Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 3
rozdział #04
 
Treść fanfika..

No i znów was dręczę... ile będzie części tego fika? tego to ja nie wiem, ale wy będziecie wiedzieć !!! zminimalizujcie okno, albo je zamknijcie, a tam w spisie treści będzie napisane...

(aghh co ja pierniczę)

KSIĘGA CZWARTA (i nie ostatnia ! )

rozdział pierwszy. Rettib- kraina bez magii. Zranienie Stelli. Poszukiwania leku.

*FUCH FUCH FUCH FUCH FUCH * - Stella trzepotała wielkimi skrzydłami

- Stella, wiesz co? - zapytał sie Xelloss znad niebieskiej książeczki
- co?
- nie powinnaś przelatywać nad tą okolicą.
- a to czemu??
- jest to miejsce, gdzie bardzo niemiło traktują wszelką magię i wszelkie magiczne stworzenia.
- dlaczego?
- podobno costam cośtam przez magię to miasto popadło w ruinę. Teraz się już odbudowali, a nienawiść pozostała (dzwine, że nienawiść zawsze pozostaje...)
- a co mi zrobią? przecież lecę wysoko nad ziemią, może nawet ie będą mnie widzieć!
- Gwiazdeczko, nic nigdy nie wiadomo ^^
- UAAAAAHH - Amelia obudziła akurat się z drzemki - gdzie jesteśmy?
- nad krainą Rettib.
- hę?- Gourry także się obudził
- kraina Rettib?- Lina tarła oczy, bo także się przebudziła ze snu
- jest to kraina w której nie toleruje się magii ani stworzeń magicznych. Martwię się o Gwiazdkę, czy czasem coś jej nie zrobią...- odparł Xelloss
- oj niemartw się, Xelloss - powiedzaiał Stella
- Gwiazdko, przecież wiesz jak lubię jak mówisz mi na per "wujku"
- ale wujku, myślałem ze jako mazoku, odwieczny wróg smoków nie lubisz tego..
- ale być wujkiem takiej gwiazdeczki jak ty to przyjemność ^^- pogłaskał ją po grzbiecie.

* PIIIIEEEEEEERRRRRRRDUT* - Stella nagle poczuła ogromny bół w skrzydle. Po chwili go wogóle nie czuła. Odwróciła głowę...

- to straszne...-pisnęla Amelia
W skrzydle Stelli była ogromna dziura wybita ptrawdopodobnie przez jakąś giga-strzałę, wypuszczoną z dołu.
- a mówiłem a mówiłem - jęczał Xelloss
- aaahhh.- jęknęła Stella. Po chwili zaczęła się bezwładnie opuszczać w dół.
- NIE W DÓŁ NIE W DÓŁ BO JESZCZE CIĘ DOBIJĄ !!! - jęknął Xelloss i znikł
- a gdzie ten się podział?- zapytałs ie Lina. Ale odpowiedzi udzielił jej prosty lot Stelli.
- już aż taki wredny nie jestem. I'm there !^^ - krzyknął Xelloss, trzymając Stellę nad głową (taka jest właśnie siła mazoku. Chyba sobie kupię jednego)
Xelloss wraz ze Stellą poleciał gdzieś na miejsca oddalone od miasta i położył Stellę w jednej z ogromnych ukrytych jaskiń.
- czemu ona jest nieprzytomna?
- dla smoka utrata skrzydła, to tak jak byśmy my stracili nogę.. potworny ból.
- to może nich się zamieni w człowieka?
- BROŃ BOŻE! gdyby się zamieniła w człowieka, krwotok z skrzydła zamieniłby się w krwotok wewnętrny...
Xelloss podszedł do skrzydła. Obejrzał dziurę, która była większa od jego głowy.
- bandaże.
Zawinęli skrzydło Stelli zgrabnie w bandaże.
- teraz musimy iść do miasta po jakąś wodę utlenioną i lekarstwo na ból...
- a jak nam coś zrobią? przecież na pierwszy rzut oka widać że znamy się na magii...
- trudno. Co mugole na pewno nie są tak inteligentni za jakich się uważają.
- aaagh.. czekajcie.- usłyszeli cichy jęk za sobą
- Stella?
- tak.. czekajcie, zrobie wam odpowiednie ubrania...- rzekła słabym głosem. Po chwili byli wszycy odpowiednio przyodziani. Stella znów zasnęła.

Lina maiła na sobie obcisłą różową bluzkę i spodnie- odbcisłe jeansy. Włosy miała uczesane w dwa warkocze. Amelia była ubrana w białą sukienkę. Zelgadisa nie trzeba był przebierać, tylko zdjął pelerynę. Ale za to Gourry..

- wyglądam jak idiota.. - jęknął.

Był ubrany w niebieską koszulę w kwaiaty i niebieskie spodnie.

- dobra, nie ma co wymyślać, musimy ść ^^- zaproponował Xelloss ubrany obowiązkowo na fioletowo.
Cała ta kompania wyruszyła w kierunku najbliższego miasta.
Weszli do niego.
Wiocha dość zwyczajna, kilkanaście sklepów, duży plac, i ludzie krzątający się na ulicach.
- heh...
- wygląda na dość miłe miasto...
Pooglądali witryny sklepów. Po lewej stronie był sklep "Frodo Baggins & C.O. - artykuły jubilerskie" a po prawej stronie mała knajpka. Nasi bohaterowie oczywiście udali się do knajpki, żeby coś zjeść.
- co podać?- zapytał się uprzejmie podeszły do stolika kelner
- potrawka ze smoka wietnamskiego razy... 7 - powiedziała Lina
- słucham..? - zapytał sie kelner
Zelgadiss niezbyt dyskretnie ekhemknął.
- ttto znaczy chciałam powiedzieć potrawkę z s.. s.. s...
- salcesonu !! on chce salceson ^^!!!- szybko wtrącił się Xelloss
- dobrze. Ile razy.
- sie.. - zaczęła Lina i ugryzła sie w język- pięć.
- dobrze. dziękuję. - wyszczerzył się
- ja także dziękujem ! - Lina wyszczerzyła uzębienie w najbardziej niewinnym uśmiechu, na jaki udało jej się zdobyć
- ale masz kretyński wyraz twarzy. Wyglądasz jak Xelloss po kastracji...- dosrał jej Zelgadiss gdy kelner poszedł
- FIRE... - już Lina chciała rzucić fire balla, gdy nagle przypomnaiło jej się, gdzie się znajduje.
- BUAHAHAH - zarechotał Zelgadiss- płaska deska, gruba dupa, ruda marchewa, piegowata małpa, beznadziejne ciuchy - zaczął ryczeć na cały głos Zelgadiss
- niech no tylko wyjdziemy, niech no tylko wyjdziemy...- cedziła pod nosem Lina, udawając że nie słyszy
- Zelgadiss, przestań.- powiedział niesmiało Gourry.
- oo, Gourry, ty myślisz !!!
- myślę, kojarzę, i to aż za dobrze !!!- chwycił Zelgadissa za jego zrogowaciały pysk i rzucił o ścianę
- ojej ^^ - pisnął Xelloss widząc to zamieszanie
- HEJ CHŁOPAKI, BUJKA !!!- dało się słyszeć z końca sali
- TAK, ROZRÓBA !!! LEHIA GDAŃSK !!!
- WISŁA KRAKÓW !!!!
I oba końce sali rzuciły się na siebie, waląc taboretami, stołami i kelnerami. Zrezygnowani Lina, Amelia, Gourry i Zelgadiss musieli wyjść, by pożywić się gdzieś indziej. Udali się do knajpki "pod soczystym befsztykiem".
- hej, ja tu nie widzę żadnego befsztyka !- zauważył Gourry wpatrując się w sufit
Zelgadiss się nie wypowiadał, świadom siły Gourrego.
Zamuwili pieczeń rzymską i parę innych takich tam potraw.
- hmm wygląda smacznie - spostrzegła Amelia, gdy podano potrawy
- hełp hełp i tak smakuje - Lina łapczywie pochłaniała kęsy jedzenia
Po minucie Lina zjadła swoje danie. Już chciała zawołać kelnera, gdy Xelloss przypomniał jej że znajdują się w krainie Rettib a dokładnie w mieście Mugolonówek, i taki apetyt jest sprawą wysoce podejrzaną.
- BUHUHUHUUUU - Lina zaczęła płakać rzewnymi łzami
- nie płacz tak szczerze, bo ci uwierzę - syknął Zelgadiss
- BUHUHUHUUUUUUUU- Lina jeszcze rozpaczliwiej łkała
- weście choćcie stąd, bo to wstyd ^^.. - zauważył Xelloss wychodząc po angielsku
Więc wyszli.
- teraz choćmy do apteki kupić jakieś lekarstwa.
- co by nie mówić, milutkie to miasto...- zauważył Gourry
- ee tam, musisz trzymać język za zębami, żeby nie pomyśleli że czarujesz.. do dupy !
- mi się tu podoba ! wszystko takie uczciwe..- zaczęła swój wywód Amelia ale przerwała jej Lina
- shat up Amelia. A zresztą dochodzimy już do apteki.

*DZYŃG DZYŃG*- zadzwoniły w przejściu dzwoneczki

- dzieńdobry !!!
- dzieńdobry.- odpowiedziała aptekarka zaasorbowana rozwiązywaniem krzyżówek
- czy są środki przeciwbólowe?
- są.- odparła nie odrywając się od krzyżówki.
- to poproszę 40 paczek.
- tak, oczywiście.- aptekarka rzuciła na ladę stos opakowań.
- a i może jeszcze bandaże. gdzieś z 20 metrów.
- tak tak oczywiście. - zrzuciła na ladę kilkanaście rolek bandaża.
- ilę płacę?
- jak chcesz...- kobita właśnie intensywnie rozmyslała nad jakimś hasłem. Lina wzruszyła ramionami i położyła na ladzie jednego jena. Z workiem lekarstw na plecach, nasi bohaterowie wyruszyli w drogę.
Wyszli na duży plac. Akurat Zelgadissowi przypomniało się, że może spokojnie dosrywać Linie, bez obawy że potraktuje go Fire Ballem, jeśli nie czymś gorszym. To nic że Gourry zrobi z niego miazgę, ale wolał mieć satyswakcję.
- płaska deska, dziurawe zęby, ruda szopa, krzywe nogi, patyczak, kaszalot...- zaczął wymieniać Zelgadiss.
- nie..- Lina rzuciła worek na ziemię - FIRE BAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAALL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - nie zważając na nic puściła ogromnego Fire Balla. Zaskoczony Zelgadiss potoczył się kilkanaście metrów dalej.
- ojojoj, panno Lino..- pisnęla Amelia gdy zobaczyła wzrok otaczających ich mieszczan
- JESZCZE RAZ NAZWIESZ MNIE TAK... !!!!!! - ryknęła Lina w kierunku Zelgadissa
- czy to były czary?- dły się słyszeć szepty wśród mieszczan. Po chwili zaczeli otaczać naszych bohaterów. Zaciśniali coraz węższy krąg.
- co robimy..? - zapyatał się Lina
- nie ma sie jak przedrzeć, nie chcemy nikogo zranić.. a mieczy nie wzięliśmy...
Krąg zaczął się zacieśniać.
- ja proponuję dać im w mordę i..
- nie Lino.
- adiou ^^- Xelloss znikł
- A TO ŚWINIA
- piisk - pisnęła Amelia
Krąg jeszcze bardziej się zacieśnił. Już mieszczanie mieli dopaść ich w swoje usyfione łapska, gdy...

* PIERDUUUUUUUUUUUUUT*

Wzbił się dym. Gdy Lina i reszta otworzyli oczęta, ukazali się leżący wieśniacy a za nimi ciężko dysząca Stella
- CZY WY NIE WIECIE JEŁOPY ŻE W ŻYCIU TRZEBA BYĆ BEZWZGLĘDNYM??? - ryknęła
- Stella.. miałąś się nie ruszać... twoje skrzydło...
Stella wprawdzie była w ludzkiej postaci, ale z pleców sterczało złote smocze skrzydło, leżące na ziemii. nadal krwawiło i to dość obficie. Akurat w momencie słów Amelii zwinęła je bardziej do siebie. Nie muszę dodawać że wyglądała naprawdę dzwinie, ponieważ skrzydło było większe od niej.
- już nie mogłam wytrzymać z bólu, więc wybrałam się na spacer- wydyszała - i tak nie miałam nic do stracenia, bo zanim byście wrócili, wykrwawiłabym się na śmierć. A teraz choćmy, zanim się zlecą nowi.
Wszyscy asekurując Stellę wynieśli się za miasto.
- o, Stella !!!- akurat obok naszych przyjaciół zmaterializował się Xelloss
- nie ma to jak nie opuszczanie paczki w potrzebie, no nie Xelloss?- syknął Zelgadiss
- och ^^- Xelloss machnął ręką jakby nic się nie stało - pomogę wam nieść Gwiazdeczkę.
I tak w nieco szybszym tempie dotrarli do jaskini. Było w niej wiele smoczej krwi.
Rannnej Stellli opatrzyli skrzydło. Kilka dni posiedzieli jeszcze w jaskini czekając aż się zagoi. Gdy wreszcie Stella mogła zamienić się calkowicie w ludzką postać, nie narażając przy tym swojego zdrowia i życia, wyruszyli wreszcie ku wyjściu z tej przeklętej krainy.

rozdział drugi. kąpiel. wizyta u D.U.Rnia. Wreszcie Auren. Druga strona pięknej krainy.

- ouuuf, wreszcie możemy się przebrać w normalne ciuchy...- westchnęła Lina przywdziewając swe różowe widzianko
- a ja mam bluzke całą we krwi - miałczała Stella piorąc bluzkę - w tej wyprawie to naprawdę ja nie mam szczęścia : nie dość że zostałam zraniona w przedramię, i przez to muszę nosić wielki szal materiału, odcięli mi kawał ogona, przez co muszę mieś obandazowany pas, to jeszcze to.. prawdopodobnie już m nigdy nie będę mogła latać...- powiedziała smutno.
Zapadał wieczór. Nasi bohaterowie doczli do ciepłego źródełka, niedaleko którego rozbili namioty.
- choćcie się wykąpać !!! woda jest cieplutka ! - zawołała Amelia. Zrzuciła ubranie i zanurzyła się w wodzie.
Lina także zrzuciła z siebie ubrania (ach czujecie erotyzm tej sceny? ja też nie). Po niej w wodzie zanurzyła sie Stella.
- rzeczywiście, wspaniała woda...- westchnęła Stella
- panno Lino, ona ma dopiero cztery lata, a już ma wieksze piersi od pani- pozwoliła sobie zauważyć Amelia
- ja?- Stella spojrzała się na swoje a potem porównała z Liną - no tsiak..
- ale ja za to nie mam takich obwisłych jak niektórzy- bulgotała pod wodą Lina
- ej, ale dobry pomysł był z przegrodzeniem jeziorka na dwie części, nie?- Amelia spojrzała na sporawy płot przedzielający jeziorko
- taaak.. chłopacy na pewno nie będą nas podglądać...

***

- aghh spójrzcie na figurę Stelli... co za... co za.. co za.. - jęczał Xellloss przy szparze między deskami
- ech spójrz lepiej na krągłości Amelii..
- albo na Linę...
- ale spójrzcie na Stellę.. idealna... - ślinił się przy szparze Xelloss
- ej, co to za dźwięki?- zapytała się Amelii Lina
- AGH !!! - chłopacy szybko oddalili się na dalszą część jeziora niby zajmując się swoimi sprawami.
Tymczasem dziewczyny podpłynęły i zajrzały przez szparę. Chłopacy gadali o jakimś meczu czy czymś równie nudnym.
Po pięciu minutach Zelgadiss łypnął na szparę.
- dobra nie ma ich..
Wstali i zaczęli się podkradać.
- jeny zobaczcie na Zelgadissa - dało się słyszeć głos z góry
- aaagghh widzicie tą dupcię Gourrego?
- aaa... Xelloss.. żałosne.. i to się nazywa mazoku i sypia z LON... ale muszę przyznać że klatę ma niezłą i.. oooochhhh... te biceeeeeeepsyyy...
Chłopacy spojrzeli do góry. Zza płotu wyglądały kryształowymi oczami Lina, Ameliia i Stella.
Efektem było natychmiastowe zanurzenie się w wodę po szyję ptrzez chłopców.
- podglądaliście nas.- syknął Xelloss
- myyy noo cooo tyyy - Stella przymróżyła oczy patrząc na Xellossa - noo wstań jeszcze troszkę i pokaż.. OOOCHCHHH... bicepsy..
- one teraz są niebezpieczne - szepnął Zelgadiss do Gourrego
- AAACHHH panie Zelgadissie... jest pan taki seksowny...- jęknęła Amelia
- Gourry...dlaczego mi nigdy nie powiedziałeś że masz taki jędrny tyłeczek... - zatrzepotała rzęsami Lina
Lecz dziewczyny po chwili z natłoku emocji zemdlały z wrażenia. Osunęły się do wody. Chłopcy korzystając z okazji (-musimy je uratować, one się utopią! -tak tak i trzeba im zrobić na pewno sztuczne oddychanie) odnieśli dziewczyny do namiotów (swoich? tego ujawniać nie będę.. dalszy ciąg domyślcie sobie sami BUAHAHAHAH)

***

- aaach jaki pięękny poranek !!! - Lina tanecznym krokiem wyskoczyła z namiotu
- AGH Lina przecież wiesz że nie cierpię takich tekstów..- skulił się Xelloss
- mam nadzieję że nie robiłeś nic ze Stellą.. w końcu jest dla ciebie jak córka!
- no oczywiście - odpowiedział szczerze Xelloss - odniosłem ją do jej namiotu
- i nie omieszkałeś trochę pooglądać anatomię jej ciała po drodze.. a tak przy okazji.. to klatę masz naprawdę zaje.. - Lina przymróżyła oczy i mruknęła
- ekhm ^^""- Xelloss nerwowo przygładził włosy
- cześć wam !!!- z namiotu wytoczył się Gourry
- a co ty taki szczęśliwy, Gourry ^^? - zapytał się Xelloss
- a tak o, bo mam dobry humor!!
- tak jasne.. Lina byś się wstydziła..
- CO JAA!! TO ON CHCIAŁ.. a zresztą nic nie było, nic się niezdarzyło i zresztą nieważne.
- ehe..
- ŁŁŁŁŁŁIIIIIIIIIIIIIIII !!!- ze swojego namiotu wypadła Amelia odwalając przy tym bliżej nieokreślone figury gimnastyczne
- co wy wszyscy w takich dobrych humorach?
Po chwili wyszedł Zelgadiss w bardzo radosnym nastroju (czyt. że nie biadolił od rana jaka cholernie brzydka jest dziś pogoda). Po paru minutach ze swojego namiou wyszła posępnie Stella.

[CISZA]

- eee... witaj Stello..
Stella wykonała ruch ręka, zapewne gest powitania i poszła dalej.
- ona zdecydowanie nie pasuje do tego fika..
- a co ty byś zrobił gdybyś już nigdy nie mógl latać???
- eee.. zbudowałbym samolot ^^?
- ha.. ha.. ha.. ale śmieszne, tylko kiedy mam się zacząć śmiać?
- heh..
Po doprowadzeniu się do porządku ferajna wyruszyła w drogę.
- Liiinaaa... - zaczął Gourry
- co? tylko błagam nie pytaj się mnie znów skąd się biorą dzieci.
- nie no co ty. Chciałem się tylko zapytać dlaczego skoro idziemy do Auren, nie idziemy przez te labirynty?
- ponieważ idziemy od innej strony.
- acha... a Lina..
- tak?
- a skąd się biorą dzieci?

[GLEBA]

- żartowaaaałeeem... to to nawwet ja wiem - puścił do Liny oko.
Nasza nieustraszona grupka bohaterów wezła w las.
- znowu las..- westchnęli wszyscy
No więc idą. Po drodze zrywają jakieś maliny i takie tam i je bezwstydnie żrą. Spotkali jakieś zwierzaczki leśne i zakatrupili je na kolację. Jeszcze do tego wszędzie porozrzucali butelki od coca-coli i papierki od kurczaka.
- fajny ten las, nie?- zapytała się Lina pakując w siebie kilogramy jagód
- ehe- Gourry pochłaniał maliny
- trochę kultury - Zelgadiss patrzał się na wcinających owoce leśne Linę i Gourrego. - zobacznie na przykład na Stellę, ona...
Zamikł, bo poczuł za sobą strumień ognia. Po chwili Stella wskoczyła w krzaki i wyjęła upieczoną łanię i od razu zaczęła ją konsumować
- a zresztą nieważne..- wydusił Zel
- I WANNABE WITH YOU, I WANNEBE WITH YOU, BABE... OH BABE !!!!!! - darła się Amelia na cały las
- fałszujesz - podsumowala ją Lina
Nalgle zobaczyli cieniutką ścieżkę prowadzącą w bok.
- choćcie zobaczmy co tam jest, co nam szkodzi?
- eee .. w najgorszym wypadku utrata życia...
- truuudno, choćcie.
Więc poszli. Doszli do chatki z napisem "D.U. Reń - wie wszytko".
- może być ciekawie.. spytamy się w których miejscach dokładnie znajdują się części zaklęć.
Zapukali i weszli. W kącie prawie że pustego pokoju siedział sierścich z siwymi zmierzchwionymi włosami.
- dzieńdobry, chcielibyśmy...- zaczłęła Lina
- STOP!!! - wykrzyknął starzec i wstał - wiem w czym problem, nie musicie nic mi mówić.
Zaczłął chodzić wokoł Liny i dokładnie jej się przyglądać z każdej strony.
- o co panu..
- CISZA !!!
Nadal wokół niej krążył. W końcu po parunastu minutach stanął zrezygnowany.
- to największa porażka w moim życiu. Po raz pierwszy nie odgadłem zagadki.
- ?
- to straszne - starzec prawie zaczął płakać- ale przyznaję się do porażki. Teraz proszę, powiedz mi: gdzie ty schowałaś piersi?
- że co...- wydusiła Lina
- oj, lepiej stąd wyjdźmy - zaproponował Zelgadiss
- chodu - Gourry skulił się na podłodze
Amelia znieruchomiała ze strachu, tak że Zelgadiss musiał ją pociągnąć żeby wybiec. Xelloss znikł, a Stella pobiegła za Zelgadissem.
- co pan powiedział..- wycedziła Lina
- eee.. że nie wiem gdzie pani schowała piersi i...- pisnął starzec widząc skarłatny odcień twarzy Liny
- CZY PAN SUGERUJE, ŻE MAM MAŁE PIERSI???????????????? - wybuchła Lina- TYŚ, KTÓRY CIEMNIEJSZY OD ZMROKU...
- choć pan - Gourry chwycil staruszka za łachy i wyrzucil z chatki. Gourry skulił sie i nakazał faciowi zrobić to samo.

*JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBBBBBBB*

Chatka wraz z całą okolica legła w gruzach.
- AGGGGGHHHH GDZIE ON JEST???- z chatki wybiegła Lina z żądzą mordu na twarzy
- mnie tu nie ma - usłyszała cichy głos gdzieś z trawy
- TUUUUUŚ MIIIIIIIIIIIII - Lina rzuciła się w krzaki
- Lina Lina Lina- Gourry w ostatnim momencie chwycił Linę
- CZEGO CHCESZ ?? FIRE BALL!!!!!!
Lecz Gourry się uchylił i kulka ta trafiła w Stellę
- NO I COŚ MI ZROBIŁA! JEŁOPIE ! AC-EDGE !!!! - i poraziła Linę prądem
- hmm jakieś ciekawe zaklęcie. ALE MNIE TO NIE POKONA !!!
- TAAK? FIRE LASER !!! - i teraz dla odmiany Lina stanęła w płomieniach
- wreszcie wie jak ja się czuję - odetchnął Zelgadiss
- A TY SIĘ NIE WTRĄCAJ !! - wrzasnęła Stella i Zelgadiss także się cały palił
- WODA !!! - Gourry ugasił wszystkich wodą z miecza, przy czym sam oberwał AC-edge od Stelli
- jakie afro - Zelgadiss zaczął się tarzać ze śmiechu po ziemii widząc fryzurę Gourrego
- ej no - wkurzył się Gourry
- HAHAHAHA- spójrzcie lepiej na minę Stelli ^^ - zaczął rżeć Xelloss
- WY WSZYSCY JESTEŚCIE GŁUPI !!!!!!! AC-EDGE !!!!

* BZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZT *

***

- ciekawe dlaczego ten staruszek się zmył - zastanawiała się Amelia
- też się zastanawiam- zamyśliła się Lina - może pustelniczy tryb życia nie pozwalał mu na miłość, a on na pewno (och) zakochał się we mnie ! zapewne uciekł oślepiony blaskiem mojej oszłamiającej urody !
- idź ty się schowaj - podsumował ją Zelgadiss
- A CO TY MOŻESZ WIEDZIEĆ O URODZIE IGNORANCIE?
- więcej niż myślisz.
- ale trzeba przyznać że jesteś bardzo ładna Lino ^^ ostatnio bardzo wydoroślałaś - rzekł Xelloss, przy czym narobił sobie plusów u Liny do końca życia
- a ty masz takie - Lina przymróżyła oczy - OOOCCCCHHH... bicepsy..
- pięć tysięcy lat na siłowni ^^ - powiedział Xelloss z dumą odrzucając włosy
- a co ty, Xell, możesz wiedzieć o urodzie?- mruknął Zelgadiss
- więcej niż myslisz !!! skoro ty nigdy nie widziałeś LON , to..- Xelloss zamyślił się
- a dla mnie Lina jest najładniejsza na swiecie ! - powiedział nagle Gourry
- ooo stary - Xelloss walnął z całej siły Gourrego w plecy , tak że biedny blondyn prawie wypluł caly układ oddechowy - coś mi się widzi żo to romans wszechczasów będzie, co ^^ ?
Lina i Gourry chrząknęli.
-ROMANS WSZECHCZASÓW TO JESTEŚMY JA I PAN ZELGADISS - usłyszali pisk z tyłu. Odwrócili się akurat gdy Amelia rzuciła się Zelgadissowi na szyję powalając zaskoczonego na ziemię.
Xelloss, Gourry i Lina zaczęli się śmiać. Nagle bez słowa obok nich przeszła Stella.
- coś nie tak ^^? - zapytał się Xelloss Stelli
- nic nic... - Stella nadal szła spokojnym krokiem wyprzedzając wszsytkich.
Nikt nie zauważył spływającej jej po policzku łzy...

***

- daleko jeszcze do Auren? - zapytał się już znużony kilkudniową podróżą Gourry
- według moich obliczeń, niedaleko - odparla Lina
- ona i jej obliczenia - westchnął Zelgadiss
- bez takich tekstów, jeśli nie chcesz skończyć jako zrogowaciała papka.
- BLEEEE - Zelgadiss wystawił język do Liny
- BLEEEE - Lina odpowiedziała tym samym
- kroa ma dłuższy i się nie chwali - syknęła Stella
- BLEEEEE- Lina i Zelgadiss wystawili języki równocześnie
W tej chwili Stella zamieniła się w smoka i wywaliła dwumetrowy jęzor
- BLEEEEEEEEEEEEEE
I znów zamieniła się w człowieka.
- bez komentarza
Przed nimi zaczęły malować się góry Góry.
- zbliżamy się do bramy Auren!
- jak się cieszę - powiedzaił szorstko Zelgadiss któremu piękne i sympatyczne klimaty nie za bardzo odpowiadały.
Wszeli wreszcie w kotlinę skalną gdzie znajdował się charakterystyczny wystający kamień. Nacisnęli go i po chwili ukazało się wejście do Auren.

*PIZD PIZD* - zaczęli pukać w drzwi

- kto wy i czego chcecie?- rozległ się głos zza drzwi
- Masz ZASZCZYT mieć do czynienia z Liną Inverse i jej teamem.
- kim?
- awrrr.. to my uratowaliśmy Auren.
- słucham? nie przypominam sobie.
- AWWWRR TO MY URATOWALIŚMY WASZĄ CHOLERNĄ KRAINĘ Z CHCIWYCH I USYFIONYCH .. GNOJEM .. ŁAPSK TEGO TU - i wskazała na Xellossa
- EEEJ LINA BEZ PRZESADY ^^""- wkurzył się Xelloss
- taaaak?- zapytał sie bezmyślnie głos zza drzwi - zawołam Dasomnda, może on będzie wiedział
- wygląda na to, że facet ma mentalnośc taką jak ty, Gourry - szepnął do gourrego Zelgadiss
- co to znaczy 'mentalność"
- nieważne, i tak nie zrozumiesz.
Zapadła cisza. Nagle daleko zza dzrwi rozległo się głosne "ty idioto" a potem przyspiezone kroki in szuranie klucza w zamku. po chwili drzwi otworzył jakiś zakłopotany facio i wściekły Dasmond.
- wybaczcie za strażnika, to taki debil, nie wie nawet jak się nazywa - wyjaśnił pospiesznie Dasmond
- oo - wydusiła z siebie Amelia
- ej, a ten co tu robi - Dasmond wskazał na Xellossa
- siema ^^- Xelloss wyciągnął do niego dłoń, a ten cofnął ją ze wstrętem
- to przyjaciel - Lina charakterystycznie klepnęła Xellossa po plecach, tak że ten wylądował na ziemii
- acha. A co was sprowadza do naszej pięknej krainy?
- no więc chcieliśmy..- zaczęla Lina
- zaklęcie Ostatniego pożegnania, czy chcecie czy nie.- rzekła chłodnym i zarazem ostrym głosem Stella wysówając się przed wszystkich
-Sstella, co ty mówisz, jak ty się zachowujesz, to przecież nasi przyjaciele- szepnęła ze zgrozą Lina
- nie zdążyłaś jeszcze poznać jedorożców, jakie to są przebiegłe sztuki. Zresztą z czasem sama się przekonasz.
- zaklęcie Ostatniego Pożegnania...- rzekł szorsko Dasmond po chwili spojrzał się chłodno na Stellę- to ty jesteś Złotym dzieckiem?
- tak.
- to twój brat teraz pustoszy nasz świat? a ty o mało nie zabiłaś Andresa, mojego kuzyna.
- miałam swoje powody. - głos Stelli był teraz zimny niczym zero absolutne - i okaż mi trohę szacunku, w końcu ja też uratowałam twoją krainę.
Stella i Dasmond zamilkli. Gdyby wzrok umiał zabijać, padli by na miejscu trupem.
- o co im chodzi? przecież Auren to podobno nie tknięta złem kraina - Lina szepnęła do Xellossa
- ale być przebiegłym to nie zło.. a jednorożce są przebiegłe jak cholera - odszepnął Xelloss
- jakiś przykład?
- a no na przykład przy pierwszym waszym spotkaniu rzucenie mapy na stół i zauroczenie cię swoimi pięknymi złotymi oczami?
- heh.
- Andres opowiadał o tobie. Mówił że za drobną pomyłke chciałaś go zabić. - odezwał się wreszie do stelli Dasmond
- drobną pomyłkę? - Stella zaśmiała się szyderczo - ta, jak ty to nazywasz "drobna pomyłka" obejmowała kilkaset złotych monet i dotyczyła życia mojej matki.
- TWOJEJ MATKI? - tym razem odezwała się Lina
- taaak - tym razem Stella patrzała na Dasmonda z nienawiścią - gdy moja mama konała, ja pobiegłam po środki przyspieszjące gojenie sie ran do jednorożca, który zatrzymał się akurat w miejscowym lesie. Śrotki były niezwykle drogie. ale to nic. Gdy mi oddał, a ja zapłaciłam, twierdził że zapłaciłam kilkaset złotych monet za mało i mam natychmiast mu je oddać. Kłucilismy się.. w końcu ja dopłaciłam mu niby "brakujące" kilkaset złotych monet z moich oszczędności i szybko pobiegłam do mamy...
Zamilkła by powstrzymać płacz.
- niestety, gdy dobiegłam do domu, było już za późno, by cokolwiek robić.. podziękowała mi tylko, że się starałam.. i.. i... - tym razem Stella wybuchła płaczem
Dasmond milczał jak zaklęty
- gdy odnalazłam Andresa, chciałam go zabić. Gdyby nie on, moja mama, moze by żyła.- mówiła Stella przez łzy. Po chwili dodała ze wściekłością- LON myśli że ta kraina jest nieskażona złem . Jakże się myli - zaśmiała się dziwnym śmiechem - może kiedyś była, puki nie było tyle w niej jednorożców... LON nic nie wie o tej krainie, bo żaden mazoku, ani ona w niej nie była. Właściwie to nie chce mi się siedziec w krainie pełnej obłudy i kłamstwa ! żegnam ! - odwróciła się na pięcie i wyszła trzaskając wrotami.
Dasmond nadal milczał.
- to co zrobiliście Gwiazdce nie było miłe. Idę ją pocieszyć. Lino, i reszta, szukajcie zaklęcia bezemnie. - Xelloss także wyszedł

*PIZDU* - trzasnęły drzwi

- no no no - odezwała się wreszcie Lina
Dasmond milczał jak zaklęty

***

- Stello ! - Xelloss podszedł do siedzącej dziewczyny zalanej łzami - no, nie martw się ^^
- panie Xellossie.. niech pan idzie, co oni zrobią bez pana !- powiedziała przez łzy
- wolę zostać z tobą. - spojrzał jej w oczy. Ona odwzajemniłą spojrzenie.
Niespodziewanie rzuciła się na szyję i bez słowa zaczęła się wypłakiwać na jego ramieniu.
- zawsze wiedziałem że jednorożce są wrednymi stworzeniami, ale nie wiedziałem że aż tak.. wypłacz sie, pozwalam ci się martwić ^^
- tylko ty mnie rozumiesz - jeszcze bardziej wtuliła się w niego - tylko ty.
Bez słowa objął ją.

***

- wiecie może gdzie zlokalizować te zaklęcie?- zapytałs ię Lina
- mniej więcej.
- czyli?
- jest prawdopodobnie w bibliotece, na południu krainy.
W tej chwili Dasmond przyjął swoją nomalną postać, bo limit czasu już się skończył.
- eee.. to może wyruszymy od razu?- zaproponowal Gourry
- dobry pomysł
Znowu szli przez piękne krajobrazy usłane kwiatami i innymi takimi elementami scenografii. weszli w równie śliczny las. Ale gęsty jak cholera. Szli wysypaną kryształowym piaskiem ściezką.
- te lasy mi się źle kojarzą.- zauważyła Lina
- taaa..
- STÓJCIE !! - usłyszeli głos z góry.
- o nie..
- co nie? - na jednym z drzew siedziała rowalona bezwstydnie nimfa leśna. Obok niej wisiał kij o ostrych końcówkach.
- Asa.. to znowu ty, szmato - warknęła Lina
- dziękuję za miłe powitanie. - Asa z niezwykłą gracją zeskoczyła z drzewa tuż przed Linę.
- znowu nas nie przepuścisz? - syknął Dasmond
- skąd wiedziałeś?- asa zaczęła wymachiwać kijem przd nosem jednorożca, Tak że musoiał odskoczyć.
- Znowu chcesz się bić? - zapytała się Lina sięgając po jakiś mocny kij
- jak nigdy przedtem.- uśmiechnęła się złośliwie Asa i wybuchnęła charakterystycznym śmiechem
- odsuńcie się, chcemy mieć trochę miejsca. - Asa rozgarnęła towarzystwo- czuję, że to będzie pasjonująca walka
Lina akurat kończyła wyskrobywac konar do odpowiednmich ksztautów. Po chwili stanęła naprzeciwko Asy.
- trzy.. czte-ry. START !!!- dała sygnał na rozpoczęcie walki Amelia
- IAAAAAAAAAA!!!!!! - rzuciła się Lina na Asę
- AAAAAAAAIIIIIIIII!!!! - Asa rzuciła się na Linę

*TRZASK* - zderzyły się oba kije.

Zaczęła się ostra wymiana ciosów równoczesne z przeskakiwaniem, wieloma unikami i ciosami. W końcu obie dziewczyny odskoczyły i stanęły naprzeciw siebie.
- ćwiczyłaś?- zapytała się asa Liny
- pewnie.
I znów rzuciły sie na siebie. Po chwili z takim impetem walneły o siebie kije że głowa Asy znalazła się obok głowy Liny.
- słuchaj mnie teraz Lino Inverse - szepnęła Asa
- co?
- jeżeli masz jeszcze jakieś resztki dobroci w sercu i możesz racjonalnie patrzeć na świat, nie ufaj jednorożcom.
Rozdzieliły się. Po chwili znów nastąpiła wymiana ciosów. Nagle Lina tak walnęła w Asę, że dziewczyny padły na ziemię. Korzstając z okazji, że jest blisko Asy Lina zapytała się:
- o co chodzi, Aso?
- po prostu szkoda mi ciebie śmiertelniczko. Nie ufaj jednorożcom. Dobrze ci radzę.
- dlaczego mam ci wierzyć?
- nie chcesz, to nie wierz. widocznie taka twoja wola. - Asa kopnęła Linę w brzuch odrzucajac ją do tyłu. Tym razem ona przygniotła ją kijem do ziemii i szepnęła.
- jednorożce to wbrew pozorom nie są dobre stworzenia. We wszystkim mają swój interes.
- już dziasiaj gdzies słyszałam podobne słowa.
- dobra, trzeba kończyć tą walkę. Ale pamiętaj: jeżeli nie jesteś zatwardziała na cudze słowa pamiętaj: nie ufaj jednorożcom.
Już chciała się podnieść, ale Lina ją przytrzymała.
- spotkajmy się jeszcze.
- dobrze. Chcę ci mimo wszystko pomóc, śmiertelniczko. Przyjdę do ciebie w nocy.
Podniosła się i zaczęły ostro walczyć.
- ale nie myśl sobie, że pozwolę ci wygrać - syknęła Asa
- ha ! - Lina trzasnęła z całej siły Asę przez kark, druzgocząc go, wskutek czego Asa poniosła śmierć na miejscu (tzn. poniosłaby gdyby była śmiertelniczką. jeny jaki skomplikowany jest ten świat)
- reszty nie trzeba - powiedziała z dumą Lina odrzucając kij. - to jak, idziemy?
- ijasne - odparł Dasmond

***

Zapadł wieczór. Zatrzymali się nieopodal dużej polany. Rozbili namioty i poszły spać. O północy Lina wyszła na polanę.
- jaki piękny księżyc..- Lina zauważyła że księżyc jest w ksztaucie rogalika i oblizała się na samą myśl
- nigdy nie patrz na księżyc, puki nie rozejrzysz się dookoła - usłyszła głos za sobą
- Asa!
- koncentracja, śmiertelniczko, koncentracja!
- ach - Lina zburaczyła się
- księżyc... zwiastun śmierci niewinnych... pełnia to przekleństwo całego świata - westchnęła Asa- w czasie pełni siły zła mają największą moc.. ale wróćmy do poważniejszych spraw. szukasz zaklęcia Ostatniego Pożegnania, tak?
- owszem...
- wiem gdzie znajduje się to zaklęcie. nie ufaj jednorożcom. Chcą cie zaprowadzić do biblioteki. Lecz zanim ujawnią ci w której księdze jest zaklecie, będą chciały zapłaty.. niby za fatygę. - Asa wzdrygnęła się - co za chciwe stworzenia
- więc co mam zrobić?
- nawet gdy odnają tą księgę, znajdować się w niej będzie tylko wskazówka.. za objaśnienie jej też trzeba będzie zapłacić. Jednak księga z prawdziwą formułką zaklęcia Ostatniego Pożegnania znajduje się w lesnej biblitece na wschodzie krainy.
- dlaczego mi to mówisz?
- słuchaj - Asa spojrzała poważnie Linie w oczy - po prostu nie moge pozwolić by niewinni śmiertelicy dali się oczarować takim obłudnym stworzeniom jak jednorożce. Dlatego też nie pozwalam wstępowac śmiertelnikom do tej krainy.
- czyli pod twoim chamstwem i brakiem kultury kryją się dobre intencje...
- hej hej nie pozwalaj sobie !- syknęła Asa
- sorry.
- więc co mam zrobić?- Lina ze zrezygnowaniem wbiła wzrok w ziemię
- jak chcesz, mogę ciebie i twoich przyjaciół zaprowadzić do tej biblioteki. Tylko nimfy mają do niej dostęp. Ale uwaga: jeżeli będziecie ze mną narazicie się Dasmondowi i jego bandzie sierściuchów. Wybór należy do ciebie.
Lina się chwilę zastanowiła.
- zgadzam się.
- dobrze się zastanowiłaś? chociaż tego nie widać, jednorożce mają ogromną moc.
- po tym jak się dowiedziałam jak było z matką Stelli.. wolę zaryzykować niż trzymać z jednorożcami.
- rezolutna dziewczyna - na ustach Asy zagoscił charakterystyczny uśmieszek- a o ile wiem, Stella nie mogła znieść chciwości i zakłamania jednorożców i odeszła, wraz z mazoku?
- tak.
- oni są najmądrzejsi z was, ja ci to mówię ! - powiedziała Asa - a teraz idź po twój team.
Lina pobudziła wszystkich (oprucz chrapiącego Dasmonda oczywiście) , wytłumaczyła im o co chodzi w tym wszystkim. po chwili wszyscy byli już na polanie.
- dobrze. Ruszajmy szybko, bo to bydlę może się zbudzić. - powiedziała Asa
Ruszli w drogę pomiędzy konarami i krzakami.
- Valedictio Novissimus..- mruknęła pod nosem Asa
- co?
- nic, tak nazwa brzmi w oryginale.
nagle Asa odbila się od ziemii i kocim ruchem wylądowała na drzewie. Po chwili zwinnie zaczłęa skakać po konarach.
- musimy się spieszyć. Słyszę jakieś dźwięki.
- mały problem. My nie umiemy skakać po drzewach tak jak ty
- jeeenyy - westchnęła Asa - wy to macie problemy... to wzepnijcie się, bylebyście byli ukryci.
Wspieli się, oprucz Zelgadissa, który mimo wielkich wysiłków nie mógl się wspiąć.
- co ten pizduś-plastuś ćwiczy? - Asa wskazała na wkurzonego Zela
- jajco. -warknął.
Głosy się zblirzały, więc w ramach kompromisu wskoczył w krzaki.
- myślę że uciekli - mówił jeden głos
- myślisz że nas przejrzeli?
- po tym jak wydała się ta sprawa ze Stellą...
- taak..
Po chwili między drzewa weszły dwa jednorożce. Jeden z nich to Dasmond, a drugi jakiś inny z brązową grzywą.
- mam nadzieję że nie spiknęli się z nimfami leśnymi.
- tak. A jezeli tak..
- trzeba będzie coś zrobić, gdy wyjdą zszargają naszą reputację!
- owszem, trzeba będzie ich zabić.
- a co z ta rudowłosą dziwką i tamtym pajacem?
- też się zabije.
- masz rację, Andresie.
"Andres!"- pomyślała ze zgrozą Lina i spojrzała na brązowogrzywego jednorożca.
Po chwili oba jednorożce odeszły.
- nie ma ich.- Asa zwinnie zeskoczyla na ziemię, przylgając do podłoża. - poszli.
- jak ty to robisz że z taką gracją poruszasz się po lesie?- zapytała się Amelia
- jestem nimfą leśną ! pozatym wiecie, że jestem tu szefową - dodała z dumą- nikt oprócz Liny Inverse w całym moim życiu mnie nie pokonał. - zarzuciła z dumą zielonymi włosami.
- a ile żyjesz, jeśli można wiedzieć?
- hmm, jrestem tu najmłodsza ! - zauważyła
- a ile masz uczennic !
- no tsiak.. ale sztukę walki opanowałam jak widac najlepiej.
- To ile masz w końcu lat?
Asa zamyśliła się.
-pięć, może sześć..
- co?
- tysięcy..
- heh wygląda nato że jestes gdzieś w wieku Xellossa..
- taak.. ciekawe jak u niego ze sztukami walki, muszę kiedyś się z nim zmierzyć.
- nie radzę. Potnie cie na małe kawałeczki.
- zobaczymy.
Wtruszyli dalej przez las.
W końcu weszli na jaką skałę. Malował się wschód słońca.
- ach, wschód slońca - Asa wyciągneła się - kocham wschody słońca..
- myślałam, że kocha się tylko zachody...
- wschód zawsze rozpoczyna dzień..a zachód kończy. A pozatym... wschód wytwarza najpiękniejsze co może na świecie być - jutrzenkę... - Asa bezwstydnie rozłożyła się na skale.
- widzę, że nienawidzisz nocy.
- w noc budzą się siły zła. Przestrzegam was: nigdy nie wychodźcie sami w pełnię. Przekażcie też to swojej koleżance. Mam dziwne przeczucia...
- oj nie przeczuciuj mi tu!
- idę na polowanie - Asa wstała i wyciągnęła swój kij. Po chwili wskoczyła na drzewo i zwinna jak jakaś pantera czy lampart biegała po drzewach.
- niezwykła dziewczyna..- podsumował ją Gourry
-taak.- odpowiedział mu Zelgadiss - ale za tego pizdusia-plastusia to pożałuje.
- ale to bardzi do ciebie pasuje - zaczęła się śmiać Lina
- ha.. ha.. ha.. ale jesteś dowcipna...
- HĘ? FIRE BALL !!!

*PIERDUT*

- booliii...
- i miało boleć !!!
Po chwili z drzewa zeskoczyła Asa.
- ej, bez takich fajerwerków, bo nas wytropią. - zrzuciła jakieś wielkie bydle ni to bawół ni sarna ni jeleń - rozpalcie ognisko.
Rozpalili. Zaczęli piec mutanta.
- hmmm neizły - Lina wepchneła z sibie kawał mięcha , że aż się wszystkim niedobrze zrobiło.
- gdzie pani je wytropiła?- zapytała się Amelia
- łażą po wertepach - odpowiedziała Asa wyraźnie dowartośiowana, że ktoś zwraca ię do niej na per "pani"
-wyglądasz jak roślina - wyjechał nagle Zelgadiss.
Asa przyjrzała się swojej zielonkawo-niebieskiej karnacji skóry i zgniłozielonym włosom. Spojrzała się na Zelgadissa turkusowymi oczami.
- a za to ty.. ja się dziwię jak ty wogóle możesz w lustro spojrzeć.
- mogę!
- chyba przez kilka sekund, zanim nie pęknie - zarechotała
- ALE JA ZA to nie wyglądam jak jakiś badyl..- mruczał pod noesm Zel.
Nagle Asa nie wytrzymała i wybuchła swoim charakterystycznym śmiechem.
- JA TEŻ UMIEM SIĘ BIĆ ! STAWAJ DO WALKI !!! - syknął Zelgadiss biorąc o reki jakiś badyl
Asa podniosla z ziemii swój kij. Odeszli trochę od obozowiska. Zelgadiss rzucił się na Asę z kijem wyciągniętym przed siebie, lecz ona jednym ruchem swojego wyrwała mu kij z ręki a samego powaliła na ziemię.
- nie było sygnału do rozpoczęcia walki !- zauważyła
- wrrr- Zelgadiss stanął naprzeciwko Asy i czekał na rozpoczęcie walki
- trzy-czte-ry START !- wykrzyknłea Amelia
Zelgadiss znowu z wyciągniętym przed siebie kijem ruszył na Asę, lecz ona się odsunęla, a on wylądował z rozpędu twarzą na ziemii. Ona przyłożyła mu kij do karku.
- równie dobrze mogłabym cię teraz zabić. I ty to nazywasz umiejętnością walczenia? i ty masz godność chodzić z Liną Inverse, tą, która pokonała słynna Asę Verę Ritę Al- Enz Władczynię Broni?
- to twoje pełne imię?- zapytała się Lina.
- tak. Nazywam się Asa Vera Rita Al-Enz. Władczyni Broni to przydomek jaki jednogłośnie przyznali mi wszyscy mieszkańcy tej krainy.
- to ty tu jesteś wielką szychą !
- taak - powiedział z dumą - tutaj wszyscy się mnie boją i czuja do mnie respekt. Nawet te zasrane jednorożce... właściwie nikt mnie jeszcze nie pokonał. Gdybyś wtedy ty nie użyła kija jako nczako, a za drugim razem nie skorzystała z mojej chwilowej nieuwago, byś nie wygrała!
- heeeh... - Lina została brutalnie wyrwana ze świadomości że pokonała mistrzynię broni w Auren - ALE I TAK CIĘ POKONAŁAM!!!
- srutututu . Za drugim raezm dałam ci wygrać, bo gdybyś przegrała, musiałabym cię zabić.
- ekhm przepraszam - odezwał się spod Asy Zelgadiss - ale czy mogłabyś mnie już puścić?
Asa łaskawie wypuściła go spod ostrza dwojego kija.
- słuchajcie, daleko jeszce do tej biblioteki?- zapytał sie nagle Gourry
- o włśnie, biblioteka! - Asa walnęła się w czoło - mamy mało czasu! kończcie jeść i ruszjmy!

***

- już dochodzimy - zawiadomiła Asa, gdy znaleźli się w jednym z najciemniejszych miejsc lasu.
- fajnie..nóg nie czuję..
Nagle weszli na sporą polanę. NA niej krzątało sie pełno postaci o kolorze skóry i włosów podobnych do Asy. Lecz żadna z nich nie miła złtej branzoletki na ramieniu, jaką nosiła Asa.
- to tutaj zbierają się wszystkie nimfy leśne. - Asa szła, a nimfy przed nią rozstępowały się. Wszystkie nieufnie patrzyły się na śmiertelników.
- sluchaj, a dlaczego ty masz taką branzoletkę, a nikt inny nie ma?- Gourry wskazał na złotą branzoletkę na przedramieniu Asy w ksztaucie dwóch węży o oczach z jakis zmaragdów
- takie branzoletki mają tylko ci, którzy otrzymali jakiś tytuł w tej krainie. Ja jestem Asa Vera Rita Al-Enz Władczyni Broni. Niewielu z nas ma jakiekolwiek przydomki.
- to tak jak w naszym świecie.
Przed naszymi bohaterami była jaskinia. W niej znajdowały się schody na dół, a tam wieeelka biblioteka.
- łoł, dużo macie książek!
- ee tam, głównie przepisy na potrawy z ziół oraz księgi czarów.
- gdzie znajduje się zaklęcie?
- właściwie tego to ja wam nie moge powiedzieć... dokładnie nie wiem.
- ojej. - wszyscy siedli na ziemii
- ciekawe dlaczego wszystkie części zaklęcia znajdują się w księgach... zaczęła się zastwnawiać Amelia.
- WŁAŚNIE !- Zelgadiss wstał - pamiętacie tytuły ksiąg w jakich znaleźliśmy zaklęcia?
- hmm.. pierwsza to były bodajrze "przygody niewesołego Frania", a druga... HEJ TEŻ "PRZYGODY NIEWESOŁEGO FRANIA"!
- tak ! to jest klucz!!! szukajcie "przygód niewesołego Frania"!!! - wykrzyknął Zelgadiss
- a jaki ma pan numerek?- podeszła do niego jakaś nimfa
- słucham?
- tu jest biblioteka, proszę pana, trzeba mnieć numerek. A pozatym proszę nie krzyczeć, tu się czyta.
- przepraszam.
Zelgadiss zarejestrował się po czym czekał aż przyniosa mu odpowiednią książkę. Wreszcie dzierżył ją w dłoniach. Zza okładki wypadła karteczka.
"o wszystko co było i będzie stworzone, przesycone uwielbieniem lub nienawiścią, o ludzie o umyśle zwierząt i zwierzęta o uczuciach lepszych niż ludzkie, o mazoku którzy jedynie cierpieniem się żywią, odwróćcie wzrok od waszych czynności.."- cytowal Zelgadiss. Dalej było urwane.
- te zaklęcie jest coraz bardziej dramatyczne. - zauważyła Lina.
- tak.
Wyszli z biblioteki. Siedli na jednym z powalonych pni.
- gdzie jest następna część zaklęcia?- zapytał się Gourry
- hmm.. - zaczęła zastanawiac sie Lina - czwarta część zaklęcia jest zapisana w sercu a piąta to będą ostatnie słowa twojego największego wroga. CO TO ZA ZAGADKI !!! - wkurzyła się
Nagle zaczęła drżeć ziemia.
- co się dzieje? - pisnęła Amelia
Asa przyłożyłą ucho do podłoża.
- jednorożce. Dużo jdnorożców.
- ojej !
- dokładnie. Tylko "ojej" można powiedzieć. - nagle Asa wskoczyłą na drzewo - DRRRRRÓŻYNA!!
Poid drzewo zbiegło sie kilkanaście gibkich nimf
- witajcie moje uczenncie. Nadciągahją te sierściuchy-jednorożce. Musimy stawić im czło by obronić naszych nowych przyjaciół i nas.
Na polane wparowało stado jednorożców.
- DO ATAKUUU!!!!! - wykrzyknęła Asa
Rozgorzała walka. Dopiero teraz ujawniła się siła jednorożców. z ich rogół wychodziły dtrumienie światła, raniąc przy tym nimfy. Lina, Zelgadiss, Gourry i Amelia także przyłączyli się do walki.
Przed jednorożce nagle wybiegł Andres. Nagle poczuł ból w plecach (ee zadzie.. kłebie... czy jak to się tam zwie.. w każdym razie wtym miejscu gdzie się zakłąda siodło) . Obok niego stał Gourry z wbitym tam mieczem.
Andres zwinnym ruchem odskoczył pozbywając się miecza Gourrego i wbił mu róg w brzuch. Jednak Gourry w ostatniej sekundzie przewidział jego zamiar i lekko odskoczył, ale to nic nie pomogło, bo róg wyladował w jego boku.
- hę?- Gourry bezmyślnym wzrokiem spojrzał na wbity w siebie róg
- i co teraz, przebrzydły śmiertelniku?- syknął Andres
- i co teraz?- Gourry chwycił jednorożca za róg - zobaczysz co teraz. - zaczął z całej siły ciągnąć za róg
- eeej..- jęknął jednorożec.
- za Stellę -wtedy Gourry wyjął miecz i... walnął w kryształowy róg odcinając go. Jednorożec w tym momencie padł.
Na przed chwilą jeszcze hałaśliwym polu walki zapadł cisza. Gourry wyjął sobie długi róg jednorożca z boku i tryumfalnie podniusł.
- czy.. on nie żyje?- zapytała jedna z nimf. Asa zwinnym skokiem znalazła się tuż obok nieruchomego Andresa. Troche go pomacała aby wyczuć puls.
- jednorożca można zabic tylko pozbawiając go rogu.- wzięła róg od Gourrego i podniosła go w górę- więc ogłaszam że jednorożec ten nie żyje !!
- ciekawe jak smakuje pieczony jednorożec..- zaczął zastanawiać się Gourry
Asa wyciągnęła róg przed siebie na wyciągniętej dłoni.
- FIRE BALL !!! - ognista kola wspomagana jeszcze mocą płynąca z rogu stała się ogromna. wszystkie jednorożce leżały niruchomo na ziemii.
- lepiej uciekajcie, bo niedługo się obudzą - powiediała Asa podając Linie róg
- zatrzymaj go.
- co?
- zatrzymaj ten róg. Na pewno ci się przyda, szcegółnie teraz.
- och dziękuję. Ja też mam coś dla ciebie.- wsuneła jej do kieszeni cztery malutkie listki.
- liście z Animis !
- owszem. A teraz ruszajmy.
Biegli przez las. Asa cały czas pokazywała im drogę. W końcu znaleźli się przy wyjściu.
- tutaj musimy się rozstać. Pamiętajcie: uważajcie na pełnie księżyca i nigdy nie ufajcie jednorożcom. - przestrzegła ich Asa
- pa Aso! może jeszcze kiedyś się spotkamy. Wtedy na pewno wygram.- zapowiedziała Lina
- heheh możesz sobie pomarzyć. Wygrywac zawsze będę ja!
I w tym wesołym nastroju się pożegnały.
Nasz team wrezscie znalazł się w Górach.
- teraz trzeba poszukać Xellossa i Stelli.
Zaszli za róg. Tam sobie siedzieli i w najlepsze grali w bierki Xelloss i Stela.
Xelloss wykonywał akurat jakiś arcytrudny ruch, gdzie jedną bierką z jednej strony i drugą bierką z drugiej strony wyciągał trzecią bierkę wśród sterczącego stosiku innych.
- BUUUUUUUUUUU!!! - wpadła Lina
- AAAGHHH ^^"" - Xelloss przez to rozwalił cały stos, rozrzucając bierki po okolicy
- HAHAHAAH- zaczęła się z niego śmiać Stella
- mamy trzecią część zaklęcia! - pohwaliła się Amelia
- oo gratulacje ^^
- okazało się ze jednorożce sa naprawdę wredne, a Asa jest poczciwą dziewczyną.
- ma ktoś kawałek bandaża?- zaskomlił Gourry próbując powstrzymać krew płynącą mu z boku
- och mój biedy Gourruś!!! - Lina rzuciła sie z bandażami by pomuc Gourremu.
- gdzie znajduje się czwarta część zaklęcia? - zapytała się Stella
- pisze że jest zapisana w sercu, a piąta to słowa wypowiedziane przez twojego wroga. Czy coś w tym stylu.
- oj, cięzko będzie...

Owszem, będzie ciężko. Wam, bo musicie to czytać, a mnie że muszę to pisać wpychając w siebie pełno kalorii w postaci czekolady i innych takich rzeczy. Ludzie ile to jeszcze będzie trwać? HELP!

C.D.N.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.26286200 1276782273
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!