Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 8
rozdział #05
 
Treść fanfika..

KSIĘGA PIĄTA

Rozdział 8.5.1.

Szli w grobowym milczeniu a wiatr owiewał ich sylwetki. Grobowe oblicza spogladały w skutą akurat lodem ziemię, bowiem las chochlików zostawili już daleko za sobą.
Panowała przejmująca cisza, było słychać tylko powolne bicie ich serc. Nic nie zmącało tej smutnej, jakże smutnej ciszy. Niccc...
- EJ, A ZNACIE TO, CZYM SIĘ RÓŻNI BIAŁA KROWA OD CZARNEJ? BIAŁA ROBI MUUUUU! A CZARNA 'MOO MEN'!
Wrony wielką chamrą uniosły się z drzew.
Ashani oczekiwałą salw śmiechu, lecz Kriss i Cava nawet nie zaszczycili jej swoim spojrzeniem.
- nie zrozumieliście..?
- ... - nie spojrzeli na nią, wciąż, z uproem schizofremików, zamknięci w swoim włsnym świecie.
- weeeście, sztywniaki, to miało być śmieszne ==" - Ashani założyła ręce na kark.
Cisza.
- dobra. Może wobec tego opowiem wam coś? Pewnego razu...
I jak sie rozpaplała, to godzinę jednostajnym tępem tratatatatatatata gadała wielce nudną opowieść o życiu i rozwoju psychicznym Bonifacego Wytrycha.
- ech, jesteście nie do zdarcia. Wszyscy zazwyczaj po pięciu minutach wymiękają.
Szli nadal w ciszy. Przez zimne powietreze z łatwością mógł przechodzić każdy dźwięk, lecz cóż z tego.
W końcu Ashani nabraął powietrza w płuca.

Zmieniła głos (już nie Britney :D) na głos nie do poznania. Stało się to, gdy jej krtań otoczyła srebrzysta energia, która rozproszyłą sie wraz z wydaniem przez nią pierwszego dźwięku.
Tak, rozbrzmiała pieśń. Niezwykła pieśń. Brzmiało to jak aria tej spiewaczki operowej z "Piątego elementu" (Pamiętacie? Jeżeli nie, puśććie sobie ten film :D). Ashani śpiewała czystym jak łza głosem, który równie czysto roznosił się w powietrzu.
Cava i Kriss zatrzymali się.
Spojrzeli na nią takim samym smutnym wzrokiem.
Ashani się rozkręciła i postanowiła że da czadu (pamiętacie to przejście z wolnej, spokojnej melodii w szybszą?) :D. Nagle, lód pokrywajacy drzewa pękł. Ashani nie dostała chrypy, ponieważ syreny chrypy przeważnie nie dostają.
- gorzej jej. - zauważyła Kriss.
- %_% - Cava.
- no tak, facet
Ashani zaprzestała śpiewania melodii.
- i co? - przemówiła nie swoim głosem.
- libido ==. Co to za głos?
- to ty, taka mądra, nie wiesz, że syreny mogą zmieniać głos, w zależności od piosenki którą mają zamia..
- doooobra, już widze ten monolog. Skończ. Cava...
- %_%
- i widzisz, naćpał się przez ciebie =="
- :P a pacz na to. - podeszła do Cavy. - Cavencjuuuuuuusz... a poskacz na jednej nodze ^^

*HOP HOP HOP HOP*

- zaśpiewaj ode do radości, równocześnie skacząc na jednej nodze i odtańcując układ taneczny z "Adereje" ^^^
Kriss z otwartą gębą przypatrzywała się jaka Ashani miała radochę, jak Cava bez słowa wykonywał wszystkie jej polecenia.
- a teraz.. gwóźdź programu. - Ashani oblizała się. - POCAŁUJ MNIE...
Cava, choć nadal nieco zamroczony schylił głowę.
- nie mogę.
- słucham?
- nie mogę, kocham tylko jedną kobietę. Całując cię, myślałbym o niej.
- - zaklaskała w dłonie. Cava doszedł do siebie.
- co się ze mną działo?

*TZRASK* z liscia.

I pobiegła przed siebie.
- a tej co??!?!?! - Cava pomasował policzek, teraz już rozmiaru dojrzałego jabłka.
- ==" - Kriss się także odwróciła i psozła przed siebie.
- jesu, co wam sie stało?! Okres będziecie miały, czy jaaak? - skołowany Cava poszedł za nimi.

***

- wciąż mam złe przeczucia wciąż mam złę przeczucia wciążmamzłeprzeczuciawciążmamzłeprzeczucia ><><><
- kurwa, Chazz, zamknij pysk ==" - wkurzyła się Brett.
-
- zachowujesz się jak kurwa baba!
- a ty gadasz jak jakiś korek od jabola :P - zauważyła Katia
- -_<

A TERAZ, DRODZY PAŃSTWO, NA NASZE ZMĘCZONE UMYSŁY KOJĄCO ZADZIAŁA JAKIŚ PRZERYWNIK ^^

Przemieżającego połacie i bezkresy świata w poszukiwaniu jakiejś tajemnicy Xellossa wiatry zawiały do pewnej hodowli motyli...



XELLOSS: HA!

MOTYLE: PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSKKKKKKKKK!!!!

XELLOSS: WY.. WY.. WY.. NĘDZNE ISTOTY!

MOTYLE:

Tyaaa... wreszcie gdzieś Xelloss mógł poczuć się władczo....

(Hahaha chciałabym widzieć teraz radochę Sao :D Pewnie ze 4 razy sfrunęła już z krzesła niahahahaha :D)

KONIEC MOTYLOWO-XELLOSSOWEGO PRZERYWNIKA


*PIZD* - Katia oberwła nieźle w łeb od rozjuszonej Brett

- ałaa..- Katia, pozbawiona przecież mocy, osunęła się na ziemię.
- co ty jej robisz! - Chazz pochylił się dan Katią i pomógł jej wstać.
- heh, Chazz... gdybym nie wiedziała, że to, co robisz, jest fałszywe, podziękowałabym ci. - Katia otrzepała ubranie z paprochów.
Akurat, po skończonej pogawędce z Rupertem, nasi bohaterowie przechadzali się przez miasto. Słońce świeciło wysoko na niebie i nic nie wskazywało na to, by wioska pełna sympatycznych mieszkańców, jest tak naprawdę wioską wilkołaków.
- co chciałaś przez to powiedzieć?
- jajco.
- dzięki za inteligentną odpowiedź.
- :P
Dzień minął równie szybko jak błysk. Spędzili go na ciągłym strachu i pogawędkach, czy lepiej nie wyjść. Jednak postanowili zostać (nie takie rzeczy to oni przechodzili, ha!). Zbliżał się wieczór. Słońce wolno chyliło się ku zachodowi.
- boję się... - Gurani przełknęła łzy
- no, nie bój się. - Katia położyła jej rękę na ramieniu. - wszystko będzie dobrze.
- nie jestem tego taka pewna.
- Gurani.
Nagle Eexel podeszła do niej i bardzo mocno objęła. Gurani westchnęła cicho i pogładziła ją po włosach.
- dziękuję. - szepnęła.
Dla Katii ta chwila wydawała się za długa, nie wiedzieć czemu. Nagle, do naszych bohaterów, podeszła młoda dziewczyna.
Miała wyraziste, szare oczy i szare włosy, mimo to nie była stara. Miała niespotykaną urodę, bardzo egzotyczną, lecz w pozytywnym sensie. Z uszu zwisały jej nietypowe kolczyki w kształcie kłów, a ubrana było w grube, wilcze futro.
- nazywam się Cub. Przyszłam wam pomóc. - uśmiechnęła się.
- pomóc..? - Chazz zaczął trząść portkami :D
- tak.
Lecz Katia zrobiła bardzo przykry wyraz twarzy.
- hę? Coś się stało? - zapytała sie Eexel.
- mój Boże.. - Katia podeszła do Cub. - jak ty bardzo musisz cierpieć...
Cub nie odpowiedziała.
- gdyby przy tym nie drżała reka, zabiłabym cię.- westchnęła cicho Katia.
Cub położyła jej rękę na ramieniu.
- nie miej tego sobie za zle. Sama próbowałam się zabić, ale...
- o czym oni gadają? - szepnął Chazz do Eexel
Ta wzruszyła ramionami.
- nie rozumiecie. - Cub uśmiechnęła się do nich serdecznie. - nie martwcie się.
- mogę im powiedzieć? - zpaytała sie Katia.
- pewnie.
- otóż... Cub jest wilkołakiem. 200 letnim, jeżeli można poznać to po jej włosach, rysach twarzy... Jak wiecie, by żyć, wilkołaki potrzebują świeżej krwi. Pod postacią zwierząt nie wiedza co robią, kogo zabijają... wilkołaki żyją średnio 50 lat.. ona ma 200... wyobraźcie sobie, ile osób ona musiała zabić, przez całe swoje życie... Pozatym, po 180 roku życia, jej postać zmienia się coraz bardziej na wilczą, co jest dość bolesne.. a gdy się zamieni całkowicie w wilka... będzie monstrum.
Cub spuściła szare oczy. Lecz uśmiechnęła sie.
- nie przyśliśy tu teraz o tym dyskutować. Przyszłam wam pomóc, ponieważ niedługo wybije północ a o północy, wiadomo co. Muszę dać wam bezpiecznie schronienie.
Zaprowadziła ich gdzieś na wysoki budynek, najwyższy w mieście, zbudowany chyba tylko specjalnie dla gości. Zamknęła ich w pokoju, szczelnie zabiła go deskami, opasała łańcuchami. Zabezpieczyła prostym czarem. To wszystko co na razie mogła zrobić.
Zapadła noc.
Katia z Eexel wciąż siedziała przy oknie, oczekując tego, co ma sie stać. Ludzi ogarniało nerwowe napiecie, co było widać na pierwszy rzut oka.
- jak myślisz, zaskoczy nas coś? -zapytałą sie Eexel, z charakterystycznym dla niej, kocim przymróżeniem oczu
- nie wiem, Eexel. - odpowiedziała Katia pijąc herbatę (skąd ona ją wytrzasła?!?) z charakterystycznymid dla niej zamkniętymi oczami :D
- swoją drogą to ciekawe zjawisko, te wilkołaki.. za dnia ludzie, w nocy wilki.. niesamowite.
- za chwilę bedziesz miała okazję ujrzeć to na własne oczy. - Katia wskazała brodą na człowieka na dole.
Człowiek ten boleśnie jęknął, po czym padł na kolana. Momentalnie zaczął obrastać włosami, jego dłonie zamieniły się w łapy, twarz zaczęła się wydłóżać...
Stał się wilkiem.
Zawył donośnie, że aż Katia i Eexel zatrzęsły sie i padły sobie przestrachane w ramiona.
Wilkowi odpowiedziały dziesiątki innych wyć. Po chwili, ze wszytkich uliczek, zaczęły wybiegać wilki. Na ich czele stanął największy i - widać to było - najstarszy. Cała watacha zawyła. Eexel i Kataia omało nie posikały się ze strachu, Gurani zemdlała, Chazz zachlał się wódą do końca a Brett wskoczyła pod dywan.
Nagle, największy z wilków spojrzał na budynek, w którym siedzieli.
Zawył.
Cała wataha oblężyła budynek, drąc zębami i pazurami kamienne ściany.
Było ich tysiące.
- czy jesteś pewna.. że to wytrzyma..? - zapytała się Eexel obgryzając złote paznokcie, wielkości sporawych tipsów.
- szczerze?
- nie.
- tak, sądze że to wytrzyma. Zapewne codziennie przyjeżdżają tu goście, i na PEWNO wszyscy przeżyli.
Eexel zrobiła efektownego zeza i zemdlała.
Katia, próbując zachować spokój, spojrzała w dół. Wilki, wyjąc coraz głośniej, przedzierały sie coraz głębiej. Fortowały nie tylko drewniane drzwi, lecz także mur.
Aż wreszcie nastąpiło to, co miało nastąpić.
- nie chcę wam nic mówić... ale one.. wdarły się do środka.. - powiedziała Katia drgającym glosem. Nie odwracała się do reszty. Trzęsły się jej ręce.
- Katia! - podbiegł do niej Chazz. - spójrz na mnie..! - spojrzał jej w oczy. Źrenice były zwężone do granic możliwości.
- nie.. ja nie chcę umierać... ja boję sie śmierci, Chazz...!
- nie umrzesz.. nikt na to nie pozwoli, rozumiesz?!
- jak to nikt! Moży ty nie pozwolisz, co? Bo co? Stracisz kolejną łóżkową zabawkę?!
- przestań tak mówić! Jesteś człowiekiem, a żaden człowiek nie zasługuje na śmierć...
Dalej toczyli by tą ożywioną rozmowe, gdyby nie to, że wycie wilków toczyło się echem po budynku.
- nie.. nie zabiją nas.. przeciez to.. ludzie.. - Brett już nie ukrywała sprachu. Siedziała najbliżej drzwi, a strach powstrzymywał ją od najmniejszego ruchu.
- to nie ludzie, Brett..
Drzwi nagle otworzyły się z trzaskiem.
Wpadła przyjajmeij dziesiatka wilków, a pierwsze co zrobiły, to rzucenie się na najbliżej siedzącą osobę - Brett.
Nie zdążyła krzyknąć.
- BRETT! - krzyknął Chazz. Nie zważajac na ludzką naturę wilków, począł je odganiać, lecz uniemożliwiały mu to coraz nowe napływajace watahy wilków, rzucających sie na coraz to nowych uczestników załogi.
Katia siedziała na framudze okna. Przyglądała sie temu wsyztkeimu szeroko otwartymi oczami. Śmierć otaczała ją, wnikała w każdy kawałek jej ciała.. czuła ją wokół siebie. Przesunęła sobie drżącymi rękami po twarzy.
Krzyknęła psychopatycznie, natychmiastowo wstała i zeskoczyła z okna, z samego czubka 20 metrowej wieży.
Wpadła w sam środek kłębowiska wilków. Początkowo, z ogłupiajacego bólu, nie czuła co sie znią dzieje, obudził ją napływ jeszcze silniejszego bólu.
Krew cieknąca jej z czoła sprawiała, że nic nie widziała, na oślep wyczołgała się z kłębowiska i weszła na chybił trafił pod jakąś skrzynkę, zostawiajac za soba smugę krwi.
Starła krew z oczu. Czuła, że ma złamane kilka żeber i nogę, oprócz tego z ręki zdartą skórę do tego stopnia, że widać było białe kości.
Z czubka wieży słychać było krzyki jej towarzyszy.
Nie, nie ona. Nie pozwoli na to.
I tak kiedyś umrze. Ale dlaczego inni mają umrzeć przedwcześnie?
Wyszła spod skrzynki.
Rozbłysła złotym światłem.
Niewiadomo dlaczego, z jej ciała, wyszedł łuk, złoty łuk z Naab. Na jej plecach pojawił się kołczan pełen złotych strzał. Chwilę jeszcze błyszczała światłem, lecz po chwili ono zgasło.
Spojrzała na watachę wilków, szczelnie otoczajacą wieżę.
Zauważyła, że wszystkiemu temu przygląda się największa i najstarsza wilczyca, siedząc nieruchomo.
W Katii sie wszytko zakotłowało, nie zwracajac na wykręconą nieludzko nogę, zrobiła kilka kroków.
Wilczyca odwróciła głowę w kierunku Katii.
Przymróżyła wielkie, inteligentne, szare oczy...
- ...Cub... - jęknęła Katia.
Wilczyca wstała i wolnym krokiem poczęła iść w kierunku Katii. Wiedziała że Katia, cała zakrwawiona nie zdoła uciec.
- Cub, nie... nie..
Wilczyca szła nadal.
- Cub... będziesz tego żałować... i mnie i moich towarzyszy...
Zawarczała cicho, jakby z rozkoszy, jaki apetyczny kąsek jej się trafił.
- wspaniale.
Katia naprężyła cieciwę łuku, ze strzałą wycelowaną prosto pomiędzy inteligentne oczy wilczycy.

Wilczyca odbiła się i rzuciła sie na Katię, prezentując cały wachlarz śnieżnobiałego i zapewne ostrego uzębienia.

Strzała wyleciała z łuku ze świstem, przebijając głowę wilczycy na wylot. Cub padła bez nawet najmniejszego jęku.
Wszystkie wilki nagle zaprzestały walki. Spojrzały na trupa swojej przywódczyni, zawyły przeraźliwie i rozbiegły się na wszytkie strony świata.
Katia chwiała się na nogach. Obraz rozmazywał jej się przed oczami.
- nie umrę. Jeszcze nie teraz. - padła na kolana. Następnie uderzyła twarzą o ziemię.

***

Princessa śniła.

- po cóż mnie wzywałeś, Afikt? - zapytała się go, wznosząc się, jak zwykle, w białej przsetrzeni.
Chłopiec uśmiechnął się.
- raczej to ty mnie wzywałaś.
- co by się stało, gdybym umarła? Co ze snami? Co z egzystencją człowieka?
- snami? Nie było by snów. - powiedział Afikt spokojnie.
- czyli.. będę mogła umierać spokojnie.. jeżeli to w końcu nastąpi.
- słucham? Nie wiedziałem, ze zamierzasz umrzeć. - chłopiec nadal mówił z tym samym uśmiechem.
- wszyscy szukaja sposobu by mnie zabić.. i w końcu go znajdą. A przecież nie będę mogła unikać wszystkich.. wszystkich..
- hmm?
- NIEWAŻNE! Nawet tobie nie mogę ufać.
- dlaczego... przecież.. tak dużo nas łączy... - dotknął jej twarzy.
- stoimy po przeciwległych stronach.
- jednak wiesz.. że jestem zależny od ciebie...
Nagle Afikt zmienił się.
Princessę obejmował dorosły mężczyzna o krótkich, czerwonych włosach i złotych oczach. Miał łagodne rysy twarzy, był typowym bishonenem :D, co także oznaczało że był piękny jak słoneczko na niebie.
- przestań, Afikt, co ci się zebrało na wyznania.
- dobrze wiesz, co się stanie ze mną, gdy ciebie zabraknie. - oparł głowę na jej ramieniu.

Obudziła się. Leżała w swoim łóżku.

Władczyni snów bez słowa zrobiła sobie herbatę.
- siema ciotka. - Dakki pojawiła się niewiadomo skąd.
- witaj Dakki.
- co to za klimaty?
- faktycznie. Powinnam sie wyluzować
- słusznie.
- a tak pozatym: odezwała sie pełna życia.
- heh. Byłam u Reza.
- hm? I co?!
- a nic! Zaproponował mi herbatkę u siebie. Nie wiem, czy powinnam iść.
- NIE IDŹ!!! - Princessa niespodziewanie wstała
- hm?
- NIE IDŹ! NIEWAŻNE JAKIE TO SĄ KONSEKWENCJE DLA CIEBIE, NIE IDŹ!!!
- --'
- mówię ci szczerze! To nie jest Rezo! On tu przybył tylko po to, by mnie zabić, rozumiesz?!
- ty masz manię prześladowczą =='
- nie idź, Dakki.
- a właśnie, że pujdę, i nikt nie bedzie mi rozkazywać! - tym razem Dakki wstała
- ja chcę twojego dobra!
- to że ty go nienawidzisz, nie znaczy że ja muszę! Zawsze go nienawidziłaś! Ale nie myśl, że ja będę taka jak ty, rozumiesz! Mój ojciec zawsze będzie moim ojcem, kocham go i Ty mnie przed niczym nie zatrzymasz!
- A właśnie że zatrzymam, czy tego chcesz czy nie!
W tym momencie Dakki podniosła stół i przywaliła go na ciotkę. Następnie znikła.
Princessa straciła przytomność.

***

- o, jednak się zjawiłaś. - Rezo nalał herbaty do filiżanek.
- ano zjawiłam się. Ciotka nie chciała mnie puścić, mówiła o tym, że chcesz ją zabić...
- jest nienormalna, nie słuchaj jej ^^ Ile łyżeczek do herbaty chcesz?
- dwie.
- widzisz? Nawet sypiesz do herbaty łyżeczek tyle, ile ta kurwa. - Rezo westchnął i powstrzymał się od słów "a oby się udławiła tym cukrem"
- jesteś moim ojcem. - Dakki spojrzała na niego powarznie. - ale niepozwolę ci obrażać moją ciocię. - zasiadła przy stole i wzięła łyka herbaty. - wiesz, miałam cię za kogo innego.
- a ja ciebie. Czy czasem nie ty przed chwilą walnęłaś na nią stół wraz z całą zawartością?
- SKĄD WIESZ! - Dakki wstała.
- uspokuj się, i tak zaraz nie będziesz o tym pamiętać. Nie będziesz pamiętać o niczym. Będziesz pamiętać tylko o tym, o czym ja ci każę.
- c..co..?
- w tej herbatce było specjalne ziółko...
- DAKKI!!!!!- do siedziby Reza wdarła się Princessa.
Dziewczyna wpatrywała sie coraz bardziej nieobecnym wzrokiem w ciotkę.
- cóż za schadzka. - podsumował to Rezo. - Jak widzisz, droga siostrzyczko, już za późno na pomoc dla twojej ukochanej bratanicy.
A i owszem, Dakki upadła na podłogę.
- nie! Nie! Nie rób jej tego! - krzyknęła Princessa, podbiegając do leżącej na ziemii Dakki
Rezo tylko cicho się zaśmiał.
Princessa spojrzała w nieruchome, wpatrzone w przestrzeń srebrne oczy bratanicy.
- ty.. ty.. świnio... wiesz jak bardzo ona kochała ojca... jak bardzo w niego wierzyła.. wykorzystałeś to... kim ty jesteś?! - Princessa spojrzała w wyrzutem na Reza.
- wskrzeszonym Rezem.. z kilkoma ulepszeniami from hell.
- że też jeszcze nikt się na tobie nie poznał...
- i się nie pozna. Umrzesz wcześniej, niż ci się wydaje. A świat razem ztobą.
- NIEDOCZEKANIE TWOJE!
Princessa, razem z Dakki, zniknęły.
- zobaczymy, czyje niedoczekanie...

***

Katia na chwilę otworzyła oczy. Otaczała ją feeria przeróżnych barw. Znów zasneła.

***

Obudziło ją nerwowe potrząsanie.
- żyjesz?!
Otworzyła oczy. Nie czuła bólu, za pewne pod ostrzałem czarów uzdrawiajacych.
- żyję.. a kto mówi?
- Eexel.
- co z resztą?
- wstań i sama zobacz.
Katia spróbowała wstać.
Spojrzała przed siebie. Przed nią stali nieco poturbowani, lecz cali i zdrowi Chazz i Gurani, a obok klęczała Eexel.
- gdzie Brett?
- w ciężkim stanie, ale wyliże się.
- hurra!
Katia nagle objęła Eexel.
- wszystko będzie dobrze.
- najważniejsze, że żyjemy... - powiedziała Katia przez łzy.

***

- kiedyś pożałuje tych słów. - powiedział ni z gruchy, ni z pietruchy Cava.
- kto? co? jak?
- twoja ruda przyjaciółka... a zresztą nieważne.
- jesteś nienormalny ==' - podsumowała go Kriss.
- sama jestes nienormalna. - fukneła Ashani.
- Ashani, zamknij pysk =='
- sama masz pysk =='
- spadaj =='
- sama się zbadaj =='
- zbliżamy się powoli, aczkolwiek nieuchronnie do terenu zamieszkałego przez... nie wiem co ==' ale w każdym bądź razie, to jest cel tej części podróży.

***

- ŻAR-TU-JESZ! - Sao była bliska zlotu z krzesła
- mówię serio!!! I wtedy on przesówał się coraz bardziej w dół, aż w końcu...
Saovi i Alira konwersowały sobie w najlepsze o niedawnym podrywie, gdy nagle pojawiła się Princessa.
- O_o i... on.. ci... W samym środku centrum handlowego?! - Sao patrzała oczami wielkimi i okraglymi jak talerze na Alirę
- to i tak nie przegoni twojego numeru z męskim burdelem w Atlas City. - dopiero teraz spostrzegli Princessę. - siema, mamo!
- DAKKI!
- co z nią?!
- chodźcie.

Przenieśli się do siedziby Princessy. Na wielkim łożu, przykrytym półprzeźroczystym baldahimem, leżała nieprzytomna Dakki. Była niezwykle blada.
- co jej się stało?!?!?!?!
- Rezo ją zaczarował. Bardzo się o nią martwię.
- WUJEK/TATUŚ REZO?! - wykrzykneły równocześnie Alira i Saovi.
- dokładnie. Nie wiem co mam robić. - Princessa siadła na krześle i poważnym wzrokiem spojrzała na krewne.
- nie do wiary... a może on to niechcący zrobił?
- SAO!
- wybacz. Po prostu nie do wiary. - Sao zmarszczyła brwi i znikła, teleportowana przez Alirę.
- tu trzeba podjąć inne środki. - powiedziała Alira. - popytam się w innych wymiarach. Wrócę za pare dni. Lub miesięcy.
Alira puściła się biegiem przed siebie, po czym tygryskiem wyskoczyła przez okno. W tym samym momenie otworzył o się przed nią przejście do innego wymiaru. Znikła.
- za parę miesięcy może mnie już nie być..

***

Saovine, przeteleportowana przez Alirę, zmaterializowała się w siedzibie Reza i kopem wywaliła drzwi. Dodam że to były ogromne i ciężkie drzwi, ze złota i mosiądzu, a Sao była śmiertelniczką ^^". Mimo to drzwi poleciaaały.
- co tu się dzieje? - do sali wpadł Rezo
- CO TY ZROBIŁEŚ MOJEJ SIOSTRZE?
- ale... o co ci chodzi..?
- co ty zrobiłeś Dakki???
- nie rozumiem o co ci chodzi! - Rezo wyglądał na szczerze zaskoczonego. - owszem,Dakki u mnie była, napiliśmy się herbaty,pogadaliśmy, posmialiśmy i wyszła! Nie wiem, brzuch ją boli, czy co?
Sao nieco się uspokoiła.
- ale.. ciocia Princessa mówiła, że.. że to ty...
- ile razy mam wam mówić: nie słuchajcie tej wariatki ==' Ona jest nienormalna ==''' I moje własne córki muszą być pod opieką tej psychopatki.
Sao zmierzyła ojca lodowatym wzrokiem.
- wybacz, Sao, ale taka jest prawda. Ta dziwka pewnie sama coś zrobiła Dakki i teraz próbuje wszystko zwalić na mnie.
- niee, na to ci nie pozwolę. Nie pozwolę ci tak obrażać mojej cioci.
- oj, uspokój się. Napijmy się razem herbaty.
"ciociu, co mam robić? Proponuje mi herbatę" - przekazała Sao telepatycznie do ciotki (dla niezorientowanych: By posługiwać się podstawową telepatią nie trzeba mieć jakiś tam nadzwyczajnych zdolnosci magicznych. Może to robić kazdy śmiertelnik)
"!*^*@%@*(^&#^$!&%!@&$*@@*^%!@"
"zrozumiałam"
- dziękuję ale... wolę kawę. Zobaczymy się później. - i wyszła, spotykając po drodze ciotkę i wracając do domu.

***

- chcę herbatki. - westchneła Katia
- zamknij się.
- CHCĘ HERBATKI!
- spierdalaaaj.
- UUUUUŁĘĘĘĘĘĘE JA KCE HERBAAAAATKIIII ><><><>
- weś ktoś ją zaknebluj =='
Katia roniła szczere łzy, podczas gdy reszta usiłowała ją znosić ze stoickim spokojem.
- a ja chcę seksu :P - Chazz
- NIE TERAAAZ >< DAJ MI CHERBATĘ TO CI ZROBIĘ NA OSTRO...!
- O_o rzuć ktoś liptonem!
- ==nadają się do siebie ==' -zauważyła Brett. Leżała na grzbiecie Gurani, aktualnie zamienionej w jednorożca.
Obie jednorożyce, jako że odniosły najmniejsze obrażenia, musiały słóżyć pomocą tym bardziej poranionym; słóżyły więc jako wierzchowce.
- Katia, robiłaś to kiedyś na koniu?
- a na czym mam robić == - Katia na chwilę oderwała się od lamentowania na temat braku herbaty
- nie o to mi chodzi --" pytam sie, czy uprawiałaś kiedyś seks na koniu --" takim zwierzęciu =='
- po pierwsze: to nie jest koń, tylko jednorożec po drugie: płać po trzecie: JA CHCĘ HERBATY T_T
- Katia T_T po pierwsze: co za różnica, po drugie: na kreeedyt >< po trzecie: kupię ci, jak gdzieś dojedziemy!
- spadaj ><
- sama się badaj --' nie wiesz co tracisz
- kogo ja muszę wieść..- jęknęła Eexel
- m się całkiem dobrze jedzie ˆ__ˆ - powiedziałą Gurani, mając na sobie drobną Brett
- ech.. - westchneła Eexel musząc znosić molestujacego Katię Chazza na grzbiecie.
- czyżbyśmy dojeżdzali ˆ__ˆ?
- hm? - Chazz ze stanikiem Katii w zębach :D
A i owszem, las rozrzedził się, ukazując niewielką mieścinę. Smutne to było miasto. Poobdrapywane domy, suche ulice, zwiędłe kikuty drzew na poboczach.
- a dzie my jesteśmy? - powiedziała Katia, w międzyczasie trzaskając Chazza w pysk i odbierajac swój stanik
- Helien? Czyżby? - mruknęła Eexel. - myślałam, ze to miasto już umarło.
- i na to wygląda. Zobacz. Cisza na ulicach.
- Helien? - zainteresował się Chazz
- miasto założone przez ludzi jeszcze w czasach, gdy wszystkie rasy żyły ze sobą w zgodzie... w tym momencie miasto to jest otoczone przez wszelkiego rodzaju magiczne stworzenia, pochłaniajace każdą roślinkę, zsyłajace plagi żywiółw i zabijające ludzi wedle uznania. Jeżeli to Helien, mamy okazję obudzić upadłą duszę.
Nagle, ze wszystkich stron nadbiegli drąc się wniebogłosy ludzie i otoczyli naszych bohaterów. Byli wyposażeni w kosy, pługi i motyki oraz inne atrybuty statystycznego czlonka samoobrony :D
- kim jesteście?!?!?!
- jesteśmy wędrowcami przemierzajacymi lasy, doliny, góry i rzeki, by..
- ZAMKNĄĆ MORDY, WY.. aaach...- nagle wzrok wszystkich mieszczan spoczął na ogromnych, mierzących grubo ponad pół metra rogach Eexel i Gurani.
- jednorożce...
- łoł, Gu-chan, będziemy sławne! - zasmiała sie Eexel
- prwdziwe jednorożce O_O- wszyscy padli jak jeden mąż na kolana, i zaczęli bić pokłony.
- Ex-chaaan ˆ__ˆ! - ucieszyła się Gurani.
Nasi boaterowei, w obstawie jak C3PO w "Powrót Jedi" :D, weszli na głóny plac miasta. Znajdowali się przed sporych rodzajów zamkiem, nieco zniszczonym, ale wciąż wzbudzajacym zachwyt.
- nasza legenda mówi, że jeżeli do naszego miasta przybędą dwa Jednorożce Najwyższego Urodzenia, niosąc na swym litościwym grzbiecie poranionych bohaterów pola bitwy, dla Helien nadeszła nowa era! Z wasz pomocą zacznie się Złoty Wiek naszego miasteczka! Jesteście naszymi bogami! Och, czy można znać wasze imię, najwyższe istoty?
- #O_O# Eexel I Gurani..
- OCH! Odtąd te imiona będą najsłodsze z najsłodszych! Zbudujemy wielką świątynię na wszą cześć! Ach Ach!!
- ee.. -odezwała sienagle Gurani - a czy nasze wizerunki w tej świątyni mogłybyć ludzkie? W końskiej postaci mam brzydki lewy profil ˆ__ˆ



- jakże tylko sobie życzycie! Użyczcie nam swej ludzkiej postaci V_V
Eexel i Gurani laskawie pozwolili zejść reszcie bohaterów (pamiętając cytat: "litościwe grzbiety:D") i zamieniły się w swoje ludzkiepostaci. Wieśniaki porażeni taką pięknością, przymknęli oczy.
- Ex-chan, oni chyba na prawdę są od świata odcięci ˆ__ˆ
- na to wygląda. - odpowiedziała Eexel odgarniajac włosy do tyłu.

Nasi bohaterowie jako nową siedzibę otrzymai... cały zamek do swojej dyspozycji. Rozgościli się w komnatach. Eexel spała z Gurani, Chazz z Katią :D a Brett sama, bidulka :D Chazz wywalił ją pod pretekstem że śmierdzi :D A Katia nie chciała ze śmierdzielką spać :D Więc Brett zburaczyła się i poszła do swojego pokoju.

Wieczorem...

*BRZDĘK BRZDĘK BRZDĘK BRZDĘK*

Chazz, siedzący przy stole naprzeciw Katii, wygrzebywał pracowicie monety ze wszystkich kieszeni swoich spodni.
- heh, to na razie wszystko co mam. - westchnął wysypując monetę na i tak sporawy stosik.
- zgadza się. - powiedziała Katia licząc pieniądze.
Chazz bardzo szeroko się uśmiechnął.
Wstał, strącajac ze stołu lampkę i gasząc ją. Zapanowała ciemnosć. Szybkim ruchem pochwycił Katię za ramię i rzucił na ogromne łóżko.
Katia westchnęła obojętnie. Chazz położył się na niej i wszedł w nią, nie rozbierając się nawet całkowicie.
Jęknęła cicho.
-"Ciekawe co Eexel i Gurani robią o tej porze..."

***

- Gurani...
- tak, siostrzyczko ˆ__ˆ?
- nie mów do mnie siostrzyczko.
Zgasło światło.



I tym dziwnym zakończeniem kończę piatą księgę chałosu ^^

C.D.N.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.07398700 1276787705
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!