Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 8
rozdział #06
 
Treść fanfika..


KSIĘGA SZÓSTA

rozdział 8.6.1.


Rezo, szczelnie okryty kapturem, przemierzał skały i inne niedostępne miejsca. Poruszał się ostrożnie... pamiętał, czym jeden nieostrożny ruch mógł skończyć się w takich jak to miejscach...

*TRZASK JEB PIZD*

- KURWA MAĆ JEBANY KAMYCZEK..!!! - Rezo potknął sie o kamyczka i pizdnął o glebę :D

*ŚWIST*- poczuł stal przyłożoną do pleców

- KIMJESTEŚ MÓW ALBO ZGINIESZ!!!!
Rezo nie fatygował się o odpowiedź. Istota, przykładajaca mu włucznię do pleców (niegdyś nieśmiertelna) niespodziewanie otrzymałą trzy kropki na czole. Następnie Rezo dobił ją.
Wszedł do jaskini. Wyrwał drzwi.
- wędrowcze. Przybyłeś mnie ograbić? Myślałem że strażniczka nie wpuszcza takich jak ty.
Rezo machnął ręką. Ukazał sie obraz nimfy z wyrwanym sercem.
- rozumiem.
Osoba siedząca na fotelu odwróciła się. Ona także miała założony kaptur, tak że nie było widać jej twarzy. Ubrana była w czerwony płaszcz, a spod jego połów, na poręczach opierały się smukłe ręce opatrzone w długie, czerwone paznokcie, ozdobione złotym ornamentem.
Rezo zdjął kaptur.
Osoba drgnęła... Pod kapturem jej źrenice rozszerzyły się. Zacisnęła jednak wargi. W życiu nauczona była, zeby nie wierzyć w pozory.
- czy ty jesteś tą słynną egzekutorką?
- owszem...
- Rea o ile pamiętam. Miło mi poznać ^^
Podali sobie dłoń. Rea pod kapturem przymkneła oczy. Zakaszlała cicho lecz położyła dłoń na ustach.
- czy coś się stało?
- n..nie. Proszę mówić, o co chodzi.
- podobno potrafisz zabić każdego... czy to prawda?
- prawda.. - powiedziała, siląc się na silny ton.
- wspaniale. Czy umiałabyś wobec tego zabić Princessę Panią Koszmarów W Przyszłości Batonik Czekoladowy?
Zapadło milczenie.
- nie. - powiedziała krótko.
- słucham?
- nie.
Rezo gwałtownie wstał i machnął swym berłem.
Została wysadzona cała siedziba egzekutorki.
Gdy kurz opadł, Rezo zobaczył tylko zgliszcza.
- heh. Nikt nie będzie sprzeciwiał sie Re...
- nigdy nie oszukuj oszusta. Nigdy nie próbuj zabić egzekutorki.
Na najwyższej skale stała Rea. Wybuch zmiótł z niej płaszcz, jednak twarz wciąż okrywał jej czerwony (jakby to ująć) czarczaf, na oczach była siateczka.
Osoba ta była ubrana w misternie zdobioną czarną zbroję ze złotymi akcentami. Jednak nie była to ciężka, toporna zborja, lecz bardzo kobieca, podkreślająca kształty tu i tam, ^^
- proszę proszę.- Rezo był zaskoczony. - tego jednak nie unikniesz.
Miotnął w nią czarem, odbierającym nieśmiertelność. Lecz ona, w tempie dosłownie błyskawicy, uchyliła się, podniosła kawałek potłuczonego lustra i skierowała czar w Reza. Rezo, unikając czaru znikł. I już się nie pojawił.
- boi się, że pokonała go kobieta. Powie i tak, że zniknął, bo mu się gdzieś spieszyło.
Rea zdarła okrywę twarzy. Spojrzała w lustro. Ujrzała tam swoje odbicie - bardzo inteligentne i poważne, zielone oczy, nieco dziecięcą twarz, jednak cechy kobiece były w niej podkreślone, sprawiając, że była bardzo piękna. Okalały to krótkie, sięgające do brody czarne włosy, z kilkoma fioletowymi pasemkami. Jedynie z tyłu dwa pasma włosów - czarne i fioletowe- były długie do kolan i ciasno związane przy głowie. Wygląd ten nie pasował do zawodu, jaki wykonywała ta osoba. Była egzekutorką, wyrafinowaną morderczynią, potarafiącą zabijać perfekcyjnie. Niewielu jest prawdziwych egzekutorów na świecie. Ona była bardzo wyrobiona w swym rzemiośle, możne by powiedziec mistrzynią.
Zrzuciła lustro w dół, które roztrzaskało się o skały.
- nigdy się nie zmieniasz. Tato?

***


Noc. Noc magiczna, bowiem oświetlana przez okrąg ksieżyca, który wzniusłwszy się w pełni, jaśniał całym blaskiem, jakim tylko mógł wydobyć.
Jasne światło ksieżyca wpadało przez szeroko otwarte okno. Jednak ktoś zmącił te jasne światło... cień smukłej kobiety i dym papierosowy.
Katia siedziała na parapecie, opierając się z jednej strony o framugę. Paliła cicho papierosa, wpatrzona nieobecnym, zamyślonym wzrokiem wprzeciwległą framugę.
Chazz tymczasem przewrócił się na drugi bok. Nie zastawszy tam Katii, zgodnie z prawami fizyki i pędu, spadł z łóżka, ciągnac za sobą kołdrę. Nie zrażajac się tym, położył sobie kołderkę pod głowę. Wysilił się by półotworzyć oczy.
- uhhhmm.. nie śpisz?
- ty spać powinieneś. Wyżyłeś się wreszcie.
- uhmhm.. - wtulił się w kołderkę - nie mów, że nie było ci fajnie...
- == to ty chyba nie spałeś z dobrymi w łóżku facetami.
- owszem, nie spaAAAAałem. - ziewnął szeroko.
- jesteś beznadziejny. -westchnęła głęboko, zaciągając się że omało nie spadła z okna :D
- szpierdalaj. - zasnął :D
Katia pogrążyła się w myślach.

- jaki jest mój sens życia? Dla nikogo nie żyję.. nikt nie żyje dla mnie... do czego zmierzam w życiu...?

Po jej policzku spłynęła łza.

- może do lepszej przyszłości.

Odwróciła szybko głowę w stronę Chazza... lecz ten udawał że śpi. Jego słowa zostaną jej w pamięci na długo.

***

- o co w tym wszystkim chodzi? - pomyślała Kriss, krzyżując ręce na piersi.
- co to za mina?
- co to za mina? Sami podsumujcie ==
Stali naprzeciw lodowego pałacu, pięknym tak, jakby najbardziej barwne sny ziściły się; wyrzeźbiony jest w lodzie co do najdrobniejszego szczegółu. Wokół panował ziąb okrutny, co sprawiało że miejsce nie ziało sympatycznością. Promienie porannego słońca odbijały się przez taflę lodu, oświetlając rozdziawione buźki naszych bohaterów :D
- ej no, to bez sensu. Dlaczego wszędzie, gdzie sie nie ruszymy, spotykamy siedziby jakichś magicznych stworzeń???
- Kriss, ty chyba do tejpory nie wiesz, po co wyruszyliśmy. - powiedział spookojnie Cava, przerywając lepienie bałwanka :D
- trafiłeś w dziesiątkę.
- zajrzyj w głąb swego serca. Czy jest coś, czego bardzo pragniesz?
Przed oczami stanął jej Veneth.. jakże ona by chciała, by stanął naprzeciw niej, zdrowy, cały.. obiął ją... pogładził po włosach.. i by tak stali przez całą wiecznosć...
- nie.
- kłamiesz, moja droga. - Cava uśmiechnął się. - gdyby nie było niczego czego byś nie pragnęła, magiczne stworzenia nie ukazywałby się.
- co ty pierdolisz ==
- wobec tego przejdźmy do meritum sprawy. - Cava zaczął lepić igloo, więć można byłoby się spodziewać dłuższego monologu :D - Świat ogarnęła złowroga siła, na której celu jest osłabienie energii witalnej naszego wymiaru, a następnie bardzo łatwe zniszczenie go. Istota ta posiada dar odbierania nieśmiertelnym istotom wiecznego życia. Gdy świat zostanie pozbawiony nieśmiertelnych istot, a także osób posiadajacych jakąkolwiek moc, siłą rzeczy powierzchnia ziemii także straci na sile... jednakże nie jest to jedyny, główny cel tej istoty. Właściwie to jest rozrywka przed przejściem do właściwego celu. Istota ta dysponuje tak olbrzymią siłą, że zniszczenie siata nie stanowiłoby trudności dla niej. Ale nie o tym chce mówić. - Cava zaczął już urządzać wnętrze igloo :D - świat zorientował się o nadejściu ciemnej energii. Włącznie z przeróżnymi magicznymi stworzeniami. Na świecie jest kilka osób które mają pragnienia, pragną, by ten świat przetrwał. Coś nakazuje magicznym istotom ukazać się im.
- ale ja mam w dupie świat - warknęła Kriss.
Cava nie przerwał wykonywania najdrobniejszych szczególików do swojego igloo. Właśnie wykonywał maciupki, lodowy, bogato zdobiony kluczyk do drzwi.
- nieważne. W każdym bądź razie, w każdej rasie magicznych istot znajdują się jakieś upadłe dusze, czyli dusze, które nadużyły swej nieśmiertelności w jakikolwiek sposób, zostały pozbawione ciała i zamknięte głęboko pod ziemią. Gdy się je uwolni, z wdzięcznosci potrafią zrobić wszytko, spaełnić jakiekolwiek życzenia. Gdy uwolni się odpowiedni ilość (szczególnie zaklętych tych na wschodzie i zachodzie), zbiorą się w jedno i spoczną w rękach osoby duszącej w sobie najsilniejsze i najgorętsze pragnienie, by je spełnić. Od niej wtedy zależy co z nim zrobić. Nam zależy na uratowaniu swiata i NIE OBCHODZI MNIE jeżeli ktoś ma jakieś inne życzenie. Sam mam jedno bardzo gorące życzenie lecz.. jeżeli spocznie dar upadłych dusz w moich rekach zechcę uratować świat, który nie zasługuje na to, by ulec zagładzie, a także miliony niewinnych istot. A upadłe dusze uwolnią się z ziemii wtedy, gdy zrobi się coś ze szczerego serca, w epicentrum (czyli w miejscu, gdzie jest najwięcej przedstawicieli danej rasy). - Cava ewidentnie zakończył, wykonując właśnie lodowe śrubeczki do lodowego modelu statku.
- chrrr... - Kriss :D
- jakieś pytania? - zapytał się Cava
- yhym. - odpowiedziała Ashani z niezwykle przejętym wyrazem twarzy. - jak zrobiłeś to.. to wszytko?
Owszem, igloo wyposazone było w najdrobniejsze detale, łącznie z koszem pełnym śmieci :D
- rzeźbienie z lodu to moje hobby ^^ Ulepi ktoś ze mną bałwanka?



- ja chcę... - powiedziała Ashani.
- to dawaj ^^
I lepili sobie bałwanka,a Kriss byłą zbyt zdziwiona by się dziwić :D
- masz może, Kriss, marchewkę ^^?
- czy ja wyglądam na kogoś, kto zawsze ma przy sobie marchewkę==?
- no to może wobec tego guziczki? Szaliczek?
- głupi jesteś... ==



- AHAHAHAHAHA - wybuchła śmiechem Ashani. Nawet ten mruk Cava zachichotał widząc Kriss ze śnieżką, wolno spływajacą po policzku.
- wy.. ty.. ty.. - skierowała wściekły wzrok na Cavę - ty.. ty SANGRIO JEDNA!
- o nie, o nie, Sangria to moja siostra :P
- TY .. ARIZONO! TANIE WINO! MIX!
- TERAZ TO ŻEŚ MNEI OBRAZIŁA
- :P - Kriss nie pozostała dłóżna.
- co w Cavencjusza rzucasz, jeszcze się przeziębi! !- oburzyła się Ashani
I nawalali się wszyscy śnieżkami:D
W końcu wszyscy wyglądali jak trzy wielkie bałwany :D
- buehehehe wygrałam - chichitała Kriss
- chciałabyś :P - Ashani
- ja wygrałem, gupie baby :P - Cava pokazał faka. Wynik był taki że został jeszcze bardziej obrzucony śnieżkami. W końcu był wtopiony w lód jak Han Solo z "Gwiezdnych Wojen" :DDD
W końcu, gdy śnieg na nich zamarzł, a oni czarem spowodowali odmrożenie go, oddali się konwersacji.
- wypadałoby iść do tego zamku.
- nie. Jest coraz mniej czasu. Trzeba coś czym prędzej zrobić.
- hm?

- stójcie. - przed naszymi bohaterami stanęła nimfa śnieżna. Posiadała białą skórę i srebrno-błękękitne włosy, przypominajace szron. Była piękna jak obrazek i futurystyczna kochanka.

- jaka piękna. - westchnął cicho Cava.
Ashani zmarszczyła brwi.

- chciałabym wiedzieć jak krew tej nimfy wygląda na śniegu.

- co? - Kriss i Cava spojrzeli na Ashani ze zdumieniem.
-podoba ci się, tak? - Ashani wskazała na nimfę.
- co?
- podoba ci się! Ona nie da ci szczęścia, ona odwraca twój wzrok od tej, którą kochasz, oraz od tej, która szczęście moze ci dać, rozumiesz?
Nagle, nie wiadomo dlaczego, Ashani porwała miecz zza pasa Cavy i pobiegła wprost na nimfę, która zdezorientowana, nie zdążyła nawet się poruszyć. Ostrze miecza przecięło ją równiutko na pół.

Wąziutkie strumienie krwi poczęły płynac po lodzie tworząc przepiękne wzory na gładkiej tafli, a następnie wpadając w śnieg...

Ashani zanurzyła rękę w jej ciele i wyjęła, jeaszcze spazmatycznie bijące serce. Rzuciła je pod nogi Cavie, a ono natychmiast zamieniło się w lód.
Dziewczyna wolno wpatrywała się w strumyki krwi. Uklękła i zanurzyła ręce w okrwawionym sniegu.
- nikt.. nie będzie.. unieszczęśliwiał.. Cavy...- zacisnęła pięśći. Krew ze stopionego śniegu wolno spływała maleńkimi kroplami.
Z ziemii wyprysnęła energia. Były to upadłe dusze.
Cava, choć wciąż nieco zaskoczony, wypowiedział zaklęcie. Po wszystkim.
Nikt nie wiedział co miał sądzić o tym przerażajacym spektaklu. Nie było nawet czasu na myślenie, bowiem inne nimfy poczęly otaczać naszych bohaterów, tak że ci byli zmuszeni do ucieczki.
Wybiegli z kraju nimf, który zamknął się z trzaskiem. Wyszli do miasta, wynajęli pokój i tam spędzili w milczeniu resztę dnia.

***

- to jest już koniec. Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść. - powiedziała Katia, powtarzając słowa pewnej piosenki.
- hm? Co ty pierdlolisz? - zapytał Chazz, przeciągając się na łóżku. Katia była całkowicie ubrana (jeżeli jej odzienie można było nazwać całkowitym - czerwone, połyskliwe kozaczki na niebotycznym obcasie, kabaretki, króciutka, czewona, połyskliwa spódniczka, króciutki, połyskliwy top i sukienka, składajaca się wyłącznie z czerwonej kratki. Na to wszytko zazwyczaj Katia ubiera płaszcz) i, popalając papierosa, pakowała się.
- normalnie. Idziemy. Sprawa załatwiona.
- Dobrze się dzisiaj czujesz?
- załatwiłam sprawę, więc idziemy!
- jaką sprawę? Debilko, tu trzeba dłóżej posiedzieć, żeby...
- ZAMKNIJ PYSK! - rzuciła w niego butem, tak, że obcas wbił mu się w tęczówkę. - ZROBILIŚY TO CO TRZEBA I K O N I E C!
- czyli?
- nigdy się nie zwierzam nikomu, pragnęłam się zwierzyć tobie. Zrobiłam to. A ty mi powiedziałeś to, co będzie mnie długo prowadzić. Nara. - i wyszła, trzaskajac drzwiami.

W końcu zebrali sie wszyscy w kupie i wyruszyli dalej...

- gdzie idziemy? - zapytała się Katia prowadzącej ich Eexel
- do Atrimes.
Gurani nagle drgnęła.
- a tej co?
- nic.
Po sporym czasie dotarli do Atrimes.
Eexel i Gurani spojrzały na siebie.
- ona musi isć. - powiedziala Eexel
- hę? że kto?
- ja. - powiedziała Gurani. Odwróciła się i pobiegła.
- co to miało znaczyć?
- wynajmijmy jakiś hotel.. - Eexel wyciągneła się kocimi ruchami. - Zajmie jej to długo.
Jak powiedziała, tak zrobili.
Tymczasem Gurani wkroczyła do niewielkiego sklepiku z różnościami. Na rękach miała naręcze kwiatów i trochę słodyczy. Wzrok miała podobny do dziecka.
- czy jest właścicielka..? - zapytałą się cicho. Zżerała ją trema i zażenowanie.
- jest, a co? Poprosić ją na dół? znajoma, tak? -zapytała sie młoda ekspedientka.
- tak..
- już proszę. A z kim mam przyjemność?
- stara koleżanka...
Ekspedientka wbiegła na górę po schodach. Gurani przez ten czas zajeła się oglądaniem wytway. Na półkach były przeróżne różności, maluteńkie figurki krasnoludków, zwierzątek, na ścianach widniały wilkinowe ozdoby, a w kącie stał ogromny posąg jednorożca z czarnego marmuru.
Gurani uśmiechnęła sie, lecz mina jej zżedła po chwili. Przez jej głowę przebiegały masy wspomnień jak rozszalałe konie.
Usłyszała kroki na schodach.
Na dół zeszła kobieta o długich, rozwianych, brązowych włosach i wesołych oczach. Na pierwszy rzut oka widać było że to osoba otwarta, serdeczna i bardzo zwariowana, lecz pod wpływem wieku te cechy zostały stłumione przez powagę i zdrowy rozsądek. Jednak na twarzy tej kobiety widniał piękny uśmiech. Do czasu. Gdy ujrzała Gurani, uśmiech trochę przygasł.
Stały chwilę naprzeciw siebie.
- witaj Milie. - Gurani uśmiechnęła się nieśmiało.
- to ty.. - powiedziała Milie. Także uśmiechneła się.
Wpatrywały się w siebie.
- przy..niosłam ci to. Pomyślałam że się ucieszysz. - powiedziała Gurani, pokazując kwiaty.
- postaw..- jakże wielkie zdumienie wyrażały oczy Milie, gdy spoglądała na osóbke stwiajacą kwiaty na ladę.- dawno się nie widziałyśmy.
- owszem. Tak tęsnkinłam.. - powiedziała, lecz zrobiła minę, jakby ugryzła się w język.
Milie nic nie odpowiedziała.
- zmieniłaś się przez ten czas. - zaśmiała się Gurani, wskazując na sporawy brzuszek Milie. - jadło się za durzo?
Dziewczyna natychmiast się rozpromieniła i pogładziła się po brzuchu.
Gurani natychmiast posmutniała. Z wesołości przeszła w rozpacz. Spuściła głowę.
- oczekuję dziecka. Popatrz, połóż rękę. Kopie.
Gurani, nie mogąc odmówić, podeszła do Milie i położyła rękę na jej brzuchu. Poczuła lekkie kopniecie. Uśmiechneła się.
- a jak tam twój mąż?
- bardzo dobrze. Ostatnio dostał pracę na sąsiedniej wyspie. Wyprowazdamy się.
Gurani podniosła oczy. Były pełne łez.

***

- co ona właściwie tam robi? - zapytał sie Chazz żłopiac wódę.
- poszła do swojej starej kochanicy. - odpowiedziała Eexel, pijąc krwawą Mary do dna.
Wszytkim, jak jednemu mężowi, wypadły szklanki z rąk.
- że co..?
- stara kochanica jeszcze z czasów, gdy Gurani zaczęła dopiero poznawać świat. Niestety zakochała sie w mężczyźnie i wyszła za niego za mąż. Poor Gurani.
- O_o O_o O_o
- co się tak patrzycie? Gurani to lesba, nie wiedzieliscie o tym?


***

- muszę isć. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w tym mieście. - powiedziała cicho Gurani.
- i czemu płaczesz?
- nic.
- nie wiem, dlaczego robiłaś sobie jakiekolwiek nadzieje. Dobrze wiesz że kcoham tylko Aptepha.
- wiem. Ale mimo wszystko miło mi było cię zobaczyć! Życzę ci szczęścia.
Odwróciła sie i wyszła.
Nagle stanęła na środku placu. Zastanowiła się nad swoją egzystencją.
Upadła na ziemię. Nie znalazła swojego celu życia.

***

Rozdział 8.6.2.

Pościel była jeszcze gorąca od ciepła ich ciał, mimo że był już ranek.
Promienie słoneczne ledwo wzniesionego nad horyzont słońca wpadały przez okno do pokoju, oświetlając dwie sylwetki leżące w łóżku.
Jedna z nich przebudziła się. Z westchnieniem spojrzała na śpiącą błogim snem drugą osobę. Jej błekitne włosy okalały nagie ramiona i piękną twarz, na której tkwił najpieniejszy ze wszystkich uśeichów. Uśmiech spełnienia, uśmiech, który oznaczał, że to, o czym marzyła, spełniło sie z nawiazką. Uśmiech oznaczajacy wewnętrzny krzyk radości, równocześnie okalający upojeniem i spokojem. Uśmiech, który odganiał wszytkie smutki.
Mężczyzna sięgnął po przedmiot leżący obok łóżka.
Był to miecz.
Bez wahania, jakby automatycznym ruchem...

...wbił ostrze w dziewczynę, nie budząc jej nawet z tego spokojnego snu...

Krew spłynęła watrkim strumieniem po białej atłasowej pościeli, kapiąc na podłogę. Utworzyła piękne, rozpaczliwe wzory, jakby osoba -odbiorca śmiertelnego ciosu, nawet po śmierci pragnęła dać światu to, co najpiękniejsze.
Mężczyzna wyjął miecz z jej ciała i położył obok. Siadł na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach.
Promienie słońca padły na jego tatuaż w kształcie dzikiej róży.. i na twarz, która po chwili spojrzała śmiało przed siebie.
Otoczyła go przedziwna energia, a on począł wypowiadać słowa w nieznanym języku...

***

Kriss obudziła się. Byl wczesny ranek.
Za oknem panowały ożywione krzyki. Z hotelu po przeciwległej stronie ulicy dało się słyszeć stłumione okrzyki.
Przetarła wolno oczy. Nie mogła spać w nocy, zasneła dopiero nad ranem. Wyjrzała przez okno. Przyłożyła palec do czoła, by sięgnąć wzrokiem do hotelu... zobaczyła ten straszny widok... Jednak, usłyszała trzask drzwi w sąsiednim pokoju. To ja utwierdziło w pewnym przekonaniu. Wstała z łóżka i nawet się nie przebierając, weszła z trzaskiem do pokoju Cavy.
- gdzie byłeś cała noc? - zapytała się ostro, mierząc wzrokiem chłopaka, akurat ściągającego bluzkę.
- i tak tego nie zrozumiesz.- spojrzał na Kriss jak na dziecko, które chciałoby wiedzieć, co to jest fizyka kwantowa.
- gdzieś się szlajałeś? Przypominam, ze mamy tu inne rzeczy do roboty.
- jakże bym śmiał. - powiedział, ściągajac spodnie i idąc spokojnie do łazienki. Po chwili drzwi się za nim zamknęły.
- JAK MOZESZ MNIE TAK TRAKTOWAĆ! - walnęła obiema pięśćiami w drzwi od łazienki, wywalajac je. Cava akurat stał pod prysznicem. Woda spływała z jego mokrych włosów, a z z jego rąk spływały krople lekko jeszcze zabarwione krwią.
Ona wciąż stała, śmiało wpatrując się mu w oczy.
- co ty sobie myślisz? Wykorzysujesz moje zaufanie, moje, Ashani, olewasz nasza misję..
Nagle, z zaskoczenia, objął ją mocnymi jak stal ramionami, i mimo wielkich oporów, zaciągnał pod prysznic.
- CO TY ROBISZ?
- nie wyrywaj się. Dobze wiesz że nie możesz. - powiedział cicho. - Ashani już nie wróci. Jednak nie martw się, nic ci teraz nie zrobię. Za bardzo cię kocham. Zbyt cię kocham, by tknąć to ukochane ciało... - przejechał jej po ramieniu, zsówając ramiączko od jej koszuli nocnej i całując jej ramię , a potem szyję. - nie zniusłbym twych słów protesu i cierpienia... - przycisnął ją do siebie, a ona jęknęła, i uderzyła go w twarz. Zwolniło to lekko jego uścisk, tak, że mogła się wyrwać i uciec.
- NIENAWIDZĘ CIĘ! - krzyknęła, trzaskając dzrwiami. Wybiegła z pokoju. Przyciągnęła swoją energią, pieniądze i wybiegła z hotelu, biegła przed siebie.
Biegła, biegła, biegła, aż zabrakło jej tchu, który jednak wcuiąż płynął jej w krtani. Biegłą godzinę, dwie godziny, byle dalej. Nienawiść pchała ją do przodu jak najsilniejszy środek dopingowy, jakby w jej nogach wyrosły dodatkowe mięśnie. W końcu, nadal nie czując zmęczenia, stanęła na jakiejś polanie i krzyknęła. Wydusiła z siebie, w tym krzyku, całą nienwaiść, całą pogardę do świata i życia. Pobiegła do miasta. Kupiła tam nowe ubrania. Broń.
Uspokoiła się nieco. Nie wiedziała, co ma zrobić. Wyszła za miasto, wolno idąc drogą.
Ubrana była w czarne, skórzane, obcisłe spodnie, opatrzone u góry srebrnym pasem, u którego przyczepiony był sztylet. Do tego ubrała Czrany top, ozdobiony w srebrne akcenty i srebrny naszyjnik. Trochę jej było żal płaszca, którego dostała niegdyś od Bayou. Lercz teraz najważniejsze jest by nie spotkać Cavy. Nie wiedziała, co ma zrobić....
- przyda ci się i to.
Poczuła dziwne uczucie. Po chwili szelest włosów spływajacych na ziemię...
Złoty sztylet, ozdabiany runami, trafił spowrotem pod szkarłatny płaszcz. Piękne, inteligentne oczy, ukryte za całunem, skojrzały przelotnie na Kriss. Osoba szła dalej, mijając dziewczynę.
- że co? Kim ty...
- ale on i tak cię znajdzie. - powiedziała osoba... i rozpłynęła się, zwyczajnie rozpłynęła się w powietrzu, jak kłąb pary.
- co to było? - pomyślała Kriss, oglądajac się za osobą. Nagle przed jej oczami stanęła przerażająca perspektywa..- ..egzekutor..! Egezkutor.. umknęłam egzekutorowi...
Pogładziła się po włosach. Były króciutkie. Sięgały jej zaledwie do brody.
- świetnie... teraz na pewno mnie nie znajdzie...
Obiegła przed siebie.
Biegła tak jeszcze kilka godzin... aż do wieczora. W końcu padła wykończona. Zasnęła na środku polnej drogi, wśród drzew, szumiących: "on wróci.."

***


Gurani usiadła na łóżku. Oparła głowę na kolanach. Była smutna.
- jak ci z Nią poszło? - zapytała się Eexel siadając na brzegu łóżka.
Gurani nie odpowiedziała tylko wyprostowała nogi i odwróciła się tyłem do siostry.
- Gurani... - Eexel podpełzła do niej bliżej. - bo zacznę być zazdrosna...
- przestań...
W tym momencie Eexel obięła Gurani. Jednak nie było to siostrzane objęcie.
- Eexel przecież wiesz że nie mogłabym..
- udowodnij mi to...
W tym momencie usta Eexel musnęły szyję Gurani... po czym wtopiły się w nie niczym nóż w roztopione masło...
(JEżelic hcecie zrozumieć klimat sytuacji puśććie sobie "Ya Soshla S Uma" TATU)
- przestań.. jeszcze nas.. ktoś zobaczy.. - Gurani westchnęła ciężko
- a kiedy nam to przeszkadzało...?

Po chwili Gurani leżała rozłożona na łóżku, głowa zwisała jej za próg. Eexel, leżąc na niej, odgarniała jej głosy z twarzy.
- jesteś taka piękna, Gurani.. dlaczegoż ta szmata cię nie chce..? Tym lepiej.. dla mnie...
Poczęła całować jej szyję...
Dalej se qrna sami domyślcie, żeby nie wyszło, że jestem zboczona =="
Radzę puścić se na całą parę TATU. Dla podpowiedzi dodam, że nie był to grzeczny seks ;D

***

Katia nie mogła spać. Paląc papierosa chodziła po korytarzu, znęcając się nad hotelowym kotem. Jej uwagę przyciągnęły dziwne dźwięki dochodzące z pokoju sióstr.
Tknięta nagłym instynktem, otworzyła drzwi.
To co zobaczyła, długo pozostanie jej w pamięci.
Bowiem została siostry w objęciu, bynajmniej nie siostrzanym, bynajmniej nie kobiecym, bynajmniej nie spotykanym na codzień.
- co wy.. WY!! TO NIEMOŻLIWE! - papieros spadł jej na podłogę.
Eexel oderwała się od dość wyrafinowanych pieszczot Gurani i siadła na łózku. Jej towarzyszka, ciężko dysząc, leżała dalej.
- cóż to, Katio? - zapytała sie Eexel patrząc wzrokiem, jakiego Katia jeszcze nie widziała.
- ty! wy! - nie mogła dobrać słów. - nie dość.. że.. jesteście less.. to jeszcze SIOSTRY! JAK MOŻNA!
- a kto powiedział, że jesteśmy siostrami...? - Eexel wstała i podeszła do Katii. Przesunęła jej rękę po policzku.
- NIE ZBLIŻAJ SIĘ DO MNIE! - krzyknęła przerażona Katia.
- nie ma sprawy.. - Eexel wróciła na łóżko.- jednak, prosimy cię o dyskrecję...
- HA! JESZCZE CZEGO!!!! - wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami.

- CHAZZ! CHAAAAZZ! CHAAAAZZZZZZZZZZZ!!!!!!!!!!!! - wpadła do pokoju, tak ze Chazz spadł z łóżka.
- CO SIĘ DZIEJE? KONEIC ŚWIATA???
- GORZEJ!!! EEXEL I GURANI TO LESBY!
- Gurani to tak.. ale Eexel..? Przeciez ona się miziała do tego.. no.. jak mu tam dali.. Venetha.. - drapał się zaspany po głowie
- CZY TY NIC NIE KUMASZ, GŁĄBIE??? TE SIOSTRY UPRAWIAJĄ ZE SOBĄ SEKS?? ROZUMIESSZ??? ZE SOBĄĄĄĄĄĄĄ!!!!!!! - ryczała, targajac go za szyję.
- hęęę..? A JA TEGO NIE WIDZIAŁEM!!!!!!!!



Korytarzem przemknęła, niczym jakiś duch, EExel. Jej oczy zabłysły w świetle księżyca. Uśmiech rozbłysł niczym najczarniejszy cień w nocy.
Przez głowę Katii prezbiegł nagly impuls, którego w życiu jeszcze nie czuła. Tak, tego nie da się opisać. Nie wiedziała dlaczego, nie wiedziała jak, nie wiedziała co. Pochwyciła sztylet leżący na toaletce.

Krew jednorożycy bryznęła na ścianę.

- dla..czego..? - zapytała się Eexel, zsuwajac się po ścianie.
- a dlaczego nie. - Katia odwróciła się na pięcie i pobiegła do pokoju sióstr. Odnalazła tam Gurani. Biel poscieli także zabarwiła się krwią. Katia chwyciła ją za włosy i zawkoła do Eexel.
- powiedz mi, dlaczego..? - zapytała się Eexel.
- dlatego, że tego pragnę. - w oczach Katii zabłysł ogień.
Złożyła ręce do jak do modlitwy.
- pragnę, żebyś cierpiała, Eexel.
Nagle, nieprzytomna Gurani, zamieniła się w jednorożca, leżącego na podłodze. Katia chwyciła jej róg.
- nie.. nie chcesz zrobić tego, co myślę...
Katia uśmiechnęła się i odcięła Gurani róg. Zwłoki jednorożca rozpadły się na złoty pył.
- dlaczego.. ona przecież... ..- Eexel rozpłakała się.
- wiesz dlaczego? W tym momencie pragnęłam ją zabić. Potem mogę już tego nie czuć... Ciebie nie zbaiję.. chcę abyś cierpiała... chcę abyś pokazywała wszystkim napotkanym ludziom, jakie jednorożce są obłudne... jakie fałszywe...
Kopnęła Eexel prosto w ranę, wceśniej zadaną. Jednorożyca zwinęła się z bólu i straciła przytomność. Widać że na długo.
- A to na pamiątkę.
Katia wbiła róg w jej ciało.
- CO TU SIĘ DZIEJE?! - z jakiegoś pokoju wybiegła Brett. Zonbaczyłą Katię otoczoną dziwnym światłem, z krwią spływającą jej po rękach.
- ODEJDŹ STĄD, JEŻELI TY TAKŻE NIE CHCESZ TAK SKOŃCZYĆ!
- uważaj, Brett. - Chazz podszedł do siostry.
Katia padła na kolana.
- co tu się stało..?
Chazz bez słowa ją objął.
Ona zapłakała mu w rękaw.



Boshe, jaka to była brutalna ksiega O_o pełno krwi, śmierci i sexu, oł maj gad O_o

C.D.N.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.94237800 1276780436
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!