Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 6
rozdział #07
 
Treść fanfika..
eh..

KSIĘGA SIÓDMA - czy szczęśliwa??? niby dla kogo ?!?!?

rozdział 6.7.1.

- ey, no, to Naab należy do waszej krainy? - zapytała się Kriss
- To dzielnica naszej krainy Naab- Xeeqen. Bo widzisz, Ousymu dzieli się na sztukę władania umysłem i sztukę władania bronią. Można iść w jedną lub drugą stroną. Naab jest ojczyzną broni. Xeeqen - umysłu. Ogólnie nasza kraina nazywa się Naaxen.
- aaa..
Kriss pstryknęła palcami. Wszyscy się pobudzili, łącznie z Helgen, która obrzuciła Kriss szerokim słownictem bluzgów.
- dzie my som? - Gourry podrapał się po żółtej głowie
- właśnie?- jękła Lina - przede wszystkim dzie ten skarb?
- na skarb se jeszcze poczekasz. - warknęła Kriss.
- a dzie śnieg? - jęknęła inteligentnie Amelia
- dzie jest, do kurwy nędzy, moja siła!!!??? to ścierwo powaliło mnie na ziemię jednym pstryknięciem!!! - wycharchała Helgen
- zamknij pysk, bo śmierdzi. - warknęła Dakkis. - i nie myśl że tylko ty umiesz przeklinać.
- spierdalaj!
- sama spierdaj!! Wsadź se w dupe swojego papierosa, może orgazmu dostaniesz!!!
- jak ci zaraz przyjebię w ta buźkę...
Dakkis wyjęła swojego shoguna [:DDD

[TRZASK TRZASK] - przeładowanie na styl Shwarcennegera z Termninatora.

- nie przyjebiesz.
- eee... to może już pujdziemy...co? - zaproponowała Ie Xi.
- dobry pomysł.. bo ja już się zaczynam was bać..- jękła Amelia.
- też chcesz?- Dakkis skierowała shoguna w kierunku Amelii
- PIIIIIIIIIISK!!!! Zel, ratuuuJ!!! - pośpiesznie schowała sie za Zela
- ach ^^ widzicie jaki ja jestem męski ! kobieta mnie prosi, żebym jej pomógł!!
- po prostu pan ma taką twardą skórę, ze kula się odbije...

Zel: GLEBA

- Żel? co za Żel? - zainteresowała się Ie.
- Zel ==' Zelgadiss... - Zel AKA Żel powstrzymywał się od wybuchu [:DDDD
- aaa.. Żelgadiss. OK. To chodźmy.
- Z-elgadiss! Z- elgadiss !!!!!!! Z- ELGADIS!!!!!!!! - zawył desperacko Zel
- spokojnie panie Żelgadissie. Jak będziemy gdzieś wpobliżu mojego domu, zaparzę panu ziółka na uspokojenie, bo widzę, ze pan trochę niedomoże.
Zel zemdlał.
- patrzcie! jaki delikatny! - zachichotała Lina.
- delikatny.. gdy upadał na ziemię, to był dżwięk jakby ktoś opuścił arkusz blachy...
- ee.. choćmy już.. - powiedziała Ie.
- dobra, choćmy, bo zaraz się zesika.
- =========='

***

Tak więc szli kawałek drogi, aż doszli do pozłacanej bramy.
- to jest brama do Naaxen. W międzyczasie, mogłabym wiedzieć, co was sprowadza w nasze strony?
- Silverwater... jezioro Silverwater..- Kriss przyjrzała się monumentalnej bramie.
- hm? a po co wam jezioro Silverwater?
- zaposiadamy pewne bronie, które podobno tam można z powodzeniem połączyć.
- OOOOOOOHHHWEEEEEEEE!!!!!!! MACIE BRONIE Z NAAB???
- tak.
- hę? siakie bronie z Naab?- Lina podrapała się po głowie
- takie. - Kriss zaprezentowała jedną z broni.
- aaa... i co z nimi teraz?- zainteresował się Gourry
- trzeba je złączyć.
- ja nie kapiszin.
- =='
Doszli do bramy, która od razu się otworzyła. Ukazała się zwykła, ludzka okolia. Drzewa, piasek, kwiaty , trawa itp. właściwie krajobraz był późnowiosenny (ahhh, zmora dla alergików [:DDD) . Lecz... nigdzie nie było widać żywej duszy.
- a dzie się ludzie podziali?
- nie ma już dużo czarodziejek Ousymu. Nie ma kto kontynuować pokolenia. Mężczyzn też nie ma dużo. Niedługo wrzyscy umrzemy. Aktualnie w naszej krainie jest ok. 15 osób.
- jaaaaaaaaiiiiii!!! W całej okolicy???
- tak... kultura Ousymu umiera... a czaarodziejką lub czarodziejem Ousymu mogą zostać tylko kompetentne osoby... bo jeżeli swoje zdolności ktoś wykorzysta w złym celu..
Kriss westchnęła w myślach. W końcu ma być panią Zła..
- tak.. wyobrażam sobie taka sytuację... wiem jaka była Miyuki.. lecz ona nie zrezygnowałaby ze swoich ideałów. Lecz jeśli ktoś zły umiał władać magią Ousymu..- mruknęła Lina
- miałby świat u swoich stóp.- dodał Zel
- wiecie co? mam pomysł, wtedy do tego jeziorka przeetransportujemy się szybciej.. chwydźcie za mój medalion!
Chwycili. Zkręciło im się w głowach. Po chwili stali na jakimś pagórku.
- za tym pagórkiem znajduje się jezioro.Niech ktoś z was weźmie te bronie i tam złoży wmacniacz.
- cholera, łatwo ci mówić.. jak niby???
- jeżeli naprawdę chcesz, dusza podyktuje ci to jak zrobić..
Kriss przęklnęła brzydko i wzięła od Bayou cały zestaw broni. Za pagórkiem rozciągnęło się malownicze jezioro Silverwater. Jak sama nazwa wskazuje, jezioro spowijał srebrny pobłysk. Leżało ono w kotlince. Obecnie słońce łagodnie odbijało się po jego tafli.
- i dupa jasia, co ja mam tu zrobić?- warknęła Kriss. Podeszła do brzegu jeziora. Rozciągał się piękny zapach jaśminu...
Rozłożyła po kolei bronie: miecz, łuk, sztylet, tarczę. Zdjęła swój pierścień i także go położyła.
Spojrzała na te bronie. Jakie wspaniałe przygody one pamiętają! Przygoda Sunny z rekinem.. tak, wtedy nie było do śmiechu, ale teraz można boki zrywać... miecz Venetha.. toż to była epopeja.. łuk Kati.. co to było jak pół roku temu Katia wzięła ten łuk, zakradła się pod siedzibę LON i zbiła jej okno? Tarcza Moonego.. dotychczas używana jako talerz dla Liny..
Westchnęła.
Pięne wspomnienia...
Rodzeństwo.. Veneth...
Jak ona ich kochała..
A Katia.. jej przyjaciółka.. chciałaby ją jeaszcze zobaczyć... nie chce się poddać.. che żyć.. dla nich wszystkich...
Tylko dla nich.
Nagle woda gładkiego jeziora zaczęła falować. Poc chwili niebo pociemniało a woda wystąpiła z brzegów. Zakręciła wielki wir w powietrzu, unosząc Kriss i bronie.
- opiekunki żywiołów... wspomóżcie mnie swą siłą.. mocy Ousymu... płynąca ze spokojnego źródła.. spłyń na mnie..- powiedziała cicho Kriss. Przymknęła oczy i wyciągnęła ręce.
Wszystkie bronie zabłysły niebieskawym światłem.
Nagle.. zbiły się ze sobą...
Na ręce Kriss opadł miecz. Lecz nie zwykły. Miał on nienaturalnie długie ostrze, przetykane złotem, a w nim, kamieniami. Rękojeść była przedziwna, złożona jakby z dwuch gryfów, a pośrodku amulet Ousymu na złotym łańcuszku.
Wszysto ucichło. Kriss klęczała przyciskajac kurczowo miecz do piersi. Biła z niego łagodna, błękitna energia.
- dzięk..uję.. - mruknęła cicho.
Słońce ponownie wyjrzało zza ściany Kotliny. Zawiał wiatr, sprawiajac że mokre pasma granatowych włosów Kriss zaczęły smagać rękojeść miecza.
- ALE CZAAD!! - ryknęła Lina
- Słynny miecz Elipsion.. wzmacniacz mocy... stworzony z równie legendarnych broni Ousymu..Jednak jego siła jest ogromna.. - powiedziała Dakkis , przyglądając się padającej na pysk Kriss.
- JAIKS! WIECIE ILE FORSY ZA TAKĄ BŁYSKOTKĘ SIĘ DOSTANIE?- Linie zaświeciły się charakterystycznie oczęta. Już miała się rzucić w kierunku Kriss, gdy Dakkis powtrzymała ją za kołnierz.
- CO MNIE TRZYMASZ GŁUPIA DZIWKO!!!!!!!!!!!!!!!!!

[TRZASK TRZASK] - Dakkis przeładowała shoguna.

- masz coś?
- tyś który ciemniejszy od zmroku..

*JEBUT* - Dakkis beztrosko strzeliła celowo chybiajac milimetr od głowy Liny [:D

- AŁAAAAAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- przecież cię nawet nie trafiłam =='
- co? a no, rezczywiście ^^
Tymczasem Kriss wstała i trzymajac miecz podeszła do miotającej się w tej chwili Liny.
- już nie jesteście nam potrezbni. Możecie odejść.
- HĘĘĘĘ??? PORĄBAŁO CIĘ GRANATOWA?
- czy ja wyglądam na porąbaną =='
- TO CIĘ POGIĘŁO!!! PO TO TYLE PRZECHODZILIŚMY, ŻEBY TERAZ ODEJŚĆ Z KWITKIEM?
- odeślę was do domu. Tam poczekacie na nagrodę. - na chama kazała im potrzymać się za naszyjnik. Po chwili wszyscy znikli. Po kilku sekundach Kriss była spowtotem z wielkim siniakiem zrobionym przez Linę.
- dobrze. Dziękujemy za wszystko. - Kriss zwróciła się do Ie.
- ależ, nie ma za co! - Ie uśmeichneła się. Jesteśmy radzi, że udało nam się dobić umowy.
Kriss, Dakkis i Bayou zaczęli iść ku wyjściu z krainy.. lecz.. gdy wyszli...

"Krisseeqexeeste Gabriev... nie pokazaliśmy wam całego cudu krainy Naxen.. kiedyś dojrzejesz, by ujrzeć całe piękno i wszystkie zakątki naszej krainy.. lecz jeszcze nie czas.. zaćmienie twojej gwiazdy zbliża się.. i nigdy go nie unikniesz... być może nasza kraina nie jest przeznaczona dla oczu tak wielkiej osoby... tak wielkiej.. a jednak nawet do twojego umysłu udało nam się wtargnąć.. lecz jesteś zbyt dumna, by się z tym pogodzić.. żegnaj Krisseeqexeeste Gabriev.."

- Krissewqexeeste? - nagle powiedziała Kriss. To, że jej pełne imie brzmi Krisseeqexeeste, nikt nie wiedział. Nawet Katia, ani ktokolwiek inny. Oprucz jej matki i ojca.. - a jednak...
- co ty tam mruczysz?- zapytał się Bayou
- nic..- skłamała. Nie była na tyle silna by się oprzeć tym czarodziejkom..

***

Skrót: Szli kilka godzin, aż w końcu kapnęli się, że w końcu umią się teleportować. Przetransportowali się to the real world i zasiedli w jakiejś knajpie by omówić plan.

***

- qrna, czy ja już nie wspominałam, że nienawidzę takich obleśnych fast foodów?- warkneła Dakkis patrząc krzywo na plamę na obrusie.
- nie czas na narzekanie, Dakkis.
- HHHEEEEEEEEEEEEEJ !!!!!!!!!!!!!!! [TRZASK] - Kriss poczuła silne uderzenie w plecy.
- CO ZA SKUR.. - ryknęła odwracajac się, by zaraz przywalić temu żartownisiowi z plaskacza, gdy się skapnęła że rozjarzona micha przed nią, to..- XELLOSS!
- siemka ^^ jak życie płynie?
- nieee!! Tylko ty byłeś nam potrzebny do nieszczęścia! - westchnęła Dakkis
- fakaj się!
- sam się fakaj. Z drzewem.
- !!!
- cicho cicho cicho - uspokoiła ich Kriss - co cię sprowadza, Xelloss?
- sore wa himitsu desu..
- KUR!!!! ALBO POWIEZ ABLO SKOŃCZYSZ JAKO PAPKA RYŻOWA!!!!!
- pisssssk!! dobrze, już dobrze. Przybyłem sprawdzić jak się miewa przyszła władczyni zła.. wzbudzasz powszechną ciekawość wśród mazoku.. a tak przy okazji... ktoś zamierza złożyć ci wizytę.. ale nie ja to ci powiedziałem ^^ - i znikł.
- =='
- wizytę? ale kto?
- być może .. nie wiem...
Nagle... wsyztko wokół nich wybuchło, zostawiajac tylko pustą przestzeń. I ich of kos ^^
- co do do cholery było??? - warknęła Dakkis.

- jajo ==' - to był głos.. Sneerta.
- to ty!!! to ty powybijałeś moją rodzinę!!!
- eee, większe rzeczy się robiło! - powiedział beztrosko - ja przyszedłem na polecenie LON złożyć ci pewną propozycję...
- strezczaj dupę...
- no więc..- mozoku machnął ręką tworząc chmurę w niej pojawił się obraz. Byly to "akwaria" z Sunny, Moony i Venethem. - masz do wyboru: bramkę nr 1: życie twojego rodzeństwa, bramkę nr 2: życie Venetha i bramkę nr 3: śmierć całej trójki. Nie masz kół ratunkowych..- uśmiechnął się jak zwykle złośliwie.
- hmm.. mam propozycję...jeżeli ciebie zabiję to oni przeżyją? - powiedziała składajac ręce do czaru.
- nie radzę.. w przypadku mojej śmierci, na miejscu czeka już nasz wspaniale wyszkolony strażnik o dźwięcznym imieniu Bottom ^^ który jest godów zabić całą trójkę plus Daniela gratis.
- o kur zapiał!
- czas na dokonanie odpowiedzi jest ograniczony: masz minutę i ani nanosekundy więcej.. jakieś pytania?
- dlaczego?
- LON się nudzi. Pojemniki zajmują za dużo miejsca, a pozatym ich moc niedługo się wyczerpie. O, a przy okazji, wiedziałaś, ze cała moc płynąca z nich jest przeznaczona dla ciebie? I tak ich zabijasz i tak..
- NIE!!!!!!!
- tak ^^ no więc zaczynam odliczanie.. czas.. start... - włączył nieco staroświecki stoper.
- nie..! czekaj..!
- pięć sekund minęło...- powiedział beznamiętnie Sneert.
- nie..
Kriss została postawiona w beznadziejnej sytuacji... kogo wybrać? przecież nie może zabić ich trójki...Jej rodzeństwo.. Sunny i Monny.. nigdy nie żyła z nimi dobrze, ale.. czy może ukryć jak bardzo jest z nimi związana? zawsze byli z nią, mimo jej humorów i niepowodzeń.. to jej rodzeństwo.. nie może ukryć jak bardzo ich kocha... a Veneth... przecież to jej jedyna miłość... ma go stracić teraz? Teraz, gdy jest naprawdę pewna że to właśnie ten jedyny? Ale.. czy może poświęcić kogoś, kogo kocha dla swojego rodzeństwa, krew z własnej krwi? Ale równocześnie czy rodzeństo poświęcić dla tego, kogo wreszcie odnalazła i nikogo już więcej nie znajdzie...
- Time up. - powiedział spokojnie Sneert. - Bottom, możesz ich zabić.
Mordę Bottoma rozświetlił sadystyczny uśmiech. Rzucił jakiś czar. Nagle, z pojemników z naszymi bohaterami przestała bić energia... zawiśli nieruchomo w wodzie...
- NIE! NIEEEEE NIEEE NIEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!! MOONY!!!!!!!!! SUNNY!!!!!!!!!! VENEEETHHHHHHH!!!!!!!!!!!! - ryknęła Kriss rzucajac się na obraz, który po chwili znikł.
- wyrazy ubolewania. - zarechotał Sneert
- NIE BŁAGAM.. TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA...
- jest jest..
- NIEE... NIE.. nie.. nie...- przyklękła na ziemii... łzy kapały jej obficie na ziemię.. uderzyła pięściami o ziemię.....

Nagle...
Wzbiła sie gwałtownie od niej ogromna energia, odrzucajac wszystkich zebranych do tyłu.
Były to czarne strumienie smagające z wielką siłą powietrze.
- TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA!!!! DLACZEGO JA ZOSTAŁAM TAK UKARANA??? ZA CO!!! ...NIENAWIDZĘ... NIENAWIDZĘ... NIENAWIDZĘ WSZYTKIEGO!!!!!!!! - ryknęła. Energia wiała z wielką siłą, tak że reszta bohaterów musiała się kurczowo czegoś trzymać, zeby nie polecieć w jakąś stronę świata. Kriss tymczasem wzbiła się w powietrze. Czarna energia zaczęła krążyć wokół niej...
Kriss zaczęła się zmieniać.
Na jej prawej dłoni zaczęła się tworzyć dziwna zielona narośl.. po chwili pokryła całą dłoń, i zaczęła wędrować w górę... paznokcie u tej ręki stały się długie i czarne niczym pazury jakiegoś dzikiego zwierzęcia.
Białko jej prawego oka stało się czarne.
Pojedyńcze pasma jej włosów stawały się czarne. Z tyłu głowy zaczął formować się róg...
- KRISS, NIE!!! - nagle Bayou, nadludzkim wręcz wysiłkiem zerwał się z ziemii i rzucił na Kriss. Powalił ją na ziemię.
W czarnej energii coś się zakotłwoało. Z chwilą, gdy Kriss razem z Bayou opadła na ziemię, wszystko ucichło. Sama jęknęła coś nierozumiałego i straciła przytomnność.
- KUR..!!! TY CHOLERNY ŚMIETRELNIKu!!! - syknął rozwścieczony Sneert - ona zaczęła przechodzić metamorfozę w panią zła!!!!
- teraz to ja się kurde wkurzyłem. - Bayou wstał z Kriss. - wiesz, co sprawiłeś, zabijając najdroższe jej sercu osoby?
- oni nie umarli, debilu, to była ściema, żeby sprowokować ją do tego!!! A ty to zatrzymałeś! IDIOTO!!!!
- zaraz zobaczymy tko jest idiotą..
- hę? ty śmiertelniku, chcesz mnie wyzwać do walki? - zarechotał Sneert
- kurde! ty mnie naprawdę wkurzyłeś!- brunet zmarszczył brwi (wiecie, jaki on jest przystojnby, jak się złosci? ^^)
- zamknij się kurde twoja mać - warknął Sneert- bo zobaczysz, co to znaczy prawdziwa magia!
- raczej ty zobaczysz!
- ty!
- ty!
- TY!
- TY!
- TYYY!!!!
- TYYY!!!!!!!
- cóż za konwersacja na poziomie- jęnłęa Dakkis
- TYYYYY!!!!
- TAK!! TO JA!!! I MOI KOLEDZY Z REPREZENTACJI!!

[GLEBA]

Powietrze wokół Bayou zaczęło falować.
- tyś, który ciemniejszy od zmroku...
"hm? on chce wykonać Dragon Slave? Nie wiem, czy mu się to uda... fizycznie to on może jest silny, ale co z siłą magiczną.."- pomyślała Dakkis patrząc na energię zbierającą się wokół bruneta. Popędziła konia, by oddalić się w bezpieczniejsze miejsce, lecz żeby wciąż mieć na wszystko oko w razie czego.
Bayou wymawiał całą inkatanację..(czy muszę dodawać, jak seksownie wyglądał ? ^^)
W końcu...
- DRAGON SLAAAAAAAAAAAAAVVVVVVVVVVVVEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!
- o kur...- jęknął Sneert.

*SSSSSRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU*

... zanim został sprasowany przez Dragon Slave Bayou.

*FUCH* - wielką chmurę kurzu zwiał wiatr. Ukazał się ogromny krater a w nim klękający mazoku.

- śmiertelnik.. pokonał mnie.. co za zniewaga.. co za zniewaga.. - jęczał, podpierając się ziemii. Kaszlnął czymś, co było zapewne jego krwią. - ale.. nie ciesz się..- Sneert uśmiechnął się do Bayou charakterystycznie - po mnie będzie jeszcze wielu... a przede wszystkim.. Pani.. Zła.. ona.. już.. się nie pozbędzie.. brzemienia..- wskazał ostatkiem sił na leżącą Kriss - już.. na zawsze będzie naznaczona przez.. agrh.. LON... jest blisko.. bardzo.. agh.. b..l..i..s..- kaszlnął jeszcze raz... po chwili wyparował. Umarł.
- jak mi przykro. - warknął Bayou przyglądając się dymkowi pozostałemu po mazoku. - pozatym gówno wiesz!
- potrafisz wykonać Dragon Slave. - powiedziała akurat nadjeżdżająca Dakkis.
Powiew wiatru co chwilę wzbijał tumany kurzu. Patrzała na Bayou swoim słynnym już wzrokiem, niby bezbarwnym, ale zmieszane w nim był ból, smutek, cierpienie, ale i pewnego rodzaju szczęście, dar do cieszenia się z niektórych rzeczy..
- owszem. Ale po raz pierwszy wprowadziłem go do praktyki.

- ... kiedyś nie umiałeś...

...

- jakie "kiedyś"?
- po prostu. Kiesyś. - powiedziała.
Silny powiew wiatru na powrót zaczłą bawić się chmurami kurzu.
- pomóż mi podnieść Kriss.
Podeszli do Kriss. Ku ich ździwieniu, miała ten sam wygląd, co podczas metamorfozy. Jej prawa dłoń była spowita zieloną naroślą, która ciągnęła się aż do łokcia. Paznokcie były czarne, długie i ostre. Z tyłu głowy sterczał jej niewielki róg.
- żyjesz?
- awww..- jęknęła Kriss- miałam .. zły sen.. ciemność.. wtargnęła do mej duszy...
- otwórz oczy.
Kriss otworzyła je. Jedno, lewe oko, miała takie jak zawsze; natomiast białko jej prawego oka było czarne. Jedynie tęczówka oka pozostała niezmieniona, mieniąca się jasnym błekitem.
- co.. się stało zmoją ręką?- jęknęła. - tymi pazurami potrafiłabym rozszarpać Parodię..
Koń Dakkis prychnął gniewnie.
- zaczęłaś przechodzić metamorfozę. W panią Zła.
- tak..? nie wiedziałam... pamiętam tylko.. że moim umysłem zapanowała ciemność...po tym.. jak.. jak.. dowiedziałam się, że...
- oni żyją! To był tylko kant, pic na wodę, fotomontaż!
- taaak? o, to fajnie... - i zemdlała.

Rozdział 6.7.2

Kriss otworzyła oczy. Widziała mętnie, lecz spostrzegła, że widzi coś dziwnego.. jakieś cienie poruszającę sie...
- obudziłaś się? - zapytała się Dakkis podając jej herbatę. - spałaś ze 12 godzin.
- co to..za cienie..- Kriss wskazała na jeden z nich.
- tu nie ma żadnych cieni...
- jak to nie.. ach! - spojrzała na Dakkis i wzdrygnęła się. Emanowała od niej szaroczerwona energia.
- co?
- ta... energia... bijąca od ciebie...
- czy mi się wydaje, czy masz przywidzenia? wypij herbatę, to ci dobrze zrobi...
- a-ale.. - rozglądnęła się do okoła. Niby wszytko takei same, ale równocześnie .. inne.. jakby z każdej stony czaiło się dla niej zagrożenie.
- twoje czarne oko... może to jego sprawka...
Do pokoju wszedł Bayou. On był otoczony wolno pulsującą, ciemnoszarą, gęstą energią.
- Bayou... ty...

...cierpisz...

Wypowiedź Kriss zbiął bruneta tak z tropu, że sią zagapił i wylądował na ścianie, łącznie z tacą z owocami.
- damn! Tego soku z pożeczek nigdy nie zmyję!- jęknął boleśnie - teraz dopiero cierpię!
- a ty..- Kriss spojrzała na Dakkis. - cierpisz... lecz ukrywasz to.. zbyt wiele problemów na raz i zbyt szybkie tempo życia... równocześnie.. zawiedzenie.. i zmęczenie..
Dakkis i Bayou spojrzeli po sobie wzrokiem pod tytułem "jej potrzebna jej jest jakaś terapia"
Znajdowali się w jakiejś małej, opuszczonej chatce na wzgórzu. Kilkanaście matrów dalej było urwisko. Chatka stała na obrzeżu gęstego lasu.
- a.. ja..- Kriss spojrzała na swoje ręce. Jakby parowały czarnym dymkiem. - ...czarne..
- e.. połóż się lepiej.- zaproponował Bay.
- jesteś zmęczony życiem. Potwornie zmęczony. Nie znasz powodu.- powiedziała do niego Kriss. - brak ci celu w życiu.
- jej! - Bayou się załamał i czym prędzej sie zmył.
Kriss przyknęła czarne oko.
- teraz nic nie widzę.. nie widzę aury..
Dakkis pokręciła głową. Wolała nic nie mówić.

***

Pół dnia minęło spokojnie. Kriss się siakoś pozbierała. Wszyscy wyszli sobie wypocząć przed domek. Położyli się na trawce.
Dakki myślała nads słowami Kriss. A jeśli to prawda?Jeżeli cierpi potwornie, a nie zdaje sobie z tego sprawy?
Nagle...

*PLASK*

- chrr... - Bayou, przewracający się zboku na bok walnął niechcący wprost w twarz Dakkis.
Pozwoliła jego dłoni chwilę poleżeć na jej twarzy. Zadrgała jej charakterystycznie brew.
- CO TY SOBIE DO CIĘŻKIEJ CHOLERY MYŚLISZ??? ŻE [KOP] BIĆ MNIE MOŻESZ???- ryknęła, zasadzajac brunetowi porządnego kopa [:DDD
Jeszcze chwilę popatrzała za skowyczącym brunetem, w tym momencie uciekającym za najbliższe drzewo.
Odzyskała go, lecz straciła.
Przed jej oczami zaczęły przesówać się obrazy..
Nie tak dawne.. a jednak..
Kiedy to było..?
Kiedy to było..?

- Kiedy to było..? Bayou, masz mnie za idiotkę? - zaśmiała się Dakkis. Miała na sobie zwiewną, letnią sukienkę.Akurat leżała na brzuchu na trawie patrząc z powątpliwaniem na bruneta o nieco dziecinnej twarzy, w tym momencie zakłopotanego.
- no.. wiesz..
- Bayou, wkuj to sobie raz na zawsze! Cesarstwo Rzymskie rozpadło się na równi z zaczątkiem średniowiecza! - przewróciła się na plecy - przecież to proste!
- eh, no.. - Brunet się zmieszał. Jutro miał mieć sprawdzian, lecz kompletnie nie mógł wkuć dat.
- dobrze. W takim razie powiedz mi, kto zabił Juliusza Cezara?
- ee.. Oktawian August..?

[BENG] - zeszyt trzymany przez Dakkis wylądował na głowie Beja.

- oj! Brutus! Jego własny syn!
- a-acha. - brunet się zmieszał jeszcze bardziej, tak że teraz przypominał dojrzałą rzodkiewkę [:DDD.
- nie wstydź się! Każdemu może się zdarzyć..
- jesteś wspaniała!
- dzięki..
Spojrzeli sobie w oczy.
- pamiętasz okoliczności naszego spotkania..?
- pół roku temu znalazłem cię nieprzytomną..
- tak..
Zapadła cisza. Dakkis wpatrzyła się w ziemię.
- co ci wtedy powiedziałam?
- że zemdlałaś.
- wiesz, uważam że powinnam ci coś powiedzieć. W końcu.. widać, że.. między nami.. coś.. dzięki tobie.. zrozumiałam, że życie .. może być piękne..
Bayou podszedł do niej.
- wspaniale, że się spotkaliśmy.
Połączył ich romantyczny pocałunek ^^
W tym momencie coś rozbłysło na niebie.
- koniec tej zabawy, Dakkis. - rozbrzmiał chłodny głos. Była to postać w jaskrawosrebrnym płaszczu. Maska i kaptur okrywały jej twarz. - dzisiaj mija ostateczny termin.
- kur!!! Nie macie kiedy przychodzić? - Dakki wstała i spojrzała na przybysza. Wiał od niego silny wiatr.
- miałaś przyjść do siedziby LON dobrowolnie.. ale mazoku będziesz czy chcesz czy nie.. taki talent szkoda by było zaprzepaścić..
- Dakkis.. o co chodzi?
- przepraszam, Bayou. - Dakki spuściła głowę. - nie powiedziałam ci nigdy o mojej prawdziwej przeszłości. Wybacz mi. To było dla twojego dobra.. nie!! NIe!! To było samolubne.. to było wyłącznie dla mojego interesu..
- hę?
- jestem starsza.. o wiele starsza od ciebie.. i jestem.. nieśmiertelna..
- nie! - Bayou spojrzał się z wyrzutem na Dakkis. Jej włosy i sukienka były smagane gwałtownym wiatrem. Ona sama stała tyłem do bruneta i patrzała na bok, w ziemię.
- jestem córką Rezo... gdy byłam mała.. zawarłam układ z LON... że.. jak kiedyś spotkam kogo pokocham.. zostanę mazoku..
- NIE!! - Bayou krzyknął
- skończcie te rozmowy - powiedział mazoku wiszący nad Dakkis. Będziesz mazoku!!!!! - wysłał z dłoni jakiś różowy impuls elektryczny. Dakkis zgięła się w pół i bezglośnie jęknęła z bólu. Lecz.. udało jej się podnieść impuls i odepchnąć falę mazoku, tak że ten się przetoczył dalej.
- tyś, który ciemniejszy od zmroku... ee.. co było dalej..- brunet podrapał się po głowie.
- kurde, .. nie myśl nad zaklęciem.. uciekaj.. - wydyszała dziewczyna zgięta wciąż w pół. Szumiało jej wciąż w uszach, tak że nie mogła dosłyszeć własnych myśli.
Mazoku nad Dakkis zarechotał.
- koniec zabawy.
Wysłał impuls ze zdwojoną siłą.
Trafił w Dakki..
Z krzykiem protestu zgięła się do tyłu...
Nagle.. obraz przed jej oczami zaczął rozmazywać się..
Zaczęło jej się robić błogo...
Fale miłego ciepła okalały jej ciało..
Lecz z tego wyrwał ją przeszywający jęk Bayou.
Otóż, chłopak, widząć, że jeko ukochana jest smagana czarem, rzucił się, by ją osłonić..
Lecz był za słaby, by stać się mazoku... umarł.. jego ciało zamieniło się w pył..
- nie.. - zdążyła jęknąć Dakkis, zanim z kolei ją spowiła ciemność...
Lecz po chwili z ciemności wyrwała ją, bardzo gwałtownie, rzeczywistość. Oślepiło ją nagle słońce.
A na tle słońca.. dwie postacie..
- ZOSTAW JĄ!! - krzyknęła osoba w długim czarnym płaszczu... równocześnie zamachnęła się i walnęła z pięści postaci w sebrnym płaszczu, że aż było słychać szczęk rozrywanej kości.
- agh.. pożałujesz..- postać zamachnęła się, lecz druga szybko zrobiła unik, i wykonała wiele gwałtownych ciosów i kopów. W końcu zebrała w rękach kulę złotej energii i wysłała ją w mazoku, tak, że ten jęknął z bólu. Przeklnął, i znikł. Postać w czarnym płaszczu odsunęła kaptur.
- Nie możesz być mazoku, Dakkis.. nie.. w twojej duszy jest za dużo dobra.. pozatym.. w naszej rodzinie jest zbyt dużo osób opętanych złem..
- ci-ciociu..- wypowiedziała Dakkis z trudem, krztusząc się krwią.
Princessa uśmiechnęła się łagodnie.. i znikła..
Dakkis zemdlała. Niedługo potem wróciła do swojego lodowego królestwa...

Lecz była rzecz, o której nie wiedziała.. Bayou przeżył.. przetelepotrował się tylko w inne miejsce..

Dakkis nie wiedziała o tym.

***
***

Dziewczyna westchnęła i jeszcze raz spojrzała za uciekającym brunetem. Kriss nadal spała.

- kurde, popatrz i uciekł.

Usłyszała głos za sobą. Tak znajomy. Lecz zimny jak kostka lodu. Ironiczny.
- Sao.. Saovi...
- witaj. - owszem, za Dakkis znajdowała się Saovi. Lewitowała w powietrzu, trzymając swoją różczkę, z wyglądy przypominającą kosę. Jej czarny płaszcz sięgał do ziemii. Nie była tą Saovi, co niegdyś Dakkis znała. Miała na twarzy złośłiwy, ironiczny uśmiech,a w oczach dwa ognie.. - cieszę się, że możesz spojerzeć na mnie ostatni raz. Wreszcie doczekałam się materialnej formy..
- siostro?
- twoja siostra przeminęła z wiatrem... Wszytskie dobre uczucia zostały zastąpione przez te najgorsze...Została powołana do życia nowa istota.. przyszłam po Kriss..
- ale.. jak.. jak to?
- tak to. Zakładam, że będziesz stawiać pewien opór.. nie martw się, ciebie zabiję później. Najpierw muszę załatwić tego, co właśnie ma zamiar we mnie rzucić Dragon Slave. - spojrzała do akurat zakradającego się z naładowanym czarem Bayou. Wysłała wąską wiązkę czaru, która trafiła wprost w bruneta. Krzyknął z bólu.
- ej, no, nie!!!!! - ryknęła Dakkis i zaczęła biec, lecz Saovi machnęła ręką, wsktek czego silna fala energii unieruchomiła Dakkis.
- Dakkis, rozumiesz? Zostałam obdażona siłą silniejszą niż kiedykolwiek.. potrafię wnikać między cieńką barierą pomiędzy życiem a śmiercią.. jestem jedyną taką istotą... potrafię zrywać życie wybranego człowieka ruchem paznokcia... lecz nad naszym brunetem się trochę pomęczymy.. za ładny jest by umierał szybko..
- agh..- Dakkis nie mogła się ruszyć.
Bayou jęknął jeszcze raz z bólu i przyklęknął na ziemii.
- ...dlaczego..? muszę... w taki sposób...- westchnął Bayou. Czuł, jak rozsadzało go od środka.

Czuł, że umrze.

- ...rozjaśniaja się obrazy... moja pamięć.. wróciła...
Promień z różdżki Saovi wciąż był wymierzany w ciało Bayou. Klęczął na ziemii. Podniusł głowę, by spojrzeć na Dakkis...
- Dakkis..zawiodłem cię... po raz kolejny..
- nie! to nie twoja wina! - zaprotestowała Dakkis
- przepraszam.. znów się... na mnie.. agrh.. zawiodłaś..- coraz słabiej trzymał sie na rękach.
- moocno się chłopak trzyma! A TERAZ GIŃ, ŚMIERTELNIKU! - krzyknęła Saovi, a promień z jej różdżki nasilił się. Chłopak położył dłonie na twarz.
- ...może kiedyś.. odnajdę twą duszę... i.. wybaczysz... kocham cię...- jęnął ostatkiem sił Bayou...

Upadł bezwładnie na ziemię.

- ...mam nadzieję że ten promień nie wysuszył mi włosów ...

...

Westchnął cicho. I... umarł...

- nie, to promień z odżywką..- mruknęła Saovi. - znikam. Dakkis, wyczekuj na swoją śmierć. Pozabijam wszystkich z otoczenia naszej drogiej Kriss, a w końcu po nią przybędę.. żegnam. - i znikła.
Pole utrzymujące Dakkis znikło. Ona upadła na ziemię.
- straciłam .. go.. po raz drugi.. - po jej policzku spłynęła łza. Wstała i podeszła do skraju przepaści.
Zawiał wiatr.
Skały na dole oświelało jasne słońce.
- straciłam po raz drugi jedyną osobę, którą naprawdę kochałam.. - spojrzała w dół. - dlaczego..? Czy muszę być tak naznaczana przez los..?

- czy poddasz się tak blisko celu? Przybyłaś ochraniać niedoszłą panią zła, aby nie przesz ła na tą tzw. Gorszą Stronę Siły Magicznej...

Dakkis usłyszała znajomy głos. Podnisła głowę do góry.
Nad nią spokojnie lewitowała Princessa. Wbrew jej zwyczajom, była niezwykle poważna.. i wcale nie wyglądała na osobę, która kilka dni temu umarła ^^
- ciocia? Co ty do ciemnego cisu robisz?
-powstrzymuję cię przed głupstwem. Chociaż lepiej żebyś rzuciła się w przepaść, niż umarła z ręki swojej siostry. Wtedy nigdy nie będziesz mogła powrócić, tak jak wiele setek dusz, które Saovi zabrała ze sobą.
- przecież ja nie chciałam skoczyć, no co ty, ciotka...
- hę? nie?
- nie =='
- a to dobrze ^^

[GLEBA]

- jak to sie stało, że żyjesz? Przecież nie żyłaś!
- wiesz, okazało się, że LON jest głupsza niż przewidywałam. - Princessa zarechotała charaktersystycznie - ja nie jestem zwykłym mazoku... Istnieję pomiędzy życiem a śmiercią, tak jak Saovi... nie mam formy materialnej... praktycznie,jestem tym samym co Saovi. Tyle, że u mnie, w przeciwieństwie do Saovi, nie wytępiono wszelkich dobrych uczuć.
- czyli.. ty nigdy nie umarłaś?
- co ty, to była ściema. Chcę wprowadzić w życie swój mały plan. Ale do tego potrzebny mi jest miecz słodziutko śpiącej w tej chwili Kriss.
Dakkis spojrzała na ciotkę.
- przykro mi to mówić, ale.. nie wierzę ci.
- rozumiem. Masz podstawy by tak sądzić, wkońcu jestem mazoku. W tym przypadku jestem zmuszona odebrać ten miecz siłą. - Princessa uśmiechneła się złośliwie.
Rozpłyneła się w powietrzu, w ułamku sekundy zmaterializowała się przy Kriss, i chwyciła jej miecz.
W tym momecie Kriss zbudziła się.
- MAZOKU. - krzyknęła i wzniosła się w powietrze.
- owszem, mazoku, no i co, kurde ==' - zauważyął Princessa z politowaniem
- TY! TY! JESTEŚ ZŁA!
- a ty jesteś nawiedzona przez LON. Zła enrgia panująca nad tobą jeszcze się nie ustablizowała i cię troche ponosi.. po kilku dniach to przejdzie.. jeżeli przejdzie... wiesz.. nie mam nic przeciwko ciebie-mazoku, a tym barzdiej pani zła.. ale mazoku raczej jest się z powołania (jak jaaaa ^^) lub z urodzenia.. a ciebie przymoszono.. więc sorry.
- JESTEŚ OD NIEJ!!! CHCESZ I ODEBRAC MIECZ! - Kriss rzuciła się na Princessę, lecz ta szybko zdematerializowała się,unikając ciosu, a po chwili zmaterializowała sie ponownie tuż przed Kriss.
- to ochłodzi twój zapał.

*TRZASK* - Princessa wymierzyła tak siarczysty policzek Kriss, że ta zakręciła się dookoła i padła nieprzytomna na ziemię.

- nawiedzona. - westchnęła Princessa. W ręce dzierżyła pieny miecz Kriss. Znikła, po chwili zmaterializowała się przed Dakkis. -spoko wodza, mała, tylko pożyczam. - i znikła.
- kurde felek. - warknęła Dakki

***

Princessa zmaterializowała się w siedzibie Lightening, na wprost zaskoczonych Lightening i Aliry. Uśmiechnęła się charaktersystycznie (qrde wszyscy z moich fików uśmiechają się charakterystycznie ][ ale Princessa ma naprawdę charaktersystyczny uśiech[:DDD) dzierżąc wielki miecz w dłoni.
- ... - Princessa rozglądnęła się badawczo. Zatrzymała wzrok na Lightening i Alirze.- macie miny jak Xelloss, gdy postanowił zmienić fryzurę i obciął się na łyso, a potem spojrzał w lustro.
- Princessa..? Ty ŻYJESZ? - zapytała się z niedowierzaniem Lightening
- jak widać na załączonym obrazku. - założyła miecz na ramię.
- mamcia..?- zapytałą się cicho Alira
- siemcia Alirciu. Ileśmy to się nie widzały? Ze sto lat będzie.
- mama...
- zanim się przywitam, mam dla ciebie zadanie. Już czas wspomóc Kriss... - i Princessa znikła.
- ......... - Lightening i Alira

***

Princessa zmaterializowała się ... przed drzwiami biura LON, tak że wszyscy gadający mazoku stracili wątek rozmowy i wpatrywali się wytrzeszczonymi oczyma w księżniczkę.
- co się tak, kurde, gapicie ==' - warknęła Princessa . Podeszła do drzwi i otworzyła je jej starym, wypróbowanym sposobem ^^ czyli solidnym kopniakiem ^^

*SRRRRRRRRRRRUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU* - wielkie, żelazne wrota walnęły z wielkim impetem o (zapewne cenną) posadzkę.

- wsiooo ! Witaj LON, wpadłam na wybuchowe spotkanie. - Princessa na chama wtargnęła do biura LON, mazoku, akurat mającego u niej audiencję chwyciła za twarz i walneła o ścianę, tak że poprzestawiały mu się wszytkie kości ^^. Sama oparła miecz o ramię i stanęła, opierając rękę na biodrze.
- ty żyjesz???- głos LON wyrażał szczere ździwienie.
- moja forma organiczna nie jest nawet życiem. Ani śmiercią. Nigdy mnie nie zabijesz, chociaż byś chciała. - usmiechnęła się charakterystycznie Princessa - istnieję w cieniutkiej granicy między życiem i śmiercią. Sen jest bardzo bliski tej granicy. Potrafię wędrować, przez świat doczesny, przybierając materialną formę, przez sny, aż po śmierć. Czy naprawdę myślałam że mnie zabijesz?
LON przytkało.
- wiesz, co w tej chwili trzymam w ręce? jest to Elipsion, miecz Najwyższych Mocy.W tym momencie mogę rozwalić całą tą ruderę wraz z przyległościami jednym ruchem tego miecza...
- a-ale... tym mieczem może się posługiwać tylko wybraniec..- wykrztusiła LON
- dupa. Może się nim posługiwać każdy, ale jedynie wybraniec może korzystać z jego mocy. Gdzieś to wyczytałam..
"kurde!"- pomyślała LON - "naraziłam się chyba najsilniejszemu mazoku w mojej armii... z drugiej strony... szkoda by było stracić tak potężną i pożyteczną osobę.."
- Princesso. Mam dla ciebie propozycję.- powiedziała Pani Koszmarów.
- ha! Jaką?
- wstąpisz spowrotem w moje szeregi i zapomniemy o całej sprawie ^^

[GLEBA]

- jakby to powiedzieć.. umowa nie spełnia moich oczekiwań.- jęknęła Princessa podnosząc się z ziemii.
- dobrze. Zrobię, co zechcesz...- warknęła z goryczą, akcentując każde z słowo. - jeżeli zostaniesz i zapomnisz o całej sprawie.
- hmmm..- Princessa zaczęła myśleć. Czy wspominałam ze myślenie przynosi Princessie niejaką trudność? No co, w końcu blondynka [:D - OK ^^
- jeeeeessss!
- więc, moim życzeniem, złota rybko, jest... WIĘCEJ ŻYCZEŃ^^
- HĘĘ??? FAKAJ SIĘ !
- hehe wiem, just kidding ^^ Więc...[błysk w oku] - uśeichnęła się charakterystycznie - żądam uwolnienia Venetha, Daniela, Sunny i Moony.
- ...
- co?
- porąbało cię? Oni są moim najsilniejszym źródłem energii i monetą przetargową...
- no to umowy nie ma... od czego by tu zacząć.. zniszczyć tą ruderę.. czy sprawić a pomocą tego miecza, by sama pani koszmarów umeirała w prawdziwych cierpieniach...
- heh, i tak mi nic nie zrobisz.. jeżeli umrę odrodzę ssię w ciele Kriss..
- rozumiem. No to może w takim razie.. zaproponuję że oddam ci ten miecz?
- hę?? OK!
- no to umowa stoi. - Princessa wyciągnęła rękę do LON
- stoi. - uścisnęła ją.
Nie zauważyła krzyżyka na jej lewej dłoni ^^
- żadm uwolnienia natychmiast, inaczej nie będziesz wiarygodna.
- heh..
LON zaprowadziła Princessę do sali, gdzie były akwaria z naszymi bohaterami. Pani Koszmarów sprawiła, że woda odpłynęła z akwariów, szyba odpadła, a oni sami osunęli się na ziemię.
- świetnie. - teraz z kolei Princessa wykonała kilka ruchów rękami. Veneth, Sunny, Moony i Daniel, wciąż nieprzytomni, znikli.
LON i Princessa poszły spowrotem do biura.
- teraz daj mi miecz. - LON wyciągnęła opatrzone szponiastymi tipsami łapska.
- ok. - Princessa wyciągnęła rękę z mieczem. Nagle.. miecz znikł.
- oj, spadł ^^ - Princessa przyłożyła rękę do policzka. - a gdzież on jest? Poszukaj, moze znajdziesz ^^ - Princessa odwróciła się i wybiegła , tupiąc obcasami po zawalonych, żelaznych drzwiach, jeszcze dodając "co złego to nie ja".
- awr... cholerna szmato.. ale nie ciesz się.. jeszcze się zemszczę...- warknęła LON.

***

Dakkis siedziała obok uśpionej Kriss umilając sobie czas śpiewaniem jakiejś sprośnej piosenki. Nagle, przed nią, niewiadomo skąd, pojawił się miecz należący do Kriss.
Zanim Dakkis zdołała się otrząsnąc z zaskoczenia...
- HHEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ [TRZASK] - Dakkis coś tak z zaskoczenia walnęło w plecki, że wylądowała wprost na uśpionej Kriss.
- KUR..! ALIRA!!!!!
- sorry, nie mogłam się powstrzymać.- Alira przewróciła oczami. - przybyłam pomóc Kriss. Ale.. tak naprawdę.. mam trochę inne zadanie.. - uśmiechnęła się przebiegle.
Dakkis zamrugała zaskoczona oczami.
- choć ze mną. - powiedziała Alira i odwróciła się. Dakkis podążyła za nią. Stanęły nieco dalej.
- a teraz się na mnie wkurzysz. - rzekła tajemniczo Alira. - ale zrozum, to dla twojego dobra.
- co niby?- Dakkis nie podobał się ton Aliry. Przeczuwała coś złego...
- żegnaj. - uśmeichnęła się przebiegle.. naładowała błyskawicznie w ręce czar... i pchnęła go w Dakkis.. Ta klękła na ziemi.. spojrzała na swoje ręce umazane krwią...
- dlaczego..? - i upadła nieruchomo na ziemię.
- kiedyś to zrozumiesz - na ustach Aliry zagościł uśmiech, a w oczach błysk. Nagle... buchnęła od niej dzwina energia.. a włosy zrobiły się czarne.


Kim jest Alira? Dlaczego zabiła własną kuzynkę? Co będzie dalej, do cholery? O tym w ostatniej części..

C.D.N.


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.27102100 1276781164
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!