Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 2
rozdział #04
 
Treść fanfika..
Taak, to ostatnia księga [wszyscy na sali: "jeeee!!!!!!"] w niej dowiecie się czy legendarna kraina Auren zostanie uratowana oraz kilka innych rzeczy.
KSIĘGA CZWARTA.

rozdział pierwszy. Wielkie bum Liny. Strefa Gabel i zagadka. Nocleg nad Srebrną Rzeką.

- ach las, jak tu przyjaemnie !- westchnęła Amelia
- co, stęskniłaś się trochę za lasem? nie martw się nie tylko ty!- powiedziała Lina wsłuchując się w szum wiatru
- o czym gadacie?- zapytał się Gourry
- o tym jaki jesteś głupi - syknął Zelgadiss
- wiesz co chociarz raz byś się zamknął, Zelgadiss !- wkurzył się Gourry
- o.. o co chodzi? - zaniepokoił się Zelgadiss
- moja cierpliwość też ma jakieś granice ! a twoja niewyparzona gęba może sprawić że kiedyś nerwy mi naprawdę puszczą !
- ... - Zelgadissa zbyt zamurowało żeby coś odpowiedział
- więc milcz jak do mnie mówisz, Zelgadissie- fuknął Gourry
- ... - Zel już chciał coś powiedzieć ale jakoś dziwnym zjawiskiem nie mógł wydobyć z siebie głosu.
Zapadła cisza.
Szumiały tylko drzewa.
Tą ciszę brutalnie rozdarł wybuch histerycznego śmiechu Liny.
- i z czego rżysz ruda małpo !!! - warknął Zelgadiss purpurowy aż po koniuszki jego spiczastych uszu
- z twojego wyrazu twarzy !!! HAAAAAAAAHAHAHAHAH - i ze śmiechu spadła na ziemię
- to nie jest śmieszne... - jęknął Zelgadiss bliski płaczu
- to nie jest śmieszne HAHAHAHAHAHHA to jest tragiczne !!! HAHAHAHAHAAHHA- Lina zaczęła piszczeć ze śmiechu
- oż.. oż.. ty wredna... - bełkotał Zel tym razem przybierając kolor dojrzałego buraka
- HAAAAAAAHAHAHAAAAAAAHAHAHAHAHAHAHA- Lina tarzała się po ziemii zwijając się w gwałtownych atakach śmiechu
- ona zaraz pęknie...- zaniepokoiła się Amelia
Twarz Zelgadissa przybrała kolor śliwkowy.
- TY PATAFIANKO MYŚLISZ ŻE POZWOLĘ TAK SIĘ Z SIEBIE ŚMIAĆ .. !!!- wybuchnął... i rozpłakał się
Na ten widok Lina naprawdę pękła ze śmiechu.

*BUUUM*

- i co teraz zrobimy..?- zastanawiała się Amelia pochylona nad strzępkami Liny
- chlip chlip buuu dobrze jej tak chlip - chlipał Zelgadiss
- trzeba by ją jakoś posklejać...- zaproponował Gourry podnosząc z ziemii kawałek ręki Liny z wyraźnym niesmakiem.
- ma ktoś jakiś klej na tym pustkowiu...?- zapytała się Amelia znosząc kawałki Liny i składając je w zgrabną kupkę
- chlip chlip ja mam...- chlipał Zelgadiss
- MASZ?- zapytał się Gourry
- ale nie dam łeeeee- i ostentacyjnie wystawił język
- a własnie że dasz...- Gourry z żądzą krwi w oczach rzucił się na Zelgadissa
Pobili się.
Po paru minutach z centrum walki zwycięsko wyszedł posiniaczony, pogryziony i podrapany Gourry z powyrywanymi włosami dzierżąc w ręcę tubkę kleju "super glut"
- wow brawo panie Gourry!- zachwyciła się Amelia
- BBUUUUUUUUU - wybuchnął płaczem Zelgadiss
- Zelgadisssie, zachowujsz się jak Valgaav.- powiedziała Amelia- dobra przystępujemy do sklejania
Amelia i Gourry przystąpili do sklejania.
- słuchaj.. to jest lewa czy prawa ręka?
- panie Gourry widział pan gdzieś głowę?
- Amelio! przyczepiłaś odwrotnie klatkę piersiową! ( a zresztą co to za różnica, z przodu plecy, z tyłu plecy)
- nie mogę nigdzie znaleźć prawej łydki...
Lina i Gourry obejrzeli się na Zelgadissa.
- HAHIHOHUHIHYHA NIE ODDAM - i z tym psychopatycznym śmiechem wymachując łydką Liny rzucił sie do ucieczki
Gourry wyjął swój miecz
- WODA!- i z ostrza tego miecza chlusnął strumień wody. Zelgadiss Graywords padł.
Gourry doczepił brakującą łydkę.
Lina otworzyła oczy.
- co się stało?
- pani pękła ze śmiechu.- objaśniła Amelia
- taaak? oo!- powiedziała Lina
- jak się teraz czujesz? jakie masz werażenia po byciu rozpadniętym?- zapytał się Gourry
- głodna jestem...

***

nie muszę chyba dodawać że ten fragment to ewidentny efekt mojej spaczonej wyobraźni

***

Nasi bohaterowie wolno szli przez las.
- według mapy powinniśmy zaraz wejść w strefę Gobel...- powiedziała Lina uważnie przyglądając się mapie
- a co to takiego?- zapytał się Gourry
- to strefa w której zwykli śmiertelnicy nie mogą przebywać. Po przejściu tej części lasu będą sie znajdować Góry, a następnie Auren. Przy każdej części stoi strażnik, i...
- STAĆ ! - usłyszeli głos przed sobą
Naprzeciw nich stała zielonowłosa kobieta o zielonym odcieniu karnacji skury. Miała też zielone oczy a odziana była a suknię ze źdźbeł trawy. W ręku trzymała konar drzewa o którego się podpierała.
- kim pani jest?- zapytała się Amelia
- jestem nimfą leśną. Nie przejdziecie dalej, jeżeli nie rozwiążecie mojej zagadki.- powiedziała tajemniczo
- jakaś odmiana sfinksa?- wypalił Gourry
- Sfinks to mój kumpel, to on podsunął mi pomysł z zagadkami.
- no wal tę zagadkę.- powiedziała Lina
Nimfa przestała się po chamsku opierać na konarze i zaczęła recytować zagadkę:
- nimfa leśna, tak naywasz mnie. Mam też swoje imię lecz czy odgadniesz je? ułatwię ci rozwiązanie, bo dość trudne to zadanie: gdy bedziesz szcęśliwa krzykniesz to, opiszesz tak też osobę nie pijącą, częścią następną jest człowiek nie wypowiadający żadnego slowa. Odpowiedź już gotowa? dodasz jeszcze pierwszą alfabetu literę. Ten liter szereg to właśnie imię me. Czy jusz odgadłeś je?
Nimfa znów odparła się o konar.
- eee... możesz powtórzyć?- wyjechał Gourry
Powtórzyła.
- hmm... gdy będę szczęśliwa to krzyknę.. "hurra"? nie, opisze tak jeszcze osobę nie pijącą...- Lina zamyśliła się
- wiem! jak ktoś nie pije, to JE ! jak się jest szczęśliwym też się krzyczy JE!- ucieszyła się Amelia
- teraz nastepna część... człowiek nie wypowiadający żadnego słowa. Niemowa.
- JENIEMOWA? zastanów się!
- brzuchomówca?
- nie... CZEKAJ WIEM ! to będzie MIM!
- tak brawo!
- teraz trzeba dodać pierwszą literę alfabetu, czyli "a"...- zamyślił się Zelgadiss- twoje imię to JEMIMA, nimfo.
- brawo śmiertelnicy, odgadnęliście zagadkę. - powiedziała nimfa- możecie przejść- i łaskawie odsunęła się z drogi
- do zobaczenia Jemima!
- pa!

***

- uważajmy, nie wiadomo, co może nas spotkać w tym lesie...- powiedziała cicho Lina spoglądajć na drzewa. W całym lesie panowała głucha cisza, słońce przesłaniały chmury. W końcu zaczął kropić deszcz. Uderzające o nieruchome liście krople łagodnie przerywały ciszę.
- jakoś tu tak.. dziwnie...- pisnęła jak zwykle panikując Amelia
Szli szeroką ścieszką. Za horyzontem malowały się niewysokie Góry.
Nagle usłyszeli jakiś szelest. Amelia pisnęła ze strachu. Z lasu wyłonił się mężczyzna. Ten sam przystojniak co opowiedział im o historii Auren na początku tej historii.
- witajcie. Miło że postanowiliście nas uratować.
- och.. to pan...- Lina zrobiła szklane oczka i zrobiła pare kroków w kierunku przystojniaka
- oto przykład jak przeciwieństwa się przyciągają- zachichotał Zelgadiss
- ja nadal nie mam wiele czasu. Chcę wam tylko powiedzieć, że niebezpiecznie tędy podróżować w nocy. Miejsce, gdzie możecie bezpiecznie przenocować jest za najbliższym skrzyżowaniem. Gdy zobaczycie stare drzewo skręćcie za nim w lewo. Tam przy Srebrnej Rzece będziecie mogli spokojnie przenocować.
- dziękujem...- powiedziała Amelia wpatrująca się w przystojniaka
On spojrzał na zegarek.
- YYY muszę już pędzić! naprawdę nie mam czasu, pa!- i szybko znów uciekł w głąb lasu. Po chwili dało się słyszeć tętęt kopyt.
- dzwine, że nigdy nie widać, żeby on przyjeżdżał na koniu- zauważyła Amelia
- zróbmy co mówi.
Zrobili tak jak im kazał. Znaleźli się ciasno otoczeni drzewami. Płynęła tam wąziutka rzeczka.
- ładnie tu.Tylko ciemno jak u murzyna w dupie -zauważyła inteligentnie Lina
- ale chociaż jesteśmy tu bezpieczni ! - pisnęła Amelia sparaliżowana strachem
- o ile dobrze zrozumiałem jestesmy bezpieczni wzdłóż całej rzeki..- powiedział Zelgadiss
- rozbijmy namiot.
Rozbili namioty.
- Wy rozpalcie ognisko, a ja wykombinuję coś na kolację!- pwoiedziała Lina
- nie choć tak sama po lesie ! - powiedział Gourry
Lina się uśmiechnęła do niego.
- nie martw się. Nic mi się ne stanie. - i poszła zaopatrzona w miecz.

***

Zamiast polować, siedziała rozmyślająć. Noc, w przeciwieństwie do dnia była bezchmurna. Księżyc odbijał się w srebrzystej powierzchni rzeki.
Lina zapatrzona w nią myślała o Gourrym.
- "właściwie dlaczego nigdy sobie po prostu nie powiemy że nie możemy żyć bez siebie? Przez dwa lata po pokonaniu Darkstara ani ja, ani on nie powiedzialiśmy sobie nic, co by świadczyło jak nam zależy na sobie. Jedynym dowodem na to był kilka przypadkowych pocaunków..." - myślała spoglądając na wolno płynącą rzekę.

Tymczasem Gourry także oddalił się od ogniska. Spacerując wzdłóż rzeki w jego szczątkowych pozostałościach mózgownicy zachodził proces myslowy.
- "dlaczego ja nigdy nie powiedziałem jej że ją kocham? ależ ja jestem głupi..."...

*ŁUPS*

Zamyślony Gourry potknął się o coś. Leżąc na ziemii spostrzegł ze jest to Lina
- o, Gourry...
- o, Lina...
Zapadła cisza. Gourry podniusł się i usiadł obok Liny.
- Gourry, co ty tu robisz? to ja mam polować...
- no... tak naprawdę... muszę ci coś powiedzieć.
Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Oboje zrozumieli, że muszą wreszcie to sobie wyznać.
- wiesz.. ja też...- poweidziała Lina
Gourry wziął ją za rękę.
- nigdy nie miałem okazji... odwagi... niewiem... żeby ci powiedziec że...
Tą przepełnioną romantyzmem scenkę przerwała brutalnie akurat nadbiegająca Amelia
- śpeszcie sie! Zelgadiss sam nałwoił ryb, już są gotowe i... o, czyżbym w czymś przerwała?
- nie, skąd - syknęła Lina - jeszcze się zemszczę !
I udali się w kierunku ogniska. Siedli i zaczęli wcinać ryby.
- jak myślicie, dlaczego jesteśmy bezpieczni tylko nad rzeką?
- ee.. dlatego?- Zelgadiss wskazał na ciemne cienie czające się gzdieś pomiędzy drzewami
- uuu...- Amelia była bliska zemdlenia
- widocznie ta rzeka ma jakieś magiczne własciwości.. a kysz, a kysz! - Lina pochlapała wodą w kierunku cieni, a one bojaźliwie się rozpierzchły
- niebo znowu zaczyna pokrywać się chmurami ...- zauważył Gourry
- Ciekawe co nam przyniesie dzień jutrzejszy.. - zaczęła się zastanawiać Lina

rozdział drugi. Rada Aileen. Strefa Tetten. Walka. Ostrzeżenie LON. Decyzja Dereka i Stelli.

Wstał zimny i dżdżysty ranek. Dzień był taki jak wczoraj, włącznie z niepokojącą ciszą.
- jeny kiedy wreszcie opuścimy ta strefę...- marudziła Amelia
- mi się tutaj bardzo podoba !- powiedział Gourry
- chyba tylko tobie.- powiedział Zelgadiss
W końcu zebrali się i ruszyli. szli ścieszką wsłuchując się w uderzanie kropel deszczu o liście i podłoże.
- ja nadal boję się tej ciszy.- marudziła Amelia
- nie bój się ! Zapewniam cię, nic ci się nie stanie !
Szli po dróżce, po białym piasku jakm była wyłożona. Białe pochmurne niebo oświetlało to wszystko dziwnym blaskiem. Spadały krople deszczu. Nagle coś kilka metrów przed nimi chuknęło. Z ziemi wystrzeliły ściany wody. gdy opadły, przed zgromadzonymi pojawiła się Aileen otoczona przez jeszcze wilgotne powietrze. Wyglądało to bardzo dostajnie i tajemniczo.
- Aileen? co ty tutaj robisz? przecież Edna mówiła że...
- tak, wiem co mówiła. Zresztą ja z wodą mam najmniej roboty, woda nie może nagle wyschnąć ani wylać. Właściwie w tej chwili zastępuje mnie czcigodny pan Ivor. A tak pozatym mam tylko chwilkę.
- to to w takim razie po co przybyłaś?
- Gourry- zwróciła się do blondyna - masz jeszcze miecz, który ci podarowałam?
- ta..
- pamiętaj: wszystko co jest suche i związane z pustynią miecz ten pokona.. zdążyłeś juz to zauważyć podczas walk z stamempami! Może ci się też przydać w Górach, które jak wiadomo zamieszkują duchy...
- DUCHY?- pisnęła Amelia
- nie wiedzieliście? tak, złe duchy, bronią dostępu wszystkim do pięknej krainy Auren... a teraz muszę iść, bo właśnie widzę że tama jest przelamywana.. papa!
I ściany wody znów wzbiły się w powietrze i spadły na ziemie.
- nic się nie stanie, nic się nie stanie..- naśladowała słowa Liny Amelia
W końcu po długiej wędrówce przez strefę Gabel, doszli wreszcie do krańca lasu. Zapadła noc, więc spędzili nocleg. Po przebudzeniu się kontynuowali wędrówkę. dzień był słonecznty. Zaczęły się ostre żółte skały. Nagle przedc naszymi bohaterami wyskoczył człowiek o brązowych włosach.
- Witajcie w strefie Tetten. Nazywm się Fergus. Jestem strażnikiem tej strefy.
- ja jestem lina, to Amelia, to Gourry a ten tamten to Zelgadiss!
- TEN TAMTEN? - wkurzył się ten temten
- będziemy musieli odpowiadać na zagadkę?- zapytała się Amelia
- nie. Uprzedzono mnie o waszym przybyciu. Możecie przejść.
Pożdgnali się z Fergusem i weszli w góry. Właściwie to byli w pewnym sensie wąwozie- otaczały ich ściany, a stąpali po kamienistym podłożu. Echo odbijało ich kroki.
- stójcie. - nagle zakomunikował Gourry i wysujął się przed towarzystwo wyraźnie nasłuchując.
- co się...
- ciiiś...!- uciszył Gourry Amelię
Zapadła cisza.
Nagle Gourry zerwał się i wzbił w powietrze wyjmując miecz. zamachnął się i zadał cios czemuś niewidzialnemu w powietrzu. Echo odbiło głuchy jęk.
W tej samej chwili w całym wąwozie zmaterializowały się czarne dymki.
- Gourry jak ty wyczułeś że coś się czai w powietrzu?
- w końcu tyle co ja walcze...
Lecz nie zdążyli pogadać, bo duszki zaczęły atakować ich ze wszystkich stron. Gourry wystrzelił strumień wody ze swojego miecza, unicestwiając wszystkie duszki, i zamaczając cale nasze towarzystwo.
- brawo, Gourry, brawo...- jęknęła Lina patrząc na swoją przemoczoną pelerynę

TYMCZASEM GDZIES ZUPELNIE GDZIE INDZIEJ

Stella i Derek wolno szli w kierunku gabinetu LON.
- ciekawe czego od nas chce. - mruknął Derek do Stelli
- zapewno coś ważnego, skoro wezwała nas na audiencję.
Siedli na ławce przy wielkich wrotach.
- nie wiem czy to był dobry pomysł...
- zobaczysz, opłaci się ! - Derek puścił do Stelli oczko. Nagle wrota ptwarły się i w konwulsjah wypadło z nich trzech mazoku.
- możemy wchodzić.
Weszli. Wrota się zamknęły i zaczęła panować cisza. Na końcu sali stał jak zwykle fotel pani koszmarów odwrócony tyłem, lecz tym razem otaczały go aksamitne czarne poły jej płaszcza. W końcu ciszę przerwał głos LON
- wiecie co planuję?
- niestety pani. Nie wiemy.
- od dawna planuję atak na krainę Auren, jedyną krainę nie tkniętą złem. Chcę nad nią zapanować.
- napewno się to pani uda.
- Planujemy atak pojutrze w południe. Myślałam że wy też pujdziecie, ale jest za dużo roboty, żeby zamienić w was w mazoku.
- ojej, pani.
- więc nie pujdziecie. Zlecę wam inne zajęcie.
- a może w takim razie skoro nie idziemy opowie nam pani jak będzie przebiegać akcja?
- hmmm...- zamyśliła sie LON- jesteście bespośredni. Jesteście dziećmi. Nie podoba mi się to. Ale jak już będziecie mazoku, zmieni się to.
- och...
- ale opowiem wam o tej misji. Jutro o 12:00 Xelloss oraz dwuch najsilniejszych i najgorszych mazoku zaatakuje Auren, z pomocą mojego tajnego sposobu. Gdy zdobędziemy legendarną broń z rogu jednorożca będziemy niezwyciężeni. zagrozić nam może jedynie gdy ktoś wzceśniej zdobędzie tą broń i zaatakuje nas wymawiając zaklęcie "o rogu pana jednorożców zniszcz te siły nieczyste i daj nam zwycięstwo ! tak mówię ja, która znów przywróciła cię do życia! promień"
- acha.
- acha?- powtórzyła LON. Odwróciła sie za swoim fotelu.
Dzieci zobaczyły postać w aksamitnym czarnym płaszczu siedzącą na fotelu. Kaptur przesłaniał jej twarz, tak że nie można było zobaczyć ani jednej jej rysy. Wyciągnęła ręce na biurko. spod długich rękawów było widać jej długie pazurowate pomalowane na czarno paznokcie. Wstała z fotela i zaczęła iść w kierunku dzieci.
Zbladły z przerażenia.
LON szła do nich wolnym krokiem, którego tempa nie mógłby podważyć koniec świata. Jej czarny błyszczący płaszcz ciągnął się za nią. W końcu stanęła przed dużo niższymi od niej dziećmi.- a wiecie co się stanie moje pociechy... - przyklękła tak, by jej twarz była na wysokości twarzy dzieci - wiecie co się stanie jeżeli mnie zdradzicie? - Bladzi i sparaliżowani z przerażenia Stella i Derek w ciemności otulającej jej twarz zdołali dojrzeć tylko złowieszczy błysk w jej oku.
- n...nie....- zdołała wykrztusić tylko Stella
LON wstała i zaśmiała się. Lecz nie był to śmiech serdeczny, przyjacielski, ani nawet nie pusty czy szyderczy. Był to śmiech diaboliczny.
- lepiej się nie pytajcie, dzieci...- odwróciła i podążyła spowrotem w kierunku swojego fotela. -a teraz możecie odejść.
Dzieci ledwo poruszające się ze strachu wyszły i usiadły na ławce w poczekalni. Spojrzały na siebie oba zlane zimnym potem.
- co wam się stało ^^ ?
- AAAA ! - krzyknęły, ale okazało się, że był to tylko Xelloss
- wyglądacie jak kupka nieszczcęścia ^^ ! - lecz Xellos widząc w jakim stanie są dzieci kucnął koło nich i poważnie zapytał się - co wam powiedziała?
- ... - dzieci nadal blade jak ściana i ciężko dyszące nie mogły nic z siebie wykrztusić.
- nie martwcie się, ja też tak kiedyś zaczynałem... no, nie martwcie się! - zaczął ich pocieszać Xelloss
- ... - mimo wielkich wysiłków i tak nie mogły nic powiedzieć
- wiecie co? zabiore was na podwójną porcję lodów waniliowych, co?
I poszli.

A CO TAM SŁYCHAĆ U LINY?

- daleko jeszcze do tego wejścia? - zapytała się Amelia Liny
- gdzieś z kilometr. niedaleko.- odpowiedziała Lina przypatrujc się mapie
- ile to jest kilometr?- zapytał się Gourry
- Tyle ile zajmuje pustka w twojej głowie - dosrał mu zelgadiss
- o, teraz to przesadziłeś, chłopie- najeżył sierść Gourry- wyciągaj miecz
- no Gourry.. no co ty...
- WYCIĄGAJ MIECZ POWIEDZIAŁEM !
- dobrze już dobrze...- jęknął Zelgadiss - ale umówmy się, nie używasz żadnych swoich sztuczek z wodą, ok?
- ok.
Stanęli do walki. Wiatr targał ich włosami ( z włosami Zelgadissa to trochę gorzej, bo jak widomo przypominają one poduszeczkę na szpilki) .
W końcu z dzikim okrzykiem goryli skrzyżowanych z orangutanami rzucili się na siebie.
Toczyli bardzo wyrównaną walkę. Szala zwycięstwa raz przechylała się ku Gourremu, a raz ku Zelgadissowi.


TYMCZASEM U DEREKA I STELLI

- to co robimy...- powiedziała Stella do Dereka gdy wreszcie odzyskała głos. Było to w ich prywatnym pokoju.
- no jak to co... musimy powiedzieć o wszystkim linie!
- a..ale nie śłyszałeś co powoedziała LON...
- STELLA STELLA STELLA ! przecież po to zgodziliśmy się przekabacić na ciemną stronę, żeby zdobyć od nich plany zdobycia Auren,. a potem przekazania ich Linie !
- no tak, ale... LON...
- a skąd ona się dowie?
- no też prawda...
- no to..
- TELEPATIA!!!

W tej samej chwii w przyglądająca się walce Linę trafiła nieiwdomo skąd błyskawica. Osunęła się na ziemię.
Tak jak ostatnio zaczęły się przed jej oczami przesuwać obrazy. W końcu pokazali się Stella i Derek.
- nie mamy czasu musimy się streszczać- powiedziała szybko Stella
- źle wyglądasz Stella... ale co wy..
- mniejsza o to ! LON planuje atak jutro w południe, będą trzej groźni mazoku ! jedynym sposobem pokonania ich jest złożenie berła jednorożca i wypowiedzenia zaklęcia...- Derek wypowiedział formułkę - pamiętaj! ale nie my ci to powiedzieliśmy, ok?
- ok ! ale wytłumaczcie mi co wy...
- papa.
I wszystko przed jej oczami znikło. Wolno je otworzyła. Zobaczyła pochylonych nad nią Gourrego, Zelgadissa i Amelię.
- no ! a ty uż chciałeś Zelgsdiss wypróbować metodę Xellossa!
- byś tylko spróbował - jęknęła Lina podnosząc się z ziemii. Opowiedziała wszystko co usłyszała od Dereka i Stelli.
- no to musiomy ruszać !
- owszem !
Podnieśli Linę z ziemii i ruszyli szybkim krokiem przed siebie.

rozdział trzeci. Wreszcie Auren. Tajemnica Desmonda. Droga do swiątyni, Problemy z nimfami.

szli i szli i szli i szli i szli i szli. Aż nagle Lina ogłosiła:
- doprawdy, według tej mapy gdzieś tu powinno być wejście do Auren.
Otaczały ich gołe ściany. stali w miejscu gdzie kończył się wąwóz. Na środku tej dolinki stał nieduży kamien.
- i co teraz?- zapytała się Amelia
- moim zdaniem pomyliliśmy dro.. AAAAA!!!- Gourry oparł się kamień znajdujący sięna środku. On nagle zaczął się wsówać w ziemię, aż w końcu całkiem się wsunął.

[cisza]

- coś.. coś zrobiłem..?- bąknął Gourry
Odpowiedź na to pytanie udzieliły skały przed nimi które zaczęły się rozwierać z okropnym hukiem. W końcu gdy kurz opadł ukazała się spora brama.
- taaak.. coś zrobiłeś... pytanie tylko czy dobrego czy złego..- zauważył Zelgadiss
- ależ.. to brama do Auren!!!!! - wykrzyknęła Lina krztusząc się z radości.
Nagle w bramie coś tzrasnęło, jakby przekręcanie klucza i wyszedł przez nią gościu, który objasnił całą historię Linie i ferajnie na początku tej zgmatwanej opowieści.
- witajcie. Miło że doszliście aż tu. - i wyszczerzył szereg śnieżnobiałego uzębienia.
- ależ nie ma sprawy - Lina też wyszczerzyła uzebienie, ale już nie śnieżnobiałe ( nie dbało się o higienę jamy ustnej, oj nie)
- wejdźcie. Auren wita.
Niepewnie przekroczyli próg.

*FUCH*

Uderzył ich niesamowity widok: przed nimi rozciągała się przepiękna kraina, pełna kwiatów, zielonych drzew obsypanuych owocami, srebrzystych rzek. Słońce na bezchmurnym niebie rozświetlało tą przepiękną krainę.
- ... - nikt nie mógł nic wydusić na ten widok
- choćcie, oprowadzę was !
Szli ścieżką wysadzaną kamyczkami, wokół nich rozciągały się zielone łąki na których hasały bliżej niezbadane zwierzątka. Weszli w końcu na jakieś wzgórze.
- wszystko bardzo ładnie, ale gdzie nas prowadzisz?- zapytał jak zwykle nieczuły na piękno przyrody Zelgadiss
- chcę wam przedstawić moich ziomków.
I nagle na wzgórze wbiegło... kilka jednorożców.
-... - znowu zatkało naszych bohaterów
- j.. jednorożce? wy jesteście prawdziwe? mogę dotknąć?- wybąkała Amelia
- oczywiście. A teraz wybaczcie na chwilę! - powiedział gościu i znikł za jakims drzewem
- a ten jak zwykle się zmywa.
Po chwili zza drzewa za którym znikł faciu wyszedł take śnieżnobiały jednoróżec o złocistej grzywie.
- ........ - tym razem naszych bohaterów tak zatkało że wydobycie słowa było u nich równe z poruszeniem ziemii.
- tak to ja. - przemówił jednoróżec który był niegdyś przystojnym gościem - Nazywam się Desmond. I przepraszam że tak szybko znikałem po spotkaniu z wami ale okres przemiany jednorożca w człowieka wynosi 15 minut.
- a.. czy wszystkie wy jesteście śnieżnobiałe..?- wydusiła wreszcie z siebie Amelia
- oni tak - Desmond wskazał na zaciekawione jednorożce stojące za nim- tylko ja ma złota grzywę bo jestem tu szefem - dumnie zarzucił grzywą - był kiedyś czarny jednorożec. Kilkaset lat temu. Lecz był zły i kłamliwy, więc wyrzuciliśmy go z tej krainy.
- ciekawe... a słuchajcie.. jaki jest warunedk przebywania tu?
- nie można być śmiertelnikiem, ani mazoku. Śmiertelnicy i mazoku mogą tu tylko wejść z istotą pochodzącą z tej krainy.
- fajnie. A ile lat żyjecie?
- właściwie to niewiadomo, jak narazie nikt z nas nie umarł...

[GLEBA]

- to skąd wy macie legendarny róg jednorożca?
- kiedyś naszej krainie też groziło niebezpieczeństwo... wtedy tamtejszy przywódca jednorożców poświęcił się żeby ją ratować. Zginął niestety. Pozostał po nim róg. Tyle że to jest róg obdarzony specjalną mocą, jako jednorożca który dobrowolnie wydał się na śmierć.
- fajnie. Coś jeszcze?
Desmond westchnął.
- tak. Ja jestem jego synem ...
- to dlatego masz taką ładnął złotą grzywę ! - zauważyła Amelia
- dzięki !!!- znowu z dumą nią zarzucił
- gdzie można znaleźć ten róg?
- w świątyni, dwie godziny drogi stąd. Chodźcie, najlepiej będzie, jeżeli wyruszymy od razu.
- nie chcę mi się...- jęknął Gourry
- zamknij się, dzieci, ryby i ty głosu nie mają. Powiedziała Lina i udała się za jednorożcami.
Szli przez te śliczne krajobrazy. Mniej więcej po godzinie drogi, w pewnym zielonym lesie...
- STÓJCIE!!!- usłyszeli gdzieś głos
- kto ty człowiek czy coś innego?- zpaytała się odważnie Lina
- a jak myślisz?- znowu dało się skąś słyszeć głos
- WYŁAŹ !!!- wydarła się Lina
Z drzewa zwinnie zeskoczyła smukła postać.
- o nie...
Przed naszymi bohaterami stanęła młoda dziewczyna z zielonymi włosami i zielonkawo- niebieskawą karnacją, ubrana w jakieś pozrywane widzianko z trawy i liści. W rękach trzymała prosty, ostro zaostrzony po obu końcach kij.
- co "nie"?- zapytało się owo zjawisko podnosząc zielone brwi
- znowu nimfa leśna...- Lina wbiła grobowy wzrok w podłogę- jeny jakie z was upierdliwe stworzenia...
- hmm.. trochę szacunku dla mnie rudowłosa małpo bo pożałujeśz!!! - wyciągnęła do niej swój kij
- Asa idź stąd! oni są ze specjalną misją! To nasi goście!- powidział groźnie Desmond
- goście!? phi! - prychnęła Asa- goście, ale nie dla mnie! żaden śmiertelnik nie ma prawa tu przebywać! - i jeszcze bardziej wyciągnęła ostrze w kierunku Liny
- mała uważaj bo sobie nagrabisz - syknęła Lina
- Asa, nakazuję ci...- zaczął Desmond
- nakazujesz? NAKAZUJESZ?- wybuchnęła dziwkarskim smeichem, jakim przeważnie śmieją się kobiece czarne charaktery- nawet taki wielki szef wyleniałej bandy zmutowanych koni nie może mi zagrozić! a kysz jednorożcu! a kysz! - i zaczęła iść w stronę Dasmonda wymachując włócznią. On wiedząc jak może skończyć po spotkaniu z Asą, ponieważ to była jedna z najlepiej wyćficzonych nimf w Auren, odsuwał się opornie.
- zostaw go ty zielonoskóra ropucho - warknęła Lina
- oo, nasza rudowłosa diwa zakochała się " w pięknym śnieznobiałym jednorożcu i wspaniałym kryształowym rogu, och"- zaszydziła naśladując głos Liny
- JEŻELI SIĘ NIE ZAMKNIESZ SZMATO TO OBERWIESZ W TEN SWÓJ KRZYWY PYSK !!!- wybuchła Lina
- ŚMIESZ SIĘ TAK ODZYWAĆ ŚMIERTELNICZKO - PŁASKA DESKO- RUDOWŁOSA MARCHEWKO - RÓŻOWA DZIWKO - CHUDY PATYKU OD FASOLI?
Lina spojrzała na nią wzrokiem pod tytułem "teraz to już przegięłaś"
- FIRE BALL!!!
Lesz Asa z łatwością odbiła to zaklęcie swoją włócznią.
- dobre zaklęcie, ale nie na mnie- i znowu wybuchnęła swoim charakterystycznym smiechem i rzuciła się na Linę mierząc w nią ostrym czubkiem miecza. Ona na szczęście się usunęła, Asa wbiła swój kij w ziemię.
- ZELGADISS RZUĆ MI TAMTEN KIJ !- krzyknęła Lina unikając kolejnego ciosu Asy
Zelgadiss zrobił tak jak mu nakazała i rzucił jeden z wielkich konarów leżących obok niego.
Lina stanęła do walki na kije tak jak w gwiezdnych wojnach: mrocznym widmie.
Trzymając kij oburącz w środkowej części rzuciła się na Asę. ona zaskoczyła też przybrała taką pozycję tylko że bardziej rozszerzając ręce.
- ej dziecko, dziecko, może masz dobre chęci, ale kij inaczej się trzyma- powiedziała Asa
Zaczęła się efektowna walka. Po kilku zderzeniach broni dziewczyny zmieniły stronę.
"kurde dobra jest"- jęknęła Lina
Nie słyszała jak tłum wokół niej (ekhm, Zelgadiss, Amelia, Gourry i stadko jednorożców) zaczyna jej kibicować, trąbić, gwizdać, stukać w podłoże, bić się, sprzedawać solone ożeszki, koszulki z Liną i różowe chorongiewki.
Dziewczyny nadal prowadziły zażartą walkę.
"jak tak dalej pujdzie to nigdy tego nie zakończymy"...- jęknęła Lina. nagle przełamała swój kij na pół, tak że dwie części trzymały się na małym włukienku, i zaczęła nim wymachiwać niczym Bruce Lee swoim nczako.
- UUUIJAAAAA!!!- i błyskawicznym ruchem przyfanzoliła nim Asie w głowę. Ona zrobiła efektownego zeza i osunęła się na ziemię.

[CISZA]

- dziękuję za aplauz - powiedziała Lina odrzucając kij na bok
Dopiero teraz się wszyscy ocknęli.
- Lino... pokonałaś Asę.. jeszcze nikomu sie tutaj to nie uda..- zaczął Desmond
- och gościu, mówisz do osoby która pokonała Shabranigdo, Phibritzo i Dark Stara!

*KLASK KLASK KLASK KLASK KLASK*

Zaczęli wszyscy klaskać oprucz rzecz jasna jednorożców, które zaposiadałay kopyta.
Szli dalej laskiem, słoneczko świeciło, ptaki drą mordy.. aż tu nagle...

*BRRRRRRPBRPBRLPBBBBLPPRR*

-sorry... głodna jestem...- jęknęła Lina
- ha... ha... ha...- ale śmieszne. podsumował Zelgadiss
- ale ja naprawde jestem głodna...
- słychać...
- nie martw się.. widzisz to drzewo? - wskazał na jakiś krzak rosnący przy drodze- możesz zjeść z niego owoc
- co mi da jedne owoc...- wetchneła Lina i sięgnęła po ową rzecz
- gdy go zjesz, przez miesiąc nie będziesz głodna.
- o, naprawdę??? ciekawe !!!- i wepchnęła w siebie owoc
- istotnie, nie jestem głodna !!! dzięki!
Poszli dalej. Asz nagle...

*BRABAPRBALPRABRBPPPP*

- eee... miesiąc?- zapytała się Lina
Desmont wybałuszył oczy.
- dziewczyno, nawet jak nieśmiertelnicy zjedzą taki owoc to nie czują głodu.. a ty..
- ech... macie tu coś jeszcze innego do jedzenia?
Zajęci rozmową nie zauważyli że na drodze przed nimi stoją trzy postacie.
- STUJCIE! pokonaliście naszą mistrzyni, zapłacicie za to!- powiedziała jedna postać
- no, nie, znowu nimfy leśne...- jęknęła Lina
- MAM JUŻ TEGO DOŚĆ !!!- w tej właśnie chwili Dasmond stracił cierpliwość i z wyciągniętą do przodu głową zaczął biec na nimfę ustawioną pośrodku.
To była tylko chwila...
Błyszczący róg jednorożca wbił się w brzuch nimfy.
Wydała z siebie tylko zduszony krzyk.
Jednorożec wyjął z niej śmiercionośny róg, pozwalając jej osunąć się na ziemię.
Zapadla cisza. Słychać było tylko przyspieszony rytm serca Liny i Amelii.
- spokojnie, i tak jest niesmiertelna !- powiedział beztrosko Dasmond

[GLEBA]

- po jakimś czasie odzyska przytomność.
- TERAZ ZABILIŚCIE (?) NASZĄ TOWARZYSZKĘ- bowiedziała zaciskając usta jedna z nimf
Obie były podobne do swoich poprzedniczek - zielone długie włosy, niebiesko-zielona karnacja i ubranie z liści i traw. Tylko że one dzierżyły w rękach psycho miecze przypominające szable.
- co, chcecie się bić, ufoludki?- zapytała się Lina
- pomścimy je... - powiedziała takim głosem, że gdyby to nie było Auren, niebo przecięłaby błyskawica
- Gourry, idź je pokonaj, bo mi się nie chce...- powiedziała Lina
- ok ! Zelgadiss, pożycz miecza!
- masz, tylko go nie obśliń... -powiedział Zelgadiss z bólem oddając swój miecz Gourremu
Gourry wyjął jeszcze swój miecz i tak trzymając po jednym mieczu w każdej dłoni stanął do walki.
- no, chodźcie...
Obie wściekłe nimfy rzuciły się ze swoimi mieczami na Gourrego. On z łatwością odpierał ich ataki. Lecz walka była zażarta. Jedną ręka bronił się od ciosów jednej nimfy, a drugą od drugiej. W końcu, gdy ta pierwsza chciała zaatakować go od tyłu, Gourry błyskawicznym ruchem odwrócił swój miecz o 180 stopni i przebił ją. Nimfa z jękiem padła na ziemię.
Przystąpił do walki z drugą nimfą. Miał przewagę, ponieważ bronił się dwoma mieczami. W końcu, żeby było sprawiedliwie (bo uczciwy był to chłopak) odrzucił jeden miecz. Walka trwała dobre kilka minut, aż w końcu przy okazji jenego z uników, Gourry przebił nimfie bok. Ona także upadła na ziemię.
(Ale zrobiło się krwawo)
- brawo Gourruś !- krzyknęła Lina
- masz, Zelgadissie, oddaję ci twój miecz
- FUUU CAŁY W SELEDYNOWEJ KRWI !!!- jęknął Zelgadiss z odrazą
- dobra, choćmy dalej, bo musimy zdążyć zdobyć róg przed zmierzchem...

rozdział czwarty. I nastał chaos w krainie Auren.

Xelloss szedł długim korytarzem, prowadzącym do biura LON.
"ciekawe co ona znowu ode mnie chce.. jak znam tę nimfomankę, to na pewno chce..."- lecz nie dokończył tej złotej myśli, bo zagadał go jeden z mazoku
- to ty jutro robisz szturm na Auren, Xellosisie?
- no, tak się składa ^^
- ale masz faajnie...- powiedział mazoku glosem ogra z gumisiów (sam przypominał takiego ogra hehehe)- wybrała podobno trzech najsilniejszych, w tym ciebie...
- no jasne! w końcu przekabaciłem Złote Dzieci na naszą stronę ^^
- eee?- zpaytał mazoku który nie grzeszył pszesadną inteligencją
- nie wiesz kim są Złote Dzieci ^^"?
- e-e - azprzeczył mazoku
- Złote Dzieci rodzą się raz na 5000 lat, by uczynić świat lepszym... dlatego też są obdażone takimi mocami.
- eee... a ty masz gdzieś 5000 lat?
- mam więcej ^^.. pamietam jak 5000 lat takie stąpaly po swiecie! ludzie co to był za koszmar ! porządeczek na świecie... LON myslała że jest najsilniejsza, a tu takie jajca. Ech...- zamyślił się Xelloss- wtedy była jeszcze nie tak ponura, była pełna energii...- ale opanował się- no ale w końcu udało się uśmiercić je w młodym wieku zanim zdążyły narobić większych szkód ...
- nie rozumiem - pokręcił głową mazoku
- weś ty sobie zaparz gorącej herbaty, to ci dobrze zrobi na mózg... a pozatym znam kogoś o takiej mentalności jak ty ^^
- co too znaaczy "mentalność"?

[gleba]

- słuchaj, muszę kończyć tą rozmowę, mam spotkanie z LON.
- a po coo?
- sore wa himitsu desu ^^ - i wszedł w wielkie drzwi od biura LON
- witaj p... - lecz nie dokończył, bo ku jego zdziwieniu postać w czarnym płaszczu stała kilkanaście matrów przed nim.
- witaj Xellossie. Chcę ci powiedzieć że już dzisiaj dostaniesz to, czego pragnąłeś przez najbliższe 500 lat...
- 5 - LETNI ZAPAS HERBATY???? - zapytał się Xelloss z niedowierzaniem
- nieee... przypomnij sobie że ciągle do mnie przychodziłęś i prosiłeś o to...
- ale.. niemożliwe...
- WPROWADZIĆ GO !- krzyknęła diabolicznym głosem LON wyciągając opatrzoną w czarne paznokcie rękę w stronę drzwi.
Do sali wszedł mazoku prowadząc czarnego jednorożca.

***

- oto i świątynia- ogłosił Dasmond pokazując naszym bohaterom wielki budynek.
- jaka śliczna ...
Weszli do budynku. Na samym końcu, na cokole stał jakby wielka złota łodyga kwiata, a na jej końcu wtyknięty jest róg jednorożca.
- OOOO!!!- jęknęła z radości Lina
Do naszych bohaterów podszedł kapłan świątyni. Dasmond coś mu szepnął na ucho. Kapłan przytaknął, zdjął berło z cokołu i podał je linie.
- uratujcie naszą krainę. Liczę na was.- powiedział z uśmiechem.
Wyszli z świątyni. Gdy znaleźli się w pewnej odległości od niej, Dasmond wskazał na wielkie drzewo obsypane złotymi kwiatami.
- czy wiecie co to za drzewo? - zapytał się
- a skąd my mamy wiedzieć?
- powinniście. Bo to jest jedyne takie drzewo na świecie.
- Animis? - zaptytała się z niedowierzaniem Amelia - to dzięki liściom z tego drzewa przywrócono mi życie...
- oo! przywrócono ci życie?- zdziwił się Dasmond - jak to jest umrzeć?
- eee... - Amelia popatrzyła się na niego z niesmakiem - raczej nieciekawe uczucie...
Zaczęli iść w kierunku wzgórza, na kótrym po raz pierwszy spotkali jednorożce. Lecz w końcu zapadła noc i musieli się zatrzymać na nocleg. Rozbili namiot. I poszli spać, bo jutro czekał ich ciężki dzień...

***

Poranek był słoneczny, ani jednej chmurki na niebie. Nic nie wskazywało na to, co ma się stać za kilka godzin.
Wyruszyli.
- słuchaj, Dasmond, mam pytanie - odezwał się Zelgadiss
- tak?
- słyszałem, że Auren to spokojna kraina, w której zawsze panuje pokój, a tu co chwile ktoś na nas napada. Jak to jest?
- hmm... Tylko banda Asy jest nieprzyjacielsko nastawiona do podróżnych.. a konkretnie do śmiertelników.
- dziwne...
Dalej już nikomu nie chciało się gadać ze względu na dziwne przeczucie że może się coś stać...
Nastało południe. Słońce świeciło jasno w zenicie. Żadna chmurka nie brukała błekitnego nieba.
Dzień jak codzień...
Ale jednak...
Nagle głuchy pomruk przeszedł przez krainę.
- co się dzieje?- pisnęla Amelia
- zaczyna się- powiedział smutno Dasmond i zaczął przyglądać się ze wzgórza bramie.
Od strony zewnętrznego świata czarna chmura zaczęła przesłaniać niebo. Posówała się powoli i majestatycznie. Nagle brama wolno zaczęła się otwierać.
Przez bramę przeszli trzej mazoku. Za każdym ich krokiem czarna chmura przybliżała się.
Pierwszy szedł Xelloss na wolno kroczącym czarnym jednorożcu.
Obok niego lewitowało dwuch mazoku: jeden całkowicie łysy, a drygi z czarnymi włosami i brodą.
Przystanęli. Czarna chmura razem z nimi. Nastał niesamowity nastrój. Tak jakby cały swiat zamilkł...
- ciau ^^ ! - przywitał się Xelloss
- XELLOSS???- niedowierzała Lina - mogłam się domyśleć, ze maczałeś w tym palce
- mogłaś?- i wyjął niewiadomo skąd kubek z herbatą ( skąd on właśnie bierze te kubki z herbatą? to zawsze pozostanie tajemnicą. jak to u Xellossa) - ale się nie domyśliłaś, widzisz...
- zapewne porwałeś też Stellę i Dereka... - powiedziała z zawiścią
- bystra jesteś Lino ^^...- powiedział i nagle otworzył swoje różowe oczy - ale za późno już na to.
Dwaj mazoku za nim zaśmiali się.
- specjalnie zbierałeś informacje.. najpierw przysiadłeś się do nas w tamtej knajpie żeby dowiedzieć się, gdzie idziemy, a potem na pewno ty podglądałeś mnie wtedy przez okno od sypialni...
- a owszem ^^- znowu przybrał swój zwyczajny wyraz twarzy- prawdę mówiąc, twoje piersi nadal nie są zbyt duże ^^ ...
- TY ŚWINIO WIDZIEŁEŚ JE???- i wyciągnęła swoją nową broń w postaci rogu jednorożca w kierunku Xellossa
- ooo - otworzył oczka - widzę że masz coś, co mogłoby mnei zainteresować... - i zdematerializował się
Zmaterializował się koło Liny.
- pożyczam ^^- zabrał jej róg.
Zmaterializował się spowrotem na swoim czarnym jednorożcu dzierżąć broń w dłoni.
- ej, no...- jęknęła Lina
- wszystko stracone..- jeszcze boleśniej jęknął Dasmond.
Xelloss się zaśmiał smiechem jakiego jeszcze nie słyszeli.
- Whania...- zwrócił się do łysego mazoku. On w odpowiedzi głupkowato się zaśmiał
- Robinson..- zwrócił się do brodatego. On również głupkowato się zaśmiał
Nagle oboje się zaśmieli równocześnie i ruszyli w stronę naszych bohaterów. A Xelloss się najzwyczajniej w świecie odwrócił o kąt 90 stopni i zaczął iść...
- KREDA RAY !!!- wydarł się Robinson puszczając w stronę naszych boaheterów promień zbudowany z kredy tablicowej
- PRZEWRÓT BALL !!! - Whania rzucił na Gourrego czar, tak że ten zaczął bezustannie robić fikołki.
- FIRE BALL !!!- wycelowała w Robinsona i przybliżyła się do niego. Trafiło.
W tym samym czasie Whania podszedł od tyłu do Liny, wyjął sztylet, by zadać jej ostateczny cios, gdy...
- o nie, złotko... PROMIEŃ ŚMIERCI !!!- i mazoku padł na ziemię unieszkodliwiony zaklęciem.
Wszyscy zwrócili głowy w stronę źródła zaklęcia. Stał tam Xelloss z jeszcze wyciągniętym rogiem jednorożca.
- ty też mi skarbie nie jesteś potrzebny.. PROMIEŃ ŚMNIERCI !!!- i zaklęcie poraziło także Robinsona, który osunął się na ziemię obok Whani
- idioci... mówiłem delikatnie..- syknął Xelloss
- ... - wszyscy zaniemówili
Dopiero terz Xelloss spostrzegł, że wszyscy się na niego gapią.
- he..he..he ^^..- zaśmiał się nieśmiało
- Xelloss.. co to.. do cholery.. było?- wykrztusiła Lina
- heh widać, że moja tajemnica musi się wydać ^^ ...
- musi, musi..
- no więc... właściwie ja nie przybyłem tu żeby podbić Auren.. miałem inny cel ^^
- HĘ?
- eee.. zabiegałem o to od 500 lat.. tylko z pomocą mieszkańca tej krainy mogłem tu wejść.. a że ten jednorożec był zły, to go sobie LON przygarnęła..
- wypraszam sobie.. - mruknął jednorożec
- i bardzo chciałem go mieć.. bardzo o niego zabiegałem żeby tu się dostać.. aż wreszcie po 500 latach nadarzyła się okazja.. i nie mogłem nie skorzystać.
- ale po co?
- hmm.. wiecie.. w Auren rośnie pewien magiczny krzew.. dający niezwykłą moc... gdybym zjadł owoc z tego krzewu, byłbym najsilniejszym mazoku we wszechświecie.. i bym mógł się miziać z LON bez przerwy ^^"""...

[GLEBA WSZECHCZASÓW]

- a nie chodzi tyeż ci o to żeby poprostu być najsilniejszym mazoku? - zapytał się Zelgadiss podnosząc z ziemii
- no..- mruknął Xelloss czerwieniąc się- może i tak... wtedy by LON mnie wybrała na osobistego asystenta i...
- oj coś mi się widzi Xelloss że LON nie jst ci całkowicie obojętna...
- hłi hłi hłi...- zachichotał czerwony jak pomidor Xelloss
- ciekawe rzeczy się dzieją na tym świecie!
- no dobra. Skoro już sobie rzeczy wyjaśniliśmy jadę po ten krzak. WIOOOOO!!!- i czarny jednorożec ruszył galopem
- zraz zaraz.. wiesz jak my się tu narażaliśmy?? NIE POZWOLĘ CI!!! - i Lina wskoczyła na zaskoczonego Dasmonda - WIOOOOO!!!
Dasmond także ruszył z kopyta i w krótce Lina dogoniła Xellossa
- Lina.. proszę ^^ .. - jęknął Xelloss
- nie pozwolę ci na to !!!
I ścigali się, przemierzając gęsty las. W końcu na horyzoncie pojawił się malutki krzewik obsypany fioletowymi (heh fioletowymi) owocami...
- OOO !!!- jęknął z rozkoszy Xelloss
Aż tu nagle...
Przy krzaku pojawili się niewiadomo skąd Stella i Derek
- HUE HUE HUE - zaśmiał się Derek niespotykanie złośliwie i wysłał promień ognia w krzak. Ten się zapalił i błyskawicznie spłonął.
- Derek.. Stella.. - jęknął Xelloss i spadł z jednorożca w pełnym cwale. Lecz nawet tego nie zauważył tylko zaczłą płakać rzewnymi łzami - BUUUUUUUUUUUU 500 BITYCH LAT NA TO CZEKAŁEM
- przykro mi..- powiedziała niewinnie Stella bujając się na nogach
- jesteście wredne- chlipnął Xelloss
- co się sta...- nagle Lina wpadła także w pełnym cwale, lecz Dasmond zaskoczony tym co zobaczył gwałtownie zatrzymał się. Lina niestety nie i poleciaaałaaa i trafiła w drzewo.

*PIŹDZIACH*

Zostawimy Linę samą z ciemnością, którą teraz widzi...
Wszyscy zeszli się w miejsce gdzie głośno łkał Xelloss.
- eee... co tu się w ogóle dzieje??? - zapytał się Gourry
- wyobraź sobie, Gourry, że ja też zacząłem sie w tym gubić...- rzekł zdezorientowany Zelgadiss
- ... - podsumowała to Amelia
- BUUU nie będę Van Dammem... - chlipał Xelloss. Nagle zadzwoniła mu komóra. - chlip.. chalo? - I nagle rozległ się straszny krzyk, tak że Xelloss musiał trzymać słuchawkę metr od swojego ucha.
- co się stało, Xellossie? - zapytał się Gourry
- t..to LON... - odpowiedział chwiejąc się Xelloss, wsadzając komórę spowrotem do kieszeni - dzieci złożyły wymówienie... a ja.. muszę iść na dywanik.. - chlipał Xelloss
- to powodzenia.
- BUUUU ŁATWO WAM MÓWIĆ PEWNIE W GŁĘBI ODCZUWACIE SATYSWAKCJĘ ŻE PLE PLE PLE- i tak biadoląc wsiadł na czarnego jednorożca i znikł.
- ej,trzebaby było podnieść Linę...- zauważył Gourry
- taak... - powiedziała Amelia, lecz po chwili podszedł do nich Dasmond w ludzkiej postaci
- oto nagroda, dwa listki z Animis... urzyjcie je, jeśli kiedykolwiek będą wam potrzebne!- i podał Amelii dwa niewielkie listki.

rozdział piąty. Impreza u Gourr.

Nasi bohaterowie, w końcu pożegnali się z gościnnymi jednorożcami, z wrodzonej skromności odmówili nagrody w postaci złota (dobrze że Lina była nieprzytomna, hehe) i szli odprowadzani przez nimfę leśną, jedną z tych gościnnych. Po drodze zatrzymali się w zamku Gourr i tam zrobili imprezę z okazji zwyciestwa i zaprosili wieele osób.
- słuchaj, mam do ciebie pytanie - zwróciła się nimfa leśna do LIny
- wal...
- słuchaj, jak to jest umrzeć?
- czy ty myślisz że każdy śmiertelnik już raz umarł w życiu???- warknęła Lina i pociągnęła spory łyk ze stojącej przed nią szklanki wody ( wody aha już, to dlaczego taka wstawiona)
Większość towarzystwa była już po kilku mocniejszych, i jak to jest z takimi, zebrało im się na zwierzenia.
- Amelia to jedyna kobieta którą kocham - chlipał Zelgadiss- a pomyśleć że ... ik! pół roku temu opuściłem ją tak po chamsku...- i wypił cąły kieliszek trunku (nie chcemy dowiadywać się już, jakiego)
- Lina to jedyna kobieta którą kocham - chlipał Gourry - tylko że nigdy nie potrafiłem jej tego powiedzieć... ik! - i wylał sobie trunek na głowę
- LON to jedyna kobieta którą kocham - chlipał Xelloss - a ona kazała mi .. ik!... kazała mi... ik! ... kazała mi nie pokazywać jej się na oczy... - i wychlał gwałtownie całą butelkę WTK Soplica czy czegoś podobnego co stało przed nim, a następnie denaturat, który stał pod ścianą...
- ej.. ik! jak wygląda LON.. ik!- zapytał się Gourry
- jest podobna do Gourr: LON jest równie piękna jak zła, a Gourr jest równie piękna jak głu... GHEHEHE nieważne złotko - uciął widząc że Gourr siedzi obok niego na krześle
- a gdzie Amelia ik..?- zapytał się Zelgadiss
- leży pod stołem... - zauważył Gourry, który jedynie pod wpływem arkocholu miał przebłyski inteligencji

Całe towarzystwo spędziło noc w zamczysku Gourr. Następnego dnia wsdzyscy wstali na potwornym kacu, i tak im przepłynął dzień. Nastęnego dnia byli jakoś do użytko. Zapadł wieczór.
Lina przewracał się w swoim łóżku. Nie mogła spać, więc wybrała się na spacer po jednym z długich korytarzy zamczyska.
Szła, z ręką przy ścianie. Co chwilę mijała podłózne okna przez które wpadały promienie księżyca oświetlające jej twarz.
Nie wiedziała czego chciała...
Jej kroki odbijały się głuchym echem po korytarzu.
Nagle spostrzegła ze nie jest tu sama...
W świetle księżyca zobaczyła czyjąś sylwetkę.
Lecz wiedziała kto to jest.
- Gourry...
Podszedł do niej bez słowa. Spojrzał w oczy i wziął za rękę.
- Lino, już od dawna chcialem ci coś powiedzieć....


*KONIEC*

Ps. BUEHEHEH sorry że w TAKIM momencie kończę opowiadanko... ale myślę że tak będzie najlepiej...
Ps2. dziękuje moim kochanym nauczycielom za inspirację (czyli Panu Marcinowi W., nauczycielowi W-Fu oraz panu Robinsonowi Crusoe (nadal nie wiem jak się nazywasz i dobrze bo byś biedny był BUAHAHAHAH [sadystyczny smeich]), mojemu (byłemu na szczęście) nauczycielowi j. anglieskiego, dzięki którym miałam niezwykłą moc twórczą, a w szczególności panu Crusoe który rozkochał się w żucaniu we mnie kredą tylko (TYLKO) dlatego że gadałam, oraz mówił do mnie per "skarbie" zaraz przed tym jak wstawiał mi jedynkę lub obniżał zachownie na poprawne...) oraz panu Rafałowi R. za użyczenie wyglądu i inteligencji.
Ps3. O, dopiero zauważyłam że skończyłam pisać to opowiadanie.
Ps4. [zemdlenie ze szczęścia]
Ps5. Drodzy fani Zelgadissa! pewnie teraz walicie klawiaturą o stół,a monitor zrzucacie ze schodów, dlaczego Zelgadiss nie odzyskał dawnego wyglądu? hehe naprawdę wierzycie że gościu zaakceptuje siebie? to raczej mało prawdopodobne! BUAHAHAHAH [psychopatyczny śmiech]
Ps6. Zapomniałam co tu miałam napisć...
Ps7. No nie, naprawdę zapomniałam...
Ps8. Wiem !
Ps9. Sore wa himitsu desu...
Ps10. Oczywiście just kidding, oraz oczywiście wszystkie prawa zastzrerzone.
Ps11. Oczywiście gratuluje wam wszystkim wyrtwałości i cierpliwości !!! Z takim samozaparciem będziecie godnymi obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej !


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.01047200 1276785884
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!