Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 4
rozdział #04
 
Treść fanfika..
Oto i ostatnia księga... zgmatwana jak cholera.

KSIĘGA CZWARTA

rozdział pierwszy. nieudana pruba. wizyta w Auren. stary znajomy. wskrzeszenie Stelli. przykra prawda. śmierć.

Nasi bohaterowie wydostali się z elfiego miasta zostawiając Valgarva sam na sam z jego pragnieniem zemsty [:DDD. Przeteleportowali się (za cięzkimi namowami, prośbami i groźbami ), do jakiegoś miasta i tam udali sie do knajpki. Siedli przy stole.
- dobra. mamy dwie przystawki !!! możemy wreszcie uratować swiat !!! Sprawić że prawo zawsze będzie triumfować !!!- ucieszyła się Amelia
- tak.- Lina wyjęła z torby (czy widzieliście żeby Lina nosiła torbę? ja też nie) dwa zawiniątka i połozyła je na stole. Odwinęła je. Były to części do rękojeści miecza, tak że po ich przyłączeniu rękojeść miecza była.. no, ładniejsza [:DD.
- Gourry, wyjmij miecz i daj mi go.- rozkazała Lina
- a oddasz? - zapytał się niepewnie
- oczywiście, głąbie ==". Daj mi miecz.
Gourry posłusznie podał Linie miecz. Ona wzięła dwie przystawki do rąk.
- Nadejszła.. wiekopomna.. chwiła..

[NAPIĘCIE, OCZEKIWANIE]

- uwaga uwaga !!!

Lina przytknęła oboie części do miecza..

i..

i..

i..

i nic =="

- ej.. dlaczego to nie działa? - Lina próbowała dopiąć przystawki do miecza ze wszystkich stron we wszystkich pozycjach.
- tego się obawiałam. - westchnęła Miyuki.
- wiesz coś o tym?
- niestety.. słyszałam kiedyś że dwie przystawki może złączyć z mieczem jedynie szczere uczucie szczerego serca.. czy coś w tym guście.. jesu..- walnęła głową w stół
- jak miło że tak wczesnie nam to mówisz - -''''- syknął Zelgadiss
- no.. ale myślałam że może z tym się uda.. przecież uratowanie świata to jest chyba szczere uczucie..
- wątpie, Lina marzy tylko o sławie i pieniądzach- warknął Zelgadiss
- i co my teraz zrobimy?
- nieeewieeeem - jęknęła Amelia wprost niezwykle rozpaczliwym tonem
- może przez ten czas Stellę wskrzesimy? - zaproponował Gourry
- Stella? a któż to taki?- zapytała się Belldandy
- córka Firri Un Kopt czy jakonasiezwie i Lisa jakonsiezwie , pół-smok, pół- człowiek, pół-lis, siostra Dereka, wzrost 175 cm, rozmiary 90-60-90, lat 4. Jeszcze jakieś pytania?
- y..- Belldandy wytrzeszczyła oczy- a czy ona nie jest czasem złotym dzieckiem..?
- jest.
- o jesu ! będę brała udział w wskrzeszeniu złotego dziecka !!!- ucieszyła się Miyuki.
- no owszem. W tym celu musimy udać sie do Auren. Byłaś może kiedyś w pobliżu Gór?
- owszem, nawet niedaleko.
Zaczęli zbierać się do wyjścia. Lecz uderzył ich widok za oknem. Niebo było czarne i nie można oddychac od duszącego dymu. Lecz nagle spadł rzęsisty deszcz. Po chwili zawiał gwałtowny witr, wzbijając tumany kurzu w powietrze. trwało to kilka minut, a potem ustało, tak że lał tylko rzęsisty deszcz, dosłownie oberwanie chmury.
- zaczynam rozmumieć tytuł tego opowiadania - zauważył Zelgadiss
- jakie niezwykłe anomalnie pogodowe ! - zachwycała się Belldandy
- CZY KTOŚ MÓGŁBY MI WYTŁUMACZYĆ O CO W TYM WSZYSTIM CHODZI GLUP KHE KHE KHE !! - darła się Lina lecz zakrztusiła sie lejącą strumianiami wodą.
Nagle coś się zakotłowało i przed naszymi bohaterami pojawił się nie kto inny jak Aileen.
- muszę się streszcać.- powiedziała- porwali Ednę, wszędzie pełno ognia. Nie zdziwcie się anomaliami. Muszę się zmywać.
I się zmyła. Do kałuży.
- robi sie coraz ciekawiej.
Szli w strugach deszczu.
- Belciu, przetransportuj nas.- poprosiła Lina.
- dobrze. Tym razem sie zgoszę.- Belldandy wycisnęła wodę ze swoich włosów. - złapcie mój medalion.
Po chwili wszystkim zakręciło sie w głowach i znów znaleźli się w innym miejscu. Podłoże było mokre, widać, że przed chwilą spadły tu strugi wody. Na choryzoncie malowały się Góry.
- co ty robiłaś na takim zadupiu?- zapytała się Lina Belldandy
- nie pamiętam.
- phe! pewnie znowu to jakaś tajemnica.
- nie ! ja naprawdę nie pamiętam!
- no dobra. Kurde nastaje już wieczór. Prześpijmy się.
Rozbili namioty. Nagle wybuchł ogień.
- AILEEN ! SKOMBINUJ TROCHE DESZCZU !!! - zawołała Lina
- się robi. - usłyszała i po chwilę nadleciała mała chmurka , zawisła nad namiotami. Zaczął padać z niej deszcz.
- praywatna chmura deszczowa ! fajnie ! - ucieszył się Gourry
- choćmy do namiotów, bo zmokniemy.
Tak też zrobili. postanowili zrobić narade wojenną.
- może te przystawki złączą się jak wskrzesimy Stellę... przeciez robimy to ze szczerego serca..
- nie, bo wtedy to nie będzie bezinteresowne.
- głodna jestem.
- a właściwie to jak my się dostaniemy do Auren? wszyscy nas tam nienawidzą.
- może ja wejdę sama..?
- przeciez ty jesteś śmiertelniczką, Belldandy.
- niezupełnie..
- SŁUCHAM???
Belldandy się zmieszała i zakaszlała, teatralnie ziewnęła.
- spać mi się już chce, moze pujdę do mojego namiotu? dobranoc. -I tak zrobiła.
- dziwna dziewczyna.- powiedziała Amelia
- myślę, że ona nie jest zwykłą śmiertelniczką- powiedział Zelgadiss - ma w sobie takie coś..
- tak. Też tak myślę. Zwykłą śmiertelniczką ona na pewno nie jest.

TYMCZASEM U SAMEJ ZAINTERESOWANEJ..

Belldandy szybko zasnęła. Nagle przyśniło jej się, że znalazła się w ciemnym pokoju. Na fotelu siedziała postać. Belcię poraziła jej uroda i gracja i.. eee.. no dobra, dosyć narcyzmu [:DDD. Belcię nic nie poraziło, bo ta postać była w czarnym płaszczu.
- Witaj Miyuki. - Powiedziała postać - wybacz że cię znów nawiedzam, ale doszły mnie słuchy że spotkałaś się z Saovi.
- tak, mamo...
- oj córciu. LON sie wkurzyła na mnie i kazała natychmiast porzybyć do kwatery. A ja, słynna księżniczka mazoku Princessa, nie mam czasu na bieganie do kwatery głównej. Całą dobę muszę sprawiać by śniły się ludziom koszmary. Wiesz jakie to żmudne zajęcie??
- kiedyś byłaś człowiekiem.- westchnęła Belldandy
- kiedyś. Teraz jestem mazoku i słóżę LON. Stałam się legendą. Każde małe mazociątko o mnie słyszało.
- na pewno nie jest słynna twoja skromność..
- phe! ja tylko mówię tak jak jest... ale wróćmy do tematu, curciu. Przestrzegałam wiele razy i ciebie i Saovi, żebyscie nigdy ze sobą nie stawały do walki. Obie złamaliście rozkaz.
- teraz chcesz mnie pouczać???
- sądziłam, że przez twoje 240 lat życia czegoś się nauczyłaś...
- wrrr..
- oj córeczko moja nie denerwuj się. Kazdy popełnia błędy.. na przykład ja, zamiast gnębić naprawdę okropnych ludzi, nawiedzam ciebie.. ghihihi.. a ty co? nadal chesz słóżyć po stronie dobra?
- tak mamo. Nie chcę przechodzić na stronę LON. To ostatnie co bym zrobiła.
- hmm.. może i słusznie. Jesteś młoda, ładna, zdolna.. szkoda by taki talent jak ty marnował się po stronie zła i słóżył zniszczeniu świata.. zobacz na Saovi na przykład..
- ona jest człowiekiem.. a ja..
- ty dziewczynko, jesteś pół-mazoku. Dlatego będziesz żyła dłuugo i za tysiąc lat będziesz jakąś aktorką czy modelką ^^. A Saovi... jest człowiekiem.. człowiekiem, któremu LON do głębi zepsuła serce.. nawet nie wie czyją jest córką.. jedyną rodziną jaką miała byłam ja.. nauczyłam ją podstaw magi Ousymu...
- mnie też jej nauczyłaś.
- ciebie też tylko podstaw. potem ruszyłaś w świat i dokształciłaś się sama.
- no wiem.. nigdy nie miałaś dla mnie czasu.
- nie mów tak !
- taka jest prawda.. Princess Amelio...
- wrr nie używaj mojego pseudonimu literackiego.. podaje się za Amelie dla zmyły.. GHIHIHI
- heh..
- wiesz.. martwi mnie jedno.. do Saovi w snach powracają wspomnienia.. to może się źle skończyć..
- więcej się zajmujesz Saovi, niż mną.. - warknęła Belldandy - ona nawet nie jest twoją córką !
- Bellciu.. jak możesz tak mówić.. córeczko.. - Princess schyliła głowę- a.. może i masz rację.. jestem mazoku.. już nic na to nie poradzę.. do widzenia curciu..
W tej właśnie chwili Belldandy obudziła się. Matka nieczęsto ją odwiedzała, a jeśli już to zawsze kończyło się to kłótnią.

TYMCZASEM U SAMEJ SAOVI.

- AAAAAAAACHH... NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Saovi znów zbudziła się z tego samego snu zlana potem. Znów prześladował ją ten sam krzyk.
- Saovi.. - usłyszała głos zza namiotu - coś cię boli..?
- nie nic.. czuwaj spokojnie..- i spowrotem złożyła głowę na poduszkę. Wkurzyła się bo najpierw przez pół nocy nie mogła zasnąć, a jak zasnęła to znów krążył jej po głowie dziwny krzyk..
A dlaczego nie mogła zasnąć..?
Sama nie wiedziała.. czuła w sobie jakąś zmianę..
Tylko nie wiedziała jaką..


NASTAŁ RANEK U NASZYCH BOHATERÓW

- wszystko mnie boli.. to pewnie przez te ciśnienie..- jęknęła Amelia
- taaak.. ten ciągły deszcz każdego by wykończył..- także jęknęła Lina
- choćmy do Auren, im szybciej to skonczymy tym lepiej.
Wszyscy się zebrali na środku, brakowało tylko jednej osoby...
- a gdzie Belldandy Miyuki?
- pewnie jeszcze śpi
- choćmy ją obudzić.
Zajrzeli do jej namiotu. Spała snem równie spokojnym, jakby w życiu nie wiedziała co to znaczy zły sen..
- POBUDKA LENIU !!!! - wydarł się Zelgadiss
- kuźwa, masz coś do mnie? - przebudziła się Belldandy - zaraz pożałujesz..
- n-nie !!! przepraszam !!!
- hehe wszyscy się na to nabierają - zachichotała - czekajcie , zaraz przyjdę
Wyszli. Po paru minutach dołączyła do nich Belldandy. Ruszyli w stronę Gór. Wciąż lał deszcz.
- mokro dziś.
- nic dziwnego. Ta chmurka przyczepiła się do nas jak jakiś piesek.- powiedział Zelgadiss patrząc na chmurke zawieszoną nad głową.
- a wolałbyś się spalić- Lina pokazała mu morza ognia malujące się nieco dalej- a tak właściwie to przez twoja skórę nic by się nie przebiło..
- czy mogłabyś zamilknąć, rudowłosa małpo..?
- coś rzekł?
- nic oprucz prawdy.
- chcesz dostać???
- phi ! ale się ciebie boję.. Fire Balla i tak nie możesz puścić bo zgaśnie w tym deszczu...
- tyś który ciemniejszy od zmroku..
- aaaghh... dobrze, już będę grzeczny !
- no ja myślę.
- ja tez czasami ! -obudził się Gourry
- =="
Przejszli przez to całe zadupie i znaleźli się w Górach.
- dobra. Zróbmy plan jak dosta się do Auren.
- wpadniemy na chama. rozwalamy wszystko, bierzemy to co chcemy i uciekamy !!! - zgłosil entuzjastycznie swój pomysł Gourry
- panie Gourry - -"
- ja proponuję.. och !!

*BZZZZZYŃGI.. BZYYYYŃG..* - brama od Auren otwarta na rościerz, skrzypiała na wietrze (czujecie ten klimacik?)

- co tu się stało...
Przekroczyli próg Auren. Niegdyś ta kraina była słoneczna i piękna. Teraz wszędzie były ciemne chmury, piękne niegdyś pagórki pokrywały zgliscza, spalona trawa i drzewa. Widać było martwe jednorożce z połamanymi rogami oraz nieprzytomne nimfy. W powietrzu unosił sie gryzący dym.
- ależ.. to straszne..- Amelia podeszła do jakiejś nieprzytomnej nimfy- co tu się mogło stać.. wygląda że już dawno to wszystko się rozegrało, a nimfy nadal nieprzytomne..
- bez wątpienia był to Altar i Saovi. Czar był na tyle silny że człowiek spaliłby się na popiół w ciągu sekundy. Nimfy jeszcze poleżą gdzieś z tydzień nieprzytomne..
Nagle usłyszeli słaby szept "pomóżcie mi.." gdzieś z boku. Odwrócili się. Była to Asa przygwożdżona do drzewa jakąś włócznią. Po chwili opuściła głowę i nie powiedziała już nic.
- uff dobrze że ją zobaczyliśmy.. tak by wieki tkwiła w tym drzewie, na pare sekund by się budziła, a potem znowu umierała.- Lina wyjęła włócznie z dzieczyny. Asa padła na ziemię.
- cóż to za włócznia?- Lina oglądala suwenir, misternie obrabiany w złocie, oraz pokryty przy ostrzu rubinami.
- bez wątpienia należy do Saovi. Chyba zapomniała ją stąd wziąć.- rzekła Belldandy
- ych.. gdzie ja jestem..- odezwała się Asa
- witamy w świecie żywych. - wszyscy ładnie się wyszczerzyli
- co..? czyli ja nie umarłam..? zaraz zaraz przecież ja jestem nieśmiertelna.. w morde jeża..
- słuchaj co tu się stało?
- jakis śliczny gościu i gościówa.. przyjechali na czarnym jednorożcu i wszystko rozwalili.. i poszli.
- ej - Amelię oświeciło- co z animis???
- wszystko zniszczone.. wszsytko..- pokręciła glową Asa
- to jak my wskrzesimy Stellę?????? - załamała się Amelia. Po chwili wybuchła rykiem.
- chodzi wam o złote dziecko? i tak byście go nie wskrzesili.
- co?- Amelia oderwała się od rwania włosów z głowy
- złote dzieci i mazoku nie da się wskrzesic ot tak [pstryk]- pstryknięcie palcami - gdyby tak myło, świat pokrywałyby całe chordy mazoku i łotych dzieci..
- uuu.. czyli wszystko stracone..
- I CO MI PRZERYWASZ GÓWNIARO !
- sorry.
- no więc, żeby wskrzesić waszą przyjaciółkę, musicie połączyć się z nią telepatycznie. Sztuka tego zawarta jest..
- przeciez mamy tu czarodziejkę Ousymu, więc nie ma problemu - Amelia przytknęła Asie Belldandy przed oczy.
- jesu dziecko, ile razy mam ci mówić żebyś nie przerywała??? Nawet czarodziejki Ousymu, choć umieją wiele nieogarniętych umysłem rzeczy nie umieją łączyć się telapetycznie ze zmarłymi. Wiedza o tym zawarta jest w manuskrypcie..
- jak znam zycie będzie on na drugim końcu świata.- przerwała jej Amelia
- trzymajcie mnie..
- spokojnie Asa, spokojnie. Więc gdzie jest ten manuskrypt?- uspokoiła ją Lina
- po drugiej stronie gór w jaskini starego pustelnika. Własciwie już nie starego, bo od paruset lat nie zyje [:DDD
- acha - -"
- no to my już ruszamy. Ty ogarnij jako do kupy Auren.- powuiedział Zelgadiss
- z dziką chęcią - westchnęła Asa ogarniając wzrokiem całe połacie zgliszczy - jak jesteś taki mądry to sam se ogarnij, pizdusiu-plastusiu :P
- IDZIEMY STĄD - warknął Zel ruszając szybkim krokiem w kierunku wyjścia.
- to pa Asa Vera Rita cośtam ! - pożegnali się i wyszli poza mury Auren.

TYMCZASEM WIELE KILOMETRÓW DALEJ

- AH - HA HA HA HA HA HA HA HA HA !!!- śmiała sie diabolicznym śmiechem Saovi, gdy kolejny obszar świata zamienił się w popiół
- już za parę dni ten wymiar będzie tylko wspomnieniem.- rzekł Altar
- świeeetnieeee !!! AH - HA HA HA HA HA HA !!! - i Saovi jeszcze raz walnęła w podłoże tak że parę kilometrów kwadratowych z pluskiem zwaliło się do Morza Chaosu.
- hmm.. zresztą opiekunki żywiołów nie radzą sobie z rozprzestrzeniającym się ogniem.. niedługo ogień strawi wszystko.

WRACAMY DO LINY

- nie mogę.. co za pogoda..- Lina spojrzała na pokryte ciemnymi chmurami niebo. Na ziemii było nie lepiej, ogień wybchał to cóż w nowym miejscu. Na szczęście nasi bohaterowie byli zaopatrzeni w piękną deszczchmurkę, która ochraniała ich przed tym żywiołem.
- nie cierpię wilgoci. Mam taką delikatną skórę.- westchnął Zelgadiss
- pff.. nie gadaj.
- co się stanie z moją brzeoskwiniową cerą !!! - tym razem Zel porządnie zawył

[GLEBA]

- masz problemy, Zel.
- ja tez nie lubię wilgoci. - westchnęłaa Miyuki - wolę słońce itd.
- dobra. Doszliśmy do tej góry. Ale wszędzie jest pełno innych jaskiń.. - zauważyła Lina
- ale jaskinia pustelnika jest podpisna, mózgu - -" - zauważył Zel
- a no tak.
Weszli więc do tej jaskini. Przekroczyli próg a za nimi buchnął ogień.
- uff jednak przydatna jest ta chmurka.
Nagle wyskoczyła ku nim zgraja siakiś stworów bliżej niezidentyfikowanych. Nasi bohaterowie już mieli odeprzeć atak gdy zobaczyli, że potwory gwałtownie przystanęły i obejrzały się za siebie.
Po chwili rozległo się wielkie "BOOOOM", zza rogu buchnął ogień.
Zza tegoż rogu wyszła postać. Po kolei wysyłał strumienie wnergii w kierunku stworów..
W ręce trzymał pudełko.. otworzył je.. wypadło z niego kilka róż po których on przeszedł..
Szedł wolnym krokiem.. wyglądał bardzo poważnie..
- Xelloss, nie zgrywaj terminatora i tak wszyscy wiemy że to ty :PPP
bzzzt ! I klimacik padł.
- ej no ^^" skąd wiedzieliście?
- tylko ciebie brakowało w tej układance. A teraz oddaj nam łaskawie to co dzierżysz w łapie, bo właśnie po to przyszliśmy.
- fakaj siem !!! ja mam ścisłe rozkazy dostarczyc to LON.
- Xelloss..
- NIC CI NIE DAM ! BLEEEE - i wystawił język
- FIRE BAAAAAAAALLL! !!! ja ci dam ble !

*JEBUT*

- Lina, nic się nie zmieniłaś ^^''''''
- dawaj manuskrypt.
- nie !
- tyś który ciemniejszy od zmroku...
- jesu. - Xelloss znikł, zmaterializował się za Liną unieruchamiając jej ręce.
- ejj... puszcaj zboczeńcu !!! GWAŁCĄ !!!
- zamilcz ^^"".. wiesz do czego słóży ten manuskrypt?
- ałć.. no jasne że tak.. Niby po co byśmy mieli latać taki kawał świata???
- więc słóży on do wskrzeszania mazoku i.. złotych dzieci.
- Xelloss..?
Zapadła cisza.
- no wiecie.. otrzymałem rozkaz od LON by odnaleźć ten manuskrypt.. ona by wskrzesiła Dereka, Gaava, i paru innych kumpli.
- no widzisz a my chcieliśmy wskrzesić Stellę. Może poczekasz trochę i przez ten czas wskrzesimy Stellę? PROSZĘ? - warknęła Lina
- Ste..? CO? WSKRZESIĆ STELLĘ !! JUPIIII!!! co? ekhm.. nie patrzcie się tak na mnie.. owszem, mogę się zgodzić..
- okej.
Przedzierajac się przez ścianę ognia nasi bohaterowie wyszli na zewnątrz. Rozciągnęli chmurkę by była ona większa.
- "By połączyc się telepatycznie z osobą zmarłą ple ple ple ple" nic z tego nie rozumiem ==" - wkurzył się Zel
- daj. - wyrwała mu manuskrypt Belldandy - alez to proste. Mogę ja spróbować?
- no i o to chodzi Belldandy.
- Belldandy? - zaineresował się Xelloss- Belldandy Miyuki?
- taaa.. a ty Xelloss, słynny mazoku najczęściej wywalany z roboty?
- a ty słynna mało znana córka Princessy W Przyszłości Batonika Czekoladowago?
- tak.
- no to ja znam twojom mamuśkę ^^ lepiej z nią nie zadzierać bo stanie się koszmarem sennym na całe życie ^^"
- ze mną też nie zadzieraj bo wszytko jej powiem :PPP
- ech.. dobra nie gadaj tyle tylko wskrzeszaj.
Belldandy podeszła kilka kroków do przodu. Przeczytała instrukcje z manuskryptu.
- ej wiecie co? by wskrzesić mazoku lub złote dziecko musi się ono wyrzec całkowicie swej mocy i stać się zwykłym człowiekiem.. niewiadomo czy się zgodzi...
- pewnie tak. Miłość jest wie.. nic nic nieważne - powiedziała szybko Lina.
- no więc zaczynam.
Belldandy zaczęła wypowiadać po nosem jakieś zaklęcie. Amulety zabłysnęły razem z oczami. Nagle Belldandy poczuła że jest gdzieś zawieszona w przestrzeni. Ponieważ była obeznana z magią Ousymu zaczęła szukać telepatycznie Stelli.
- Stello, czy mnie słyszysz..? - zapytała się , a echo rozniosło jej głos na wiele stron
- kto mówi..? - odezwał się głos
- nazywam sie Belldandy Miyuki, córka Princessy..
- acha. Skąd ty jesteś?
- jestem ze świata żywych. Mam zadanie cię wskrzesić.
- CO??? - Stella nie mogła uwierzyć własnym uszom.
Belldandy wymówiła jakieś zaklęcie pod nosem i po chwili w pustce przed nią pojawiła się Stella.
- e..cześć - bąknęła
- witaj. By ię wskrzesić, musisz wyrzec się wszeklich swoich mocy.
- a po co mam tam wracać. I tak ktoś kogo kocham.. a zresztą.
- Stella.. domyślam się kogo kochasz.. i wiem że ty też nie jesteś mu obojętna..
- a co ty tam możesz wiedzieć..
- Xelloss tu jest.. zgodził się naciągnąć rozkaz LON by wskrzesić ciebie.. a wiesz jakie to dla niego ryzyko.
- co? - w oczach Stelli błysnęła iskierka nadziei - ale przecież.. on jest mazoku.. a ja złotym dzieckiem..
- no i co za różnica???
- myślisz..?
- pewnie. pozatym w realnym świecie czekają na ciebie rozice, oczywiście Lina i reszta. nawet Zelgadiss sie za tobą stęsknił.
- tak? wobec tego.. moge wrócić.
- tylko pamiętaj. Musisz się wyrzec swoich mocy, tym samym sprzeciwiasz się przeznaczeniu. Twoim przeznaczeniem jest być złotym dzikciem i uchronić świat od zagłady..
- WALĘ PRZEZNACZENIE !!! ZRZEAKAM SIĘ WSZYSTKICH MOICH MOCY, WSZYSTKICH ZDOLNOŚCI JAKIE CECHUJĄ ZŁOTE DZIECKO !!!
Coś błysnęło oslepiając Belldandy. Otworzyła oczy. Nad nią stał pochylony cały team.
- ochh.. gdzie ja jestem..
- źle z tobą było. Padłaś na ziemię bez zycia. Blada jak ściana.- wyjaśniła Lina
- co ze Stellą?- zapytał się Xelloss
- spójrz.- obok nich rozbłysło jasne światło. W nim zaczęła się pojawiać Stela. Po chwili światło znikło a na ziemii ukazała się leżąca Stella.
- GWIAZDKAAA!!!- Xelloss rzucił się by przytuliś Stellę
- Xe.. ja jestem w niebie?- obudziła się Stella
- hihi ^^ witamy na ziemii
- cze Stella ! - wszyscy rzucili sie na powitanie dziewczyny.
Nagle Xelloss wstał.
- słuchajcie muszę lecieć dostarczyć manuskrypt LON. I tak jej się nie przyda bo co jej po mazoku bez mocy :PPP
- pa. - szepneła Stella
- pa. - i znikł.
Zmaterializował się w biuzre LON. Przykląkł, podszedł do biurka i płożył na nim manuskrypt.
- oto manuskrypt, pani.
- dobrze.
Wtem drzwi otworzyły się i do biura wszedł nie kto inny jak Altar.
- oo, panicz Altar ^^ - zauważył Xelloss
- witaj, Xellossie. Witaj matko. Wzywałaś mnie?
- taak.. musze z tobą porozmawiać..
- to ja już pujdę- zaproponował Xelloss i znikł.
Pojawił się gzdieś w rozwalonej mieścinie.
Przy stoliku w jednej z knajpek siedziała Saovi. Podszedł do niej tzręsący się ze strachu kelner.
- c-c-c-c-o p-p-p-od-d-dać-ć?
- coś mocnego. Moze whiskey.
- jak p-p-pani s-ob-b-bie życzy.
Kelner odszedł. Po chwili przyniusł tackę z trunkiem i postawił na stoliku.
- p-p-proszę b-b-arzdo.
- dzięki. Nie jesteś już mi potrzebny.- I kelner martwy padł na ziemię.
- no no no nie wiedziałem że śmiertelniczka może być taka okrutna. - zmaterializował sie przed nią Xelloss
- a co ty kurwa wiesz o zabijaniu? ty stara dupa jesteś.. - i wychlała kieliszek whiskey jednym chaustem
- ja nic nie mówię.. ale twoi rodzice nie byliby zadowoleni gdyby cię teraz widzieli.. szcególnie twoja matka.. była dobrą kobietą..
- moja matka? rodzice? nie wiem kim byli. Więc skad ty możesz wiedzieć? -warknęła
- to tajemnica ^^
- dzięki. Jak zwykle miło się z tobą gada.
- chcesz czy nie powiem ci kim jesteś, bo nie mogę spokojnie patrzeć jak bez żadnego cienia jakichkolwiek wyrzutów sumienia (haa ale mi to fajnie wyszło^^) rozwalasz ten wymiar..
- jak nie masz nic lepszego do roboty..- rzekła najobojetniej w świecie, ale równocześnia zawsze chciała poznać skąd pochodzi. LON nigdy nie udostępniała jej informacji na ten temat.
- wyjaśnie ci kto jest twoim mojcem. Otóż jesteś córką nie kogo innego jak Reza...
- co? - szklanka trzymana przez Saovi spadła z trzaskiem na podłogę
- nie przerywaj mi z łaski swojej ^^".. no więc twój ojciec unikając bacznego oka Eris wlubił się w pewnej kobiecie... nazywała się Agit. Lecz musiał odjechac z jej miasteczka. Dowiedziawszy się ze zaszła w ciążę, postanowił że obdarzy dziecko niezwykłą mocą, to jedyne co w tamtej chwli mógł dla niego zrobić. Właśnie dlatego zostałaś naznaczona czerwonymi oczami i czerwonym odcieniem włosów.
Saovi słuchała lecz nie mogła uwierzyć własnym uszom.
- LON, gdy sie dowiedziała że Rezo ma córkę i do tego jest obdarzona tak niezwykłą mocą, pojwaiła się w domu twojej matki i chciała cię jej odebrać. Lecz niestety twoja matka poświęciła życie w twojej obronie.. ten krzyk który tak często słyszysz w snach to właśnie ostatni krzyk twojej matki..
- skad wiesz o moich snach..?
- Princessa.. to twoja ciotka, prawda? Ona zsyła wszystkie koszmary na ludzi... lecz nie była odpowiedzialna za powracanie twoich wspomnień.. a tak pozatym Princessa W Przyszłości Batonik Czekoladowy to nikt inny jak siostra Reza ^^ Masz jeszcze wiele ciotek, lecz wszytkie słóżą po stronie dobra. A Belldandy.. wiesz dlaczego przegrała z tobą walkę? nie chciała cie zranić. Ponieważ wiedziała że jesteś jej kuzynką.
- nie.. NIE NIE NIE !!! - Saovi walnęła pięściami w stół rozwalając go.
- tak ^^
- DLACZEGO MI TO WSZYSTKO MÓWISZ - wykrzyknęła ze łzami w oczach Saovi.
Nagle obok Xellossa zmaterializowała się postać.
- oooł.. siema, Princessa W Przyszłości Batonik Czekoladowy ^^
- wrr, ten przydomek sam mi nadałeś.. i teraz się przyjął przez ciebie !
- po co przybywasz?
- po coś jej to wszystko powiedział, debilu ! LON cię zabije ! a pozatym ona... spójrz na nią
Saovi cała we łzach patrzała z wyrzutem na Xellossa i Princessę.
- ciociu.. i ty to przedemną całe życie ukrywałaś... - szepnęła
- to było dla twojego dobra. Gdybyś nie była w szeregach LON, ona by cię zabiła.
- JESTEŚCIE POTWORAMI !!
- zmywamy się, Xell
Juz miała wysłać jakąś wiązke energii, gdy Princessa i Xelloss zdematerializowali się. Saovi siadła spowrotem na krześle.
Czuła się źle. Niezwykle źle. W zyciu tak źle się nie czuła. Właściwie to już od paru dni chodziła podłamana a tu jeszcze to..
Nagle kołoniej zmaterializowal się Altar.
- idziemy dalej Sao.. eeej, co się stało, skaleczyłaś się?
- a dajze mi i ty spokój. pewnie ty też o wszystkim wiedziałeś.
- o czym?
- że moim ojcem jest Rezo.. i moja matka zginęła w mojej obronie.. i że LON zgarnęła mnie i gdybym się jej nie słuchała by mnie zabiła..
Altar spojrzał się na nią. Nastała cisza.
- musimy już iść, Saovi.
Saovi z westchnieniem wstała.
- co od ciebie chciała LON?
- powiedziała mi że pole magnetyczne zabezpieczające Ednę, czerpie siłę ze mnie. Więc mam uwarzać, żeby sie mocno nie przemęczać.
- acha.
- teraz idziemy dopaść Linę Inverse.

A U LINY...

- mam bardzo złe przeczucia... - szli przez dużą równinę strawioną ogniem.
- ja także mam złe przeczucia... i to złe jak cholera...
Nagle na równinę spadła błyskawica. Przed naszymi bohaterami stanęli Altar i Saovi.
- ha ha ha.- zaśmieli się równoicześne.
- dzień dobry.- powiedziała Lina- czy wy jesteście odpowiedzialni za to wszystko tu?
- a jak myślisz?- zapytał się Altar
- wyzywam cię na pojedynek, kmiotku (chociaz trzeba przyznać że to ładny kmiotek ghihihi [:DD)
- oczywiście.
- wy wszyscy, sunąć się.
Posłusznie się sunęli.
- FIRE BALL!!! - wysłała w kierunku niego Lina żeby sprawdzić czy jest on taki silny za jakiego się podaje. On przyjął Fire Balla bez rzadnej obrony i jeszcze zachowywał się tak jakby wogóle go nie poczuł.
- co to mialo być?
- hmm.. trzeba wkroczyć w cięższą altylerię.. tego zaklęcia miałam już nigdy nie używać ale trudno się mówi. Tyś co ciemniejszy niż mrok... Ty coś głębszy niż noc..
- czy mi się wydaje czy ta wariatka chce użyć Giga Slave..? - zapytał się ze zgrozą Zelgadiss
- Tyś który pływa w Morzu chaosu, Złoty Króulu Ciemności, Tu oddaję ci cześć, tu oddaję się tobie..
"przeciez to silne zaklęcie.. najsilniejsze.. chyba nawet on nie będzie mógł go uniknąć"- pomyślała Saovi
- by tym głupcom co grodzą mi drogę razem zgubę przynieść i nikt nie będzie w stanie jej uniknąć !!! GIGAAAAAAAAA SLAAAAAAAAAAVVVVVVVVVEEEEEE!!!!
- ale jajca - jęknął Gourry
Lina wzięła zamach.
"nie.. przecież.. on tego nie wytrzyma.. nie będzie mógł tego wytrzymać... nawet on.." - rozpaczliwie biła się z myślami Saovi

*SSSSSSSSSSSSSSSSSSRRRRRRRRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUU*

Wzbiły się tumany kurzu.
- chyba go.. huh huh.. wreszcie pokonałam..- Lina przysiadła zmęczona na ziemii.
Jednak gdy kurz opadł, ukazął się nader niezwykły widok..
Na ziemii leżała Saovi, a Altar zdezorientowany patrzał to na nią, to na Linę. W końcu przykucnął do Saovi.
- Saovi.. co ty.. dlaczego to zrobiłaś.. przecież zaklęcie czerpiące siłę z pani koszmarów zablokowałbym z łatwością...
- nie mogłam znieść myśli że.. coś może ci się stać.. - wyszeptała z trudem Saovi.
- ale.. dlaczego? dlaczego?
- po prostu.. nic na to nie poradzę.. kocham cię.. - z trudem odwróciła głowę by spojrzeć a niego - lecz zdałam sobie niedawno sprawę że kocham maszynę do zabijania.. ty nie wiesz co to miłość.. ty nigdy mnie nie zrozumiesz..
- Saovi.. co.. jak..
- wiem. Nie wiesz. Nie rozumiesz. Lecz serce nie sługa. Nawet moje. LON nie zdążyła mi zepsuć serca do samego końca.. lecz ty juz na zawsze nigdy nie będziesz umiał czuć.. szkoda mi ciebie..
- ale.. nie powinnaś..
Uśmiechnęła się łagodnie.
- LON nie mogła zrobić nic gorszego niz istoty bez uczuć.. na moje nieszczęście.. lub może szczęście bo umrę jako inny człowiek.. pokochałam taką istotę.. pokochałam ciebie..- ostatnie słowa wypowiedziała z trudem. Po chwili jej głowa bezwładnie opadła na ramię.
- Saovi.. Saovi..- Altar nie wiedział co się dzieje.
- ona nie żyje.- powiedziała Lina
- ej ! to ty ją zabiłaś ! - Altar wstał znad zwłok Saovi. Z jego zazwyczaj spokojnych oczu biła teraz wściekłość.
- ona się poświęciła dla ciebie. Czy ty tego nie rozumiesz?
- ja..- pokręcił głową, pochodził chwilę w tą i weftą. W końcu machnął reką i znikł.
Zmaterializował się przed biurem matki i bez pukania na chama wszedł do jej biura. Zabił mazoku, który akurat miał u niej audiencję.
- Altar, co ty..
- MATKO ! JAK MOGŁAŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO !!!
- o co ci chodzi?
- JAK MOGŁAŚ STWORZYĆ COŚ.. COŚ TAKIEGO JAK JA !!! JESTEM ZWYKŁĄ MASZYNĄ DO ZBIJANIA !! PRZYNIEŚ PODAJ POZAMIATAJ !!!
- no i..?
- JA JESTEM.. JA JESTEM POTWOREM !! POZBAWIŁAŚ MNIE WSZELKICH UCZUĆ !!! NIE WIEM CO OZNACZA SŁOWO "KOCHAĆ" !!
- zostałeś stworzony by niszyczyć, nie kochać. A teraz milcz. - wysłała wiązkę energii w jego kierunku, tak ze padł bez czucia na ziemię.- wynieść go.

TYMCZASEM NAPO BOJOWISKU

- w gruncie rzeczy to ona nie była zła. - Lina patrzała na kopczyk usypany przed nią.
- LON ją zniszczyła. -powiedziała Stella także przygladając się grobowi Saovi
- moja kuzynka.. moja biedna kuzynka..- usłyszeli głos za sobą. Zobzczyli Belldandy całą we łzach
- słucham? co ty muwisz Miyuki..
- to moja kuzynka.. ja jestem córką Princessy, która z kolei jest siostrą Reza.. a Rezo jest ojcem Saovi.. ja mam 240 lat.. i..och, dajcie mi spokój !!! - Belldandy chwyciła się za medalion i znikła.
- ???
- to dlatego tak sie broniła przed walką z Saovi...
- ja już nic z tego opowiadania nie rozumiem..- podsumował to wszystko Gourry.
Lina z poświęceniem wyjaśniła mu te wszystkie zawiości rodzinne jak małemu dziecku.
- ee nie rozumiem.
- debil.
- ej zobzaczcie, tam się coś w trawie błyszczy..
Stella podeszła i podniosła cos z popiołów.
- Popatrzcie !! moja zapinka od peleryny !!! co ona tu robi? - wpięła ją sobie do obu końców peleryny.
po chwili zmaterializował sie Xelloss.
- ciao ^^ o, kto umarł?- spojrzał a usypany kopczyk
- nie ciesz się, nie ja.- powiedziała Lina - zginęła Saovi.
- ojej.. a ja już myślałem że ten laluś Altar.
- niee... dobra, musimy już ruszać w drogę. Spoczywaj w spokoju, Saovi.

rozdział drugi. wyznanie. ostateczna walka. hepi end ^^

Szli kawał świata, tzn. tyle na ile pozwalało im zniszczone doszczętnie środowisko.. co tu ukrywać, świat był w rozsypce, nie wiadomo było czy jest dzień czy noc, niebo i tak pokrywały ciemne chmury.. wszędzie było pełno ognia i popiołu...
W końcu poczuli się bardzo zmęczeni. Rozbili obóz pod deszczową chmurką.
- idę obejrzeć okolicę.- zawiadomił Zelgadiss
- ehe, po prostu nie chce ci się rozkładać namiotów ]:(
- ee tam. - poszedł. połaził se trochę po pagórkach bo nie maił nic lepszego do roboty. Zaśpiewał kilka pieśni ludowych, zanucił marsza weselnego oraz IX symfonię Bethovena, zrobił kilka figór gimnastycznych, i klnął jak to mu spadła forma. Nagle wśród tego wszystkiego poślizgnął się i zaczął zsówać się w dół (ghehe tródno zsuwać się w górę [:DDD)

*PLUSK*

- jesu, "PLUSK"??? w jaki ja syf wpadłem że słyszę "plusk".. wolę nie otwoerać oczu - jęknął Zelgadiss
- PATRZCIE ! PAN ZELGADISS ODKRYŁ JEZIORO !! - Zel usłyszał entuzjastyczny krzyk Amelii. Zdecydował się na desperacki krok otworzenia oczu. Owszem, znajdował się w jeziorku.
Po chwili zwaliła tu cała chołota oprucz Stelli i Xellossa i spragnieni kąpieli władowali się na chama do wody.
- gdzie z butami !! to moje źródło i tylko ja mam prawo.. aj ! - otrzymał cios w potylice od Liny.
- hmm jaka fajna cieplutka woda - zachwycał się Gourry
- założymy się kto dłużej wytrzyma pod wodą?
- nie, bo Zelgadiss może oddychać przez włosy..
- ...
I tak się spierali na co zrobić konkurs. Oczywiście stawką był suty obiad. W końcu zdecydowali się kto dłużej sie nie odezwie. I dobrze. Będzie z nimi spokój [:DDD.
Tymczasem przenieśmy się do Stelli.
Siedziała w rozpiętym dużym namiocie. Próbowała słożyć jakoś miecz Gourrego. Za cholerę nic nie chciało do niego pasować.
- jeny, kto to wymyślił - Stella z nienawiścią rzuciła mieczem i przystawkami

*BĘĘG*

- co to za pusty odgłos.. o, Xelloss
- ee.. jak czymś rzucasz to mogłabys najpierw patrzeć gdzie? bardzo cię proszę ^^"
- tyś mi się władował na linię wyrzutu.
- a może i tak. Mam do ciebie pytanie.
- jakie?
- jak to jest umrzeć???

[GLEBA]

- ciekawie.. spotkałam kilku fajnych gości.. na przygład Zagato i Eagla..
- wow ^^
- słyszałam że tego.. - się zmieszała dziewczyna- tęskniłeś za mną jak kipnęłam.
- nooo.. owszem - chłopczyk też się zmieszał.
Zapadła cisza.
- czy nadal traktujesz mnie jak dziecko?- wyjechała ni z gruchy ni z pietruchy Stella
- dziecko.. czyli?
- no wiesz.. jak córkę, bratanicę, siostrzenicę i.. nie widzisz we mnie kobiety..
- ja już dawno przestałem uważać cię za dziecko.. zdalem sobie sprawę z tego dopiero jak umarłaś..
- tak..?
Znów zapadła cisza.
- a.. czy mazoku.. mogą kochać..? - zapytała się cicho Stella.
Xelloss otworzył oczy czyli był jak najbardziej serio (jesu jak myśle o tych jego oczkach to az mnie narciarki przechodzą [:D jak ja bym chciała teraz być na miejscu Stelli.. )
- a jak myślisz?
- ale.. czy mazoku.. może pokochać.. swoje przeciwieństwo..
- słuchaj, Gwiazdeczko. Niedawno zrozumiałem ze to co czułem do LON to był tylko porąbany wymysł spaczonej fantazjii autorki. Tak naprawdę kocham tylko ciebie.. nie liczy się to że ty jesteś jakies tam złote dziecko a ja jakiś tam mazoku, że jestes odemnie 5000 lat młotsza i tym podobne bzdety.
- serio..?
- serio serio.
I w tym momencie połączył ich romantyczny pocałunek.. (JESU JAK JA BYM CHCIAŁA BYĆ W TYM MOMENCIE NA MIEJSCU STELLI !!!!!!!!!!!!)
Gdy się tak w najlepsze całowali nagle coś rozbłysło i przystawki, leżące porozrzucane na podłodze złączyły się i przyłączyły do miecza.
- ej, co się stało? - oderwała sie Stella
- no nie.. te jebane przystawki zepsuły taką wzruszającą scenę..- usłyszeli cichy szept Amelii zza namiotu oraz chlipanie Liny i Gourrego.
- no nie ^^'''''''''''''''' - załamał się Xelloss - LINA TY ŚWINIO JA CIĘ NIGDY NIE PODGLĄDAŁEM !!!
- to było silniejsze odemnie.- do namiotu pokornie weszła Lina - no cóż życzę wam szczęścia.. na nowej.. drodze.. życia..
BBBBBBBUUUUUUUUUUUUHUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!! - Lina porządnie wybuchła płaczem
- spokojnie Lina.. spokojnie ^^'''.. - uspakajał Linę płaczącą na jego ramieniu- ja jakoś nie ryczałem jak się dowiedziałem od LON co ty z Gourrym robiłaś po zabiciu Phibritzo..
- hę? ja sama nie wiem co robiłam !!! powiedz miii !!!
- sore wa himtsu desu ^^ !
- FIRE BALL !

*PIŹDZIACH*

- ałć..
W tym momencie do namiotu wparował Gourry i wziął swój miecz. Tym razem był jeszcze ładniejszy i przypominał miecz Umi z Magic Knight Rayearth [:DD.
- hmm.. muszę go wyprubować. Zelgadiss, choć tu !
- ej no ! - wzdrygnął się Zel widząc niebieską aureęemanująca z miecza
Gourry wyszedł i postanowił wypróbować miecz na poblickim pagórku. Zamachnął się
- wod..

*PPPPPPPPPPPLLLLLLLLLLLLLUUUUUUUUSSSSSSSSKKKKKKKKKKKKKK*

- o jesu ...
Strumień wodu rozwalił doszcetnie nie tylko pagórek ale i kawał ziemii przed nimi.
- hehe Zel, czy chcesz teraz ze mną walczyć?- zachichotał Gourry
- ale jak to się stało że ten miecz się złączył.. - zaczęła zastanawiać się Stella
- nie rozumiecie? Szczere uczucie ze szczerego serca.. dzień i noc, Stello ^_- - Lina mrugnęła do Stelli
- hehe ^_-
- teraz możemy wyzwać spokojnie Altara na pojedynek. - powiedziała Lina
- ktoś mnie wzywał?- usłyszeli drwiący głos za sobą.
- jeny, ty łazisz jak jakiś cień.
-taki już jestem - wbił wzrok w niebo
- nadszedł twój ostatni dzień. Czy zadajesz sobie z tego sprawę?
- mój? ha ha ha ! chciałabyś.
- owszem, chciałabym i być może dzisiaj moje marzenie się spełni.
- ja się zmywam. Mnie tu nie było jakby coś ^^- i Xelloss znikł.
- phe ! i to się nazywa mazoku !- prychnął Altar
- a ty? jeteś piękny jak poranek, a jesteś najgorszą szują z jaką miałam okazję się spotkać od czasów Gaava.
- dziękuje za komplement - pogładził się po swoich lśniących, chyba umytych najnowszym szamponem o inteligentych formuach włoskach - ale chyba niedługo się tą moją urodą nacieszysz.
- dlaczego pan ma wężowe oczy?- wyjechała Amelia zanim ktokolwiek zdołał ją powstrzymać.
- mam je po mamusi.
- to dlaczego są złote?
- jeeesu co ja jestem, wszechbiblia??? skąd ja mam wiedzieć?
- a nic nic tak się pytam.
- jaki masz obwód w klacie? - wyjechała Lina. Gourry, Zel i Altar: GLEBA
- śmiertelniczko.. może bysmy tak zaczęli walczyć, co..?
- dobrze... tylko szkoda żeby tak ładna buzia skończyła tak marnie.
- phe! nie dla psa kiełbasa :PPPPPPPP - wyszczerzył się w niezwykle złośliwym uśmiechu Altar
- COŚ POWIEDZIAAAAŁ???
- ghihihi !
- GOURRY BIERZ GO!!!
- WODA !!!

*PPPPPPPLLLLLLLLLLLLLLLUUUUUUUUUUUUUUUSSSSSSSSSSSSKKKKKK*

- co to było !? - Altar cudem uniknął strumienia wody
- nasz specjalny suprise.
- ale to i tak za mało żeby mnie pokonać. HAAAAA !!! - rzucił w nasze towarzystwo cos w rodzaju KAMEHAMEHA [:DDD. Wszsycy uniknęli, oprusz rzecz jasta pizdusia-plastusia Zelgadissa (sorry że go tak męczę, ale ostatnio coś mnie wkurza [:DDDD)
- nie. Gourry pożycz miecz. - rozkazała Lina
- eej.. ja chcę go pokonaaaać...
- ja jestem główną bohaterką w tym opowiadaniu, JASNE? dawaj miecz.
- no dobra już dobra. Masz.
- oki. Teraz zajmijcie go czymś.. ja spróbuję zrobić siakiś koktajl młotowa..
Zelgadiss się pozbierał i razem ze wszystkimi naszymi bohaterami (włącznie z Gourrym który pożyczył miecz od Stelli) rzucili się na Altara. tymczasem Lina zaczęła wypowiadać zaklęcie.
- tyś który ciemniejszy od zmroku..- Lina recytowała szybko, by zajęło jej to jak najmniej czasu - DRAGON SLAVE !!!
- zaraz zaraz - Altar porozrzucał nieprzytomnych Amelię i Zelgadissa na boki i podniusł przed siebie Gourrego - czy poświęcisz swojego chłopaka żeby zabić mnie?
- osz kuźwa mać.
- hehe i co ty na to?- Altar ostentacyjnie zamachał bezwładnym ciałem Gourrego.
- nie.. - Lina wciąż utrzymywała naładowany energią do granic wytrzymałości miecz.
- suprise głąbie ! a mówią że to ja jestem głupi i nierozważny - obudził się Gourry i wbił Altarowi miecz w brzuch, tak ze ten odruchowo go puścił. Lina skorzystała z okazji i..

* JJJJJJJJJJJJJJJJJJJJEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBBBBBB*

Starym zwyczajem wzbiły się tumany kurzu. Po jakims czasie ten kurz opadł. Lecz ku zdzieiwniu wszystkich Altar stał nadal na miejscu. Delikatny wiatr rozwiewał jego wlosy. Jego płaszcz majestatycznie powiewał. Z jego oczu jak zwykle bił spokój.
- ty.. żyjesz?- Lina nie wierzyła własnym oczom.
- nie próbowałem się bronić.. zmyłka, rozumiecie..- z trudem się usmiechnął i padł bezwładnie na ziemię. Lecz utrzymał się na kolanach - nie chcę tak żyć. Jako maszyna do zabijania.. szkoda.. - i tym razem opadł na ziemię całkowicie.
- ...
W tej właśnie chwili pole magnetyczne otaczające Ednę zgasło.
- WONOŚĆ !!! - wykrzykneła i natychmiastowo zmaterializowała się w centrum opiekunek żywiołów (kurde.. brzmi to jak centrum pokemon [:DDD) i zrobiła porządek z wszędobylskim ogniem.
Niebo zaczęło się rozjaśniać.
W tej właśnie chwili przy zwłokach Altara zmaterializował się nikt inny jak sama LON. Załamała ręce i jęknęła.
- zabiliscie mi syna..
- przecież to nie był twój syn w sensie.. no wiesz, twój syn.
- ech.. zwracaj się chciaż do mnie na per "pani" śmiertelniczko...
- po czym ty rozpaczasz? stworzyłaś potwora bez uczuć.
- przegraliście bitwę .. ale nie wojnę.. - i rozpłynęła się razem ze zwłkami Altara.
- nigdy nie zrozumiem tej kobiety.
- nigdy nie zrozumeim tego opowiadania - westchnął Gourry.

Życie na świecie zaczęło wracać do normy.. przyroda zaczęła odżywać, zakwitły kwiaty. Auren zaczęło także życie od nowa, a władzę w nim przejęły nimfy pod przywództewm Asy (ghihihi [:DD). lina i reszta teamu, zmęczeni, lecz szczęśliwi zatrzymali się w jakiś ruinach miasta gdzie, ku ogólnemu sczęściu działała restauracyjka.
- proszę potrójna porcję wszystkiego co macie !!! -rozkazała Lina.
- niestety, wszystko wykupiła tamta pani.- wskazał na blondwłosą osóbke stojąca dwa stoliki dalej.
- hej, żłotowłosa, czy my sie czasem nie znamy?- Lina podeszła do dziewczyny
- co? ach, Lina !!! jak miło cię widzieć - neispodziewnie dziewczyna, jak się okazało Belldandy rzuciła jej się na szyję - przepraszam że was wtedy tak opuściłam.. musiałam. Byłam w złym stanie.
- czy ty naprawdę masz 240 lat? i jesteć córka słynnej Princessy W Przyszłości Batonika Czekoladowego?
- tak. jestem także siostrzenicą Reza i kuzynką Saovi.
- to się telenowela robi - westchnął Zelgadiss
Kelner przyniusł zapasy zdolene wykarmić batalion wojska przez cały tydzień [:DDD. Zjedli to wszystko w parę minut.
- ja muszę ruszać w dalszą droge.. - powiedziała Belldandy Miyuki wstając od stołu.
- nie zostaniesz z nami na świętowaniu zwycięstwa?
- nie. Muszę ruszać. Nie wiem gdzie, ale.. muszę. może się kiedyś jeszcze spotkamy.
- do zobaczenia.
- do zobaczenia.
Wstała i odeszła wolnym krokiem.


- przyroda odżywa, wszystko wraca do normy - westchnęła Amelia
- taak.. wiecie co, zaczęły mnie ostatnio nudzić to wszystkie przygody i niebezpieczeństwa.
Nagle zmaterializował się Xelloss.
- siemka ^^ ! LON chciała mnie zwolnić, ale nie miała konkretnego powodu. Więc poszedłem na urolp ^^ !
- siadaj.- Lina pokazała mu miejsce.
- acha przypomniało mi się coś ^^. FIRE BALL !!!!!!!

*PIŹDZIACH*- fire ball trafił prosto w zaskoczoną Linę.

- za co to było..? - wydusiła Lina
- ZA TO ŻE SIĘ NAŚMIEWAŁAŚ Z MOJEGO TALENTU PLASTYCZNEGO ! - ryknął Xelloss
- talentu.. co?
- to ja narysowałem tą mapę.. nawet nie wiecie jak się starałem !!!
- co? ty? ludzie.. od razu sie przyznaj że masz dysgrafię.
- heh.. a tak pozatym to oczym toczyła się rozmowa?
- no.. a tak rozmawiamy jak to by miło by było wreszcie osiąść na miejscu.
- założyć rodzinę..
- Gourry..?
- wymsknęło mi się.
- ja tesz chcę..
- wszyscy chcemy - zepsuł romantyczny nastrój Zelgadiss. - świat wraca do normy.. wygląda na to że LON i autorce skończyły się pomysły jakby to nam jeszcze mogło coś zagrażać.
- ruszajmy do domu.
- tak. Do domu.
Wstali i zaczęli wolnym krokiem, jak przed paroma minutami Belldandy iść w kierunku Seyruun...


I tak się kończy opowieść o wielu niebezpieczeństwach, poświęceniach i miłości i zbrodni ^^. Nasi bohaterowie wrócili do Seyruun, i odbyło sie potrójne weselisko ^^ . Wyobrażacie to sobie? Lina została żoną ^^ składamy kondolencje Gourremu ^^
Wzrószony Phil przekazał władzę szczęśliwemu małżeństwu Amelii i Zelgadissa. Młoda para, od razu zaczęła reformy w kierunku zwiększenia liczby knajp w królestwie [:DDD
Xelloss i Stella po hucznym weselu trwającym do samego rana odlecieli na teściowej z przyczepioną do ogona szarfą z napisem "just married" [:DDD
Wszyscy żyli długo i szczęśliwie !


*

ale czy aby napewno? (to pytanie bęzie was męczyć przez dłuugi czas hie hie )

*


I oto następuje słowo na które czekaliscie od dobrych parunastu minut, tylko dla niego doczytaliscie to opowiadanko..
Niniejszym ogłaszam...

*KONIEC*




PS. SKOŃCZYŁAAAAAAAAAAAMMM !!!
PS2. Ten fik jest krótszy od innych części, jest to spowodowane tym że dłóższe siedzenie przed komputerem mogłobybyć dla mnie tragiczne. Jak nie dla mnie to dla otoczenia..
PS3. SPECJAL THANKS TO:

Saovine i Belldandy za wspieranie mnie w trudzie pisania tego fika, oraz cierpliwości i wyrozumiałości dla mojej złej kondycji intelektualnej...
Valgarvowi, nie tyle co wspieranie, ale dostarczenie inspiracji twożenia łódki "enterprise" (czy jak to się tam pisze)
Oraz całej mojej czatowej rodzince ^^
No i oczywiście Agit za nie poddawanie się i z poświęceniem czytanie moich fików.. Agit jesteś wielka !

Dziękuję także wszystkim czekoladom, ciastkom, chrupkomi i wielu wielu innym kalorycznym potrawom za to że były i w razie potrzeby mogłam wgryźć w nie mój wachlarzyk snieżnobiałego uzebienia.

Dziękuje też mojemu informatykowi że zechciał wreszcie naprawić skaner i łaskawie oddał mi komputer po jednym dniu.

Dziękuję twórcom Windowsa że stworzyli notatnik ^^

Dziękuję mojej spaczonej psychice i wybujałej fantazji za dostarczenie tak absurdalnych pomysłów ^^

Dziękuję za to że RTL7 wyemitowało "Slayers"

Dziękuję wogóle za to że "Slayers" istnieją.

Dziękuję także wszystkim tym co chcieli by tu być, a których pominęłam ^^

PS4. A teraz idę się połóżyć

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.25413100 1276788546
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!