializowała była dziewczyną o szarych, błyszczących metalicznie lokowanych włosach sięgających do pasa, różowych (!) oczach i w metalicznej psycho-sukience ledwo ukrywającej jej wdzięki
- co masz na myśli mówiąc "posłuszni"
- ech, ludzie są głupsi niż myślałam- i znowu zaśmiała się- jestem silniejsza od opiekunek żywiołów ponieważ JA potrafię zamienić się we wszsytko i mam zamiar przejąć władzę nad tym całym interesem... i mam zamiar zrobic reformę w istniejących tu rządach.
- ty niegodziwa, nędzna...
- eeej.. panuj nad słowami, mała- i jednym ruchem ręki sprawiła że Lina wylądowała kilka metrów dalej.
- UŻ TYYY!!!- i Gourry przeciął ją z nienawiścią swoim mieczem. Przeleciał przez nią jak przez wodę.
- o, miecz opiekunki wody... potężna broń ale nie na mnie ! - Gourrego także odrzuciła na kilka metrów.
- RA TILT !- rzucił czar Zelgadiss
- HAHAHAHAHA!- zaśmiała się Ira- takie czary mnie łaskoczą chimero...- i Zelgadiss znalazł sie w tym samym miejscu co Gourry i Lina
- jeszcze ja ci zostałem..- odezwał się Xelloss
- widzę cię, śliczny chłopczyku... no, choć...
Xelloss rzucił się na Irę i na dłuższy czas znikli. W powietrzu słychać było tylko trzask. Po minucie Xelloss odrzucony z wielką siłą walnął o rosnące drzewo, łamiąc je całkowicie.
- no, sami widzicie, że nie macie ze mną szans...- powiedziała drwiąco Ira stając spowrotem na swoje miejsce. Nie wiedziała, że jeszcze została jej Amelia.. a owa dziewczynka ze sztyletem w dłoni, wolno podkradała się za nią... nagle zadała jej cios wprost w plecy. Nóż przelecial przez nią jak przez wodę i z głośnym trzaskiem wylądował na podłożu. Zapadła grobowa cisza. Słychać było tylko przyspieszone bicie serca Amelii.
- cios w plecy..? teraz to sobie mała nagrabiłaś...- i Ira ze wściekłością wymierzyła wiązkę światła w jej serce. Amelia padła na podłogę.
- taki los spotka tych którzy ośmielą się ze mną zadzierać..- powiedziała drwiąco Ira i odrzuciła ciało Amelii pozostawiające za sobą krwawą smugę do Zelgadissa.
- Amelio... nie.. błagam tylko nie ty!!!- szeptał to ciała Amelii Zelgadiss- NIE TY !!!- wykrzyknął tonem w któym była równocześnie wściekłość i okropna, przeszywająca rozpacz.
- jeny.. Amelia...- Lina szybko pobiegła do Amelii
- IDŹ STĄD ! TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE I TWOJĄ RZĄDZĘ BOGACTWA !- ryknął Zelgadiss odganiając desperackim ruchem Linę od Amelii
- a..ale ja...
- Lino, już nic nie możesz zrobić... stało się... nnam wszystkim przykro z tego powodu, ale pomyśl co teraz czuje Zelgadiss. - Xelloss położył Linie rękę na ramieniu
- Aileen ma wielką wiedzę... szkoda że jej tu nie ma, może by coś zrobiła..- powiedział smutno Gourry
Nagle jego miecz dziwnie zaświecił. Nagle spadł deszcz i z kropel uzbierała się Aileen.
- ktoś mnie wzywał ? och !- krzyknęła gdy zobaczyła blade, przeszyte na wylot ciało Amelii- ochhh!!! tego się obawiałam !!!- krzyknęła patrząc na roześmianą Irę
- co, siostro, nie rzucisz mi się na szyję?- zapytała drwiąco
- ty... ty to zrobiłaś?- zapytała się wskazując na Amelię
- taaak...- powiedziała najobojętniej w świecie- a co?
- ty... ty... nieczuła...
- panuj nad słowami ! czy ty wiesz kim jestem?
- Ira.. opanuj się ! już zabiłaś jednego człowieka ! nie zabijaj opiekunek żywiołów !-odezwała się dotychczas milcząca Cynthia, bojąca się potęgi Iry
- ZAMKNIJ SIĘ SZMATO BO TY BĘDZIESZ NASTĘPNA! - wydarła się Ira
- ależ.. to nieludzkie !!- jęknęła Aileen- Lina .. mam pomysł! spróbuj zyskać na czasie, ja zaraz wrócę ! - i rozpłynęła się
- no dobrze... Xelloss ! Gourry! Zelgadiss! pomścijmy Amelię...
Xelloss z Gourrym równocześnie rzucili się na Irę, Zelgadiss rzucił ra tilt a Lina przystąpiła do wypowiadania Laguna Blade.
Ciosy Gourrego przenikały przez Irę jak ptrzez wodę, tak samo Zelgadissa. Jedynie Xelloss miał jakieś szanse, bo on także nie był śmiertelnikiem. Co chwilę znika i pojawiał się walcząc zaciekle z opiekunką. Lecz jej siła przewyżsazała parokrotnie siłę mazoku.
- LAGUNA BLADE !!! - wreszcie krzyknęła Lina i podbiegła do akurat zajętaj Xellossem Iry. Jednak ta w ostatniej chwili spostrzegła co się święci i rozdzieliła się na dwie części jak powietrze.
- nie macie ze mną szans.. mogę się zamieniać w żywioł jaki chcę...-
Nasi herosi & bohater negatywny byli zajęci walką. Nie zauważyli że kilka metrów dalej stanęły cztery postacie.
- Aileen, jesteś pewna że to pomoże?- zapytała dziewczyna o spiętych lużno czarnych włosach. Miała brązowe oczy. Ubrana była w ciemnozieloną sukienkę z brązowymi guzikami z boku.
- Shelio, nie ma wątpliwości.- odpowiedziała Aileen- Lynne, a ty wiesz co robić?
- no jacha- odpowiedziała wysoka dziewczyna z krótkimi zawiniętymi do góry krótkimi białymi włosami. Miała na sobie luźne białe spodnie. Na piersi miała tylko pas z białego materiału. Do szyi była przywiązana biała peleryna
- aniołeczku, a skąd pewność że to na pewno ją pokona?- zapytała Edna, którą juz znamy
- JAK TO SKĄD ? Edna dlaczego ty nigdy mi nie wierzysz ??? - wkurzyła się Aileen - te berła zostały stwotrzone dla nas jako najsilniejsza broń. Jeżeli połączymy je uzyskamy promień mogący zniszczyć wszystko co daje jakiekolwiek oznaki życia. Czy to śmiertelne czy nieśmiertelne.
- no to okej. Choćcie zniszczyć naszą siostrę marnotrawną ...- zaśmiała się złośliwie Lynne. - do Bereł !
Dziewczyny wyjęły z ziemii każda swoje berło. Włożyły do nich po swoim małym berełku którą każda nosi ze sobą ( Aileen jak wiemy laskę przypominającą słup wody, Edna słup ognia, Lynne słup wiatru a Shelia ziemii)
Tymczasem Zelgadiss daleeeko odrzucony przez Irę i tym samym niezdolny do walki podszedł do Cynthii.
- Cynthio.. czy nadal mozesz odpowiedzieć na moje pytanie?
- oczywiście.
- mam do ciebie jedno pytanie.- spojrzał na bezwładne ciało Amelii- jak ożywić Amelię?
- hmm.. - Cynthia zamyśliła się- właściwie nie ma żadnego sposobu osiągalnego dla śmiertelników.
Zelgadiss spuścił głowę.
- ale sposób bardzo użyteczny to sporządzenie wywaru z dwuch liści drzewa Animis, którego żaden śmiertelnik ani istota zła nie ma prawa dotykać. Nastęnie wywar ten wlać do ust ofiary. Powinna odżyć.
- no ale przecież żaden śmiertelnik nie ma prawa go dotykać... a na Xellossa też nie można liczyć, przecież to mazoku.
- nie martw się... tak się składa że te dwa liście mam zawsze przy sobie- i odpięła dwa niewielkie listki z wpiętej we włosy spinki.
- to.. to naprawdę... te..?
- tak. teraz trzeba sporzadzić z nich wywar. Masz jakiś kubek?
- nie..
Cynthia odczepiła zielony kryształ ( każda opiekunka ma taki znak rozpoznawczy- okrągły kryształ zawieszony na szyi przyczepiony do pasa tkaniny) w którym wydrążyła dziurę. Sprawiła że znalazła się w nim woda. Wrzuciła do niej listki. Cos błysnęło.
- wywar gotowy. Ivor mnie zabije, mam tylko odpowiadać na pytania a nie pomagać.. no ale trudno
- przeciesz Ivor powstał z czterech opiekunek żywiołów...
- tylko one tak myślą. On powstal tak naprawdę z każdej z nas ale my wtedy nie miałyśmy racji bytu... to takie skomplikowane nie mogę ci tego tłumaczyć bo... nie mogę. Teraz idź podaj ten wywar Amelii.
Zelgadiss szybko nalał wywar do zsiniałych ust Amelii. Nagle nabrała kolorów.
- ONA ŻYJE !
- żyje.- Cynthia usmiechnęła się najwyraźniej dumna z siebie- teraz niech śpi. A teraz ci coś powiem: ponieważ zadałeś pytanie nie z myślą o sobie, bo przecież mogłeś zapytać się jak zdobyć wielkie bogactwa i fortuny, tylko zmyślą o innym człowieku, którym akurat jest ta dziewczyna, możesz zadać jeszcze jedno pytanie.
- taaaak?- Zelgadiss nie mógł uwierzyć własnym uszom
- taaaak.
- no więc...- Zelgadiss nie mógł się powstrzymać- co mam zrobić żeby odzyskać dawny wygląd?
Cynthia zaśmiała się. Jednak nie był to smiech pusty, czy szyderczy, lecz serdeczny.
- nie musiałes się tego pytać. Byś sobie może kiedyś zdał z tego sprawę.
- co?
- twój wygląd pochodzi z twojego wnętrza Zelgadissie. Dopuki ty będziesz uważał że jesteś okropny i brzydki i nikt cię z takim wyglądem nie polubi, będziesz tak wyglądał. Zobacz- wskazała na Amelię- ona pokochała cię mimo że tak wyglądasz. Ona pokochała CIEBIE, nie twój wygląd. Jeśli ty przestaniesz myśleć że twój wygląd jest przeszkodą, jest piętnem tak ludzie będą cię odbierać. Widac jak ktoś siebie nie lubi, Zelgadissie. Jeżeli zaakceptujesz siebie, zaakceptują cię inni.
- nie rozumiem...- wpływ przebywania z Gourrym
- nie jesteś brzydki. TY SAM UWARZASZ SIEBIE ZA BRZYDKIEGO, WSTYDZISZ SIĘ TEGO I LUDZIE TO WIDZĄ. Polub siebie. Rezo oprucz zmienienia w tobie wyglądu zewnętrznego zmienił cię wewnętrznie. Żeby zdjąć ten czar musisz przestać widziec siebie jako coś najgorszego.
- a..acha...- przytaknął Zelgadiss oszołomiony tą odpowiedzią.
- teraz muszę się żegnać. Spełniłam moje zadanie.
- umrzesz?
- na to wygląda - powiedziała beztrosko
- aale mówisz to tak obojętnie...
- trudno się mówi..- powiedziała rozkładając kręce i rozpłynęła się

TYMCZASEM U LINY & INNYCH BOHATERÓW POZYTYWNYCH

- zestaw gotowy?
- jacha !- krzyknęły Lynne, Shelia i Edna
- dobrze..
Nagle obok czwórki opiekunek żywiołów po ziemii przetoczyła się, już nieprzytomna Lina
- musimy się spieszyć. Zaczynajmy.
Stanęły obok siebie łącząc berła.
- o wodo..- powiedziała Aileen
- o ogniu..- kontynuowała Edna
- o ziemio..- kontynuowła Shelia
- o powietrze..- dokończyła Lynne
- łączcie się by użyczyć nam swej mocy zawartej w was a także którą jesteście. Zjednoczcie się tak jak my to zrobiłyśmy. My, opiekunki żywiołów, wzywamy was wodo, powietrze, ogniu i ziemio, byście zmiażczyły siły nieczyste które nam zagrazają. ELEMENT RAY !!!!!!!!!- wykrzyknęły równocześnie. Z miejsca gdzie połączyły się kryształy bereł wystrzelił promień światła.
Ira akurat zajęta dobijaniem Gourrego spostrzegła się w ostatniej chwili. Odrzuciła go i stanęła naprzeciwko sunącego do niej śmiercionośnego promienia. Strach, a może siła płynąca z tego promienia ją obezwładniała. Nie była w stanie wykonać żadnego ruchu, zresztą i tak wiedziała że przed tym płomieniem nie ma ucieczki.
Zanuciła sobie tylko "A miało być tak pięknie..." elektrycznych gitar i po chwili poraziła ją wiązka tego zaklęcia. Znikła momentalnie wydając tylko z siebie głuchy krzyk.

rozdział czwarty. powrót do zdrowia. pożegnanie. koniec.

- gdzie ja jestem...?- zapytała Lina. Obraz przed jej oczami był niwyraźny i zamazany. Chciała wstać, lecz nie mogła poruszyć ani ręką, ani nogą.
- zamilcz, smiertelniczko, potrzebujesz odpoczynku!- usłyszała ostry głos
- cicho bądź Lynne, dziewczyna dużo przeżyła, potrzeba jej przedewszystkim miłych słów- zabrzmiał łagodny głos i Lina po chwili poczuła jak ktos jej kładzie na czoło zimny okład.
- phi ! - prychnęła Lynne
- zaraz.. to ty jesteś tą chamką co tak nas apławiła w lesie ...?- zapytała się Lina
- dla ciebie PANI chamka, smiertelniczko
- i jak, dobrze się już czujesz?- Lina znów usłyszała ciepły głos
- bywało lepiej...- Linie zaczął się wyostrzać obraz- Shelia...?
- ciiiś...nie mów tak głośno, potrzebujesz odpoczynku. Tak to ja.
- pokonałyscie Irę?
- tak. Na miejscu walki pozostało tylko to.- Shelia dała Linie do ręki szary, metaliczny kryształ który opiekunki przeważnie noszą na szyi.
- a co z Gourrym, Zelgadissem i Xellossem?
- nimi zajmuą się pozostałe opiekunki. Xellossem opiekuje się Edna, najwyraźniej wpadł jej w oko hihi.. do ciebie przydzielili nas obie, bo ty byłaś w szczególnie złym stanie.
- czy był już pogrzeb Amelii?- zapytała się smutnon Lina
- nie, Amelia żyje!
- żyje????- Lina chciała wstać ale dotkliwy ból przypomniał jej że nie mo,że się ruszyć
- tak, Cynthia pomogła ją ożywić. Wszysko dzięki Zelgadissowi.
- wielka jest potęga miłości..
- WHAZZZZZZZZZZZZUP!!!- do pokoju wpadła Edna trzaskając drzwiami- I jak tam z naszą sławną Liną Inverse?
- cze siostro !- powiedziały równocześnie Lynne i Shelia
- już się obudziła.- odpowiedziała Shelia
- acha. Mi kazali zapewniać ocieplenie pacjentom więc chodzę tak od pokoju do pokoju- dowaliła ognia do ogniska, tak że zaczęła topnieć farba na ścianach- dobra muszę wracać do mojego Xellosska może coś potrzebuje - i skocznym krokiem wyszła równie hałaśliwie jak weszła
- a słuchajcie... jak rozwaliliście Irę?
Shelia opowiedziała jej wszystko.
- PHI! po tym smiertelnicy powinni się zacząć do mnie modlić!- prychnęła Lynne
- przestać Lynne, już to zaczyna byc nudne, odkąd człowiek przestał mówić na gówno papu, tak ty ględzisz że nikt się do ciebie nie modli !
- gdyby nie ja nie mieli by czym oddychać...- warknęła
- nie zwracaj na nią uwagi, z nią to tak zawsze...- szepnęła Shelia Linie
- co ty znowu szepczesz tej śmiertelniczce?
- słuchaj Lynne.. - zaczęła Lynne
- dla ciebie PANI Lynne, śmiertelniczko !
- słuchaj PANI Lynne... dlaczego na wszystkich smiertelników mówisz "śmiertelniku"?
- bo taka jest prawda, śmiertelniczko.
- wrrr...
Nagle do pokoju wszedł nie nikt inny jak sam Ivor. Lynne i Shelia uklękły przed nim na ziemii.
- powstańcie dziewczyny. Chcę wam coś powiedzieć.
Wstały.
- Spisałyście się na medal. Jestem z was dumny! A ty, Lino Inverse, zanim czegoś zaczniesz szukać, sprawdź jakie będą tego konsekwencje..
Lina zaczerwieniła się.
- dobrze, na pewno będę pamiętać...
- no to nara.
I wyszedł.

TYMCZASEM U ZELGADISSA

- kwaśne te jabłka.- powiedział Zelgadiss kładąc z odrazą obok owoce
- przykro mi, innych nie ma. A musisz jeść, jeśli chcesz być całkowicie zdrowy- powiedziała Aileen wpychając mu na chama jabłko do gardła
Nagle do pokoju weszła Amelia
- HABHFBHFFF... !!!- krztusił się Zelgadiss próbując połknąć równocześnia dwa jabłka wpychane przez Aileen
- nie przeszkadzam?- zapytała się Amelia widząc sytuację
- HBBFFFFFFFFFH!!!- Zelgadiss nadal podejmował rozpaczliwe próby powiedzenia czegoś. Wreszcie połknął oba jabłka.
- Amelio!!! ty żyyyjeszz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- i podbiegł szybko do niej nawet nie zważając że nogę miał połamaną w dwuch miejscach.
- Zelgadissie !!!
- to ja się może zmywam- powiedziała szybko Aileen i rozpłynęła się w powietrzu
- wiesz.. ja chciałam ci podziękować... gdyby nie ty nie byłoby już mnie...- powiedziała Amelia
- a ja nie przeżyłbym bez ciebie...
I zatonęli w romantycznym pocaunku...

MINĘŁO KILKA DNI

- jesteście już zdrowi a my mamy obowiązki. Musimy się żegnać. - powiedziała Aileen w imienu wszystkich opiekunek żywiołów.
- to papa !!! nie wiem jak wam się odwdzięczę.- powiedziała Lina
- coś się znajdzie, skarbie !- powiedziała Edna chichocząc
- zamknij się fąflu !- syknęła Shelia do Edny
- no to my musimy już znikać. Pa śmiertelnicy.- pożegnała się Lynne i rozpłynęła się tak samo jak reszta opiekunek.
Nasi herosi zostali sami. Nagle zadzwoniło w kieszeni Xellossa
- Xelloss co to jest?- zapytała się Lina
- komórka. Wynalezą to gdzieś za 500 lat ^^. Halo?- wyjaśnił Xelloss przykładając sobie swoją nokię do ucha.
- ooo witam, padam do nużek.. tak... nie... tak... nie mówi pani poważne... tak... ale ja to tego...- Xelloss zaczął się mieszać- nnie.. tak.. oczywiście, zaraz będę... do widzenia.- i schował komórkę do kieszeni.
- kto to był?
- szefowa... kazała mi wracać. I trochę się na mnie wkurzyła że znowu ratowałem świat zamiast rekrutować ludzi na ciemną stronę ^^...
- no to pa Xelloss. Obyś nie wrócił z misją zabicia mnie.- powiedziała Lina
- HEHEHEH OBY ^^
- to nie było śmieszne Xelloss...
- heheheh - zachichotał- oczywiście żartowałem ^^
- słuchaj Xellos, a dlaczego LON kazała ci wracać?- zainteresował się Zelgadiss
- to tajemnica ^^- I Xelloss znikł.
- i tak wiemy co chce z toba zrobić ta nimfomanka - syknęła Lina
- choćmy gdzies do kawiarni omówić to wszystko co zaszło!
- eee tam lepiej na porządny obiad- powiedziała Lina
- nom- przytaknął Zelgadiss który ciągle nosił Amelię na rękach by być pewien że się z nią nie rozstanie.
- no to idziemy !

I tak się kończy to opowiadanie. Gratuluję że przetrwaliście to tego wspaniałego słowa, jakim jest:

KONIEC

PS. [zemdlenie]
PS2. Wszystkie prawa zastrzeżone (oszywiście ^^)

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.34045700 1276780754
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!