Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 6
rozdział #05
 
Treść fanfika..
Tak... i otwiera się przedemną kolejne puste okno notatnika..

[ponury łyk herbaty]

KSIENGA KTÓRAŚTAM Z KOLEI

rozdział 6.5.1

Amelia czknęła cicho. W nozdrza uderzył jej nieziemski smród, którego nigny nie miała okazji wąchać (no, może oprócz okazji kiedy Zelgadiss nie zmienił skarpetek [:DDDDDDDD ale po karczemnej awanturze, jaką mu wtedy nasza księżniczka zrobiła, Zel starał się unikać takich sytuacji, i zmieniał skarpetki 5 razy na dzień [:DDD). Podrapała się po nosie, przeklnęła nowego pryszcza i otworzyła oczy. Leżała w jakiejś paskudnej jamie wypełnionej bardziej lub mniej zzielenialymi resztkami mięska ^^
- AAAAA FUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! JAKIE TO NIEHIGIENICZNEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryknęła Amelia
- nie drzyj się! mieliśmy tu naszego malego Tasaka, ale zdechł z przejedzenia.. nie posprzątałyśmy po nim, sorry.. - jakas syrena zarechotała zza sciany - Tasak był miłym koteczkiem.. lecz nie posprzątał po sobie jak widzisz.. nie martw się, i tak juz stąd nie wyjdziesz..
- MYŚLAŁAM ŻE UMRĘ NA POLU CHWAŁY, WŚRÓD FANFARÓW I TRĄB, JAKO BRONIĄCA DO KOŃCA SPRAWIEDLIWOŚCI I DOBROCI... ! a tymnczasem mam umrzeć w tym syfie..? CO BY MÓJ TATUŚ POWIEDZIAAAAAAAAAAŁ !!!!!!!!!!! - pisnęła Amelia

***

- zaraz.. znaleźć jakiś punkt podparcia..
- GDZIE PCHASZ ŁAPY ZBOCZEŃCU!!! FIRE BALL !!!!!!!!!!

*JEBUT*

- dzięki Lina, chociaż zrobiło się jasno. - powiedział Zel, patrząc na jeszcze palącego się Gourrego i rozeźloną Linę - teraz sprobujmy znaleźć sposób, żeby stąd wyjść..
- tyś, który ciemniejszy od zmroku..
- Lina, Dragon Slave w takim małym pomieszczeniu, to chyba nie jest dobry pomysł..
- DRAGON SLAVE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

*SSSSSSSSSSSSSSSSSSRRRRRRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU*

... i nie był.
- u-umieram.. - westchnął Gourry
- cholera, mocnymi czarami to musi być chronione, skoro się nie rozwaliło..- zaczęła zastanawiac się Lina.
- ja się rozwaliłem.. - chlipnął Zel, patrząc na popękaną skórę
- mam nadzieję że nic sięnie stało moim włosom - mruknął Bayou

[GLEBA]

- szoda że nie ma tu Kriss.
- masz rację, Lino. Mi też jej brakuje.
- Ależ nie! po prostu w tej ciemności można by wreszcie zobaczyć czy ma cycki prawdziwe czy silikonowe! Jestem pewna że ma sztuczne!

[GLEBA]

- Lina, uwierz mi, nie wszystkie kobiety mają takie małe piersi jak ty ==' - westchnął Zel, wyskrobując na ścianie wzory rodem z jaskiń z czasów australopitków
- stalowa skóra, stalowa skóra, stalowa skóraaaaa...
- płaska deska, płaska deska, płaska deska!!!
- odstosunkuj się!
- ty zaczęłaś!
- nieprawda!
- ty!
- ty!
- świr!
- świr!
- świr!
- świr!
- cicho, wróble. - odezwał się wreszcie Bayou - zamiast się kłócić może byśmy ustalili jak wyjść?
Nie dokończyli, bo usłyszeli dźwięk odsuwanej skały. Lecz nie było to ze strony z której weszli (czyt. zostali wrzuceni na chama), tylko tylnej.
- światłość ! - powiedzieli wszyscy rownocześnie. Światło oślepiło akurat wchodzącą osobę. Zasłaniając oczy, upuściła trzymaną tacę, która odbiła się o podłogę z brzdękiem, rozsypując będace na niej owoce i napoje.
- ojej..- jękła osoba. Przysunęła się do ściany, przyparta przez oślepiające ją światło. Nasi bohaterowie ze zdumieniem dostrzegli że była to syrena ognista, lecz nie taka jak wszystkie. była ona mniej więcej wzrostu Liny, jej ogon miał barwę soczystej zieleni, a ciało miała dość normalne. Miała krótkie, ładne brązowe włosy sięgające do ramion.
- nie.. nie róbcie mi krzywdy..- poprosiła, wciąż osłaniajac się od światła.
- co knujesz?!?!?! - zapytał sie natarczywie Zelgadiss zbliżając się do syreny i wyciagając miecz - nie, teras nas nie zabijesz. Jesteś jedna, a nas czterech!!!
- alez.. ja wam tylko.. jedzenia..- wskazała rozpaczliwie na leżącą na ziemii tacę. Potem znów załoniła sobie oczy.
Wzrok wszystkich padł na tacę, a wokół niej owoce i porozlewany sok. Przygasili nieco swoje "światłości"
- o, dziękuję.. i najmocniej przepraszam.. widocznie zły moment..- powiedziała szybko syrenka, schylając się i pospiesznie, choć nieco niebale układając owoce spowrotem na tacę. - przepraszam z kłopot..
- ale.. ale.. dlaczego nam przyniosłaś jedzenie? myślałam ze nas pokroją, będa torturować, zabijać, jeść, ciąć, wyżynać, ostatecznie gwałcić, a tu jedzenie?
- no.. to nie tak. - Dziewczynka wyprostowała się. Nie miała oczu jak człowiek. Miała - ku ździwieniu - POZIOME źrenice. - ja.. ja.. bez pozwolenia.. ja.. pomyślałam że pewnie głodni jesteście.. i.. ten.. a inne by wam nie dały.. bo.. chcą was tak zostawić.. lubię was, nie chcę żebyście umarli.. wyglądacie sympatycznie...
- ile masz lat?
- dwanaście...
- dzięki. Ale tobie może się coś stać, jeżeli tamte siksy dowiedzą sie że nas dokarmiasz. - powiedziała Lina bezwstydnie sięgając po jedzenie. Dziewczynka uśmiechnęła się serdecznie do niej, jakby mówiąc "jedz jedz na zdrowie" a potem odpowiedziała -raczej mi nic nie zrobią, jestem córką królowej. Ewentualnie odrąbią nmi rękę. Ale mi zawsze odrasta. Jak u piccolo w Dragon Ballu ^^
- =='
- jak fhmash na eemie? - zapytała sięLina opychając się akurat winogronami
- Mehtzel.
- ciekawe imię. - zauważył Bayou
- w naszym języku oznacza "Inna". Fakt, jestem inna.. jestem taka chuda.. - westchnęła - i nawet nie mam siły wyrwać drzewa z korzeniami..
- waszym języku? przecież wy rozmawiacie po naszemu.
- no tak. To się już przyjęło.
- BEEEEEEEEEEEEEK - Lina odznaczyła się brakiem kultury. Spojrzała przelotnym wzrokiem na pustą tacę. - niezłe. Ale chętniej zjadłabym sobie pieczeń ze smoka, jeżeli mogłaby...

*TRZASK*

- Lina, opanuj się ==' - warknął Zel po silnym ciosie wymierzonym Linie w ciemień - jesteśmy w końcu więźniami.
- CO NIE OZNACZA ŻE NIE MOGĘ BYĆ PORZĄDNIE GŁODNA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TY ŚWINIAKU!!!
- dzięki za komplement. Krowo.
- !!!!!!!!!! koczkodanie! orangutanie!
- bananie Prutas!!!!!!!!
- ufopedolaczu!!! ogorku niekiszony!!!
- proszę, skończcie z tymi epitetami. Taka gęsta atmosfera źle wpływa na moje włosy..- westchnął Bayou.

[GLEBA]

- TY LALUSIU!!! - ryknęli równoczesnie Lina i Zelgadiss
- HĘĘĘĘĘĘĘĘĘ?- Bayou się zbulwersował ^^ - WY BRUDASY NIESKROBANE !!!!!!! - i zemdlał ^^ Biedny superman.
- i coście zrobili? Bayou padł. - westchnął Gourry
- ojej! biedny.. - Mehtzel westchnęła
- następna, co czuje miętę do naszego bruneta..
- ależ nie, ja.. ja.. nie..! - mała strzeliła buraka i zaczęłasię mieszać.- właściwie to ja muszę, ten, iść! wyrywanie ręki nie jest przyjemne... no, i ten, mam nadzieję, że wam smakowało, do widzenia! - i pośpiesznie wypełzła.
- jakie to romantyczne. - westchnęła Lina, i zasadziła Bayou takiego kopa że aż ja spadłam z krzesła - WSTAWAJ KORNISZONIE!!!
- hęę..? - przetarł nieprzytomnie oczy - gdzie jestem?
- W PIEKLE!!!
- a fakaj się.. - Bayou wtulił się w swoje ręce i zasnął jak aniołek ^^
- czy mi się wydaje, czy olano mnie ==' - warknęła Lina
- nie wydaje ci się. - powiedział Zel, starannnie rysując włosem po ścianie jakiegoś bawoła.
- JAAAAAAA CHCĘĘĘĘE STĄĄĄĄĄĄĄĄĄD WYYYYYYYYJŚŚŚŚŚŚŚŚŚĆĆĆĆ !!!!! FIRE BALL FIRE BALL FIRE BALL FIRE BALL!!!!!!!!!!!!

Bueh.. zostawmy tą jatkę, i przenieśmy się do Amelii..

- nie... to strasznę.. połamią mi się paznokcie.. rozdwoją się końcówki włosów.. zniszczy mi się cera.. popęka mi skóra.. I GDZIE TU SPRAWIEDLIWOŚĆ???????????????
- w dupie u murzyna !!!!!!!! ZAMKNIJ SIE GŁUPIA !!! - zachrypiała jakaś syrena zza ściany
- NIECH JA TYLKO STĄD WYJDĘ, DOSIĘGNIE WAS MIAŻDŻĄCA RĘKA DOBRA I SPRAWIEDLIWOŚCI !!!!!!!!!!!!! NIC SIĘ NIE UGNIE PRZED PRAWDĄ I MIŁOŚCIĄ!!!!!
- ZAMNIJ SIĘ SZMATO!!!! BO CI FLUFFY'EGO ZRZUCIMY!!!!!!!
- A SE ZRZUCAJCIE, WY WREDNE, PLUGAWE..
Nagle przed Amelią stanął wielki, trzygłowy pies rodem z Harrego Pottera [:DDD.
- łooof! - zaszczekały trzy głowy co oznaczało zapewne "żarło"
- dobry piesek... grzeczna psina.. - jęknęła Amelia coraz bardziej przysówając się do ściany.
- hhhhhaaał! - z trzech pysków ohydnie zaczęła lecieć ślina, robiąc kałóże.
- afuuuu!!! no wiesz co, umyłbyś zęby!!!
- hę? - pies przystanął - a co to?
- no... bierzesz szczoteczke i szuru szuru szuru..
- hę? to się je? - wiem wiem. Pies mówi ludzkim głosem.
- nie. Otwórz buzie! - mówiła już coraz śmielej Amelia. Pies otworzył wszystkie trzy mordy. Amcię w twarz uderzył ogłuszający odór. - bff.. dobra, możesz zamknąć.
- no i?
- nie zauważyłeś, że twój oddech jest.. nieco stęchły?
- hmmm... - pies usiadł i podrapał się tylką nogą za uchem jednej z trzech głów. - fakt, zawsze jak ziewne, to moja opiekunka umiera.
- no właśne. Jak chcesz, na razie mogę pożyczyć ci Winterfresh, a potem pokażę instrukcję obsługi pasty i sczoteczki.
- hał hał! ok ^^
Tak więc Amelia dała Fluffy'emu trzy pastylki Winterfresh ( po jednej do każdej mordy), a potem szczegułowo i pęknie opowiedziała o korzyściach mycia zębów.. i szerzenia sprawiedliwości. Po ok. 30 minutach..
- dziękuję za współpracę.
- och, wielką przyjemnością było pracowanie z panią, panno Amelio.
Pies wyszedł, zostawiając Amelię samą. Po wyjściu spotkał syreną ognistą.
- i jak, Fluffy? smakowało? choć, w jaskini dalej mam czwórke świeżych więźniów.
-przepraszam najmocniej, ale przeszłem na wegetarianizm. Od dzisiaj szerzę dobro, miłośc i pokój, zostanę hipisem, i już na zawsze BĘDĘ BRONIŁ BIEDNYCH I UCIŚNIONYCH, ZAWSZE DOCHODZĄC DO PRAWDY I SPRAWIEDLIWOŚCI !!!!!!! - ryknął pies wszystkimi trzema mordami.
- ma ktoś strzelbę..? - jęknęła syrena.

***

- I'm just sippin' on charmomile wathing boys and girls and their sex appeal with a stranger in my face who says he knows my mom and went to my high school.. - fałszowała Lina gapiąc się benamiętnie w arcydzieła Zelgadissa, mogącymi śmiało konkurować z freskami z kaplicy sykstyńskiej. Że nie czuła się dobrze w roli Gwen Stefani zaniechała nucenia i położyła się na plecy.
- ja chcę stąd wyyyyyjść.. jestem głodna.
- nie tylko ty.
Do nich dołoączyła Mehtzel która własnie weszła.
- to straszne..
- co?
- syreny zaczynają się niecierpliwić..mówią, że chcą jakąś odmianę od mięsa.. chcą już napaść na miasto...
- jak to??? przeciez oni nie mają jedzenia!!!!
- no ale.. mi też przykro. - syrenka opuściła głowę.
Za ścianą rozległ się okropny rumor. Chyba wszystkie syreny z miasta zebrały sie i podniosły ogromny wrzask. Po chwili wrzask ucichł, co oznaczało ze zapewne udały się na podbój.
- TRZEBA POMÓC TAMTYM LUDZIOM! - ryknęła Lina - Mehtzel,jak stąd wyjść?
- tęd.. aaa.. - nagle spostrzegła, że przy wyjściu, z którego przyszła zaczął wdzierać się dym. - ogień! podpaliły wszytko.. już po nas...
Zaczęli się krztusić dymem. Już mieli zmawiać zbiorowy pacież, gdy...

* JEEEEEBUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUT* - skała przegradzająca wejście obiła się z hukiem o przeciwległą ścianę cudem nie trafiając Liny.

- co t.. POGIĘŁO??? JA MOGŁAM ZOSTAĆ PLACUSZKIEM! - ryknęła Lina. Mogłaby się dalej tak drzeć, gdy spostrzegła kto stoi przy wejściu.
- KRISS !!!
- szybko! nie ma czasu do stracenia!!!
- co.. gdzie.. jak..
- gdzie Amelia? - zapytał się Zel.
- tu, ze mną. Właściwie ma nowego wierzchowca. - Kriss wskazała na Amelie siedzącą na Fluffy'm
- jak to się stało ze przeżyłaś?
- później wam opowiem. Szybko, do wioski!!!
Zaczęli szybko biec, mijając ogień i zawalające się skały oraz drzewa... Gdy przybyli na miejsce zastali okropny widok: cała wioska wyglądąła jak jedna wielka pochodnia.
Gourry, Bayou i Zelgadiss wyjęli swoje miecze, a Lina i Amelia przygotowały się do rzucenia czaru. Tymczasem Kriss stanęła na wzgórzu i siadła po turecku.
- zajmijcie je czymś. ja muszę się skupić.
- ale co chcesz..
- róbcie co mówię!!!
I tak zrobili. Rzucili się do miasta, walcząc z syrenami, które widząc brak jedzenia czym prędzej zaczęły wioskę niszczyć.
Amulety Kriss zaświeciły oślepiającym wprost blaskiem. Sama uniosła sie w powietrze, jej włosy zaczęły falować.. jaj głos rozniusł się po całej okolic, choć tylko szeptała inkatanację.
Nagle... drgające powietrze zaczęło się rozchodzić od niej (coś takiego jak bajer z unicestwieniem Saurona w filmie Władca Pierścieni). Kriss krzyknęła.
Wszytkie syreny odrzuciły co miały i zaczęły trzymać się za głowy. Po chwili, wszytkie z jękiem, jak jeden mąż, popadały na ziemię.
Były martwe.
- c..co to było???- jęknął Zelgadiss
- hu.. hu... silny czar.. jeden z najsilniejszych.. Ousymu..- przymknęła oczy i podparła się o ziemię. Bayou podszedł do niej i wziął na ręce.
Szli przez wioskę. Wszędzie było pełno trupów ludzkich i syrenich (eee syrenich? czy mi się wydaje, czy to nie po polskiemu ^^").
- AFIKT! CO Z AFIKTEM? - krzyknęła nagle Kriss widząc chatkę Afikta kompletnie zniszczoną. Zeskoczyła z ramion Bayou i wbiegła do chatki.
Najbardziej w tej chwili nie chciała zobaczyć tego co zobaczyła. Wyszła z chatki. Akurat nadbiegały Lina i Amelia.
- co się..
- nie idźcie tam.. niech zostanie w waszej pamięci małym, wesołym chłopcem..- powiedziała. Po jej policzku spłynęła łza. odwróciła się w kierunku zgliszczy chatki. - jeżeli kiedykolwiek będę miała taką możliwość, wskrzeszę cię. Przysięgam.
Zawial wiatr.

***

Wróćmy do Lightening.
Dakkis ponownie walnęla rękami w ławę.
- no patrzcie, stół rozwali ==' - zauważył Elitrandir
- JAK JA CIĘ ZARAZ ROZWALĘ !!!!!!!!! - ryknęła Lightening, tak że ten zamilkł.
- jak to się mogło stać.. moja siostra.. - Dakkis nie wiedziała jakie uczucia nią miatają: czy wściekłość na LON czy tęsknota za siostrą
- cholera no! kogo ja będę teraz dręczył. - westchnąłElitrandir polerując swój miecz. Jego oczy wyrażały chęć zabicia kogokolwiek
- mogę go stąd wyrzucić? - zapytała się Alira
- możesz.. byle bolało.
Słodziutką twarzyczkę Alirki wykrzywił sadystyczny uśmiech.
- EEEliii...
- hm? - oderwał się od polerowania miecza.
Dalsze sceny są zbyt drastyczne by je opisywać ][ Dojdźmy do momentu, w którym Alira zasiada spowrotem do stołu.
- ciociu, to nie może tak być. Stworzenie takiego demona, mogącego swobodnie manipulować duszami przyniesie ludzkości wielką zgubę! Przecież.. to niewyobrażalne..
- jak widzisz wyobrażalne. LON i Saovi mają pewien plan. Jeżeli patrzeć na to racjonalnie, zakończy się sukcesem.
- ale .. czy nie można temu zapobiec? - zapytała się Dakki
- można. Ale tylko dzięki wspieraniu Kriss. I tu właśnie ty będziesz potrzebna, Dakkis. Gdy Kriss zacznie otaczać negatywna energia, dołączysz do jej dróżyny.
- dobrze.. biedna Saovi...

***

Tymczasem nasi bohaterowie wyszli z wioski.
- muszę wam kogoś przedstawić. - powiedziała Kriss. Poszła za skałę i wyprowadziła z niej żebraczkę z torbą amuletów, którą znamy. - to dzięki niej żyję. Ona mnie odnalazła i opatrzyła moje rany. Dzięi niej tak szybko wyzdrowiałam.
- łohooooooł!! Kawał dobrej roboty! Trudno odratować taki ciężki przypadek. - powiedziała Lina, po czym szepnęła - ej, a ona ma cycki prawdziwe czy silikonowe?

[GLEBA]

- nie wiem, nie sprawdzałam takich rzeczy.. - powiedziała żebraczka
- ale musi pani znać dobrze czary, skoro Kriss nie umarła.. - powiedział Zel
- przepraszam.. - nagle wyrwał się Bayou- czy.. czy mogła by pani zdjąć kaptur? Pani oczy.. mi.. mi.. kogoś przypominają..
- no.. dobrze. - Dziewczyna zdjęła kaptur. Spod niego wypłynęły piękne, blond włosy sięgające poza pas. Miała także bystre i wyglądające na niezwykle szczere i doszukujące się prawdy srebrne oczy.
- o mój .. -Bayou wytrzeszczył swoje przepiękne oczęta - wyglądasz prawie jak moja kochana.. lecz to nie ty...
- przykro mi. - powiedziała dziewczyna - myślę, że była to wspaniała osoba.
- twoje oczy... piękne..
Kriss się nie odzywała, ale oczy i rysy twarzy dziewczyny wydawały się znajome. Lecz sama nie wiedziała do kogo. Ja wiem, ale wam nie powiem ^^
- dziękuję - dziewczyna łagodnie uśmiechnęła się - mam na imię Tanja. Podróżuję z wioski do wioski sprzedając amulety i pomagajac ludziom.
- fajnie. Dlaczeko więc taka zdolna czarodziejka jest zwykłą żebraczką?
- a tak jakoś wyszło. Zostałam wyrzucona z domu i nie mam za co żyć. Ludzie nie chcą kupować moich amuletów.
- wyglądasz na zdolną osobę. Może wybierzesz się znami na wyprawę? idziemy na drugi kontynent. - powiedziała Lina, lecz Zel wyszedł przed nią.
- zaraz zaraz, to, że pomogła Kriss nie znaczy że od razu mozemy jej zaufać. A jeżeli to jakaś posłannica LON?
- no.. macie rację..- Tanja spuściła głowę.
Kriss wstała i patrzyła się w oczy dziewczyny. Próbowała sobie przypomnieć do kogo te oczy są tak podobne. Tak wyraziste oczy ma tylko jedna osoba.. jednak w tych jest coś niezwykłego...
- a pani, panno Kriss, jak pani sądzi? - zapytała się Amelia wyrywając dziewczynę z rozmyślań.
- hę? a tak. - Kriss podeszła do Tanji z wyciągniętą r ęką. Już miała przyłożyć ją jej do czołą, gdy..
- nie!!! tylko nie Ousymu.. - dziewczyna przysiadła na ziemii - boję się.. słyszałam że Ousymu to wiedźmy potrafiące zapanować nad umysłem.. nie, proszę.. jestem niewinna..
- ależ ta..- Kriss spojrzała się na swoje palce jakby były obkrwawionym tasakiem - ale ja chciałam tylko przeczytać twoje myśli..
- nie, nie, ja nie chcę umierać, proszę.. proszę..
Kriss załamała ręce, coś mruknęła o idiotkach i odwróciła się.
- ok, możemy powiedziec ze panna Kriss się zgadza. A pan Gourry?
- a o co chodzi..?
- dobra, pan Gourry także się zgadza. A pan Bayou?
- jesteś.. taka wspaniała.. niczym moja kochana.. - jęczał wpatrując się w oczęta Tanji
- emm... pan Bayou także się zgadza. Czyli przegłosowane, panie Zelgadissie!
- fajnie! Czyli idę z wami? - dziewczyna klasnęła w dłonie
- na to wygląda. - westchnął Zel, po raz któryś tam z kolei czując się niedowartościowany i odrzucony
- jupiiiiiiiii ^^ - podskoczyła z radości. Potem dodała nieco poważniej - ...nie zawiedziecie się...
Tak więc nasza dzielna drużyna powiększona o jedną osobę wyruszyła w podróż. Mehtzel pozostała w wiosce pomagając odbudowywać ich domy. Fluffy robił za napęd do pługu [:DD Nasi bohaterowie, ponieważ poczuli się zmęczeni, zatrzymali się w jakimś spokojnym miejscu i rozbili namioty (was tez zastanawia, gdzie oni noszą namioty? no, mnie także [:D)
- i'm comin up so you better get the party started! -- podśpiewywała sobie Lina kręcąc dziwkarsko tyłkiem. Zelgadiss położył się pod jakimś krzakiem i natychmiast zasnął. Gourry wycinał mieczem z drzewróżne figury, niszcząc przy tym bezcenne pomniki przyrody, Kriss i Bayou gadali o przysłowiowej dupie maryny, Amelia zrywała kwiatki niczym niewinne dziecko rodem z baśni braci Grimm, a Tanja siedziała na drzewie. Nagle z torby z amuletami wyciągnęła trochę zdewastowane skrzypce i zaczęła grać. Mimo że wyglądała na młodą osobę, grała jak wprawiona od wielu, wielu lat skrzypaczka. Piękna melodia rozbrzmiała w całej okolicy.
- jaka piękna i zarazem smutma melodia- powiedziała Kriss - jakby zarazem dawała i odbierała chęć do życia..
- nie każdy umie tak grać..ta dziewczyna współczuje z tym co gra... musiała mieć bogatą przeszłość... - powiedział Bayou i przymknął swoje piękne oczy
Kriss także przymknęła oczy.
- Bayou..
- tak?
- ona jest podobna do dziewczyny którą kochałeś, prawda?
Chwilę milczał.
- tak, prawda.
- nie musisz nic więcej mówić. Widzę, że sprawia ci to ból. - położyła mu rękę na ramieniu.

Tymczasem u Zelgadissa..
- chrrr...

Słodkie. Tymczasem u Liny..
- ta dziewczyna ma w sobie coś, co pozwala myśleć że nie jest przeciętna osobą.. myślę, że dzięki niej osiągniemy bardzo wiele, lub bardzo wiele stracimy.. innych możliwości nie ma. Prawda Amelio? Amelio! Am..
- to jest tulipaaan.. to niezapominajkaa.. piękny bukiecik będzie! - Amelia z przejęciem układała kwiatki do wazonu
- AMELIA NA LITOŚĆ BOSKĄ MOGŁABYŚ SŁUCHAĆ CO SIĘ DO CIEBIE MÓWI [JEBUT] !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Amelia z całej pary kopnięta przez Linę, po efektownym salcie, śrubie i koziołku wyrżnęła w drzewo.
- ałaaaałciaaaaaa !!! - pisnęła - będę miała guza jak wieża Aiffle'a !!!
- mam to tam, gdzie światło nie dociera - warknęła Lina - idź lepiej coś upoluj do żarcia!!!!!!
- nie !!!!!!!!
- CZY COŚ MÓWIŁAŚ?
- ależ nic nic, panno Lino..! - Amelia pospiesznie się zerwała i nieco jeszcze potykając się o korzenie drzew pobiegła do lasu.
- mały przydupas. - warknęła Lina do siebie

Wracamy do Bayou i Kriss.
- Kriss...
Mruknęła coś, co zapewne oznaczało "co"
- jak myślisz, osiągniesz swój cel?
Wpatrzyła się, w nieco już pociemniałe niebo. Chmury wisiały nisko nad horyzontem, zapowiadało się na sporą ulewę.
- chciałabym.
- ale czy osiągniesz?
- tak. Myślę że tak.
W tym momencie Tanja przestała grać. Zeskoczyła z półobrotu z drzewa i stanęła przed Bayou i Kriss.
- wyglądacie na smutnych. Czy coś się stało?
Nie odpowiedzieli.
- przeszłość jest wasza. Nie martwcie się o przyszłość, bo i z przyszłością tak będzie. Przyszłość, chociażby niewiadomo jak odległa stanie się kiedyś przeszłością dla każdego człowieka. Każdy będzie się na nią patrzał inaczej, lecz każda przeszłość będzie należała do niego. Czym więc jest teraźniejszość? Rzeczą niezwykłą, która moze stać się przyszłością lub być przyszłością. Od was zależy czym będzie kiedyś.- powiedizała Tanja.
Zawiał wiatr.
- po co nam to mówisz?- zapytała się Kriss
- nie wiem. - odpowiedziała. - Każdy ma prawo do własnej przeszłości. - uśmiechnęła się lekko i odwróciła. Poszła do namiotu.

- mam nadzieję że nie wiesz.

rozdział 6.5.2.

Owszem, ulewa była i trwała nadal, gdy nasi herosi spali w najlepsze. Tymczasem Kriss nie mogła zasnąć. Coś nie pozwalało jej spać.. jakieś dziwne uczucie że musi coś zrobić... wstała, włożyła swój płaszcz ( Czy już wspominałam że Kriss na dobre zakosiła granatowy płaszcz od Bayou?) i wyszła na zewnątrz. Panowała ciemna noc. Przez gęste chmury z trudem przebił się księżyc.
Panowała cisza. Jedynie krople deszczu obijały sie o ziemię.
Magiczny klimat.
Dziewczyna spojrzała w niebo.
Jaka piękna noc...
- ciągnie cię do księżyca? - Kriss usłyszała przyjcielski głos z tyłu - ja też nie mogę zasnąć.
- Tanja... - powiedziała nie odwracając wzroku - powiedz, czy noc bez księżyca nie jest piękna..?
- każdy ma swoje słońce i księżyc.. lecz czasem nadchodzą dni, gdy księżyc zachodzi..
- ...i człowiek gubi się w ciemności...
- ...lecz nawet po bezksiężycowej nocy nastaje ranek...
- ...lecz człowiek może już nie żyć, bo gubiąc się w ciemności wpadł do jeziora i utopił się...
Zapadła cisza.
- co ja mówię? - nagle Kriss potrząsnęła głową
- to, co dyktuje ci serce. - odparła Tanja
- co to oznacza?
- to już chyba ty powinienaś wiedzieć. Idę spać. Jestem zmęczona. - powiedziała i poszła do namiotu.
Kriss była zaskoczona tym co usłyszała.
I samą sobą.

Nastał ranek. ten dla odmiany był słoneczny [:DDD
- GŁOOOOOOOOOOOOOODNA JESTEEEEEEEEM!!!!!!!!!!!! - Lina rozdarła mordę na miły początek dnia
- zamknij pysk! - warknął Zelgadiss - twoja intreligencja jest odwrotnie proporcjonalna z głodem..
- z takimi przemowami to Osama Bin Laden zaczynał.. weś ty se daj na odwilż..
- fakaj sie krowo!
- pfff...!!! patafian!
- świnia!
- cholerny ufopedolacz!
- ten neologizm zaczyna mnie denerwować..
- nie denerwuj sie bo wybuchniesz, i stwożysz drugi meteor tunguskI!
Już mieli przejść do rękoczynów, gdy usłyszeli donośne...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
- Amelia! - wszyscy wybiegli z namiotum - co się stało???
- zgubiłam depilator!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[GLEBA]

- siedźcie cicho... próbuję tu spać..- jęknął Bayou z sąsiedniego namiotu
- pewnie ze próbuje! nie chcę się dowiadywać co robił całą noc! w końcu być w jednym namiocie z taką laską jak Kriss...
- spier.. - jęnął Bay, zanim zasnął
Lecz nasi bohaterowie spostrzegli Kriss siedzącą na kamieniu. Miała otwarte oczy wlepione gdzieś w przestrzeń przed nią.
- już wstaliście?- zapytała się
- no tak, już jest dość późny ranek.
- juz ranek..? - zapytała się, wciąż wlepiając wzrok w przestzreń - szybko..
- jak to szybko?
- nie mogłam spać.. i siadłam sobie.. a tu już ranek.. - powiedziała nieprzytomnie. Podniosła wzrok do góry. - o, nie pada.
Wszytkich z letka przytkało. Z namiotu wyszedł Bayou. Miał poważną minę.
- to nie twoja wina.
Kriss spojrzała na niego.
- kto wie..? skąd ja mam wiedzieć.. skąd ty masz wiedzieć..
- przepraszam..- odezwał się nagle Gourry - o co wam chodzi?
- i tak nikt tego nie zrozumie...
Nagle z drzewa zeskoczyła, jak zwykle z półobrotu, Tanja. Spadła na trzy kończyny. Wciąż kucając spojrzała na Kriss.
- ty masz tajemnicę. - wstała - ale nie chcesz jej zdradzić. Może to i lepiej. Po co rozgrzebywać rany.
Blond włosy dziewczyny opadły jej na twarz, smagane wiatrem. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
- choć ze mną. Upolujemy coś na śniadanie. - wyciagnęła do Kriss rękę.
- dziękuję, ale mam coś do załatwienia.. idź z Bayou.
Tanja spojrzała na Bayou. chłopczyk się zburaczył, ponieważ był tylko w samych bokserkach w serduszka [:DDDD
- no dobrze. Przebierz się. Te bokserki.. jakby to powiedzieć.. rzucają się w oczy.
- dobrze.
Odwrócił sie, wszedł do namiotu, zemdlał [:DDDD, ocknął się, ubrał, wziął miecz i wyszedł.
Weszli razem z Tanją w głąb lasu.
Kriss poszła do swojego namiotu.. i zasnęła.
- jakie to wszystko jest... PORĄBANE!!!! - ryknął Gourry
- co cię swędzi? - zapytał sie Zelgadiss i tak nie słuchając Gourrego, obecnie zajęty obcinaniem paznokci, stwardniałych niczym kapsle od piwa.
- Kriss siedzi jak naćpana, Bayou patrzy na Tanję jak na ósmy cud świata, sama Tanja jest równie piękna jak tajemnicza... Bayou i Kriss mają przed sobą tajemnice a Lina postanowiła zachować abstynencję seksualną!!! Jakie to wszystko jest PORĄBANE!!!
- po raz pierwszy też niczego nie rozumiem... - westchnął Zel, bezskutecznie próbując obciąć se paznokieć, pod którym warstwa brudu utworzyła stal kuloodporną.
- o czym gadacie? - to towarzystwa wtoczyła się Lina
- o tym że jesteś dziwką.- warknął Zelgadiss nieźle już zbulwersowany (sorry, ja po prostu lubię to słowo [:DDDDDDDDDD)
- dziwką?? o, przepraszam, właśnie postanowiłam zachować abstynencję seksualną, po to żeby wszytkim udowodnić jaki mam silny charakter i niezłomną wolę!!!
- weś ty się kłujnij w dekiel..- podsumował ją Zel
- ok! tylko mi pożycz swojego włosa... o, a tak przy okazji, zawsze się zastanawiałam.. czy te twoje włosy są twarde naturalnie, czy też może tłuszcz zasechł...
I tu właśnie widzimy słynną wspaniałomyślność Zelgadissa: miał w ręku cążki do paznokci, a nie zabił [:DDDDDDDD
W tym momencie wparowała Amelia uprzednio potykajac się o korzeń drzewa.
- ty... OKROPNY KORZENIU!!! SPRZECIWIŁEŚ SIĘ WIELKIEJ OBROŃCZYNI DOBRA !!! ZARAZ DOTKNIE CIĘ NIEOMYLNA I WSZECHPOTĘŻNA RĘKA SPRAWIEDLIWO..

[BENG]

Kamień rzucony przez Linę celnie trafił w kapsko Amelii [:DDD.
- zamiast awanturować się z kamieniem może przygotowałabyś jakieś ognisko i stół do śniadania..
- yes, master!

[efektowny zawijas kamerą w głąb lasu]
Tymczasem przenieśmy się do Bayou i Tanji.
Akurat przedzierali się przez przeróżne krzaki.
- chodzisz jak wprawiony myśliwy..- powiedział Bayou do skradającej się niczym kot Tanji
- dzięki! ty także...
- no, mój kumpel był wprawionym złodziejem..
- był? czyrzby zaniechał tego rzemiosła?
- nie... po prostu .. jest chory.
- rozumiem.
- nie rozumiesz. To była miłość mojej kumpeli.
- którą ty też kochasz..?
- a w życiu! Ja kochałem i zawszę będę kochał tylko jedną osobę.. nikt i nic mi jej nie zastąpi...
- współczuję ci... miłość to jedna z najdziwniejszych i najstraszniejszych rzeczy we wszechświecie... może tworzyć i może niszczyć.. nic niej nie podlega wyborom człowieczym.
- ciekawe.. mówisz tak jak ty byś także była po przejściach... coś się stało?
- gdybym ci powiedziała, musiałbyś umrzeć.- zaśmiała się - nie, tak naprawdę to nikt mnie jeszcze nie pokochał. Ani ja nikogo nie kochałam.
Spojrzeli na siebie.
- myślę że kiedyś kogoś sobie znajdziesz... jesteś dobra dziewczyną...
Zapadło milczenie.
- dzięki... - szepnęła. W tym momencie błyskawicznie się odwróciła i wysłała wiąske jakiegoś czaru w krzaki. Rozległ się ryk zabijanego zwierzęcia.
- łoooohoooł! wyczucie! - pochwalił Bayou
- hehe!
Zabitą sarnę zawlekli do obozowiska.

Kriss obudziła się. Wstała i wyszła na polanę. Sky, wciąż błądzący po niebie siadł jej na ramieniu.
- skrzzzzzzeeeeek!
- masz rację. Wszystko jest do dupy.
Lecz... gdzieś na drzewie siedziała osoba. Delikatnie odpięła z pleców łuk i jak najciszej wyjęła strzałę z kołczanu...
- tak, teraz będziesz moja.. nie będzie tego całego cyrku z końcem świata...- naprężył cięciwę... już miał strzelić..
Gdy...
Ktoś zdecydowanym, równocześnie cichym ruchem zabrał mu łuk. Za dotknięciem dłoni tej osoby łuk i strzały rozpadły się w popiół. Pył rozwiał się.
- co je.. mmm!!! - równocześnie ktoś mu zatkał usta dłonią.
- jeżeli ją zabijesz, sam zamienisz się w popiołek jak ten łuk.. lub stanie się z tobą coś jeszcze gorszego, rozumiesz?
- mhhhhmhmh!!!
- mamy podobny cel.. lecz przeciwległe strony... ale możesz mi też pomóc.. chodź za nią, rań ją, groź jej śmiercią, jej i jej przyjaciołom... byle nie zabić, rozumiesz? ma ŻYĆ! chociaż będzie na krawędzi życia, ma żyć... i kontynuować swoją nędzną egzystencję w tej postaci... rozumiesz? - osoba odetkała mu na chwilę usta.
- odpierdol się, nie mam zamiaru słuchać niczyich rozkazów.. pozatym zniszczyłaś mi moj pięny łuk!!!
- nie boisz się śmierci... może jak ci zagrożę stratą czego innego... - przesunęła rękę nieco na dół.... nieco nieco na dół - ... to się zgodzisz na układ..
- piiiiiiisk! - postać pisnęła gwałtownie cofając się
- układ ma też dobre strony... dam ci nieśmiertelność..
- ja już jestem nieśmiertelny!
-ależ kochanie, dam ci nieśmiertelność drugiego stopnia...
- no nie wiem. Zadzieranie z czarodziejką ousymu..
- kur!!! Albo się zgodzisz, albo będziesz zdychać w potwornych mękach przez tydzień, uprzednio mając wyrwane klejnoty!!! Będziesz błagał o śmierć, cholerny szczurze!
- no .. eee... dobrze.. trzeba było tak od razu. Z kim mam tą wątpliwą przyjemność?
- mam wiele imion. - powiedział osoba - a to pozostawiam na pamiątkę, żebyś nie myślał że to sen.. - dotknęła mu palcem czoła. Druga postać krzyknęła z bólu. Tymczasem osoba wolno przesunęła palcem po jej twarzy na skos, potem zjechała na szyję, a potem wyrzeźbiła mu wielki pentagram na plecach. Po chwili postać znikła, zostawiając zakrwawionego elfa (bo był to elf) samego.

***

Kriss, nieświadoma tego co się dzieje kilkanaście metrów obok niej leżała w słońcu. Podszedł do niej nagle Bayou.
- cóż za aura. - mruknęła Kriss - stary, coś ty taki podekscytowany?
- ona za bardzo przypomina mi moją kochaną.. te jej oczy...
- czyżbyś się zakochał? No cóż Bayou. - Kriss się podniosła z trawy - czy ty wiesz że oszukujesz samego siebie? Zakochałeś się we wspomnieniu swojej ukochanej, nie w Tanji!
Bayou spuścił głowę.
- może i masz rację..
- zresztą.. nie martw się. - położyła mu rekę na ramieniu - może kiedyś sie odkochasz, lub zakochasz się w Tanji... lub ona zakocha się w tobie... kto wie, Bayou.. moze jeszcze znajdziesz szczęście?
- nie wiem.
- w każdym razie.. masz mnie. Ja ci zawsze pomogę.
- dzięki. Jesteś prawdziwą przyjaciółką.


Ach, jakie to słodkie.. przenieśmy sie do Liny.

- GOURRRRRRYYYYYYYYYY!!!!!!!!!! JEŁOPIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - ryknęła Lina
- aaaaaaaghhh!!!!! jeźdźcy apokalipsy przybyli!!!!!!!!!!!! - Gourry schował sie za drzewo
- nie, nie o to mi chodzi dupku!!!!!! masz pomóc mi przygotować żarcie!!!!!!!!
- a-acha.
Wtem, z drzewa, starym zwyczajem z półobrotu zeskoczyła Tanja.
- witajcie ^^ pomóc w czym?
- geez... zeskakuj jakoś mniej gwałtownie.. zawału serca można przez ciebie dostać ...
- sorki - wstała
Tak więc szybko przygotowali posiłek, i rownie szybko zwinęli obozowisko. Wyruszyli przed siebie.
- co to jest: - nagle wyjechała Lina - pierze, piecze, i się kręci?
- Ty?
- NIEEEEEE! Kółko Gospodyń Wiejskich!!
- ha.. ha.. ha..
- ja wam opowiem kawał! - powiedziała Tanja - leciał sobie pewnego razu wróbelek. Obok niego stado kaczek. Jakiś niezbyt celny myśłiwy, który celował w stado kaczek trafił przez przypadek we wróbelka. Wróbelek, zraniony w skrzydełko, spadł na drogę. Akurat przechodził tamtędy koń. Koń nasrał do wróbelka. Wróbelek zaczął narzekać "ooojej, nie dość, że zostałem zraniony w skrzydełko i nie mogę fruwać, to jeszcze koń na mnie nasrał. Ja to mam pecha w życiu". Lecz po kilku dniach, wróbelek stwierdził że w tym gównie mu ciepło, nic mu w nim nie grozi, bo kto by się do czegoś takiego zbliżał, a skrzydełko się goi. Wróbelek, jak zdał sobie z tego sprawę, tak się ucieszył, że zaczął z tej radości ćwierkać. Usłyszał to pies. Podbiegł do źródła hałasu, wyciągnął i zjadł wróbelka. Jaki z tego morał?
Zapadła cisza.
- morał numer jeden: nie każdy taki zły, kto na ciebie nasra. Morał numer dwa: nie każdy taki dobry, kto cię z tego gówna wyciągnie. Morał numer trzy: jak już wpadniesz w takie gówno, to nie ćwierkaj!!!
Wszyscy byli zbyt zgaszeni, by się śmiać. Tanja uśmiechnęła się.
- zapamiętajcie to.

...Może wam się to kiedyś przyda...

- eee... dziękujemy...
- hej! uwaga! wchodzimy w strefę, w której jeszcze nie był nikt z zewnątrz! - zakomunikował Bayou skoglądajć w mapę.- jest podobno zamieszkana przez tajemnicze nimfy powietrzne.. wie ktoś cos o tym?
- nimfy powietrzne? Nimfy, będące ucieleśnieniem dobra, piękna i delikatności... one podobno niegdyś stworzyły muzykę, one stworzyły pierwszy rym.. nikt z śmiertelników nie miał okazji ujrzenia ich! - powiedziała Lina
W tym momencie las zmienił barwę. Ukazały się drzewa pokryte rózowawo-białym kwieciem, przypominające drzewa wiśni na wiosnę. Trawa także była biała jak śnieg. Niebo nad nimi było różowawe.
- jakie to piękne.. - westchnęła Amelia - piękniejsze od Auren.. i wogóle wszytkiego co widziałam..
Wiał lekki wiatr. Drzewa gubiły płatki kwiatów, lecz nie widać było żadnych na nich ubytków.

- .....śśśśśśmiertelnicyyyyy..... - rozległ się nagle szept przebiegający aż po horyzont - .......nie widzieliśmy ich.......... od epokkkkk.....

- ...lecz.... dusze nieczyste..... będące wśród niiiiiich... - rozległ się odleglejszy, przeciągły szept

- ....lekceważenie ichhhhh... nie zmieni przeeznaczeniaaa...


- ...zabicie ich takżżżżee....


- weeejdźcie śśśśsśśmiertelnicyyyy...... i wwwwy.... aby wasze zło nie przeżarło tego miejssssssscaaaaaaaa... - rozległ się kolejny szept, a potem syk.


Zawiał wiatr.
- jaki islam - zauważył niezbyt inteligentnie Gourry drapiąc się po głowie. - wchodzimy chyba, no nie, wiara?
- ee.. ja.. się boję..- jęknęła Amelia
- e tam! do odważnych świat należy!! naprzód ! -ryknęła Lina
Wszyscy, choć z jękiem dezaprobaty udali się za Liną.
Szli kilka minut. Piasek, po którym stąpali był biały. Lecz las zaczłą się zagęszczać i dróżka zniknęła spod nóg naszych bohaterów. Zaczęli stąpać po białej trawie.
- to wszystko jest takie jakieś... inne... gdzie to nas zaprowadzi?- mruknęła Kriss przedzierając się przez płatki kwiatów.

Nagle wyszli na polanę.
Na polanie rosło drzewo. Rzołożyste drzewo.
Różowa poświata padała na białą trawe i kwiaty zastępujące liście, błyszczące się jeszcze lekko kroplami porannej rosy...
Na jednej z gałęzi siedziały...

- ...anioły... - jęknął Bayou

Na gałęzi siedziały dwie kobiety. Miały białą skórę i długie, białe włosy. Głowy miały opuszczone w dół. Obie kobiety były smukłe i delikatne. Z ich pleców sterczały...
Ogromne skrzydła.
Skrzydła jednej były opuszczone i sięgały do samej ziemii, będącej 50 metrów niżej. Skrzydła drugiej były szeroko rozłożone i szersze niż cała korona drzewa.
- ...witajcie... - jedna z nimf podniosła głowę. Miała różowe oczy. - ...cóż was sprowadza w nasze strony...?
Druga z nimf poruszyła skrzydłem i podniosła głowę. Spojrzała także swoimi różowymi oczami na naszych bohaterów.
- noooo... my... chcemy się dostać na drugi kntynent...
Rozległ się cichy syk.
- jessssteście... pierwszymi śmiertelnikami jakimi miałyśmy okazję widzieć...- powiedziała pierwsza nimfa. - prrrawda itoko?
- ttaaak... - dziewczyna pruszyła się - prraaaawda itoko sss..
- ..więc.. nie ufamy wam... musimy was poobssserwować..
- czemu wy tak dziwnie mówicie? - wypalił Gourry, zanim ktokolwiek zdążył go postrzymać
- czy szzztuka nie bywa dziwna? - zapytała się pierwsza nimfa z uśmiechem

- czyż wąż nie może być aniołem? - dokończyła jej myśl Tanja

- maaaaszzz rację... czy z kontrastów nie narodziła się muzyka? - powiedziała druga nimfa.
- ....tak więc... ozzwalamy wam gościć w naszej krainie przez jakiś czassss...
- my wciąż będziemy wasss obserwować.. a teraz... odejdźcie... pozwólcie nam ... grać ..
Dopiero teraz spostrzegli że obok jednej z nich stoin harfa. Zaczęła delikatnie grać. Druga zaśpiewała srebrnym głosem piosenkę.
Nasi bohaterowie, czujac się z letka naćpani taką muzyką, poszli gdzieśtam.


Co spotka naszych bohaterów w tajemniczej krainie jeszcze bardziej tajemniczych nimf powietrznych? Co wyniknie z Bayou i Tanją? Kim właściwie do cholery jest Tanja? Kim był tajemniczy elf zraniony przez tajemniczą osobę XYZ? Zbudujcie sobie z tego układ równań [:DDDDD

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.18378100 1314371675
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!