Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 5
rozdział #07
 
Treść fanfika..
Jea, to znowu ja powracam! wraz z nowymi siłami witalnymi i kubłem herbaty oraz górą kalorycznych potraw pod ręką ! Zapowiada się długie pisanie !

[ALL CZYTELNICY: [westchnienie]

No to jedziem z tym koksem ^^

KSIĘGA SIÓDMA (czy szczęśliwa? to się jeszcze okaże bzdryńg ^^)

rozdział namber uno ! narada u Liny. Ciąg dalszy wyprawy jełopków ^^

- CZY MIAŁEŚ KEIDYŚ WYCINANE JAJA TY CHOLERNY KOCZKODANIE? - Lina walnęła Xellossem o ścianę
- Lina ta fryzura cię postarza. Do tego ta mina ^^...
- OOOOOOOOOOOOOOŻŻŻŻŻŻŻŻŻ TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY

[SRRRRRRRRRRRUUUUU]

- aaaaauaaa... - pisnął Xelloss osówając się na podłogę - będę impotentem ..!
- MASZ JESZCZE JAKIEŚ UWAGI DO MOJEJ NIESKAZITELNEJ I NIETKNIĘTEJ UPŁYWEM CZASU URODY?
- ależ nie, jesteś taka piękna świeża i tak dalej..
- ROZUMIEM ŻEBYŚ TY COŚ TAKIEGO ODWALIŁ, STAĆ CIĘ NA TO PATAFIANIE - ryknęła Lina na zwiniętego w kulkę Xellossa - ALE ŻEBYŚ TY STELLA? SPOKOJNA ZRÓWNOWAŻONA UCZCIWA DZIEWCZYNA?
- ee.. - Stella zdała sobie sprawę że jest w oczach Liny w tej chwili przeciwieństwem tych cech
- Lina spokojnie.. - uspokoił ją Zelgadiss, stojący do tej pory przy ścianie. - może najpierw zapytalibysmy się o motywy ich działania?
- może najpierw ja się spytam dlaczego nas śledziłaś, Lino. - zapytała się Stella
- HA HA I DOBRZE JAK WIDAĆ ZROBIŁAM ! - zawyła Lina tryumfalnie - wiedziałam że tak bezinteresownie byście nie zgodzili na współpracę..
- ale naszczęście mnie i Zelusia to nie dotyczy.. żadnego z nmaszych dzieci nie ma na wyprawie, prawda Zelusiu? - zapytała się Amelia
- tak tak.. i błagam, nie nazywaj mnie Zelusiu.. - jęknął zburaczony Zel
Xelloss i Stella porozumieli się wzrokiem że nie będą wyprowadzać troskliwych rodziców z błędu.
- a o co chodzi? -zainteresowął się Gourry
- o ten zegar co nie chodzi..- warknęła Lina
- co? jaki zegar? najpierw koczkodany, potem impotenci a na końcu zegar... ja już się pogubi..
- dobra dobra, ty lepiej siedź cicho. - zwróciła się do Xella - a ty spowiadaj się.
- aależ co?
- JAJECZKO DROGĄ SZŁO ! po co zmieniliście im drogę?
Xelloss uśmiechnął się charakterystycznie.
- sore wa himitsu desu ^^
- FIRE BALL !!!!!!!!!!

*SRUUU*

- JA CI DAM HIMITSU !!!! [kop w miejsce gdzie nie powinno się kopać ] - ryknęła Lina. Xelloss znów z jękiem osunął się na ziemię.
- litoości.. - zaskowyczał Xell
- jesteś okrutna. - powiedziała Stella
- A CO TY TEŻ CHCESZ DOSTAĆ?
- geez..
- NO A TERAZ MÓWTA!
- no więc chcemy zdobyć władzę. - jęknęła Stella
- co? władzę?
- w-władzddzzzęęę..w-wielkąąąąą władzę.. - Stella przeciągała wyrazy próbując przeszkodzić Linie w zadawaniu pytań - bardzooo wielkąąą władzę...
- PO CO?
- p-po to, żeby..- Stella zająknęła sie spojrzała na pogrążonego w drgawkach Xellossa i przygryzła wargi - no w-więc po to, żeby.. żeby.. żeby.. eee.. mieć władzę !
- ................
- spadamy. - Xelloss znikł, zmaterializował się przy Stelli, i znikł razem z nią.
- OOOOOOOOOOOO NIEEEEEEEEEEEEE TRZEBA BYŁO GO PILNOOOOOWAAAAAAAAAĆĆĆ !!!!!!!!!!!!!!!!! FIRE BALL FIRE BALL FIRE BALL FORE BALL !

I tak, w ataku szału, Lina rozwaliła całą chatkę ^^ lecz wracamy do tych, wokół których cały ten bezsensowny fik się kręci.

- kiedy ona się obudzi.. już zaczyna mi ciążyć..- jęknął Veneth tachając nieprzytomną Katię.
Lec właśnie wtedy Katia otworzyła oczy.
- ojej.. Veneth.. niesiesz mnie..dziekuję.. - znów przymknęła oczy
- Katia, co ci jest?? nie wyglądasz za dobrze..
- bo tak się czuję.. ale to chyba nic poważnego.. muszę spytać się taty. - jęknęła mówiąc oraz ciszej. - spać mi się chce po prostu..
- śpij, śpij nie przejmuj się. - uśmiechnął się do niej Veneth
- dziękuję..że troszczysz się o mnie.. jestem dla ciebie taka okropna.. masz mnie pewnie za jakąś.. - i zasnęła.
- biedna.. - Kriss podeszła do Katii - coś mi się widzi że ona czuje do ciebie coś więcej niż miętę..
- przestań. A tak swoją drogą to ciekawe co tak ciągle jej się chce spać?
- ten lot nad morzem to był dla niej męczący, co by nie mówić.. niech śpi.
- a tak przy okazji: musze ją nieść, weście coś ode mnie, co? jestem na przykład poobwieszany tymi broniami z Naab. Weście sobie, dla każdego coś innego.
- no dobra. - Sunny podeszła i odpięła sobie sztylet.
Moony wziął sobie tarczę. Dla Katii został łuk.
- a tobie Kriss nic nie zostało. - powiedział Ven
- mam pierścień. - powiedziała patrząc się przed siebie
- pierścień? a właściwie do czego taki mały pierścień słóży? pok.. - wyciągnął rękę by zdjąć jej z palca pierścień, lecz ona odruchowo ją odsunęła. - ej, co jest? w końcu zdobyliśmy ten pierścień wspólnie!
Kriss przeszyła go wzrokiem, tak że chłopak zrobił się przy niej taki malutki ^^ i nie śmiał się już jej o cokolwiek pytać.
Szli i szli i szli przez lasy pola rzeki i tym podobne elementy scenografii. W końcu zbliżyli się do wielkiej ściany skalnej.
- wg mapy za tą ścianą znajduje się chatka sędziwego pustelnika.
- o kur.. w Tokyo nie ma ! jest gładziutka i stroma ! równie dobrze moglibyśmy wejść na szklaną górę. - jęknął Veneth
- LEWITASJĄ ! - Sunny i Moony wznieśli się w powietrzę.
- no tak, to było tak łatwe że sam bym na to nie wpadł. LEWITASJĄ !- i także wzniósł się w górę. Gdy już przelecieli dobre kilka metrów spostrzegli, że..
- ej, a gdzie Kriss?
- ale z nas głąby ][ przecież ona nie umie czarować !
Lecz..

[CZEP CZEP CZEP CZEP]

Ze zwinnością kota skrzyżowanego z małpą, Kriss przemierzała urwisko skalne skokami. Ledwo wogóle co dotykała ściany bo wciąż odbijała się. W końcu odbiła się z całej siły i przylgnęła do ściany na wysokości naszych bohaterów.

[CZEPPPPS]

- co.. jak ty to robisz?
Kriss spojrzała na nich wzrokiem pod tytułem "nieważne-ale-swoją-drogą-mogliście-na-mnie-poczekać"
- porzecież.. ta ściana jest gładziutka jak lustro.. nawet w tej chwili.,. jak ty z niej nie spadasz?
- pierścień.. - Moony zauważył że ostra końcówka pierścienia na lewej ręce Kriss jest wbita w ścianę.
- to niemożliwe... trzymasz się jedną reką.. nie, jedym palcem.. na takiej ścianie..
- moglibyście skończyć zachwycanie się mną i lecieć do przodu? zagradzacie mi drogę =="
Tak też zrobili. Kriss ponownie ze sprawnością błyskawicy skakała do góry.
Wreszcie znaleźli się na szczycie skały.
- jeny.. popatrzcie tam.. - Moony wskazał na dolinę. Z samej góry spływał wodospad. Cała dolina była zielona, gdzieniegdzie rozesłane były laski.
Nagle z tyłu saltem w powietrzu, wylądowała Kriss.
- tak. to bez wątpienia tu.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, znów zrobiła salto w powietzru i poszybowała w dół.
- CO ONA ROBI !! ONA SIĘ ZABIJE !!!!!!!!
Wszycy polewitowali za nią. Lecz ona chwyciła się nagle wystającego konara drzewa. Potem drugiego, następnie trzeciego i czwartego. Potem znów wykonując salto wylądowała na ziemii.
- hu.. - odetchnęła.
- ŻYJESZ ? KRISS !!! - cała wataha zleciała na dół
- czy ja wyglądam na trupa ==" ?
- gdzieś się tego nauczyła?
Zrobiła minę jakby nie miała najmniejszego zamiaru im odpowiadać. W końcu ruszyła przed siebie.
- UAAAH... coś straciłam? - Katia obudziła i przeciągnęła się- o cześć, Veneth.
- no siem.
- o, już wyglądasz lepiej. - zauważyła Kriss.
- no, bo się wyspałam ^^
Tak więc, teraz wszyscy świerzy i przytomni, szli na spotkanie ich mistrza.

rozdział drugi. Aptemm. Zadziwiający trening. Nowy przyjaciel Katii.

- ale pewnie ten pustelnik będzie stary i zgrzybiały. - westchnęła Katia- szkoda.
- a ty tylko o jednym =="
- ej, tam przy wodospadzie coś jest !
Wodospad z szumem spadał do jeziora. Lecz na małej skałce, na środku siedziała postać. Był to jasnowołosy mężczyzna z niezwykle długimi włosami związanymy w luźnego kitka. Jego lekko przymknięte oczy miały kolor jasnej zieleni. Ubrany był w to, co zazwyczaj ubierają mistrzowie ^^ czyli żadnych specjalnych rewelacji.
Tak więc na tej wystającej z wody skałce siedział, medytując, para wodna wokół niego tworzyła tęczę.
- jeżeli to jest sędziwy pustelnik to ja jestem dziewicą. - syknęła Katia
- witajcie. - powiedział spokojnie człowiek. Mimo że wodospad szumiał bardzo głośno, głos ten było słychać. - czy przyszliście tu na nauki?
- tak..
- witajcie.. nazywam się Aptemm. Będę waszym mistrzem przez te kilka dni.
Nagle uniusł się ze skałki i spokojnie przelewitował. Stanął przed naszymi bohaterami - żadna rewelacja był niższy od Kriss (jak większość napotkanych ludzi [:DDD),właściwie to mniej więcej wzrostu Moony i Sunny. Wyglądał na zwyczajnego, zadowolonego z życia człowieka, rozmarzonego i szczęśliwego. Jednak w głębi jego półprzymkniętych oczu wszyscy dostrzegli pewna troskę.
- pan.. pan na pewno jest mistrzem? - Kriss i Veneth spojrzeli na o głowę niższego od nich gościa.
- oczywiście. Lecz ostrzegam.. czeka was trening inny niż oczekiwaliście.. no ale cóż. Może wpierw coś zjemy, co?
- bbbbbrrrbbbrbrb...- odpowiedział brzuch Kriss

***

- oooccch wygląda to apetycznie !!!!!!!! - Kriss oblizała się widząc dania wnoszone przez Aptemma.Wszyscy siedzieli w niewielkiej chatce. Światło słoneczne wpadało przez okno oświatlając stół. Wszyscy od razu rzucili się na potrawy.
- nacieszcie się tym. To będzie jak narazie wasz ostatni zjedzony normalnie posiłek. - powiedział Aptemm
- co? dlaczego?
- [błysk w oku] zobaczycie. Wszyscy (w szczególności nasza nienajedzona Kriss [:DD) wchołenęli żarcie w niedługim czasie.
- zjedliście już? no to może zacznijmy trening od razu.
- co tak? ej, żdnego dzieńdobry, oprowadzania po terenie, nic?
Aptemmt wyszedł z chatki. Wszyscy, wzruszywszy ramionami poszli za nim. Za chatką znajdował się mały lasek.
- widzicie te gałęzie? - wskazał na kilka grubych konarów znajdujących się nad nim
- aaa tak, rozumiem, mamy się na nich podciągnąć z 1000 razy? - zapytała Katia rozcierając dłonie
- nie. Opowiedzcie mi o nich.
- CO???
- po prostu opowiedzcie mi o nich. - gościu usiadł na soczyściezielonej trawie. Przez drzewa wpadały promienie słońca oświatlając zdumione twarze naszych bohaterów.
- więc.. są brązowe.. pokrzywione..
- ależ nie nie. - wyjaśnił spokojnie. - opowiedzcie mi o nich, tak żebym je zobaczył.
- no więc.. są brązowo- czarne.
- nie nie nie. - łagodnie pokręcił głową - to wasz pierwszy raz, więc wytłumaczę wam. - wstał. - Z tych gałęzi bije piękno i życie. Są symbolem radości i pełni życia. Czuję, jak bije z nich ciepło. W duszy śmieją się i przekazują wszystkim by cieszyć się tym cudownym dniem.
Zapadła cisza.
- rozumiecie? musicie nauczyć dostrzegać się to co niedostrzegalne. Musicie poznawać wnętrze. Musicie spojrzeć na świat pod zupełnie innym kątem. Pamiętajcie. Teraz jesteście wolni. Jutro zaczynamy prawdziwy trening. - odwrócił się i poszedł do chatki.
- czy on na pewno jest normalny..? - jęknął Moony
- wiecie, on w pewnym sensie ma rację.. - powiedziała Katia - tak to też można zinterpretować..
- a do czego nam się to przyda ???- zapytała się Sunny
- być moze kiedyś to zrozumiemy. - powiedziała Kriss i zacisnęła rękę na swoim pierścieniu.
- choćcie, pozwiedzamy okolicę.
Wyszli z lasku. Przed nimi otworzyła się łąka pełna motyli i kwiatów. W powietrzu unosił się cudowny zapach.
- pomysleć że my mamy uczyć się magii w takich warunkach.. - westchnął Veneth
- witaj ^^ - nagle na ręce Katii przysiadł słowik - cześć malutki ^^ jesteś głodny? - wyjęła z kieszeni trochę chleba co zakosiła podczas obiadu i podała ptaszkowi - oj, a co ty tu masz.. - zauważyła spore zadrapanie. Rzuciła na niego czar uzdrowienia.
- widzę że zwierzęta sie ciebie trzymaja (c-16 się też trzymały BUAHAHAHIEHIE) - powiedziała Sunny
- ej, ale to niemożliwe żeby taki mały ptaszek mógł sobie sam to zrobić.. a w tej okolicy raczej nie występują drapieżniki.. - Katia przyglądała się słowikowi w najlepsze wcinającemu chleb.
- oj masz problemy.
- ale trzeba przyznać że przyjemnie tu. - Sunny położyła się w trawie i kwiatach. Nad jej głową było sklepione błękitne niebo. Wszyscy poslzi za jej śladem łącznie z Katią wciąż trzymającą słowika. Wszyscy, oprócz Kriss.
- Kriss połóż się, wiesz jak przyjemnie?
- nie dziękuję. - mruknęła i spojrzała się na nieco bardziej zacieniony las jakby marząc by się w nim znaleźć.
-Kriss..
Milczała.
Veneth nagle wstał.
- Kriss czy ty zawsze musisz być odludkiem? nie umiesz cieszyć się przyrodą?
Spojrzała mu w oczy. Spodziewała się zobaczyć jakąś złośliwość lecz zobaczyła tylko szczere zdziwienie. Otworzyła usta żeby mu coś odpowiedzieć.
- kładziesz się, i to już. - Veneth pociągnął ją za rękę ku ziemii
- nie, ja nie..
- tak.
- nie nie nie !
- TAK TAK TAK !
- nie !
Wyrwała się mu lecz on przewrócił się na nią, tak że oboje sie stoczyli z pagurka.
- jakie to romantyczne - westchnęła Sunny.
- ehe.. chrrr..- chrapnął Moony który już sobie przysnął
Tymczasem Veneth i Kriss w najlepsze staczali się [:DDD w końcu wylądowali na dole.
- aauaa... ja żyję? - otworzyła oczy i zobaczyła rozjarzonego Venetha
- siem !
- AAAH !!!!! a to ty.
- no a spodziewałaś się kogoś innego?
- w tej pozycji co my leżymy raczej nigogo.
Czy wspominałąm już że Ven leżał na Kriss [:DDD nie? to wspominam [:DDDD
- dobra, a teraz wyjawisz mi swoją tajemnicę.
- co? jaką tajemnicę? ja się nie bawie w tajemnice, co ja Xelloss jestem???
- opowiesz mi dziewczynko dlaczego tak nie lubisz wszystkiego co jest wesołe.
- nie lubię i już. ZŁAŹ ZE MNIE !
- a nie :P no to w takim razie wyjaw mi do czego słóży twój pierścień. Coś go dość mocno ukrywasz, a nie wieżę, że słóży on tylko do wspinaczki..
Kriss milczała.
- oo, czyżbym trafił w to, o czym byś nie chciała mówić?
Kriss nadal milczała.
- a, i o ile pamiętam kamyczek w tym pierścionku był bezbarwny.. a teraz jest niebieściutki... a może o tym też nie wiesz?
- to tajemnica.-powiedziała twardo Kriss- a tak pozatym co ciebie tak nagle zaczęło to interesować co? nigdy nie interesowałeś się co czuję, chyba że chciałeś coś z tego wyciągnąć.
Teraz z kolei Veneth się zmieszał.
- przestań tak mówić. To ty jesteś ciągle zamknięta jak ostryga.. zresztą nie o tym mamy mówić. Wiem że coś ukrywasz. I to coś dużego... coś co być może kiedyś zadecyduje o twoim losie... no ale cóż nie mi to odkrywać wbrew twojej woli.
Kriss po dłóższym milczeniu odpowiedziała mu ciche:
- dziękuję..
- nie ma za co. A teraz pędź do reszty, bo pewnie myślą że cię gwałcę lub coś takiego ^^"
Uwolnił ją z uścisku. Poszła szybkim krokiem w kierunku przyjaciół. On udał się za nią.
Katia siedziała i karmiła nadal słowika pajdą chleba. Lecz naglę na ziemię padł niewielki cień.
- co to..
Zanim zdołała dokończyć pytanie na jej ramieniu siadł sokół.
- s-sokół..? tutaj? - wydusiła.
- przyciągasz zwierzęta..
- no cóż w końcu taka mieszanka gatunków jak ja nieczęsto się zdaża w przyrodzie.. cześć, sokołku.. to ty zrobiłeś temu słowikowi kuku?
Lecz słowik nie uciekł na widok jastrzebia. Ten też ani myślał o napadnięciu na słowika.
- łagodny jesteś..- pogłaskała go po jego lśniących piórach - i pewnie głodny.. ale dla ciebie trzeba mięska.. hmm.. Veneth choć tu ^^
- chciałabyś !
- a to sie fakaj :PPP - nagle zauważyła że i sokół ma ranę. Rzuciła także na niego czar uzdrowienia.- zdecydowanie za dużo ptaków jest rannych.. hę a co to jest? - z miejsca, gdzie przed chwilą była rana wyjęła kilka złotych włukien, jakby od piór. - widzieliście to?
- to nie są zwykłe pióra- Veneth wziął je do ręki. - zostawił je jakiś inny ptak bardzo duży. Ciekawe..
- biedny sokołku.- Katia znów pogładziła go po lśniących piórach. Słowik tymczasem porywając pajdę chleba odleciał. - ale ty nie odlecisz, co?
Sokół w odpowiedzi zakwilił jak to robią zazwyczaj sokoły ^^
- ob będzie mój.- ogłosiła dumnie.- nazwę go Sky, na cześć niebu po którym lata .
- to ty wogóle się powinnaś nazywać groundsky. - zauważył Veneth
- cicho. Teraz muszę zrobić sobie rękawicę. Sypnij ktoś kawałek skóry!
- se zedrzyj :PP
- ale śmieszne ==" hmm, Moony, potrzebujesz aż tyle tej peleryny?
- a o co chodzi?
- daj mi ją ^^
- po co?
- chcę sobie zrobić rękawicę.
- hę? po co?- spojrzał bezmyślnie
- wiesz, nie zadawal lepiej pytań, tylko daj mi pelerynę.
- czyją?
- swoją głąbie =="
Moony pobłądził chwilę wzrokiem.
- a ! - odpiął sobie - dobra, masz, chociaż i tak nie wiem do czego może ci słóżyć.
Katia trochę po chamsku ją podarła a potem przyczepiła sobie do ręki poniżej łokcia. Usadowiła na niej jastrzębia.
- wygodnie ci ^^ ?
Nasi bohaterowie wreszcie wstali z tej łąki by jeszcze trochę pochodzić i poobeznawać się z terenem. Po kilku minutach drogi, drogę przeciął im strumień.
- to pewnie od wodospadu.
- ciekawe dokąd on wpada.. dalej jest przecież tylko skała..
- sprawdzimy to kiedy indziej, mamy lepsze sprawy na głowie ^^ no nie Sky? - Katia zwróciła się do swojego jastrzębia
Kriss spojrzała się tylko na nią z litością.

FUCKFUCKFUCKFUCKFUCKFUKDKFKVJCKJUDHDFKHDFKJDFHDFKJTYAKUAUSVJ [wyrzywanie się na klawiaturze przez authorkę, z powodu oceny którą otrzymała wcześniej ze sprawdzianu]

[kashlu kashlu]

kontynuuujmy.

- ciekawe co tam słychać u naszych rodziców.
- nom. Prawdę mówiąc to spokojne życie zaczyna trochę mnie nudzić.- westchneła Sunny
- biedne dziecko, skoro narażanie życia w sztormie i uciekanie od trolli jest dla ciebie spokojem to cóż za metody wychowawcze musiała stosować Lina.. - Katia pokręciła głową
- Frie Balle, Dragon Slave'y, Fire Arrow'y..- zaczął wyliczać Moony
- a te kaszki.. - Kriss zrobiła minę jakby zaraz miała zwymiotować.
- taak trzeba przyznać że nasza mama nie dysponowała talentem kucharskim ^^ - powiedziała Sunny
- ale te kaszki.. ludzie ][][
- phe ! kaszki to jeszcze nic przy.. przy.. przy..- i Moony nagle wybuchł płaczem
- oj dziecko moje kochane.. wiem, wspomnienie zupek mlecznych to dla ciebie koszmar.. - Kriss przytuliła brata
- ALE TO TAAKIE STRAAASZNEEE ! JA NIGDY TEGO NIE ZAPOOOMNEEE !!!
- mamy śmiać się czy płakać..?- zapytał Veneth
- co ty możesz wiedzieć, ty, karmiony przez całe życie przez kucharzy Seyruun- warknęła Kriss
-hehe. No ale ja za to byłem mniej więcej raz na miesiąc wywalany z jakiejś szkoły.
- trzeba było uczyć się korenspondencyjnie, tak jak my, nie miałbyś takich problemów.
- to nie przystoi na przyszłego króla ! nie to co wy, dzieciaki z prowincji !
Kriss przeszyła go wzrokiem. Gdyby wzrok mógł przebijać, Veneth byłby dziurawy jak ser szwajcarski.
- wy to macie problemy. - machnęła ręką Katia - mi było wszystko wolno !
- widać =="
- coś chciałaś przez to powiedzieć, Katia ]_-
- pewnie że tak ]_-
- acha ^^ no to nie kończ.
- ==="

OPUŚĆMY TE CIEKAWE ROZMOWY BY PRZENIEŚĆ SIĘ W INNE MIEJSCE

Princessa zmaterializowała się w wielkim pięknym pałacu gdzieś w górach.
- Lajt !
Lecz odbiło się tylko echo. Princessa westchnęła i poszła do głównej sali. Lecz tam także nikogo nie było.
- Lajt ! wiesz co, na mistrzynię takiego kalibru nie wypada bawić się w niewidzialność =="
Po chwili przed Princessą zmaterializowała się roześmiana Lightening.
- sorki nie mogłam się oprzeć :PPP zawsze się na to nabierałaś ]:DDD
- ha.. ha.. ha..
- luz siostrzyczko [SRU] - Lajt walnęła Princessę w plecy tak że ona o mało nie wypluła płuc- co cię sprowadza do starej Ligtening?
- khe khe khe.. - nic się nie zmieniłaś.. NO NIE SIOSTRO [:DDD- Princessa walnęła siostrę w plecy tak że ta omało nie wypluła całego układu oddechowego [:DDD
- khe khe! SIOSTRZYCZKA !!
- khe khe ! KOPE LAT !!
I obie zapadły w idyllicznym uścisku ^^

***

- co się stało, że odwiedzasz starą siostrę ? zazwyczaj wpadasz z wizytą raz na 500 lat ! - powiedziaął Lightening podając herbatę
- sorry że tak rzadko wpadam. Wiesz, huk roboty - trzeba zsyłać na ludzi tyle koszmarów. A teraz.. no cóż.. jesteś chyba najmądrzejsza z naszej familii.. znasz się na starożytnych językach.. jakby ci to nie sprawiło problemu przetłumacz mi to ! - Princessa podała Lajt runy w języku starożytnych smoków.
- hm hm hm.. - Lajt wlepiła w nie wzrok - to bardzo stary język.. ale nie ma problemów.. hmmm.. tu jest.. zaklęcie autodestrukcji? Princess po kiego grzyba ci to???
- a tak mi się nudzi ostatnio :P pozatym chcę pomóc mojemu prabratankowi.
- prabratankowi?
- no, prawnukowi Reza.
- aaa tamten playboy niach niach ^^ a cóż te pismo mu pomoże? o ile wiem zaklęcie autodestrukcji z mocy księżyca i słońca znają tylko nieliczni, i tylko ci co mieli do czynienia z mieczem z Naab.
- no właśnie. Veneth jest wybrańcem miecza z Naab.
- SERIO?
- serio serio. - powiedziała ponuro Princessa - a najgorsze jest to że próby na obsługę tego miecza są cholernie trudne. I inne dla każdego.
- a masz je?
- nie... i właśnie w tym sęk.
- hmm.. mam pomysł.. może spiszę język w krótkim słowniczku.. i przekażę.. wiesz komu ..
- myślę że to dobry pomysł ! prędziej czy później Ven spotka się ze swoim mistrzem. Jesteś genialna Lajt !
- dzienx ^^ a teraz spiszę ci te zaklęcia autodestrukcji. Mogą ci się kiedyś przydać.
- phe ! i tak jestem nieśmiertelna.
- no tak, mazoku. Dobra. hmm.. "autodestrukcja z mocy księżyca. O Księżycu tlący się na niebie jak płomień przeznaczenia symbolu wiecznego snu kontrasu spokoju i panicznego przerażenia. Niech twa łagodna moc spłynie na mnie, by dać mi ukojenie i spokój. AUTODESTRUKCJA !"
- huh, dramatyczne !
- no nie? a teraz "autodestrukcja ze strony słońca. O Słońce, gwiazdo znająca każde stworzenie od kolebki, przemijająca i znów odradzajaca się. Niech twa moc życia i śmierci spocznie we mnie by uwolnić mnie z mojego przebudzenia. AUTODESTRUKCJA !"
- jeszcze bardziej dramatyczne..
- taaa.. ale czekaj. I to wszystko co mi przyniosłaś?
- więcej w tej książce nie mieli !
- istnieje jeszcze autodestrukcja z mocy czystego nieba. Stusuje się, jeżeli oprócz siebie chce się unicestwić wymiar :PP hehe.
- no cóż, Lajt, dzięki, ja już muszę się zbierać.
- już? tak szybko? ŁEEE..
- postaram się wpadać częściej.
- tak mówisz za każdym razem
- no cóż.. na nudę nie możesz narzekać. Masz Vejite :P
- a mam ^^
- nio ^^ to ja lecę ! narka !
- pa !
I Princessa znikła.

WRACAMY DO NASZYCH BOHATERÓW

- o, kolejny las !
- aleś ty spostrzegawcza.
- sss ! odwal się !
- hiehiehie
- ty walnięty obsrańcu ! co ty sobie myślisz !
Tak szli gawędząc beztrosko ^^ asz weszli do lasu.
- ciemno tuuu ! wracamy ! ale..- Katia dostrzegła coś w ciemności - nie.. choćcie za mną !
Szli pomiędzy pniami drzew, potykając się o ich korzenie. W końcu i oni zaczęli dostrzegać słabe światło błyszcące gdzieś w oddali.
W końcu doszli do zwalonego i do połowy spalonego drzewa. Obok niego, błyszcząc oślepiającym blaskiem leżało pióro. Złote pióro. Pióro to paliło się.
- co za..
- konik garbuseeek? - wyjechał Moony
- dupku =="
Podeszli do pióra. Tliło się lekkim, dogasającym już ogniem. kilka drzew obok było zwalonych. Samo pióro było wielkości łydki.
- ciekawe kto zniszczył tak te drzewa..
- i zostawił to pióro..- Veneth próbował je wziąć do ręki lecz poparzył się biedak
- to było coś dużego..
Wszyscy oddali się myśleniu.
- a jeżeli to zaraz sie tu zjawi?
- żeby nas zabić?
W tej chwili usłyszeli szelest w krzakach.
- TO IDZIE PO NAS !
Veneth sięgnął po swój miecz, Katia ustawiła się w pozycji dogodniej do rzucenia czaru.
To coś zdawało się zbiliżać. Szelest stawał się coraz bliższy..
- osłaniamy was. - mruknęli Sunny i Moony wyciągając miecze
Szelest stawał się coraz bliższy, aż..
- HAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!! - wszyscy rzucili się na coś co pojawiło się za krzakami. Lecz po kilku chwilach ich odepchnęła aura.
- tak się wita mistrza? - zapytał się Aptemm patrząc na zdezorientowanych adeptów ^^
- to.. to był pan?
- oczywiście.
- myśleliśmy że to coś.. ktoś inny..
- hmm? a to czemu?
- znaleźliśmy to pióro.. i.. - Sunny wskazała na pióro. Aptemm podszedł do niego i przyjrzał się mu.
- nie ma się czego bać. Odwiedza te strony pewien drapieżnik.. wczoraj spotkałem go i rozprawiłem się z nim. Widzicie pobojowisko - pokazał na spalone drzewa - a teraz choćmy. Muszę wam coś pokazać.
Zaczął iść w kierunku z którego przyszedł. Wszyscy udali się za nim.
- ładny sokół. - spojrzał na sokoła siedzącego na ręce Katii. - skąd go masz?
- ranny przyleciał do mnie. Prawdopodobnie zaatakował go tamten ptak.. wiadać dużo większy od niego.
- chyba tak. - Aptemm pokiwał głową. W końcu doszli do jego chatki.
- będziecie spać tu - wskazał gdzieś do góry
- słucham?
- musicie nauczyc się wciąż być czujni.
- chyba się pogubiłem. - Moony podrapał sie po głowie
- będziecie spać lewitując. Jasne? kto upadnie w ciągu nocy nie dostanie śniadania. A teraz żegnam. - poszedł do chatki
- NIE DOSTANIE ŚNIADANIA? - Kriss padła na ziemię
- no tak. ona nie umie lewitować.
- oj Kriss, nie martw się, nauczę cię. - powiedziała Katia podnosząc załamaną Kriss z ziemii.
- OK.
Poszły gdzieś na ubocze uczyć się "LEWITASJĄ"
- co będziemy robić? jeszcze kawał dnia nam został. - powiedział Moony
- pobawmy się w chowanego ! - wpadła na pomysł Sunny
- =="
- może pójdziemy nad wodospad? albo połowimy ryby?
- co to wodospad..?
- =========" pokażę ci. - powiedział Veneth. Doszli w końcu nad wodospad gdzie za pierwszym razem spotkali Aptemma.
Zmajstrowali sobie wędki z kijków i zaczęli łowić ryby w jeziorku do którego ten wodospad wpadał.
- jak myślicie jak się ten fik skończy? -zapytał sie Veneth sennym wzrokeim wpatrując się w miejsce gdzie żyłka zanurzała się w wodzie (żeby zrobić spławik nie pomyślał [:DDD co za jełop)
- chrrr...
- yesoo.. śpisz.. ty to masz beztroskie życie. - spojrzał z odrazą na Moonego.
- no. Jak on może spać w tym momencie ! - powiedzuiała Sunny.. malując paznokcie __-__
"z kim ja muszę pracować"- jęknął w myślach Veneth i znów spojrzał w żyłkę. Woda była przeźroczysta, więc mógł zobaczyć co się dziejej z haczykiem na dole. Po kolei podpływały do niego różne ryby. W końcu jakaś chwyciła. Ven obojętnym ruchem zaciął.
- ooooooo jadłooo !!!! - Sunny rzuciła się na zdobycz Vena
- eej kobieto ! to trzeba wpierw ugoto... - spojrzał na same kości które zpostały po ataku Sunny - ..wać..
- niezłe. - Sunny poklepała się po brzuchu
- j-jesteś pewna że dobrze się czujesz?
- tak a co? - spojrzała równie bezmyślnie jak jej ojciec zwyle robi ^^
- nic nic dziewczynko. ZABIERZCIE MNIE STĄD !
- OK ! - odpowiedział głos z góry. Po chwili coś chwyciło Venetha za kołnież i wrzuciło do wody.

*PLUSK*

- ej.. co..? - wynurzył się z wody. Nad nim przybiły sobie piątkę Katia i Kriss - o, widzę że nasza granatowowłosa nauczyła się lewitować.. ku zgubie wszechświata..
- granatowowłosa ]_- - owa zainteresowana przeszyła Vena wzrokiem ^^
- co a może .. khe ! .. nie? - Ven wygramolił się na brzeg. Obok niego stanęła Kriss i niby niewinnie zepchnęła go spowrotem ^^.

*SPLASH*

Ven wylewitował z wody i rzucił się na Kriss po chwili oni szamocąc się spadli do wody.
- a mówią że to ja jestem niezrównoważona psychicznie - Katia spojrzała z politowaniem
Po chwili wkurzeni Veneth i Kriss wygramolili się z wody.
- eee.. zapada wieczór nie?- powiedziała szybko Katia nie dając im dojść do słowa (spodziewjąc się burzy piaskowej jaka mogła między nimi zaistnieć)
- istotnie... nie wiem jak my będziemy spali lewitując.
Wszyscy się ciężko ruszyli i zaczęli iść w kierunku chatki. Lecz to, co tam zobaczyli zaskoczyło ich - w miejscu które było przeznaczone ich miejsce do spania stała dość wysoka szopa i co chwilę lewitowały do niej nowe deski (qrde za durzo lewitacji w tym fiku) kierowane przez Aptemma.
- witajcie, adepci. Tu będziecie spać. Jeżeli spadnieie, dno jest wułożone poduszkami..
- aaachaa, żebysmy się nie potłukli? jaki pan miły..
- nie. Raczej żebyście się nie obudzili. Potem rano sprawdzę, kto spadł.
- a. To już nie jest takie miłe.
Aptemm uśmiechnął się jak zwykle tajemniczo.
- musicie nauczyć się czujności. Bez niej zginiecie w walce. Tymczasem chodźcie. Dostaniecie kolację.
Wszyscy, dość głodni, rzucili się do chatki omało jej nie rozwalając [:DDD (co za dzicz - przyp. zbulwersowanej aut.). Już mieli z prędkością błyskawicy jedzenie, gdy..
- nie ma pasztecików.- westchnął z bólem Veneth

[GLEBA]

- teraz słuchajcie. - Aptemm stranął nad naszymi bohaterami jak przeznaczenie. - musicie wciąż być czujni. Dlatego nie możecie używać rąk. To jedzenie ma lewitować do was. Jasne?
- ale.. my nie umiemy.. my tylko umiemy siebie..
- bez dyskusji - powiedział jak zwykle sztucznie łagodnie - jeżeli nie umiecie nie zjecie kolacji. - powiedział to takim oczywistym tonem jak 2+2 to nie 5.
Odwrócił się i usiadł gdzieś na krześle nie spuszczając oczu z naszych bohaterów.
- kurde.. to umieją tylko ci najwyżsi stopniem... - Kriss przyglądała się ze smutkiem w talerz pełen jedzenia
- co to znaczy lewitować? - zapytał się Moony

[GLEBA]

- ty jesteś naprawdę taki głupi czy tylko udajesz? - jęknęła Katia
- hę? - spojrzał bezmyślnym wzrokiem
- nieważne.. kurde.. żebym ja, pół-mazoku musiała.. OBEJŚĆ SIĘ BEZ KOLACJI ! -zawyła Katia
- cóż.. nie umiecie? no no, kogo tu mamy..- Aptemm pokręcił głową - no to nie zjecie kolacji - rozłożył ręce
- DO CZEGO TEN TRENING MA PROWADZIĆ - krzyknęła Kriss waląc ręką w stół - NIE DOŚĆ ŻE NIE UCZY NAS PAN NICZEGO KONKRETNEGO TO JESZCZE MUSIMY TU GŁODOWAĆ !! - wstała gwałtownie
Aptemm uśmiechnął się.
- musicie nauczyć się poświęceń i wyrzeczeń.. jeżeli czegoś nie umiecie, nie zrobicie tego, co wymaga dane przedwsięwzięcie.. np. jeżeli nie będziecie umieli Dragon Slave a chcecie pokonać przeciwnika przewyższającego znacznie was mocą, czy rzucicie się na niego?
Zapadła cisza.
- wiem, że pewnie powiecie "tak". A ja chcę was nauczyć żebyście tego nie robili. A teraz idźcie spać, koniec lekcji na dzisiaj.
Jeszcze chwilę wszyscy byli nieruchomo. W końcu ruszyli się i poszli do szopy która była ich hmm miejscem na nocleg.
- okej. Sprawdzę rano co u was słychać. A i jeszcze jedno - pod żadnym pozorem w nocy stąd nie wychodzcie. Nawet jeżeli by się działo niewiwdomo co. Zrozumiano?
- tak..
- to zostawiam was. - Aptemm wyszedł zostawiając naszych bohaterów samych z ich zdumionymi minami.
- pewnie to jakaś część trening typu "zawsze słuchaj swojego mistrza, tylko Superman może nie zjeść marchewki na obiad i przeżyć".. - westchnął Veneth
- coraz mniej mi się ten trening podoba.. - Katia spojrzała na kreskę 4 metry nad nimi z napisem "tu śpijcie. Życzę dobrej nocy".

rozdział trzeci. kolejny dzień treningu. noc. walka na śmierć i życie.

Nastał przepiękny ranek. Rześkie słońce odbijało się w kroplach rosy. Aptemm akurat wszedł do starej szopy.
- tak myślałem. - zmierzył wzrokiem pięć chrapiących ciał leżących na ziemii, a obok nich krążącego Sky'a skrzeczącego by się obudzili.
- spokojnie, ptico, nie obudzą się. - powiedział spokojnie Aptemm do sokoła - w poduszkach jest specjalny proszek, że po upadku nawet się nie obudzą..
Sokół spojrzał tylko na niego nieprzyjaźnie. Nagle zerwał się i podleciał najwyżej jak mógł.
- co się boisz głupi.. przecież nic ci nie zrobiłem !
Z góry rozległ się tylko nienawistny skrzek.
- hmm a może.. - Aptemm spojrzał na swoje ręce. Po chwili je opuścił. - hehe, mądry jesteś. Ale nie na tyle mądry, żeby...
- UAAAHHH !!!!!!! - Sunny porządnie ziewnęła - kiedy śniadanie?
- o, proszek już skończył działać. Cóż, śniadania nie będzie. Jak widać, nikt nie przetrwał próby. - powiedział jak zwykle z uśmiechem.
- c-co? - Kriss wolno odemknęła oczy - COOO?
- spokojnie. Oczywiście nie zabraniam wam zdobywnia jedzenia we własnym zakresie..
- KUŹWA !
- spokojnie Kriss.. nie zapominajmy że mamy Sky... ej gdzie jest Sky?
Odpowiedział jej skrzek z samej góry.
- ej Sky, nie baw się w gołębia, choć tu !
Lecz ten ani myślał przylecieć.
- JENYYY !! Albo tu zlecisz, albo sama tam pójdę !
Sokół ostrożnie zleciał na rękę Katii. Ona pogładziła go po skrzydłach.
- no co.. czemu nie chciałeś przylecieć, co?
- pewnie się przejął twoim stanem. - wyjaśnił spokojnie Aptemm. A teraz idźcie, umyjcie się a potem czas na prawdziwy trening. Już już! - klasnął w dłonie i wyszedł.
- chyba go nie lubię...- jęknął Moony

***

Nasi bohaterowie się umyli, odświeżyli itp.
Katia stanęła na pagurku. Z sokołem siedzącym jej na ręcę i wiatrem bawiącym się jej włosami wyglądała naprawdę ładnie.
- Sky, mój drogi ^^ - zwróciła się do ptaka - upoluj nam coś dobrego.
Ptak zaskrzeczał i odleciał trzepocząc skrzydłami.
- myślisz że coś upoluje? - zapytała się Kriss - bo ja raczej wątpię.
- a ja nie ^^
Po kilku minutach nadleciał nit inny jak Sky niosąc w dziobie zdobycz w postaci królika.
- ha ! a nie mówiłam? a teraz upieczmy go !!!
- no, nigdy nie jadłam sokoła.
- chodzi mi o upieczenie zająca, Sunny =="
- a..acha.
Więc upiekli go. Że nie było już więcej czasu by upolować coś jeszcze, zawiedzeni i nienażarci poszli do chatki mistrza.
- już jesteście? świetnie. Wobec tego choćmy na wzgórze. - powiedział i wolnym krokiem wyszedł z chatki.
Szki dobre kilkanaście minut. Dolina ta była bardzo rozległa.
Weszli w końcu na usłane zieloną trawą wzgórze.
- uciądźcie - nakazał Aptemm i usiadł. Wszyscy poszli za jego śladem.
- Katia. Uwolnij gdzieś sokoła.
Sky, i tak wciąż mający chęć na odlecenie, zerwał się w ułamku sekundy.
- dobrze. a teraz połóżcie dłonie na kolanach.
Wszyscy to zrobili próbując ukryć zdziwienie.
- zamknijcie oczy. Wsłuchajcie się w szum traw. Poczujcie zapach świeżej trawy. Zjednajcie się z wiatrem. Przemierzcie z nim dolinę.
Wszyscy już nieco szemrając pod nosem zrobili co kazał. Najwięcej "ale" jak zwykle miała Kriss ale także uległa.
Siedzieli w ciszy. Słychać było tylko jak wiatr bawił się ich włosami.

*BENG*

Veneth poczuł że coś twardego walnęło go w głowę.
- auuu za coo?!?!?
- koncentracja ! co byście zrobili jakby nagle ktoś się za wami zakradł? kon-cen-tra-cja ! - powiedział niewinnie Aptemm bawiąc się kolejnym małym kamieniem - ćwiczenie polega na tym: miejcie zamknięte oczy, wsłuchujcie się w wiatr, lecz lecące do was kamiecie macie unikać lub łapać w locie. Zrozumiano?
- tak. (ech)
Tak więc znowu wszyscy wsłuchali się w wiatr. Skupienie sie było naprawdę trudne: powietrze przesycone było zapachem kwiatów, w powietrzu było słychać ptaki, czuć było łagodne słońce opadające na kark i ramiona..

*BENG*

- AUUUAAA!!! - zakwiliła Sunny
Minęło jeszcze kilka bengów.

*BENG*

- auuu co znowu we mnie ! ja juz byłem ! - jęknął Veneth
- zaskoczenie ! koncentracja !
Coraz trudniej było sie skoncentrować na kamieniach. Było coraz cieplej, a kwiaty coraz intensywniej pachniały. Szum wiatru w trawie zagłuszał ruchy Aptemma..

*ŚWIIIIIIIIST ŁAPS*

Zapadła cisza. Wszyscy zwrócili wzrok na Kriss która siedziała z zaciśniętą dłonią tuż przed swoją twarzą, wciąż mając zamknięte oczy, jakby nic się nie stało.
- nieźle Kriss. Właściwie świetnie. Złapałaś za pierwszym razem. I to z jaką płynnością. - pochwalił ją Aptemm
Uśmiechnęła się lekko.
- myślę że masz talent, dziewczyno.. zróbmy test.. wstań.
Kriss wstała.
- zamknij oczy. Blokuj moje ciosy.
Znów zapadła cisza. Aptemm wolno okrążał stojącą nieruchomo Kriss.

*SRU* - niespodziewanie walnął ją w brzuch. Ona otrząsnęła się i stała dalej.

Nadal ją okrążał.

*JEB* - trafił ją w głowę.

Kriss nadal stała nieruchomo jak posąg. Po drugim ciosie na jej twarzy zagościł cień uśmiechu, co nieco zdziwiło Aptemma. Zaczął skradać się ciszej i niżej. Zaczął wymierzać cios w jej szyję...

*ŚWIST ŁAPS BUM CHLAST SWIST *

W chwili gdy zadawał jej cios, ona chwyciła jego dłoń prawą reką, lewą chwyciła go za włosy, kopnęła go w brzuch, podcięła go, tak, że wylągował na ziemii i przytknęła mu dłoń do gardła.
- człowieku, jeżeli myślisz że to były szybkie ciosy.. to właściwie co ja tu robię... - Kriss spojrzała się na niego z pogardą i wyższością. Wyprostowała się. On nieco zdezorientowany podniusł się z ziemii.
- nieźle, nieźle. jesteś znacznie lepsza niż myślałem. pobierałaś gdzieś lekcje?
- nie.
- acha.. wobec tego wrodzona zdolność.. ktoś w twojej rodziny jest dobry w te klocki?
- człowieku, moja matką jest Lina Inverse...
- a no tak. Przecież oni zamówili u mnie wasz trening.. ale nie spodziewałem się was tak szybko.. no cóż. Pora na drugą część treningu. Choćcie nad wodospad.
Poszli. Po kilkunastu minutach stanęli na brzegu jeziorka, do którego wpadał wodospad.
- co, mamy kopnąć w niego i odwrócić jego bieg ^^ ? - zapytała się Katia
- nie. Macie dostać się do jaskini za nim, nie moknąc.
- CO? PRZECIEŻ TO NIEMOŻLIWE !
- możliwe. Pokażę wam.
Aptemm się skupił. Nagle... znikł. Po ułamku sekundzie dała sie widzieć jakaś szczerba w biegu wody, potem druga, a po chwili Aptemm stanął spowritem na miejscu przy którym był.
- widzicie ten kwiat? rosną takie w tamtej jaskini. Macie mi przynieść po jednym. - powiedział
- ależ.. pan znikł..
- on nie znikł. - wyjaśniła Katia - też tak potrafię.
Katia także znikła, tak jak niegdyś w pogoni za Rheą. Po sekundzie pojawiła się obok mistrza z kwiatem w dłoni.
- phe! ona jest pół-mazoku, to nic dziwnego..
- ja nie jestem pół - mazoku i jakoś udało mi się nie zmoknąć. - powiedział spokojnie Aptemm,
Wszyscy po kilku nieudanych próbach wrócili z pomiętoszonymi kwiatami wyglądający jak zmokłe kury.
- oj dzieci dzieci.. - Aptemm pokręcił głową - coś mi się widzi że czeka nas długi czas nauki...
Nasi bohaterowie przeszli dużo mniej lub bardziej skomplikowanych testów i prób. Polegały one na zachwaniu koncentracji i dostrzeganiu sczegółów.
W końcu zapadła noc. Znaleźli się w ich szopie. Niby byli zmęczeni, lecz z głodu nie mogili spać. Tak sobie lewitowali w jedną stronę na drugą.
- ja chcę do domu. - westchnął Moony
- a ja do restauracji. - westchnęła Sunny
- a ja do spokoju. - westchnąłe Kriss
- ja do... nawet do Seyruun w tym wypadku bych chciał. - westchnął Veneth
- ja do kosmetyczki ! moja cera jest w opłakanym stanie ! - rozpaczała Katia
Nagle usłyszeli jakiś wielki trzask gdzieś niealeko.
- SŁYSZELISCIE TO?
- Aptemm nie kazał nam wychodzić. Może to kolejna próba?
Wtem rozległ się nastęny trzask. Potem kilka trzasków pod rząd. Następnie przerażające wycie tak że szopa zachwiała się w posadach, a sokół sfrunął na rękę Katii.
- ale to zdecydowanie nie jest normalne..- zatrzęsła się Sunny
Trzaski się powtarzały. Nagle rozbłysło oślepiające światło, przebijające się nawet przez dziury między deskami. Ryk się powtarzał.

TYMCZASEM W SPOKOJNIEJSZYM MIEJSCU - W SALI W ZAMKU SEYRUUN.

- miło z twojej strony, Ami że zaprosiłaś nas na herbatę, ale śmię zauważyć że jest już grubo po północy... - westchnęła Stella
- sami wiecie, jak to wyszło. Zabrakło herbaty i posłańcy musieli lecieć na drugą strone kraju po nią, bo w okolicy KTOŚ całą wykupił - spojrzała znacząco na Xellossa
- no to powiedz nam wreszcie co chciałaś nam powiedzieć.. - westchnęła Lina już przysypiając
- no więć jako - zaczął się słynny teatralny ton - wasza oddana przyjaciółka która wspoiera was w najgorszych nawet tarapatach
- pfff.. - Gourry zaczął dusić się ze śmiechu. Amelia udając że tego nie widzi kontynuowała.
- pragnę wyrazić ubolewanie że wasze dzieci muszą trenować u sędziwego pustelnika.. o ile słyszłam treningi u niego są ciężkie i nie do przejścia..
- daj se na luz.. nasze dzieci są silne nic się im nie stanie.. - Lina już prawie ze zmęczenia stoczyła się pod stół
- CO? - nagle coś z trzaskiem rozbiło okno i wpadło do sali. W cieniu w jakim znajdowało się okno, widać było tyko sylwetkę tej osoby oświetlaną przez światło księżyca
- widzę że lubisz efektowne weścia.. wejdź usiądź z nami.. - Amelia pomachała ręką. Oczywiście wszyscy poznali osobę która wpadła do zamku (ja was jeszcze potrzymam trochę w niepewności)
- ależ.. czy wy mi mówicie że posłaliście ich do sędziwego pustelnika? TEGO sędziwego pustelnika?
- wiesz, że to nieładnie podsłuchiwać? zresztą po tylu latach mogłaś się jakoś grzeczniej zachowywać..
- ależ.. przecież Aptemm jest FENIKSEM ! wiecie co grozi waszym dzieciom?
- FENIKSEM? - Lina nagle przebudziła się - co ty mówisz???
- treningi u niego są ciężkie, bo w porę sprawdzianu zamienia się w feniksa... a każdej nocy także się w niego zamienia.. w tedy nie panuje nad swoimi czynami.. rozumiecie? jeżeli wasze dzieci są słabe.. lub wyjdą przed zakończeniem treningu.. niee... to zbyt straszne.. - postać momentalnie zawróciła i wyskoczyła przez okno. W świetle księżyca widać było jak przemierza dachy (niee, to nie cybersix [:DDD) a po chwili znika.
- o co chodzi? -zapytał się Gourry

WRACAMY DO NASZYCH BOHATERÓW

Trzaski, wrzaski i światło stawały się coraz głośniejsze.
- wczoraj też tak było..?
- nie wiem, szybko zasnęliśmy, nie pamiętacie?
Nagle ziemia znów się zatrzęsła. Z sufitu spadło kilka desek. Wszystkich oślepiło światło. Kto mógł spojrzał na górę..
Nad szopą przelatywał ogromny ptak wielkości chałupy palący się oślepiającym ogniem.
- NIE ! TO NIE MOZE BYĆ ELEMENT TRENINGU ! - krzykneła Katia
Jej sokół siadł na ramieniu.
- to cie zaatakowało.. POMSZCZE CIĘ ! EJ WY ! IDZIEMY !
- ale mistrz kazał..
- BEZ DYSKUSJI !- wszyscy wylewitowali z szopy i udali się za blaskiem. Ptak leciał bardzo szybko.
W końcu ptak zwolnił i nagle odwrócił się. Spojrzał rozpalonymi do czerwoności oczami w naszych bohaterów i zaskrzeczał przeraźliwie.
- trzeba od razu z ciężką altylerią tutaj.. RA TILT !!!!!!!!! - krzyknął Veneth i posłał zaklęcie w ptaka. Ugodziło go i padł bez ruchu.
- ee słabizna jakaś.. powiedział Veneth
Nagle ptak zgasł. Zaczął powoli zamieniać się w popiół.
- nie chcę was straszyć, ale to mi coś dziwnie wygląda.. - jęknęła Katia.
Istotnie.. gdy leżała tylko kupka popiołu.. zerwał się wiatr, zbierając popiół w zgrabne tornado... nagle tornado to zapaliło sie. Feniks był jeszcze okazalszy i jeszcze gorętszy niż przedtem.
- TO FENIKS ! NAJPRAWDZIWSZY FENIKS ! - krzyknęła Kriss
- Kriss schowaj się ! my się nim zajmiemy ! - rozkazała Katia
- tyś który ciemniejszy od zmroku...
- Katia, to nic nie da ! stanie się tylko silniejszy.. czytałam o feniksach ! - powiedziała Kriss.
Nagle.. feniks korzystając z nieuwagi wszystkich przyblirzył się. Gorąco i żar spowodowało.. że wszyscy zemdleli i popadali na ziemię. Tylko Kriss została, która zdążyła w porę się schować.
Feniks wyglądał na głodnego. Zaczął iść w kierunku nieprzytomnego ciała Venetha, które znajdowało się najbliżej.
"o nie.. " pomyślała Kriss
Bez namysłu zeskoczyła z drzewa na którym przed chwilą siedziała.
- EJ TY GŁUPIA PIERZASTA KUPO OGNIA !!! TU JESTEM !!! - ryknęła
Feniks odwrócił głowę w jej stronę. Po chwili zaczął wolno człapać w jej kierunku.
Kriss odsyunęła grzywkę z czoła. Ukazała się przepaska. W niej niebieski kamień odbił światło księżyca.
Wzięła do ręki swół naszyjnik. Zdarła wierzchnią część złota. Kolejny niebieski kamień zalśnił.
Po chwili zdarła wierzchnią cześć materiału na piersi. Znajdował się tam także niebieski kamień oprawiony w złoto.
Kriss skrzyżowała ręce. Trzy błękitnbe kamieńe ułożone w jednej linii oraz pierścień na jej palcu zabłysły. Zaczęła wykonywać kilka ruchów rękami, równocześnie mrucząc jakieś zaklęcie.
W tym samym czasie niedaleko na drzewo wskoczyła jakas postać.
- o nie , za późno... Kriss, nie !
Kriss spojrzała jednym okiem w kierunku głosu.
- wybacz, mistrzu. Musiałam. - szepnęła. Znów skrzyżowała ręce. Przesunęła je od głowy do pasa, następnie złożyła je jak do modlitwy. Przytknęła je do czoła.
Feniks już był coraz bliżej. Gdy już jego żar miał ją dosięgnąć...
Ze złożonych rąk wystrzelił strumień błękitnego światła.. Ugodził Feniksa w samą pierś. Wydał on przerażający okrzyk po chwili stawał się on coraz mniejszy, aż zamienił się w leżącego Aptemma.
Kriss wolno opuścila ręce. Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Spojrzała na swoich nieprzytomnych towarzyszy oraz pogrążonego w konwulsjach Aptemma. Po chwili z drzewa zeskoczył nikt inny jak Belldandy.
- witaj mistrzu. Co tu robisz? - zapytała się jej Kriss.
- NIEWAŻNE ! CZY TY WIESZ CO W TEJ CHWILI ZROBIŁAŚ?
- wreszcie wykorzystałam swoją moc. Inaczej ten feniks zabiłby mi przyjaciół. - wycedziła
- Kriss ! z magią Ousymu nie ma żartów ! szczególnie w twoim wieku !!! ostrzegałam cię przed wyjściem: jeżeli użyjesz swuich umiejętności przed skończeniem 15 roku życia skończy się to dla ciebie tragicznie ! - nawet w ciemności było widać, że oczy Belldandy kipiały złością. Spokojna dziewczyna jaką znamy zamieniła się nie do poznania - złość mieszała się z rozpaczą.
- jakoś zyję, jak widać. - powiedziała chłodno Kriss- o co tyle hałasu?
- JESZCZE żyjesz chciałaś powiedzieć. - powiedziała jeszce chłodniej Belldandy i chwyciła Kriss za ramię
- s-słucham?
- Kriss. Ty umrzesz. Twój umysł nie wytrzyma takiej mocy. I nie ma przebacz. Zazwyczaj gdy ćwiczyliśmy ja ochraniałam cię swoją mocą. A teraz ćwiczyłaś bez żadnego zabezpieczenia. I to nie byle jaki czar.
Kriss spuściła głowę.
- nie ma zadnego ratunku..?
- Ousymu opiera się na potędze myśli i woli.. w chwili gdy wykonałaś zaklęcie coś jakby wybuchło w samej tobie.. nie ma ratunku.. zapytam się mojej mamy, moze ona coś poradzi.. w każdym razie trzymaj się Kriss jak najdłużej.
- postaram się. - Kriss spojrzała w oczy Belldandy
- a teraz znikam do mamy.
I Belldandy znikneła zostawiając Kriss samą.
Dziewczyna podeszła do Aptemma. Zauważyła że jeszcze żyje.
- to ty.. mnie zabiłaś? - zapytał się.
Skinęła głową.
- nie bez ceny. Niedługo i ja umrę.
- ale za to uratowalaś wiele żyć.. postąpiłaś bardzo szlachetnie, Kriss..
- dziękuję..
- wiem.. pewnie myślisz co ja mogę wiedzieć, skoro sam chciałem was wszystkich zabić.. ale uwierz mi, pod postacią feniksa nie panowałem nad sobą.. mówiłem wam żebyście nie opuszczali szopy w nocy.. nie posłuchaliście.. ale może to dobrze.. czyniłem takie spustoszenia.. nie mówiąc o sokole Katii..
- to nie pana wina.
- masz dobre serce Kriss. Proszę, kontynnujcie treningi bezemnie..
- dobrze.
- a i jeszcze jedno.. masz zadatki na wielkiego maga, Kriss. Byłaby to strata, gdybyś zginęła.. - zamknął oczy i umarł.
Kriss westchnęła.


Zrobiło się tragicznie. Jak potoczą się dalej losy Kriss? Czy - jak się okazało - mistrz Kriss - Belldandy uratuje swoją adeptkę? Co nas jeszcze zaskoczy? O tym w dalszych częściach !

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.35763200 1276783789
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!