Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #05
 
Treść fanfika..
Siemcia! I kolejna księga stoi otworem ^^ By przedłóżyć wasze oczekiwanie (hie hie hie) wspomnę, że na dworze panuje właśnie przepiękna pogoda, słońce praży, a ja robie się brązowa z minuty na minutę. Tylko że teraz własnie siedzę przy komputerze i że ze słońca mam tylko podziwienie widoków za oknem. no ale jak natchnienie to natchnienie. Nio to jedziem.

KSIĘGA PIĄTA

-jeszcze eklerka, misiu?
- ależ z przyjemnością, kiciusiu ^^ - Xelloss z roześmianą jak poranne słońce miną odebrał ciacho z rąk Stelli, która po chwili zasiadła obok niego na stoliku wsówajac w najlepsze ptysia obficie brudząc się bitą śmietaną.
Siedzieli na tarasie swojego zamczyska, położonego bardzo wysoko w górach. Widok z tarasu do były ledwo opruszone śniegiem i mgłą szczyty górskie. Akurat był piękny zachód słońca.
- Xelloss.. rozliczyłeś się już z rachunkami? - zapytała się Stella oblizując palce umazane bitą śmietaną.
Nagle Xelloss opluł się herbatą i przybrał kolor na zmianę blady, purpurowy, aż wreszcie zrobił się kolorowy jak zorza polarna.
- p-p-p-p - nie mógł wydusić z siebie slowa
- CO SIĘ STAŁO???- Stella wystraszyłą się nie na dobre. Xelloss wyglądał jakby miał zaraz gwałtownie umrzeć.
- p..przypomniało mi się.. że jestem winien... 400 opakowań liptona p-p-p


- Princessie. Psie. Princessie.

- usłyszeli głos.
Odwrócili się.
Na barierce siedziała osoba w czarnym płaszczu. Lecz nie była to Princessa.Osoba siedząca na barierce była wyższa. Kaptur przesłaniał jej górną połowę twarzy, tak że było widać tylko usta i sięgające do brody czerwone włosy. Minę miała poważną jak Jerzy Engel oglądajacy mecz Polska-Portugalia. Zza kaptura można było dostrzec jeszcze ledwo dostrzegalny błysk bogato zdobionych kolczyków przypominających odwrócone krzyże.
- kim.. czym jesteś..? - jęknął Xelloss
- Twoim przeznaczeniem.
Osoba w jednym momencie znikła, i w pół mgnienia oka chwyciła biednego Xella za twarz i rzuciła nim o ścianę, wybijając w niej dziurę i tumy kurzu.
- co ty.. mojemu misiowi robisz!!!!! - ryknęła Stella rzucajac się na osobę.
- odejdź, głupia kobieto. - warknęła postać, i walnęła Stellę w brzuch, niby od niechcenia, lecz kobieta zgięła się w pół i w impecie wybiął barierkę i wypadła z balkonu.
Postać spojrzała na Xellossa.
- pamiętasz, co jesteś winny Princessie.
- t-tak.
- pamiętasz, kiedy minął termin.
- t-tak.
- pamiętasz, kiedy minął termin drugiej szansy.
- t-tak.
- wyciągniesz z tego jakieś związki, czy mam ci pomóc?- wokół postaci wzebrała się potężna enrgia.
Osoba ta na bank była mazoku.
- piiiiiiiiiiiiisk!!!!!!!! - pisnął Xelloss i zwinął się w kulkę.
- masz jeszcze dwa dni. Jeżeli wtedy nie przyneisiesz 400 opakowań liptona to pożegnaj się z tym pałacykiem i z żonką i z.. życiem. - wraknęła osoba beznamiętnie. Odwróciła się i zaczęła smierzać ku bariercie od balkonu.
Zachód słońca oświetlał jej kontur.
- j-jak cie zwać?
Kaptur opadł z twarzy. Zabłysły oczy.
- mów mi Satsuki. Córka Princessy.
I z tymi słowami - znikła.

- ... - Xellossa przytkało. Ale nagle oswiciło go, kto dynda za balkonem - STELLUŚ ŻYJESZ?
- ałaaaaa! skoro tak boli, to zapewne żyję! - pisnęła Stella wczołgując się na taras. - co to była za wariatka?
- córka Princessy.
- a to już wszytko wiadomo =='! -zauważyła zdegustowana Stella - ile ona ma tych córek, żeby nie było więcej zaskoczenia.
- hmm ^^.. - Xell zaczął liczyć na palcach - Miyuki, Alira, Satsuki... 3!
- acha. Chcesz jeszcze herbaty?
- a poproszę ^^


***

Nasi bohaterowie nie ruszli się z miejsca. Deexis powiedziała że idzie na chwilę do namiotu i za chwilę wyjdzie. Jednak ta chwila trwała dobre kilka godzin.
- co się z tą [CENSURED] - dzieje - zacharchała Katia. W końcu widząc, że wszyscy zajęci są jakimiś bzdetami ( Daniel układaniem fruzury, Moony i Sunny ściemniali ze myślą) wstała i wpadła do namiotu Deexis.
Gdy biegła zobaczyła blask.. Koszulka Daniela była zrobiona z przewiewnego materiału. Tatuaż smoka lśnił całą sytością swojej barwy.

!

Wybraniec leżała (eeemm.. to się odmienia?) na ziemii. Całe jej ciało oplatał ogromny, długi, czarny wąż. Zaciskał się wokół niej a im bardziej próbowała się uwalnić, tym większy sprawiał jej ból.
- jesu.. Deexis.. co ci jest..?
- mówiłam ci, żebyś nie wchodziła. - powiedziała Deexis, o dziwo bardzo rześkim i obecnym głosem.
- ale.. ten wąż..
- to nie wąż. To smok.
- !! i mówisz to tak spokojnie??? pokonaj go!!
- nie mogę. Nie jestem jeszcze gotowa.
- dupa. - Katia zrobiła nagle poważną minę i wyciągnęła rękę, by zdjąć węża z Deexis. Jednak ten w błyskawiczym ruchu chwycił dziewczynę za rękę.
Poczuła wprost ogłupiajacy ból.
Nie krzyknęła, mimo że wąż nadal trzymał ją za rękę.
Ręka, w której zatapiał zęby wąż stała się nagle bladoszara i spowita zielonym wzorem pnączy...
Gdyby wąż mógł, skrzywiłby się straszliwie. A tak puścił rękę z obrzydzeniem i jeszcze mocniej owinął się wokół Deexis.
- ach... niezły patent te geny nimfy... - Katia obejrzałą rękę, w tej chwili nabierającej ludzki kolor.
- mówiłam ci, żebyś go nie ruszała.
W tym momencie wąż zasyczał głośno i wnikł w ciało Deexis.
- co to było???
- to smok cech symbolizujący brak silnej woli. Będzie tkwił we mnie dopuki..- urwała - nieważne
- dla mnie ważne. - powiedziała stanowczo Katia
Nagle Deexis ukryła twarz w dłoniach. Spod nich zaczęły wydobywać się łzy. Łkała cicho, jakby wstydząc się swojej żałosności.
- wybacz.- Katia wstała i wyszła. Po drodzę stratował ją Sektet, ale to nieistotne [:D
- co jej jest? - zapytała się Sunny wychodzacej Katii

...

- ma okres.

CZYTELNICY: [GLEBA]

"Ta dziewczyna coś ukrywa.. i to nie byle co" - myślała Katia mijając z pogardą Sunny i Moony grających w ciupy - "Nie powinnam była wtedy wchodzić. W życiu bym się nie dowiedziała o tym, że wciąż jest przy niej smok symbolizujący brak silnej woli..." - nagle Katia gwałtownie stanęła, tak że idący za nia Daniel oberwał nosem w jej głowę i wylądowął na ziemii - " ale silnej woli do czego..."
- em.. czy mogłabyś zwrócić na mnie uwagę?
- nie jesteś wart mojej uwagi. - warknęła Katia nie odwracając się.
- fakaj sie. Powiedz mi tylko co jest Deexis? ostatnio jest jakaś dziwna.
- dziwna..? Dziwna?- oświeciło ją - jak DZIWNA? w jakim sensie?
- nooo... chroni mnie i ostatnio powiedziała mi coś dziwnego kim dla niej je... - ugryzł się w język - a zresztą, dlaczego mam ci to mówić??? faaaakaj się ! - odwrócił się starym gestem Amelii i poszedł.
Katia prubowała do siebie dopasować układankę ale jej nie wychodziło. W końcu kopnęła jakiś kamyczek na drodze (tiaaa kamyczek... głaz będący pozostałoscią po lodowcu _0_) i wróciła do obozowiska. Deexis już siedziała na swojej pozycji na kłębistym grzbiecie Sakteta, wesoła jak zwykle, choć nieco przygasła.
- to co, idziemy? - zapytała się.
- chyba jo.

***


Południowe słońce oświetlało smukłą sylwetkę jeźdźca na swoim karym koniu, niecierpliwie wyrywajacym do galopu.
Rana Venetha wciąż piekła jak rozżażony węgiel. Chociaż oderwał sobie rękaw od bluzy by chłodne powietrze mogło ochładzać jego ból, nie miał złudzeń, że droga będzie ciężka.
- ...kurwa.. - tym optymistycznym akcentem rozpoczął swoją wędrówkę ^^
Nie wiedział czy dotrwa do następnej próby. Ale skoro tyle przeszedł, przejdzie wszystko.
Porshe rozpędził się do cwału.
- jak żesz teraz leciało to zaklęcie.. - Venet próbował spojrzeć na karteczkę. Ale zdajcie sobie sprawę, jak trudno coś odczytywać w pełnym cwale - "ictum liptum sriktum piptum" ==========='
Nagle przed nim powietrze zadrgało i nagle poczuł że znalazł się gdzieś indziej.
- dzie ja jestem? - zapytał się sam siebie (ee a moze zdziczał i zapytał się Porszaka? kto wie).
- witaj. Widzę, że przybyłeś na trzecią próbę. Wiele setek lat na to czekałyśmy.. wreszcie będziemy mogły umrzeć.
Przed nim ukazały się cztery kobiety. Prawdopodobnie były to nimfy, z powodu charakterystycznego wyrazu oczu.
- zapewne wiesz na czym polega ta próba.

TYMCZASEM... PRZENOSIMY SIĘ GDZIEŚ NA JAKIEŚ CHOLERNE TAJEMNICZE ZADUPIE NA SKRAJU ZAŁAMANIA GEOGRAFICZNEGO

W siedzibie Princessy zmaterializowała się postać w czarnym płaszczu. Ta sama, która dręczyła Xellossa.

- ..mamo..

Odpowiedziała jej cisza.
- mamo.
Odpowiedziało jej tylko echo.
- MAAMOOOOO ŻESZ KURWA!!!!!!! - Satsuki walnęła piąchami z całej siły w stojący w pobliżu stolik, jak łatwo się domyśleć, rozwalając go na wiele kawałków.
Powietrze zadrgało. Nagle, jakby rozstąpiło się i ukazało wielką czarną dziurę. Z niej wyskoczyła smukła postać, spadajac na cztery kończyny. Powietrze wokół niej pulsowało, lecz przestało, gdy dziura za nią zamknęła się.
- ...Alira...- powiedziała cicho Satsuki.
Postać o jasnobłekitych włosach wstała i uśmiechnęła się charakterystycznie.
- siema satsy. Cóż się dzieje, że odwiedzasz starą matkę?
- mogłabym i tobie zadać to pytanie. - głos i wyraz twarzy Satsy nie wyrażał absolutnie niczego. Kaptur nadal zakrywał jej oczy.
- przyszłam zobaczyć, czy wszystko dzieje się według mojej myśli... czy Plan toczy się tak jak powinien... - nagle Alira przestała mieć materialną postać. Nadal była ją widać, ale jakby pływała w powietrzu. Nagle znikła i po chwili zmaterializowała się przy Satsuki. Chwyciła ją za podbródek.
- powiedz mi, siostrzyczko, co sprowadza cię w nasze skromne progi? o ile wiem, nie przychodzisz bezinteresownie.
Satsy parsknęła i gwałtownie odskoczyła. Nagle, w jednej chwili wzbiła się w powietrze i zdarła z siebie płaszcz. W powietrzu nawinęła go na czarna włócznię, która słóżyła jej za różczkę. Spała na ziemię.
Satsuki była najstarsza z trójki córek Princessy. Rasowy mazoku. Miała krótkie czerwone włosy i grzywkę. Posiadała złote oczy o przenikliwym i nieco kpiącym spojrzeniu. Jej mina wyrażała bezbarwność i bezuczuciowość. Uszy Satsy zdobiły misternie zdobione kolczyki w kształcie odwóconego krzyża. Na głowie miała czarną opaskę, a u jej boków długie pasma przewiewnego, czarnego jedwabiu. Ubrana była w przedziwną psycho-sukienkę. Na szyi była zwinięta czarna koronka, tak samo jej ogromne rękawy zdobiła ta ozdoba. Miejsca od (odkrytych) ramion, do nadgarstka oraz na piersiach był obcisły aksamit. Brzuch miałą cały odkryty, jednak dolna część sukni z gurną była łączona sznureczkami. Dolna część to były dwie nałożone na siebie spódnice oraz grube pasma aksamitu, przewiązane. od nich odchodziły dzyndzle- frędzle, długie aż do ziemi, zakończone dużą ilością czarnej koronki. (cały ten opis był napodstawie pewnego rysunku, więcnie zdziwcie się, że dziki _0_). Satsy nosiła przeważnie czarną włócznię - różdżkę, na którą często był owiniętry płaszcz. O właśnie, Satsy charakteryzował uniklany sposób zdejmowania płaszcza [:D- skok w góre, zdjęcie płaszcza w powietrzu, błyskawicznme nawinięcie go na włucznię i powrót na ziemię. Podobnie tez go ubierała [:D
Wróćmy do momentu gdy Alira i Satsuki stoją naprzeciw siebie.
- sore wa himitsu desu. - powiedziała jak zwykle beznamiętnie Satsy
- od kiedy ty taka tajemnicza?
- nieważne, Aliro. - rzekła. nagle uśmiechnęła się, sztucznie i ironicznie - wypadało mi odwiedzić moją mamę i spełnić jej prośbę.
- bleh! Ale z ciebie mazoku. - Alira skrzywiła się, ale nagle rzuciła się zaskoczonej Satsuki na szyję. - ale i tak cię kocham, siostrzyczko ^^
Satsy miała minę, jakby przez chwilę nie wiedziała co robić. Lecz po chwili także objęła siostrę.
- ja ciebie także, Aliro. Ja ciebie także. - pogłaskałą ją po głowie. - lecz wybacz. - odskoczyłą do tyłu, równocześnie wyrzucajac włócznię w powietrze. Wybiła się do góry, błyskawicznie naciągając płaszcz i chwytając włócznię.
Znikła.
Alira jeszcze chwilę patrzała w miejsce, w kórym znikła Satsy.
Po chwili wyszła na niewielki taras. Chłodne powietrze uderzyło ją w twarz.
"wszystko dzieje się tak jak myślałam... wpadnę tu jeszcze kiedyś" - pomyślała Alira. Po chwili za nią otworzyła się wielka dziura. Dziewczyna wskoczyła w nią półobrotem.
Jej także już tu nie było.

***

"Cóż za szczęście... odnalazłem cię wreszcie.. spełnił się mój jedyny sens życia... jedyne co wypełniało mą duszę.. to co dawało mi niezmierzone cierpienie i przepełniało szczęście... lecz jeszcze nie czas na wypełnienie mojego życzenia.. musisz odrodzić się na nowo, tak samo jak ja muszę zagościć w twoich myślach..."

***

Co to było? - przyp. czytelników

Kiedyś się dowiecie ^_- - przyp. złośliwej autorki

Głupia małpa - przyp. czytelników

***

Veneth podrapał się mieczem po plecach [:D
- próba będzie polegała na wykorzystaniu twojego Siódmego Zmysłu. Będziesz musiał wskazać, która wśród tłumu niewinnych kobiet jest nimfą.
- łatwizna. - powiedział Veneth - nio to dawajcie te cizie.
Nagle przed Venethem zaczłęy przesówać się obrazy. Były na nich kobiety wyrwane z ognisk rodiznnych, od swoich dzieci, mężów, od szczęścia i od niedoli. Po chwili usłyszał głośny lament wielu kobiet za sobą.
Odwrócił się.
Stało tam około 20 młodych kobiet głośno lamentujących.
- musisz przeciąć je swoim mieczem. Nimfa odda błękitny kamień Próby. - powiedziała nimfa stojąca koło niego. Zawiązała mu oczy.
- ej, pogięło cię? jak z zamknientymi oczami mam rozpoznać która jest która? przecież zabić mogę jakąś!!!
- zdaj się na Siódmy Zmysł.
Ven popukał się po czole.
Stanął naprzeciw kobiet.
Jakieś zrządzenie losu, że nie czuł absolutnie nic.
"Tu musi być jakiś haczyk.. przecież nie może umrzeć niewinna kobieta.."
Zamachnął się.
Napiął mieśnie.
Zadał cios.
Słychać było tylko krzyk i bryzg krwi opadajacej na podłogę.
Chłopak szybko zdjął opaskę. Na ziemii siedziała jakaś ciemnowłosa kobieta rozpaczliwie próbując powstrzymać krew cieknącą jej z brzucha.
- dlaczego.. dlaczego akurat ja... - mówiła z coraz większym wysiłkiem. Po chwili spojrzała na Venetha.
On nigdy nie zapomni tego wzroku.
- ja.. nie chcę opuszczać mojego syna.. on mnie... potrzebuje... - powiedziała coraz bardziej nieobecnie. - ...potrzebuje... - jej ciało bezwładnie opadło na ziemię.
Jednak próbowała urzymać oddech do ostatniej sekundy jej życia.
Jednak uleciało z niej po kilku sekundach.
Veneth patrzał się na wszytko z przerażeniem.
Jak przed chwilą panowała przejmująca cisza, po chwili rozległ się przerażajacy ryk kobiet wołajacych "błagam, nie zabijaj mnie, ja mam męża, dzieci"
- ja.. ja .. ją zabiłem? - zapytał się nimfy stojącej za nim.
- tak. próbuj dalej. - powiedziała beznamiętnie
- jak.. ale..ja..
- chcesz się cofnąć? jak daleko zaszłeś.
Veneth ponownie założył opaskę na oczy. Nie mógł się cofnąć. Nie po tym, co już przeszedł.
Nie po tak ciężkiej pierwszej próbie.
Nie po...
po...

"- wyjeżdżam daleko. Lepiej będzie, jeżeli się teraz rozstaniemy i zaoszczędzimy sobie wielu rzeczy. "

"- nie masz pojęcia co to miłość. - powiedziała Kriss. jej wzrok już nie był bezbarwny. Miał w sobie naprawdę wielki wyrzut.
- mam. - odpowiedział z powodu braku lepszych pomysłów.
- w takim razie nigdy mnie nie kochałeś. - powiedziała. - lecz wiedz że.. - jej głos zaczął drgać. Mimo że starała się to ukryć.- wiedz że.. ja zawsze cię kochałam i będę kochać. Jesteś pierwszy i jedyny. No ale cóż, widocznie będę musiała juz zawsze żyć z przełamanym sercem. Droga wolna, nikt cię tu nie zatrzymuje... ale jeżeli kiedykolwiek będziesz potrzebował... - przerwała, i szybko starła łzę z jej policzka - przyjciela.. adres znasz. Do zobaczenia.
- żegnaj. - powiedział beznamiętnie Veneth
- żegnaj. I bądź szczęśliwy. - Kriss wskoczyła na konia, który stał niedaleko i popędziła go do galopu. Po chwili nie było jej widać."

Tak, te słowa krążyły mu po głowie, potęgując efekt ogłupienia i rozpaczy. Wyparł się Kriss. Jedynej osoby którą kochał. Jedynej.
Kogoś, kogo nigdy nie będzie tak kochał.
Była to pierwsza próba.
Drugą było....
wytrzymanie.
Wytrzymanie utraty, gorzej niż utraty, zakopania żywcem osoby, na której mu naprawdę zależało.
Wszystko to robi dla jednego celu...
Prawdziwa moc jego miecza uwolni się, gdy zda cztery próby Naab. Dzięki temu uwolnią się nieogarnione umysłem możliwości.
Jednak czy możemy go traktować powierzchownie?
Veneth jeszcze raz pomyślał o Kriss. Wie, ze robi to wszystsko w jedym celu.
Zamachnąl się...
I zadał cios.

*WELL DONE* - nad nim ukazał się mrygajacy napis rodem z Cricolandu i gier na pegasusa [:DDDDDDDDDDDD

Na ziemi leżała kobieta, która po chwili znikła i na jej miejscu ukazął się błękitny kamień. Po chwili kamień wnikł w rękojeść trzymanego przez Venetha miecza.
Wszystkie kobiety znikły.
Kobieta, zabita przez Venetha nagle wstała.
Żyła.
- dobry uczynek zawsze wraca do człowieka. Żyj i dawaj życie i inni będą żyć. Żegnaj.
Kobieta znikła.
Wszystko znikło.
Nimfy wydały z siebie cichy jęk "wreszcie będziemy mogły umrzeć"
Też znikły.
Wszystko znikło....


Veneth leżał sam na rozległej łące. Porshe stał obok i skubał trawę.
Klinga miecz odbijała promienie słońca.

***

- okej. Żeby znaleść następnego smoka, musimy się streszczać. Jestm pewna, że Kriss z każdą sekundą rośnie w siłę. - powiedziała Deexis. - ty! - ryknęła wskazując na Daniela
- co?
- ty!
- co?
- ty!!!
- CO??
- ty! rozbierz się!
- ==' - rozebrał się. Jego tatuaż był czerwony.
- odwróc się w lewo.
Odwrócił się. Nic się nie działo.
- odwróć się w prawo.
Odwrócił się. Nagle z jego tatuażu wypłynął jaskrawy złoty blask.
- świetnie. Możesz się ubrać. Wiemy też w którą stronę mamy pójść. Najprawdopodobniej będzie to MeLeQ. - rzekła Deexis, a po chwili namysłu posunęła się i klepnęła o grzbiet Sakteta - siadajcie tu. Musimy sie streszczać, a myślę, że się pomieścimy.
Wszyscy spojrzeli się na nią jak na jakaś wyjątkowo ogłupiała wariatkę. Ale siedli na Saktecie. Wygladali jak dzieciaczki na karuzeli [:D.
- że czego ja mam się niby trzymać...? - zapytał się Daniel siędzący za Deexis.
- czegokolwiek, byle mocno. A teraz- w drogę!!!!!!!!!
Baran beknął z dezaprobatą.. a po chwili.. wszyscy chyba z prędkością geparda ruszyli z miejsca. Daniel w odruchu bezwarukowym musiał się tzrymać piersi osoby siędzącej przed nim [:DDD
- Daniel, qrna, nie chodziło mi o moje cycki ==' - warknęła Deexis.
Lecz nikt nie mógl wymówić żadnego słowa, z powodu szybkości z jaką zapieprzał baranek ^^.
Po paru minutach dobiegli do jakiegoś lasu.
Saktet zatrzymał się gwałtownie, tak że wszyscy polecieeeeliii...!
Deexis i nadal trzymający się jej kurczowo Daniel poszybowali najdalej, prosto w krzak dzikiej róży. Żeby było śmieszniej, chłopczyk wylądował wprost na dziewczynce ^^
- em.. przepraszam.. - próbował się podnieść, lecz dzika róża kuła go straszliwie.
- za co mnie przepraszasz? - zapytała się Deexis z uśmiechem, jakiego Daniel jeszcze nie widział
- że... leżę na tobie..
- ależ.. nie masz za co przepraszać...
Nagle położtyła mu dłonie na głowie i plecach i lekko przycisnęła go do siebie.
- jesteś dla mnie tak ważny...- powiedziała do zaskoczonego chłopaka.
- Deexis.. no co ty...
- kogo tu okłamywać Daniel... nie jesteś dla mnie obojętną osobą...

- czyżbym w czymś przeszkodziła? - Katia uśmeichneła się głupkowato
- ależ my nic nie..- Daniel zerwał się, nie zważajac na to że przeorał sobie skórę kolcami.
- tak, nic.. choćcie, muszę wam coś pokazać. - Katia wystawiła język.
Podeszli di pulsującej, przeźroczystoniebieskiej ściany.
- czar. - Daniel przyjżał sie dokładnie - coś tu jest chronione czarem.
- ale kuuuul!!!!!
- wooooow!
- ale fajniasteee..!!!
Sunny i Moony przekrzykiwali się wzajemnie ^^
- jak to zne.. - zaczeła Deexis. Lecz usta pozostały otwarte, gdy spojrzała na Katię. Stała nieruchomo, otaczała ją nieśmiała czerwona energia, która powoli wnikała w barierę.
Wyraz ust Kati był bardzo skupiony. W końcu w barierze wytworzyła się dziura, przez którą swobodnie mógł przejść człowiek.
- przechodźcie. - mruknęła.
Przeszli, wciąż w szoku.
W końcu weszła i Katia. Z chwilą, gdy przeszła, bariera zamknęła się z cichym "Bzzzyt"
- jak..jak to zrobiłaś? - zapytałą się ze zdziwieniem Deexis.
- to bariera wytworzona przez czar nimf [błysk w oku]
Deexis wiedziała, że w tym momencie powinna milczeć.
- przecież to było przeźroczyste, to łatwizna było przejść. - zauwżył głupkowato Moony
- zamknij się mózgotrzepie ==' - warknęła Katia. - choćmy, tam chyba ktoś jest.
Wiedzeni instynktem samozachowawczym postanowili nie robić wielkiego boomu tylko spokojnie podkraść się pomiędzy krzakami.
Oślepił ich blask.
Gdy ich oczy przyzwyczaiły się do jaskrawego światla, ujrzeli polanę, a na niej wielki stół. Na jego środku siedział nikt inny niż przepiękna nimfa powietrzna, najbardziej od niej bił blask.
- ...witajcie... - przemówiła. Jej cichy szept przemierzył cała polanę. - ...na wielkim konwencie nimf...
Nasi bohaterowie rozdziawili szczęki. Dostali się w sam środek konwentu nimf!!!
- sprawdzam obecność. Nie w kolejności alfabetycznej, komu by się to chciało pisać. - powiedziała zielonoskóra nimfa siedząca obok powietrznej, w tym momencie stojaca na krześle. - ja nazywam się Asa i jestem nimfą leśną, co zresztą widać po mojej elokwencji, gracji, pięknie..

*PLASK* - oberwała pigułą błota.

- streszczaj się szmato!!! - zachrypiała wielka góra błota, zapewne nimfa błotna, siedząca w dalekim koncie stołu.
- ach! - Asa nie mogła dobrać słów. - obraza majestatu!!! Ale nie jesteś godna bym się tobą przejmowała [błysk uzębienia]. Sprawdzam obecność. Przedstawicielka nimf leśnych? jestem. Okej. Przedstawicielka nimf wodnych?
- jestem. - z krzesła wstała pięna kobieta o jasnoniebieskiej cerze i srebrnych włosach.
- świetnie. Przedstawicielka nimf ziemnych?
- obecna. - z krzesła wstała -dla odmiany- murzynka o białych włosach.
- to cool. Przedstawicielka nimf ognistych? Jeżeli jest to niech nie wstaje, wystarczajaco gorąco tutaj mamy.
- fakaj się! - fuknęła kobieta o czerwonej skórze z ogniem (!) zamiast włosów.
- sama się fakaj. Ze świecą, MŁAHAHAHA :P
- ..Aso... sprawdzaj obecność... - zwróciła uwagę nimfa powietrzna.
- okej okej, trochę luzu wprowadź! Dobra. Przedstawicielka nimf pustynnych?
- jestem. - wstałą kobieta o żółtej cerze i takowych włosach.
- a ja jestem Asa MŁAHAHAHAHA!

ALL NIMFY: =============="

- weście, sztywniary. To miało być śmieszne. Po prostu nie śmiecie się odezwać przy tak ważnej osobiwe jak ja? hę? zgadłam? MŁAHAHHAHAHAAHA!

*PIŹDZIACH* - Asa oberwała wielką kępą trawy i spadła ze stołu. Na jej miejsce wszedł nadawca owej trawy ^^

- nimfa trawiasta? jestem. - powiedziała
Dalej były wymieniane dziesiątki bardziej lub mniej ważnych nimf, gatunków dotyczących najróżniejszych bzdetów. Także przewińmy szybko taśmę, i dojdźmy do miejsca, kiedy nimfa trawiasta, mówi:
- ..oraz nimfa powietrzna, gospodarz dzisiajszego zebrania. - wskazała na nimfę obok niej. - główni nieobecni dzisiaj to nimfa strażniczka tajemnic, nimfa jaskiniowa i przede wszystkim nimfa śmierci, oraz wiele innych.
- ja jestem jestem! - usłyszeli zdyszany głos gdzieś z tyłu.
Najgorsze jest to, że usłyszeli go za sobą też nasi bohaterowie.

*JEBS* - biegnąca nimfa potknęła się wprost o Sunny, która wyturlała się na sam środek polany.

- em.. ty jesteś Nimfą strażniczka tajemnic, a ty? - nimfa trawiata trochę się zdziwiła.
Kobieta obok Sunny wstała i otrzepała się z piasku. Miała jasną karnację i krótkie, czarne włosy.
- człowiek? OBCY! - pisnęła.
- czo? Jaki obcy? e tam, obcy 4 był lepszy. - powiedziała Sunny także wstając. Rozejrzała się po stole. - oooOO!! Ale was dużo!
- ty! wtargnęłaś tu! - nagle zerwała się Asa i zarechotała. - MŁAHAHAHAHA! PONIESIESZ KONSEKWENCJE! - wskazała na nią włócznią.
- a co to są konsekwencje? - zapytała się Sunny z zaciekawieniem.
- =====' geez... wiesz co? pamiętam takiego jednego człowieka który miał taki mózg.. nie sposób nie pamiętać jego imienia... to był.. Gourry Gabriev! Ty masz nawet podobny wzrok!
- Gourry, Gourry... - walnęła pięścią o pięść - skąś znam te imię.
- TY SKOŃCZONA IDIOTKO! - z krzaków wyturlała się Katia wlokąc przerażonego Moonego za sobą. - PRZECIEŻ TO TWÓJ OJCIEC!
- a co to jest oooojceeec? ALBO NIE MÓW! sama sobie przypomnę [ciężki proces myślowy, z wielkim przymknięsiem oka - myślenie]
- ty dupo! - warknął Moony - nie wiesz co to ojciec?
- nie-e.
- a pamiętasz, co wtedy jeliśmy w chińskiej restauracji...?
- WY JEŁOPY!!!!!! - Katia walnęła Moonym w Sunny. - GOURRY GABRIEV WAS SPŁODZIŁ!
- oni.. oni są dziećmi... Liny.. I..- jęknęła Asa
- ta. A co?
- bo.. ja znałąm Linę Inverse [fanfary]!!!! Ale nie wiedziałąm że będzie tak głupia i będzie miałą dwójkę dzieci z tym młotem ==' jak się ma wasza mamusia, dzieci?
- niewiemy.
- nie zwracaj na nich uwagi, oni są niepełnosprytni ^^" - wyjaśniła Katia. - Katia jestem, miło poznać, córka Xellossa i Stelli...
- T E G O XELLOSSA? T E J STELLI?????- Asa była bliska apopleksji. - świat dziczeje!!!!!!
- jeżeli masz mnie za wynik dziczenia świata... - Katia zacisnęła pięści - chciałabyś poczć smaczek tego co spotka każdego śmiertelnika?
- MŁAHAHAHAHA! stawaj do walki! - Asa efektownym fikołkiem stanęła przed Katią.
- ..em.. ..moze byśmy... kontynuowali konwent... ^^" - zaproponowała nieśiało nimfa powietrzna
- zamknij się nudziaro! Mam tu stare rachunki do sałatwienia. - wykonała skomplikowany układ zbliżony do tego jaki mają amerykańskie czirliderki. - ha! - i rzuciła się na Katię.

*PACH BACH* - w trybie natychmiastowym Katia złapała za włócznię Asy i rzuciła nią (z Asą gratis) o najbliższe drzewo.

- ech.. kuźwa.O mało nie połamałaś mi paznokcia. - Katia przyjżała się swoim pazurom.
- Asa.. przestań... ona.. jestpół mazoku... oraz.. w jej aurze... czuję.. niezwykłą moc..- powiedziała nimfa powietrzna.- zostałaś naznaczona ofiarą nimfy...
- a owszem. - powiedziała Katia. - dzięki temu żyję.
- ...przyjaźń...

...jaka piękna rzecz...

- co się tak jarasz? Jasne że piękna.
- ...nimfa.. która oddała za ciebie życie... poczuła... smak..

...przyjaźni...

- ==' o czym ty chrzanisz?
- Katia-kun! - zza stołu wstała nimfa wodna, wyraźnie oburzona. - popełniasz w tej chwili nietakt!
- teraz ty z kolei o czym chrzanisz?
- nimfy powietrzne... - zza krzaka wyszła Deexis. - jednak legendy mówią prawdę.
- CO WY WSZYSCY ZAGADKAMI GADACIE???
- Katio, nie słyszałaś o legendzie nimf powietrznych? Istnieje społeczeństwo, niby iluśtam nimf, jednak są one jednością. Czytają nawzajem swe myśli, tak samo czują i odczuwają. Nie mają swoich imion, sa dla siebie "itoko" (jap. kuzynka). Nie wiedzą co to przyjaźń. One są ze sobą dlatego.. jakby to nazwać..są przynaleźne do siebie jak .. jak jedno ciało. Nie darzą siebie jakimikolwiek uczuciami. Chciałyby, a nie mogą. Jednak przed śmiercią otrzymują wreszcie możliwość wyrażenia swojej własnej, jedynie własnej woli. Wyjawienie imienia, które same sobie nadały. Dodam jeszcze że te nimfy sa jednymi z nielicznych przedstawicielek nieśmiertelności pierwszego stopnia.

...

- ale bezsens. - zsumowała to Katia - a ty, Daniel, co tak w krzakach siedzisz, choć tu do nas!
Daniel wyszedł.
- ...znakomicie znasz naszą hisorię...ś..nie.. nie jesteś zwykłą ...śmiertelniczką... - powiedziała cicho nimfa powietrzna. - a ty.. Katio, jesteś zlepkiem... wielu.. gatunków.
- a tak przy okazji z jakiej okazji robicie tek konwent? - zapytała się Deexis
- z okazji końca świata. - wyjaśniała jakaś nimfa, pustynna bodajże. - pani ciemności rośnie w siłę.
- acha. A tak przy okazji, nie widzieliście jakiegoś smoka cech może po drodze [smiiiile'']
- hm?smok cech? a po co wam on? - zapytała się nimfa śnieżna, posiadająca białe ciało i białe włosy, ubrana w białe futerko.
Deexis i Daniel spojrzeli na siebie z takim samym głupim uśmiechem.
- emm.. a tak.. pamiątki zbieramy.. zdjęcia i te takie sprawy ^^" zreszta teges, śpieszymy sie, widzieliście te smoki czy nie?
- jesteście wybrańcami [złowrogi błysk w oku]
- emm... no co wy ^^" Ja jestem Iksińska a on Igrekowski i pasjonują nas przeróżne gatunki smoków he he he ^^"
Obok coraz bardziej mieszajacej sie Deexis stanął sektet, beczący smętnie.
- po co ci ten BAran!? - zapytała się nimfa Porannej Kawy (ja to mam wyobraźnię _0_).
- on? to mój Przyjaciel.

ALL NIMFY: [złowrogi błysk w oku]

- ty coś ukrywasz.
- em ^^'''''''''''''' no co wy, to zwykły baran ^^ no wiecie ten od owiec he he he ^^" nio, Saktet, idź robić oscypki ^^"

ALL NIMFY: ================='

- zmieniając temat. Owszem, widzieliśmy smoki cech. Panoszą się niedaleko naszego zebrania.. ze 2 chyba. Od nich głównie odgrodziliśy się czarami. Ale nie mieliśmy pojęcia, że takie istoty jak wy je pokonają...
- iiiiidiotki! - zawołała Katia ze śmiechem godnym Nagi - Zabezpieczyliście je przed wszytkim, tylko nie przed takim zlepkiem ras jak ja! OH - HO HO HO HO HO HOOOOO!
-....
- ...kundel..- warknęła Asa, podnosząc się.
- CO? - Katia się zbulwersowała.
- dziewictwo ==
- !!!! GAAV FLARE!!!!!!!!!!!!!!!!!

*JEEEEEEEEEEB*

- au... i nawet czarnej magii może używać..- jęknęła Asa zanim nie straciła przytomności.
- weście wy stąd idźcie, OK? nie przeszkadzajcie nam. - warknęła nimfa ognista, podpalając ubranie nimfom siedzącym obok niej.
- ok ok, co się tak... podjarałaś? BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!! - i Katia wylądowała na ziemii pokrążona w spazmach śmiechu.
Nagle wszytkie w jednym momencie znikły i przeteleportowały się prosto w centrum intensywnej walki.
Walki pomiędzy dwoma smokami.
Widząc naszych bohaterów smoki przerwały walkę.
- wy wszyscy. Do tyłu. - rozkazała Deexis.
Sunny, Moony, Katia, Daniel i Saktet posłusznie cofnęli się.
- pokonanie tych smoków nie będzie trudne.

Wszytko mam już za sobą.

Jedynie Katia zrozumiała słowa Deexis.
- Wy... istote stworzone ze słabostek duszy każdego człowieka... każdej jednostki umiejącej czuć i mającej rozterki duszy... poświęćcie się dla dobra nas wszytkich, by więcej was najgorszymi z najgorszych nie nazywano.
Smoki padły na ziemię z błogim wyrazem ekstazy na pyskach. Po chwili ich ciała zamieniły się w dymek.
- o NIEEEE, DWA AŻ??? TO BĘDZIE BO.. - Daniel nie skończył marudzenia, ponieważ wszystko wniknęło w niego z wielką siłą, także z impetem walnął o drzewo i urwał mu się film ^^
- okay. - Deexis roztarła ręce - to zostały nam tylko trzy smoki.
- kul. -westchnęli wszyscy.


Wam też to się wydaje pokręcone? A będzie jeszcze bardziej ^^ Nie będę już zadawać pytań bo jest ich za dużo ^^ Ciao !

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.57994700 1276788022
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!