Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #04
 
Treść fanfika..
Watashi-to itte kudasaimasu-ka.
Nani-ka nomimasen-ka.
- mówią japońskie dziewczynki, zanim zaciągną chłopczyka w krzaki ^^ Tymczasem my zaczynamy kolejny rozdział, jaki jest..

KSIĘGA CZWARTA. miniku-i !!!!!!!!! Kyaaaaaaa!!!!!


Daniel siedział samotnie na konarze jakiegoś drzewa. Wpatrywał się, w teraz nieco zniżające się ku zachodowi, słońce. Jego promyki oświetlały drogę, jaką jeszcze musi przejść.
Tylko on i Deexis wiedzą, dokąd zmierzają.

Chłopak spojrzał na swój medalion. Lśnił złotem.
Lśnił wciąż tak samo.. a czerwony rubin jakby żył własnym życiem..

własnym życiem...

- własnym życiem? Czy ty myślisz że jeszcze coś będę mógł zrobić z własnym życiem? czuję się jak ostatni pomiot! - ryknął Daniel do osoby stojącej przed nim.
- pamiętaj, że będziesz miał ważną misję do spełnienia. Od ciebie zależy los całej ludzkości.
- rozumiem.
- zmieni się także twój charakter... twoje podejście do świata... twoja dusza będzie musiała na coś się przygotować. - wyjaśniła postać. - jesteś jeszcze niedojrzałym chłopcem. Wybrałam cię pośród wszystkich. Jedyny wśród ludzkości. Jesteś wybrańcem. Jesteś niedojrzały, a jednak niezwykle silny. Myślę, że uda ci się wypełnić powierzone ci zadanie. - postać położyła Danielowi rękę na ramieniu.
Nic nie odpowiedział.
- więc.. - Postać sięgnęła do poły płaszcza. Wyciągnęła stamąd odbijający słabe światło medalion z pieknym rubinem na środku. - jest to medalion przeznaczony tylko dla ciebie, Daniel. Tylko dla wybrańca. Jest on Kluczem, dzięki któremu uda ci się wzmocnić ludzkie serca. Oprócz tego uwolnisz umęczoną duszę zaklętą niegdyś w tym medalionie. Czy jesteś gotowy? Masz jeszcze szansę się wycofać.
Daniel skinął głową.
- żegnaj i witaj.
Postać zdecydowanym ruchem zarzuciła Danielowi medalion na szyję.
Chłopak nagle uniusł się w górę.
- Mi jako uczestniczce wielkiego Planu udzielono zaszczytu obcowania z tobą.. stań się tym, który przyjmie na siebie brzemię..
Nagle Daniel rozbłysnął jakby jadł Corn Flakes [:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Po chwili spadł z łoskotem na ziemię.

Wszystko zamgliło mu się przed oczami.. poczuł jeszcze jak osoba zakłada mu coś jeszcze na szyję...

- ten medalik oddaj osobie która będzie miała najpiękniejsze oczy jakie widziałeś... - głos osoby doszedł do niego jak przez ścianę..

Po czym urwał mu się film.


Chłopak jeszcze raz spojrzał na zachodzące słońce. Teraz, gdy wspomniał te chwile mianowania go wybrańcem, zaczął tego żałować. Zacisnął medalion w dłoni.

- DAAAAAAAANIEEEEEEEEEEEEEEL ŻESZ KURWA!!!!!!!!!!!! - usłyszał ryk z dołu, który wytrącił go z rozmyslań. Zachwiał się i spadł na glebę bijając się do niej aż po kostki (dodam, że głową w dół ][)
- NO ILEŻ CIĘ MOŻNA WOŁAĆ!!! - warknęła Katia
- QRFA CZY TY WIESZ ŻE WŁAŚNIE ZWEALIŁAŚ Z DRZEWA OBROŃCĘ SPRAWIEDLIWOŚCI, LAFIRYNDO!!!!!

[trzask] - piorun z nieba, tak że efektownie zapaliło się drzewo ^^

- KIEDYŚ CIĘ POKARZE OKRUTNA RĘKA SPRAWIEDLIWOŚCI!!
- em...
- PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ ZAWSZE B ĘDĄ TRIUMFOWAĆ!!!
- Daniel..
- TAK! TAK! WIEM CO CHCESZ POWIEDZIEĆ!! ALE WIEDZ, ZE POŚWIĘCAM SIĘ DLA DOBRA TEGO ŚWIATA I CAŁEJ LUDZKOSCI..
- Daniel, włosy ci się palą..
- co?- poczuł tym. Istotnie, iskra z palącego się drzewa spadła mu na włosy, tak że wyglądał jak Hades z bajki Disneya pt. "Hercules" ^^^- IIIIIIIIIIIIIKKKKKKK!!!!!!!! WODY!!!!!!!!!
- hę?- Sunny spojrzała bezmyślnie na ganiajacego w kółko Daniela
- WODY WODY WODYYY!!! - teraz wyglądał jak Dexter w którymś tam odcinku [:DDD
- a czemuuu ooon biegaaa? - zapytał się Moony patrząc na Daniela jak na ewenement
- może dla zdrowia..? - Sunny podrapała się sztyletem z Naab po głowie
- POLEJCIE MNIE WODĄ ŻESZ W MORDĘĘĘ..!!
- wódą? - zapytał się Moony Sunny
W końcu daniel rzucił się na górkę usypaną z piasku, gasząc tym sposobem swoje włosy.
- o co mu mogło chodzić?
Daniel podniusł się. Jego kruczoczarne włosy były bardzo przysmalone.
- mam brudne włosy...
- to je umyj? - zauważyła Katia
- a ty się nie odzywaj.. - warknął.
- Daniel. Wiesz co? Mam wrażenie że przy tobie ktoś dmuchał na zimne. - powiedziała Deexis.
- hę?
Dziewczyna wstała z owcy która bekneła z radości. Deexis podeszła do Daniela.
- sorry Winnetou. - uśmiechneła się anielsko. Nagle chwyciła go z twarz, i zanim ktokolwiek zdażył powiedzieć "ale poleciał" walnął o stojące z 300 metrów dalej drzewo, łąmiąc je.
- sorry na chwilę. - powiedziała Deexis i znikła. Po chwili pojawiła się przy Danielu. Leżał nieprzytomny obficie krwawiąc.
-twoje brzemię jest za cieżkie... - pochyliła się nad nim i ujęła jego twarz w dłonie. - jesteś taki bezbronny... - pocałowała go lekko w czoło.
Nagle usłyszała nad sobą głuchy ryk.
Deexis wstała.
Na zwalonym konarze drzewa stała czarna pantera. Miała trzy złote pręgi, srebrne pazury i połyskujące oczy.
- ty! - Deexis wskazała na nią palcem.
Pantera mruknęła cicho i trąciła łapą nieprzytomnego Daniela.
- ty! - oparła obie ręce na biodrach - nie martw się, wiem co robię.
- możesz sprawić że misja się nie powiedzie. - powiedziała (!) pantera
- wiesz.. ale on też jest człowiekiem. - powiedziała Deexis, poważniejąc.
Pantera przymróżyła oczy.
- rób co chcesz.
Zeskoczyła z drzewa i już się nie pojawiła.
- zostaliśmy sami. - powiedziała cicho Deexis do Daniela. Przesunęła mu rękę po policzku.
Nagle z jej reki wypłynęło białe światło. Przepłynęło przez Daniela i wyleciało z niego w postaci czarnej chmurki. Chociaż chłopak był nieprzytomny, jego usta wykrzywiły się z bólu. Chmurka stawała się coraz większa i większa...
W końcu gdy zajęła całą przestrzeń nad nimi. Deexis przymknęła oczy.
- niech na to brzemie spojrzy ponownie dziecinnym okiem.. odpłyń, odpowiedzialność i dorosłość.. niech będzie człowiekiem..
Rozbłysło oślepiające światyło. Chmurka rozerwała się i odpłynęła na wszystkie strony świata.
Daniel otworzył oczy.
- so to żes w pysk było..- jęknął.
- witaj ponownie... -powiedziała Deexis cicho.
- ej! Ty! co ty się tak nade mną pochylasz co??? Idź stąc, zboczenico!!! - zawył Daniel odsówajac się od niej.
- ktoś, kto cię obdarzył tym brzemieniem, obdarzył cię też zmianą charakteru, po to byś przygotował się na duży ból. - wstała. - to niepotrzebne. Człowiek zdrowiej odbiera życie jeżeli spogląda na nie własnymi oczami.
- co chcesz przez to powiedzieć?
Deexis nachyliła się tak że jej twarz była mniej więcej dwa centymetry od twarzy Daniela.
Nagle.. kopnęła go z całej siły w klejnoty rodzinne [:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Daniel przybrał kolor błekitnego nieba i wydał z siebie cichy pisk.
- powiedz mi, co teraz zrobiłam? -zapytała się Deexis odchylając się.
- KOPNĘŁAŚ NAJWIĘKSZEGO OBROŃCE SPRAWIEDLIWOŚCI, PRAWA I PORZĄDKU W... - zaskrzeczał głosem 5-letniej sziewczynki.
- w..?
- w.. - spalił cegłę - ...ptaszka...
Deexis chwilę powstrzymała się od śmichu, ale wybuchła nagle takim rechotem, że aż musiała się podeprzeć o pień drzewa.
- BUAAAAAAAAAAHAAAAHAAAAAHAAAAAAAAAAA PTASZKAAA BUAHAHAHAAAA !!!!!!!!!!!!!!
- TO NIE JEST ŚMIESZNE!!! - był teraz kolorowy jak pisanka
- TO NIE JEST ŚMIESZNE TO JEST BARDZO ŚMIESZNE BUAAAAAAAHAAHAAAAAAHAAAA
Daniel już otworzył usta jakby miał coś odpowiedzieć, ale...
- UŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘEEHĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘEĘĘĘĘĘĘĘE.....!!!!!!!!!!! - wybuchnął rykiem godnym dwuletniego dziecka wyjca - POOOOWIREM MAAAAAMIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! UUUUUUUŁŁĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘEĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Deexis przestała się rechotać.
- witaj, prwaidziwy charakterze Daniela...

Rozdział 7.4.2.

- coś oni za długo tam siedzą... - stwierdziła Katia grzebiąc nogą w ziemii..- chociaż wątpię czy z takim przeciętniakiem jak Deexis może coś być..
- ale ona ma melony..- obślinił się Moony - i na pewno nie przeciętne.
- hę??? Przecież ja mam większe od niej!!!!! - zbuntowała się Katia. Miała w tej chwili na sobie bluzkę z takim rozcieciem, że piersi w większości były na zewnącz, w tzw. granicy przyzwoitości.
- ona ma większe. - powiedział twardo Moony - ona ma meloooonyyyy... - usmiechnął się obleśnie.

[JEEEEEEB]

- nei znasz się. - warknęła Katia zanim Moony wylądował kilkanaście metrów dalej, pod wpływem kopa.
Aha. Teraz jest chwila spokoju, opiszę jak nasi bohaterowie są ubrani. Katia miała na sobie złote kolczyki - koła, do tego złoty naszyjnik z króliczkiem playboya _-_, czerwoną połykującą bluzkę, o której wspominałam już wcześniej, czerwoną miniówę, toporny, złoty pas, czarne rajstopy, i perfidnie dziwkarskie buty.
Szczególy strojów Sunny i Moony nie zmieniły się za bardzo, tyle że na bluzie Sunny widniał napis "JESTEM KUL" a u Moonego "Puknij się w czoło, będzie ci wesoło" __0__ nie no, just kidding. Tak naprawdę szczegóły strojów Sunny i Moony nie zmieniły się.
Po chwili Deexis wróciła ciągnąc ryczącego i wyrywającego się Daniela za kołnież.
- zaopiekujcie się nim.
- a co mu?
- mała zmiana charakterku.
- co???
- dziewictwo =="
- ...
Daniel nieco się uspokoił.
- ty.. ty.. NIE WYBACZĘ CI TEGO!! - ryknął, patrząc się na Deexis z odrazą
- to się zobaczy. - powiedziała cicho.
- ej ej ej, czy mi się wydaje, czy dwa wybrańce się przyciągają m^_- m - zapytała się Katia
Deexis spojrzała się nagle na nią tak jakby spowodowała co najmniej koniec świata.
- czyżbym powiedziała coś nie tak? - zapytała się niewinnie
- tak. - szepnęła Deexis nie swoim głosem.
Katia przyjżała się dziewczynie uważnie.

[TRZASK] - walnęła ją po plecach ^^

- wyluuuuzuuuj kobietooo ^^
- ========" choćmy już może stąd
- TAK! IDZIEMY SZERZYĆ DOBRO I SPRAWIEDLIWOŚĆ WSZEM I WOBEC!!!! - ryknął Daniel że aż Sektet się stoczył z górki.
- ale z ciebie cosmodisk ==' - zauważył Moony
- ciebie chyba robili przez internet ==' - dodała Sunny
- PIĘĘĘĘŚĆ SPRAWIEDLIWOOOOOOŚCIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[SRU]
[PIZD]

Sunny i Moony przelecieli kilka metrów robiąc efektowne salta.
- jesteście be, wy fąfle!!! - ryknął za nimi Daniel i jeszcze dobił "wstrząsem serdeczności" czy czymś w tym rodzaju.
- Deexis. Zrobiłaś z niego Danila. - westchnęła Katia
- i o to chodzi. - uśmiechnęła się Deexis
Po kilku dłóższych lub krótszych wymianach zdań, poglądów i ciosów,nasi bohaterowie wyruszyli w dalszą drogę. W końcu zatrzymali się gdzieś, ponieważ nastał wieczór.
Księżyc oświatlił pięć stojących w kręgu sylwetek.
Każdy uwaznie obserwował oblicze drugiego..
Obserwował nawet najmniejszy ruch warg.. oczu..
- to kto idzie coś upolować? - zapytał się Moony grobowym głosem.
Zawiał wiatr.
- nie ma na co. - odpowiedziała Katia głosem Sarabi z "Króla Lwa" ^^
Zaległa cisza, przerywana tylko szumem pyłu obijającego się o nieruchome twarze zebranych.
- WIEEEEEM!!!!!!!!!!!!!! - Deexis uśmichnęła się anielsko - ene due rabe chińczyk połknął żabę, a żaba chińczyka, co z tego wynika! - wskazała na Katię - ty!
- co? - zapytałą, wciąż nieco zdezorientowana.
- ty!
- hm?
- ty!
- CO?
- co lepsze, gruszka czy pietruszka?
- em.. gruszka..
- g-r-u-s-z-k-a. Ajj ^^ wypadło na mnie. Ale potrzebuję jeszcze kogoś żeby mi pomógł. Szła krowa przez pole i gubiła dzyndzole. Ile tych dzyndzoli byyyłoo? - wskazała na Daniela.
- em.. 2
- 1-2. Katia, idziesz ze mną.
- porąbało cię! ==' - warknęła Katia.
- choć , pokażę ci coś [błysk w oku]
- co - zapytała z naiwnością godną Xellossa
- JAJO

[GLEBA]

W końcu, z braku lepszych zajęć, dziewczyny wyruszyły przez pustynię.
- Katia, gdzie ty kupiłaś taki fajny pasek do spudnicy?- zapytała się Deexis
- w Atlas City. Chanel ^^
- moje paski są naturalne - Deexis pokazała kilka pasków przewieszonych od piersi do bioder. - ze smoczej skóry zdartej własnoręcznie ^^
- JAKI PERWERS O_o - Katia oblizała wargi
- no nie? A teraz.. - Deexis stanęła nagle nieruchomo i wyciągnęła rękę. - tak naprawdę nie poszliśmy na żadne polowanie.
- hę?
- walnełam ściemę ^^
- co?
- za chwilę ukaże się jeden ze smoków. Potrzebowałam kogoś, kto pomoże mi przetrwać próbę.
- ??? co ty pieprzysz?
- bo widzisz..- Deexis zamknęła oczy - ze smokami Cech walczy się inaczej niż ze zwykłymi smokami. Taki smok ukazuje się, gdy wybraniec przedstawi jego cechę..
- co chcesz przez to powiedzieć?
- dlatego potrzebowałam ciebie.- ciągnęła dalej Deexis - musisz trzymać z dala ode mnie tego smoka na czas gdy będę się koncentrować i próbować przezwyciężyć właśne uczucie..
- sorry za szczerość, ale to troche porąbane. - Katia wykonała uśmiech pod tytułem "powinnaś się leczyć" i machnęła ręką.
- w takim razie przedstawiam ci smoka Gniewu.
Po chwili, w kierunku w którym była wyciągnięta ręka Deexis pojawił się smok. W tym momencie dziewczynie zaczęła drgać brew.
- proszę ciebie, Katio... jesteś mieszanką czarnej i białej magii.. tylko ty potrafisz przeciwstawić się tej potędze..
- a co ja, żesz kurwa jestem? - Katia oparła ręce na biodrach. - będę ci smoki ganiać?
- Katio... - Deexis zaczęła niebezpiecznie drgać. Smok, niby niewielkiej wielkosci, stał sobie za jakimś kaktusem i merdał ogonem.
- fakaj sie. - Katia skrzyżowała ręce
W tym momencie coś wybuchło w przyrodzie. Deexis otworzyła oczy. Lecz ukazały się zame białka. Wszystkei jej żyły drgały ze wściekłosci.
- MASZ IŚĆ W TEJ CHWILI I POWSTRZYMAĆ TEGO SMOKA ZANIM SAMA UMRĘ TY GŁUPIA PORĄBANA SZMATO!!! JEŻELI TEGO NIE ZROBISZ I JA UMRĘ CAŁY ŚWIAT ULEGNIE POTĘDZE PANI CIEMNOŚCI!!! MASZ W TEJ CHWILI IŚC I PRÓBOWAĆ GO ZATRZYMAAAAAAAAAAAĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!
- dobra, dobra, po co było się tak unosić..- jęnęła Katia, w tej chwili z fryzurą podobną do Bridget Jones, gdy wysiadła z Kabrioleta [:D. Obejrzała się w kierunku smoka. Ten akurat wstał i zaczął iść w kierunku Deexis.
- stój! - Katia stanęła naprzeciwko smoka. - nie pójdziesz dalej. Będziesz stał tu grzecznie albo skończysz jako główne danie Liny Inverse. A to najgorsze co cię może spotkać po śmierci.
Smok wypuścił kłąb pary z nozdrzy, co zapewne oznaczało całkowitą ignorancję.
- sam tego chciałeś. - Nagle.. Katia zamachnęła się i wsadziłą smokowi obcas w oko!
- WWWWRRRRRROOOOOOOOOARRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryknął smok boleśnie. Zamachnął się i zadał Katii cios ogonem w bok. Jęknęła cicho, lecz nie takimi ciosami pokonuje się Katię!
Wyskoczyła w powietrze, zrobiła salto i wylądowała na łbie smoka. Chwyciła go za rogi. Lecz ten wzbił się w powietrze. Katia nie miała szans utrzymać się na nim, więc wylądowała z łoskotem na ziemii.
Tymczasem Deexis zamkneła oczy. Widać było, że coraz bardziej się uspokajała.
Smok tymczasem wziął gęłboki oddech.
Katia ocknęła się po silnym ciosie w głowę.
Jaszczur nagle z prędkością chyba niewiadomo jaką wypuścił zamiast ognia wielki słup jakiegoś niebieskawego czaru, który trafił wpros w leżącą na ziemi, zaskoczoną Katię.
- IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAG...h.. - ryknęła z przeszywajacego bólu.
"czyżby było już po niej..?" - pomyślała Deexis. Lecz nie otwierała oczu.
Katia leżała na ziemii. Lecz otworzyła po kilku sekundach oczy. Plunęła krwią.
- khe! czareeem? Bohateeeraa??? TY...
Zawiał potężny wiatr. Ukazał sie ogromny, szkarłatny smok którego znamy już z wcześniejszych części "chałosu". Tyle że proporcje między Katią a smokie cech prezentowały sie marnie. Jaszczur był zaledwie wielkości głowy przemienionej Katii.
Oba smoki wzbiły się w powietrze. Mimo, że ten drugi prezentował się przy niej jak mucha, co chwilę atakował ją raz z jednej, raz z drugiej strony.

TYMCZASEM W OBOZOWISKU

- ty, Sunny, co to jest? - Moony wskazał na niebo.
- chmurki ^^

WRACAMY DO WALKI.

Szala zwycięstwa przechylała się w kierunku Kati. W końcu była pół-mazoku - pół-złotym dzieckiem.
Lecz... nagle smok Cech wczepił się w Katię pazurami. Wziął wdech i całą swoją mocą wypuścił z siebie niebieskawy czar wprost w serce dziewczyny.
Krzyknęła z bólu. Po chwili przybrała postać człowieka i z wysokości kikudziesięciu metrów spadła na ziemię.
Jej głowa przesunęła się bezwłasnie na bok.
W jej piersi tliła się i pulsowała w rytm jej serca niebieskawa kula. Ten czar wysysał z niej życie.
Smok Gniewu opadł na ziemię. Po chwili zaczął zmierzać w kierunku Deexis.
Lecz ta była całkowicie wyciszona.
- stój, powiadam... niech ma spokojność przepłynie na ciebie... stań się łągodny i żałuj swych czynów jak ja teraz..
Smok przystał w biegu.
- żałuj i przemyślaj swe czyny.. korzystaj ze zdobytego doświadczenia... myśl.. stań się tym, który da doswiadczenie innym.. na zawsze...
Smok przymknął oczy i z błogim mruknięciem osunął się na ziemię.
Jego ciało zamieniło się w czerwoną poświatę, która zbiła się w kłąb i z ponaddźwiękową prędkością zaczęła pędzić w kierunku Daniela.

...

- udało się..- Deexis otarła pot z czoła. - tylko czy musiałąm poświęcić życie Kati dla tego celu...? - otworzyła oczy. Były fioletowe jak zwykle.

Gdzie ciało Katii?

Istotnie, ciała pół-mazoku nigdzie nie było.
- nie żyjesz. Wszystko... przez mój brak.. opanowania.. - z policzka Deexis spłynęła łza.
Zawiał wiatr ponownie wzbijająć tumany kurzu. Lecz.. coś im nie pozwoliło wzbić się aż po samo niebo..
- dzięuję ci. - usłyszała głos
Nieco wyżej, na pniu jakiegoś spruchniałego drzewa siedziała Katia. Lecz nie była taka jak wcześniej. Otaczało ją biało- czerwone światło. Jej skóra miała kolor szary, i była przeplatana licznymi wzorami przypominającymi pnącze. . Z jej pleców wyrastały skrzydła, sięgające do pasa.
- ty!!! zamieniłaś się już w anioła!!! - ryknęła Deexis
- nie.. - powiedziała Katia. Miała oczy półotwarte, którymi łagodnie spoglądała na Deexis. - pozwoliłaś mi osiągnąć trzecie stadium. Teraz jestem silniejsza niż kiedykolwiek. Ujawniły się cechy nimfy powietrznej.. - spojrzała na swoje dłonie. Czuła w nich ogromną siłę.
- o ja pierdykam... - Deexis szeroko otworzyła usta.
- proszę, niech to na razie pozostanie naszym sekretem. - poprosiła Katia.
- o-oczywiście.
Katia pochyliła sie lekko. W tej samej chwili jej skrzydła jakby rozpadły się na tysiące piór, które uleciały na wszystkie strony. Skóra ponownie zaczęła robić się brązowa (wplyw solarium [:D), a białą tkaninę, przed chwilą okalająca jej ciało, zamienił dziwkarski strój, który miała przed ilomaś tam minutami.
- no ^^ a teraz idziemy coś upolować, bo głodna jestem jak niewiem ^^ - powiedziała, zeskakując z drzewa, jakby nic się nie stało.
Deexis pokręciła głową i podążyła za nią.

Rozdział 7.4.3.


W jakiejś obleśnej knajpce, zupełnie nie pasujacej do wielkiej metropolii w ktorej się znajdowała, w najbardziej zacienionym kącie siedział gościu, jedząc smętnie podane mu przed chwilą paszteciki.
- żesz kurde w mordę jeżozwierza..- jęczał, między jednym pasztecikiem a drugim- jaka ta mapa jest porąbana... - spojrzał na zaplamiony jakims syfem arkusz papieru leżący przed nim. - gdzie jest do ciemnej dżumy te cholerne muzeum sztuki starożytnej?
- tu ==' - wskazał mu na mapie inny gościu - muzea są zazwyczaj zaznaczane takimi domkami.
Pierszy gościu dokładnie przyjżał się puncikowi.
- a no jo ^^
- dupek. - drugi gościu ze złości pokręcił lizakiem. Miał ładnie ułożone (coś na styl Pabla ze "Zbuntowanego Anioła" jeżeli to ktoś pamięta), turkusowe włosy. Zielonymi oczami z niesmakiem spoglądał na chłopaka obok. Był ubrany w czarne szerokie spodnie i w bluzkę Khaki. Na czole miał przepaskę z króliczkiem playboya.
- milcz. - odwarknął mu drugi gościu. Miał czarne jak heban włosy związane z kitka. Miał także piwne oczy. Chłopak był też bardzo opalony ^^ Miał na sobie luźną, biała bluzę i luźne białe spodnie z ozdobnym wysadzanym drogim kamieniami pasek, a do tego ozdobny miecz o złotej rękojeści.
- zamykamy. - zawiadomił kelner.
Oboje gościów pokazały do facia "fuck you"
- phę! a zaaraz... czy wasze wizerunki nie widniały na listach gończych rozwieszonych w całym mieście..? Mucha pustynna i mucha leśna, nie mylę się..?
Oboje zerwali się.
- em.. właśnie mi się przypomniało że nie zakręciłem kranu w domu..
- a ja nie wyłączyłem żelazka.
- ćóż za zbieg okoliczności, he he he
- he he he
- CHODU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- ZA NIMI! - ryknął kelner
Oboje złodziei szybko i zwinnie umknęło. Wspięli się na dach jakiejś chałupy i siedli jak dwa skapcaniałe wróble.
- cholera, Chazz spotykamy się raz na jakiś czas a zawsze musi się to kończyć ucieczką..
- masz rację Ven..
- qrfa.. - chłopak w kitku nagle zgiął się, jakby poczuł przeszywający ból. Jęknął. W blazku księżyca odbiła się łza płynąca po policzku. Z jego ramienia zaczęło wydobywać się złote światło.
- jesu, Veneth, co ci?
- ...nadchodzi czas.. następnej próby.. - jęknął. Bluza zsunęła się z ramienia. Miał na nim znak poobny do lamparciej plamki, który w tym momencie świecił jaskrawym złotym światłem oświetlając całą okolicę. - niewiele już zostało...
- mieliśmy iść do muzeum sztuki starożytnej dać ci amulet starożytnych czarodziei z Naab.. żeby ci ulżyć w bólu.. ale chyba już nie zdążymy.- Powiedział Chazz kręcąc zbulwersowany lizakiem.
- no jasne że nie, w mordę kude jeżozwierza.. - westchnął Veneth. Po chwili światło wolno zaczęło zanikać. W końcu znamię żażyło się lekkim czerwonawym światełkiem, jakby z dogasajacego ogniska. - zostały mi jeszcze trzy próby, kurde...
- spoko wodza, dwie masz już zdane..
- wolałbym umrzeć... niż zdać pierwszą próbę.. - oczy Venetha zalśniły w ciemności. Były pełne żalu, rozgoryczenia i wściekłości. - gdyby nie to że...- nie mógł już mówić z targającej nim rozpaczy. Ukrył twarz w dłoniach.
- no co ty, Veneth, beczysz ^^? - Chazz wstał i pokręcił lizakiem - rozumiem, że chcesz być sam w tym momencie. Idź. Spróbuję razem z Brett zdobyć ten amulet, najwyżej ci go później podeślemy. Nara. - i zeskoczył z dachu.
Veneth jeszcze chwilę posiedział. Po chwili tkże zeskoczył i udał się w przeciwną stronę, niż jego towarzysz.

TYMCZASEM GDZIEŚ OHOOOOŁ A MOŻE JESZCZE DALEJ

Od niezidentykiwanej budowli na granicy kilku wymiarów, będącej siedzibą LON emanowała niezwykła energia. Pulsowała i rosła z każdą chwilą. Wymiary pod jej wpływem pękały i zawalały się.
Energia ta pochodziła od przyszłej pani ciemności, z każdą minutą, z każdą sekundą, coraz bardziej rosnącą w siłę.
Bicie serca Kriss było muzyką dla całej fortecy. Mazoku chodzący po korytarzach zachowywali głuchą ciszę. Wymieniali co jakiś czas tylko ukradkowe spojrzenia, mówiące "to już niedługo nastąpi, zachowajmy cierpliwość", i wsłuchiwali się w rytmiczne uderzenia.
Czekanie przepełniało coraz większym szczęściem i podnieceniem LON. Siedziała w swoim fotelu i wpatrywała się przez niewielkie okienko w przestrzeń, w której była zawieszona ewoluąca Kriss.
Było to okno na inny wymiar. Wymiar, przed laty zarezerwowany dla przyszłej pani ciemności.
Od Kriss odrastało jakby zielonkawe pnącze, obrastające salę se wszytkich stron. W tym momencie było aż gęsto od pulsujących w rytm jej serca pnączy. Ona sama miałą przymknięte oczy i minę, jakby akurat śniła wielce koszmarny sen.
LON sprawiało radość patrzenie na to.

***

- Xellossku, kochanie...
- słucham cię, pusiaczku?
- C'MON BABY, LIGHT MY FIRE!!!
Po dwóch stosunkach na barierce od tarasu Xelloss i Stella oddali się konwersacji.
- kochanie, ptyśku mój, bardzo się martwię o Katię. - powiedziałą Stella patrząc na ostre szczyty górskie które były widokiem z tarasu.
- kotku, jestem pewny, że naszemu dziubdziusiowi nic nie jest ^^
- ech.. Sky się niecierpliwi. - na ramię Stelli przysiadł sokół należący do Kati. - Katia wyjechała bez słowa uprzedzenia, nakazując Sky'owi zostać w domu. Myślę że ona coś przeczówa. - spojrzała smutno na Xellossa.
Xelloss spoważniał.
- masz rację. Nigdy by nie zostawiął Sky'a bez powodu. A pozatym.. wzięła swój łuk. Myślę że sprawa Kriss jest bardziej zgmatwana niż się wszytkim wydaje..
- wiesz coś o tym?
- sore wa himitsu desu, pieseczku ^^
- Xelloss..
- to tajemnica..
- Xelloss... bo nie będę z tobą uprawiałą seksu przez.. najbliższe dwie godziny..!
- PIIIIIIIIIIIIIIISKKKKKKKKKKKKKKKK!!!!!!!!! OK JUŻ WSZYSTKO MÓWIĘ! No więc... podsłu.. słyszałem co niecoś o niejakim wielkim Planie... i tym, że Katia jest z nim silnie związana.
- WHAAAAAAT? I DOPIERO TERAZ MI TO MÓWISZ?
- ależ kotku.. to była tajemnica zawodowa..
- no dobrze, nie będę sie na ciebie gniewała..
- dziękuję ci.
- ALE SEKSU PRZEZ 2 GODZINY I TAK NIE BĘDZIE!!!!
Xelloss zemdlał z rozpaczy i niewyżytego popędu.

***

- ŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!! - Katia rzuciła się na jakieś dzikie zwierze. Wyjęła zza niewiadomo skad dwa sztylety i wbiła je w zdobycz.
- kurde, Katia, to można było zrobić z klasą...- Deexis próbowała unikać obryzgującej jej krwi.
- NIACH NIACH! JAKI PERWERS! - rechotała się Katia - HABA HABA HABA!
- dobra, daj już spokój ==' ze skóry można zrobić jakieś okrycie...
W końcu zawlokły pociachane stworzenie do obozowiska. Widok jaki zastały był już nie obcy, ale zaskoczył je. Ze dwadzieścia metrów od obozowiska zastały leżącego na plecach nieprzytomnego Daniela oraz Sunny i Moony bezskutecznie próbujących go obudzić. Od Wybrańca pulsowało złote światło, już nieco przygasłe.
- co to było? Spałem sobie spokojnie, śniłem o kwiatkach i motylkach,a tu nagle jak nie przyleciało czerwone światło i nie wypchnęło mnie z namiotu... - leżał wciąż na ziemi, najwyraźniej jeszcze nie mogąc się podnieść.
- nie popłacz się ==' - fuknęła Katia. - Lepiej wstawaj, bo nie starczy jedzenia dla ciebie, gdy te dwa głodomory dobiorą się.
- czy nie widzisz że nie mogę? Pozatym powinnaś przyjąć inny ton, w końcu ratuję świat, poświęcam się dla całej ludzkości dla tak i bogatych jak i biednych, jak szczęśliwych tak i uciśnionych, naznaczonych przez ciężkie brzemie ich doli i...

*PATATAJ PATATAJ PATATAJ PATATAJ PATATAJ* - prowadzącego monolog Daniela stratował biegajacy kłębek wełny i z głośnym beczeniem rzucił się na powitanie Deexis.

- Sektet, głuptasie ^^ - zaśmiała się Deexis głaszcząc barana po wełnie. - no nie gniewaj się, następnym razem wezmę cię ze sobą..
- czy ktoś zwraca na mnie uwagę..? - zapytał się Daniel ze śladami racic na koszulce i twarzy.
- jesteś pewny, że chcesz znać odpowiedź? - zapytała się ironicznie Katia
- nie =='. Pomóżcie mi wstać.
Sunny i Moony usłużnie mu pomogli.
W końcu wszycy zasiedli do wspólnego ogniska.
Po tym obfitującym w wrażenia dniu wszytkim się chciało spać, tak więc szybko pokładli się do łózek.
Jedynie Daniel gapił się beznamiętnie w ogień. Wyglądało to tak, jakby spał z otwartymi oczami. W końcu zamknął oczy i opuścił głowę na pierś. Jego ciało opadło spokojnie na ogrzaną ciepłem ogniska glebę.
Spał.
Lecz w zacienionym miejscu, gdzie łagodne światło ogniska nie docierało, ktoś przyglądał mu się bystrymi oczami.
- jesteś taki niewinny, kiedy śpisz... - powiedziała ta osoba - ty jedyny nie jesteś świadomy ciężaru życia.. szkoda mi ciebie, jednak..
Osoba wyciągnęła rękę i dorzuciła ognia do ogniska. Światło oświatliło nieco smukłą i wysoką sylwetkę.
Dźwięk trzaskajacego ogniska obudził Daniela. Otworzył oczy, wciąż leżąc na ziemii.
- Deexis. - powiedział grobowym głosem.
- wybacz. - rzekłą tajemniczo, przymykajac nieco oczy. - przyszłam cię obudzić. Spanie na ziemi nie jest zdrowe.
- kim jesteś, żeby dbać o moje zdrowie? - warknął.

- nie chodzi o to kim ja jestem, tylko kim ty dla mnie jesteś..

- ..? - Daniel zrobił minę a'la Moony.
- nieważne. Idź spać. - uśmiechnęła się. Lecz był to sztuczny uśmiech.
Chłopak wzruszył ramionami i udał się do swojego namiotu.

***

Nastał przepiękny ranek. Wschodzące słońce oświatlało pozbawioną życia równinę, na której wznosiło się kilka namiotów i wciąż dymiące jeszcze ognisko. Na straży siedział wielki baran pobekując z cicha, ponieważ najzwyczajniej w świeciem uznał, że ma wartę w swojej kłębiastej dupie i zasnął. Po chwili z jednego z namiotów wyszła niewielka osoba wlokąc za sobą ogrooomnego króliczka- przytulankę.
- głodna jestem. - mruknęła. Przez myśl jej przeszło, ze przecież baranina jest jadalna, lecz na ziemię sprowadziła ją myśl o zemście właścicielki owego zwierzęcia.
Zawiał wiatr. Krótkie blond włosy ścięte na chłopaka sprawiły, że dziewczyna miała jeszcze większą szopę niż ma teraz.
Sunny wzięła w ramiona króliczka- przytulankę.
- co tak stoisz, żesz qrwa, słońce mi raz odsłaniasz raz zasłaniasz, zwariować można..- z namiotu wytoczyła sie z kolei Katia. Już miała podejść do Sunny, by jej spuścic manto, gdy...
- em, co ty tak urosłaś? - Katia zamrugała oczami, lekko zadzierając głowę by spojrzeć w błękitne oczy dziewczyny.
- hęęę..? Ja widzę wszytko tak samo..- Sunny rozglądnęła się na wszystie strony - to ty zmalałaś!!! - ryknęła, jakby odkryła Atlantydę.
Nagle Katia spostrzegła że w tym momencie stoi boso. Zazwyczaj chodzi w butach na niebotycznych obcasach. Spojrzała ponownie na Sunny która była wyższa sporo od niej. Zburaczyła się.
- faktycznie, zmalałam. - i zmyła się do namiotu.
Po chwili wyszedł Moony. Spojrzał na siostrę.
Nikt ich nie rozumiał. Jedynie oni się rozumieli. Wystarczyło jedno spojrzenie.
- smutno ci? - zapytał się.
- nom..- powiedziała Sunny.
- a może budyń ^^?
- A MASZ??????
- MAM ^^ ZAKOSIŁEM ^^
- DAAAAAAJ!
Dobrali się do budynia.
- kuuuuźwa, co się drzecie? - z namiotu wyszła ponownie Katia, tym razem wyposarzona w swoje obcasy. Właśnie kończyła się czesać.
- a nfic - Moony zakrztusił się łapczywie pochłanianym budyniem.
- eeej, budyń macie a minie nic nie poczęstujecie???
- fakaj sie!
- a dobra! zapamiętam to sobie! tak się skłąda że ma na kooooopy kisielu. Pożegnajcie się z nim. - odwróciła się na pięcie, a że założyła buty na najwyższym obcasie jakie ktokolwiek widział, efektownie przewróciła się.
- AAAAAAŁAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!! SKRĘCIŁAM NOGĘ! - wydarła się
- dupa. - wyszedł Daniel, jak zwykle nienaganiie ubrany, biel jego bluzki lśniła jak z reklamy Vizira.
- pomóż mi!!! - jąknęła Katia - pomóż...
- a co twój telefon mówi o tobie? - mruknął Daniel - fikaj się! Nic nie mówiłaś o kisielu! Gdy byłem głodny niepokrzepiłaś obrońcy sprawiedliwości..
- ojj, walnęłam teraz ściemę!!! Please help me!
- nie.
Oczy Kati nagle zaświeciły nieznajomym żarem. Coś wybuchło. Z ziemi w promieniu kilkudziesięciu metrów buchnęło jakieś czerwone coś. Daniel wzniusł się w powietrze, raz po raz smagany struniemiami czerwonej pary.
- TY... PEDALE!!! TY ROBALU!!! TY CHOLERNY FIUCIE NIEMYTY!!!!!!!!!!!!!!!
- AAAŁAAAA!!! ZOSTAW MNIE PERWERSYJNA MODLISZKO - pisnął Daniel
- zostaw go. - z namiotu wyszła Deexis. Katia spojrzała na nią, ale nadal nie puszczała Daniela.
Zmarszczyła brwi, bluzgneła coś i wróciła do dręczenia Daniela.
- powiedziałam coś.
Katia zacharchała coś w stylu "kij ci w dupę".
- a potem nie mów, że boli. HAPPY FIREWORKS - Deexis zamknęła oczy. Teraz z kolei Katia wzniosła się w powietrze, wysoooooooooko. Po chwili.. wybuchły fajerwerki, roznosząc po niebie wspaniałe ornamenty.Niebo pociemniało, tworząc tło dla tych popisów. Po kilku minutach "ochów" i "achów" całej zgromadzonej publiczności, z nieba spadła Katia, wyglądajaca jak już nieco zdewastowana skwarka.
- ał.- i ... zasneła ^^
- słodkie. - westchnęła Deexis. - i po co ze mną zadzierała?
- kurde, ona zemdlała... - warknął Moony - co ty jej zrobiłaś? Nie musiałaś!
Deexis milczała.
- nie wasza sprawa.


I kończy się kolejna część. wiem, że to wszytko się dłóży. Ale tak jakoś. I księgi sa nieco krótsze, bo nie chcę, by wyskakiwały kwiatki że nie ma już miejsca w notatniku. No ^^

Co z Kriss? Co oznacza tajemniczy trzeci poziom mocy Kati? O co tak naprawdę chodiz w wielkim Planie? Kto jest w niego zamieszany? Czy naszym bohaterom uda si pokonać smoki cech? Czy wybrańce się przyciągają? O tym w kolejnej księdze!

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.34773000 1315655826
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!