Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 7
rozdział #07
 
Treść fanfika..
- żesz kuuurwa, co ta za klimaty, szoku termicznego można dostać. - warkneła Dakkis, nie najlepiej czując się w upale. Zrzuciła z siebie grupy płaszcz z lisów. - KTO SIĘ W METEOROLOGA BAWI CO? - zaczęła zdecydowanym krokiem iść w kierunku największego źródła ciepła - na polanę.
- ale upał, tropiki jakieś? - na środku polany zobaczyła klęczacego Daniela. Podeszła do niego.
Niewiadomo dlaczego, wiedziała już wszystko.
- no cóż Daniel. Tak będzie lepiej. - powiedziała do niego. - ona jest szczęśliwa, ty też kiedyś dojdziesz do siebie. Najgorszy jest motyw, jak ona przekaże ci swą moc... - przez twarz Dakki przebiegł cień. - no ale nic, nie martwmy się na zapas. Wszystko jest ok, i najwiekszym chyba minusem tej sytuacji jest pogoda. FREEZE ARROW! FREEZE ARROW! FREEZE ARROW!!!
Całą polanę pokrył lód ^^
- tak lepiej. - mruknęła z ekstazą i poszła.

Wróćmy do Venetha i Venetha ^^ oraz ich przerwanego po chamsku dialogu.
- czy nie targają cię wątpliwości Veneth, odkąd zdeptałeś miłość Kriss..? - powiedział Copy Vencio, z charakterystycznym usmiechem.
- milcz.. - warknął Veneth oryginal.
- a to dlaczego? Dlaczego mam milczeć o śmiertelnej ranie, jaka zadałeś Kriss, soprowadzając jej smutek do takiego stanu, że przeistoczyła się w panią koszmarów?
- WIESZ PRZECIEŻ DLACZEGO TO ROBIĘ! - ryknął
- właśnie nie wiem.
- gdy.. wreszcie wyzwolę moce tego miecza.. dzięki niemu.. sprawię.. że Kriss uwolni się od ciążącego na niej przeznaczenia bycia panią koszmarów.. oddam swoje życie za jej wolność, rozumiesz durna kopio??? ROZUMIESZ??? - w tej chwili zamachnął się i rzucił mieczem, który trafił wprost w brzuch kopii. Plując krwią, Copy Vencio padł na kolana.
- zagapiłem się.. wykorzystałeś to.. dzięki twojej desperacji sprawiłeś, że wątpliwości zostały w tyle, Veneth.. gratuluję...
Nagle, wokół umierającej kopii zmaterializowały się dwie czarodziejki.
- gratuluję. Zdałeś pomyślnie wszystkie próby. Musisz mieć naprawdę wiarygodny cel.
Czarodziejka wyjęła miecz z brzucha kopii, która jęknęła tylko "czy ktoś zwraca na mnie uwagę? Idiotko, pobrudziłaś mi ubranie krwią, miecze się wyciąga delikatniej.."
Miecz nagle rozbłysł światłem i uniusł się w powietrze. Zaczął się zmieniać. PO kilkunastu sekundach rękojeść przybrała postać jakby dwóch walczących ze sobą smoków, była bogato zdobiona przez przeróózne kamienie, a klinga wtykonana była z najczystrzej platyny, ozdabiana złotem.
Czarodziejka przekazała miecz Venethowi.
- idź, i broń tego, co kochasz.
Wszystko znikło.

***

Minęło troszkę czasu.
- Sunny pakuj się szybciej! - poganiała wszystkich Katia, jeszcze mając w głowie słowa Dakki 'jeżeli się teraz nie będziemy śpieszyć, może być za późno'
- czemu..? - Sunny i tak nie wiedziała co ma robić ^^
- BO NIE MA DŻEMU!
- faaaakaj się. - mruknęła Sunny. Po chwili do nich doszedł Moony.
- ej wiecie co? obudziłem się, patrzę- las!
- jakiś ty bystry.
- co my tu robimy? - podrapał się po głowie.
- pakujemy się! RUCHY RUCHY!
- a ty wciąż o ruchaniu. - westchneła Dakki z dezaprobatą. - streszczajcie się!
- sama się streszczaj..- warknęła Katia, prubując upchnąć tony swoich kosmetyków do małej torebki ^^
Dakki prychnęła i poszła. Ku jej wściekłości, wciąż panował upał. Wybrała się w poszukiwanie zimnego miejsca. Po przejściu niewielkiej odkległości, okazalo się, że niedaleko znów pruszy śnieg.
Wyszła między drzewa. Panowała przejmująca cisza, a śnieg pruszył cichutko.
Dziewczyna westchnęła i oparła się o drzewo.
Płatki śniegu opadały na jej spokojną sylwetkę i przepiękne oczy, wpatrzone w tym momencie w medalik.
- pomyśleć, że gdyby nie ten mały medalik, nie byłoby mnie tutaj... - powiedziaął cicho o siebie. - ale wszystko zrozumialam.. Alira to wspaniała osoba.. zabiła mnie, by nie zabiła mnie moja siostra.. i tym samym, nie mogłabym się odrodzić już nigdy.. ale, zostałam wskrzeszona z rak mazoku.. - zacisnęła pięść na medaliku. - a to złamanie jednej z najwazniejszych zasad Czarnego Regulaminu LON... ale.. Princessa przewidziała wszystko..
Nagle... zamarła w bezruchu. Jakby poraził ją jakis niewidzialny prąd. Padła na ziemię, jak bezwładna kłoda drzewa.

- gdzie.. jestem..? - rozejrzała się dookoła. Znajdowała się.. wśród gwiazd.. zewsząd otaczało ją nocne niebo usypane gwiazdami.. tak jakby była zawieszona gdzieś w kosmosie.
Nie mogła się nie uśmiechnąć, widząc to wszytko.

- podoba ci się? Stworzyłem to dla ciebie.

.. uslyszała głos. Tak znajomy głos.. ten, którego pragnęła usłyszeć najbardziej.. odkąd.. odkąd..

- BAYOU..!!!!! - krzyknęła.

Owszem. Przed nią stał Bayou. Ten sam Bay, jakiego znała, o głebokich błękitnych oczach, o pogodnej twarzy, i spływających aż po kolana, brązowych włosach.
Bez słowa ją objął.
- kochanie.. gdybyś wiedziała, jak tęskniłem..
- Bayou... - jeszcze mocniej wtuliła się w niego. Po jej policzku spłynęła łza.
Oboje nie kryli swoich łez radości. Nie umieli dobrać słów do tego, co teraz czują...
- jak to się stało.. że .. żyjesz..? - Dakki spojrzała mu w oczy.
Pogładził ją po włosach.
- to długa historia. Zacznijmy od tego, że umarłem z postanowieniem, że jeszcze cię kiedyś odnajdę... i nie wiem, co za cud się stał..otrzymałem dar przemierzania ludzkich dusz.. dbania, by żadne ciemne moce nie sprawowały nad nimi kontroli... pragnąłem odnaleść ciebie.. lecz nie żyłaś..nawet kiedy zostałaś wskrzeszona z rąk mazoku, nie mogłem się z tobą zobaczyc.. w twoim medaliku zostały zawarte wszelkie twoje wspomnienia o wszytkim, co kochałaś.. jedynie, gdy goszczę w twym sercu, możemy się zobaczyć.. ale ja zawsze jestem przy tobie..
- nie wiem.. brak mi słów, by określić, co teraz czuję...
- słowa są niepotrzebne...
Pocałowali się długo i bardzo namiętnie, tak jakby chcieli nadrobić zaległości za wszystkie lata (ludzie, wyobrażacie sobei, co to był za pocałunek ==').

***

- a gdzie Dakki i Daniel? - Katia otarła pot z czoła, upchnąwszy wreszcie wszystkie swoje kosmetyki.
- a kim oni są? - Moony spojrzał bezmyślnym wzrokiem.
- nieważne ==' - idźcie w przeciwne strony i krzyczcie,jeżeli kogoś znajdziecie.
- ok! - zaczęli iść w przeciwne strony i.. zderzyli się ze sobą _0_

KATIA: [GLEBA]

Wstali.. i ponownie zderzyli się ze sobą. I tak parę razy ^^^^
W końcu Katia podeszła, odwróciła ich ręcznie, i jak nakręcane samochodziki wypuściła w przeciwne stromny [:D
Sunny szła, próbując zbierać poziomki z drzew _-_. Nagle owiał ją chłód. Dosżł do miejsca, gdzie padał śnieżek.
- hmm.. dziwne.. tam było ciepło, a tu jest zimno.. hmm..
Pogrążyła się w intensywnym procesie myślowym.
Nagle nad jej głowa pojawiła sie żaróweczka rodem z kreskówek, z racji że nieużywana, jaśniała jak halogen [:DDD
- WIEM!! TO MUSI BYĆ LODÓWKA! - pobieła przed siebie. Mało co, a potknęłaby się o leżącą na ziemii Dakki.
- hmm..? Dakki jest jadalna..? - obejrzała ją ze wszytkich stron. Byłaby i ją zjadła, gdyby w porę nie nadeszła Katia, ślizgajac się na lodzie na swoich niebotycznych obcasach.
- jesu..- przyłożyła rękę do ust.
Dakki leżała na ziemi, bezwładna, z oczami wbitymi gdzieś w przestrzeń i półotwartymi ustami. Co najgorsze, była blada jak trup, a usta miała sine...
- ona.. umarła..? - jęknęła Katia z przerażeniem patrząc na tę scenkę.
- A FUUUUUUUU!!!!!! - Sunny gwałtownie odsunęła się - a byłabym zjadła trupa!!!
Katia klękła nad Dakki. Przyłożyła jej rękę do szyi, nadgarstka a następnie pochyliła się, by posłuchać jej serca.
Stanęła prosto.
- Sunny.. ona nie żyje...

***

Dakki i Bayou całowali się, gdy nagle, niewiadomo skąd, pojawiła się czarna pantera, z charakterystycznymi trzema złotymi pręgami, którą już znamy.
- wybacz ^^. - Bay odessał się od Dakkis i pochylił się nad kotem.
- CZY TY CHOLERO, NIE WIDZISZ ŻE JESTESM ZAJĘTY? NIEDOBRY KOTEK!

*CIACH*

Pantera pocharatała go, niczym Miau z Pokemona ^^
- odezwij się tak jeszcze raz.. - w panterze coś zabulgotało.
- skąś ja znam ten głos..- powiedziała cicho Dakkis. - czy to ty..?
Nagle pantera zaczęła się zmieniać. Wyrosła z niej blondwłosa piękność, o niebieskich oczach, ubrana w charakterystyczny czarny płaszcz zaopatrzona w znak firmowy - laskę/różdżkę.
- miło cię znowu widzieć, Dakkis.- powiedziało owo blondwłose zjawisko, pochylając lekko głowę.
- Cio.. cio.. CIOCIA? - Dakki rzuciła się na szyję, jak się okazało, Princessy.
- Dakkis ^^ Widzę że się już spotkałaś ze swoim kochasiem, cio?
- tak ^^
- (szeptem) jak całuje?
- (głośno) CIOTKA, NIE UWIERZYSZ, JAK CUDOOOOOOOWNIE CAŁUJE!!!!!!!
- (zmrożona) może dyskretniej..
- ekhem. - chrząknął Bayou.
- sorry. - Princessa nadal nieco zburaczona, zawisła w powietrzu. - wszystko fajnie. Bayou otzrymał funkcję strażnika dusz, ze względu na zbliżające się niebezpieczeństwo... jednak na kontakt wizualny może sobie pozwolić raz na miesiąc.. a na fizyczny raz na pięć lat, i to jeszcze z brakiem kontaktu wizualnego przez trzy lata.
- hę..? to jak my się teraz spotkaliśmy? - zapytała się Dakki
- wizualnie. - powiedziała dobitnie Princessa chuchając na wrzącą herbatę Lipton.
- hę.. czyli te pocałunki.. nie były prawdziwe..?
- a czym dla ciebie jest rzeczywistość? (Tu przerwa, bo Princessa strzeliła gadkę z Matrixa).
- ech..
- tak więc ciesz się, w ciążę nie zajdziesz [kuskaniec w bok]
Dakkis wykonała szeroooooki obleśny uśmiech [:D
- wracajac do meritum sprawy. -Princessa oparzyła się wrzątkiem. - jak wiesz Dakki wskrzesiłam cię, ale jakiem mazoku, mam w tym swój interes (ale nie to że jestem taka materialna heeej!). Byłaś powiązana z Wielkim Planem. Pomogłaś wybrańcowi zdecydowac isę na odpowiedni krok. Tylko ty potrafisz wywierać takie wpływy, Dakkis! Potem przyjdziesz do mojej siedziby i przy herbatce powspominamy stare dobre czasy, co?
- ok ^^
- dodam jescze, że w realnym świecie, jesteś jak nieżywa. Nie masz zasdnych funkcji życiowych. Serce ci jeszcze bije, ale niedosłyszalnie dla ucha. Tak więc masz zawsze 24 godziny. Po upływie tego czasu czeka cię śmierć.
- ok.
- a teraz zostawiam was samych.. - powiedziała Princessa głosem, który oznaczał 'możecie się bzykać w spokoju'
Znikła.
Bayou i Dakkis spojrzeli sobie w oczy.
- tak dawno się nie widzieliśmy..
- taak.. - Bayou zsunął ramiona jej bluzki.

***

Sunny, Katia, przed chwilą przybyły Moony i bezwyrazowy Daniel przyglądali się w milczeniu Dakki.
- zjemy ją?- wyjechała Sunny _-_
- Sunny.. czy ty ie rozumiesz? Ona nie żyje.. i jest tylko jeden sposób,by ją teraz wskrzesić.
Nagle Katia rozbłysła czerwonym światłem, które oślepiło wszystkich.
Po chwili, wśród tegoż światła... ukazał się anioł..
Stała tam Katia o szarej skórze w zielone pnącza i białych skrzydłach sięgajacych jej do pasa.
- Ka.. - jęknęli wszyscy.
Dziewczyna podeszła do Dakki i pochyliła się nad nią. Po chwili położyła się obok niej i objeła, wtulając się w nią całym ciałem.
Obie rozbłysły czerwonym światłem..

***

Bayou zaczłą całować jej szyje, równocześnie rozpinając jej z tyłu bluzkę. Ona jęknęła tylko cicho z rozkoszy.
Po chwili na ziemi wylądowała spódniczka Dakki, Bluza Bayou, spodnie Bayou oraz kilka innych, mniej w tej chwili waznych części garderoby.
Leżeli wśród gwiazd, wzajemnie obdarowując pocałunkami..
Po ramionach Dakki zsunęły się ramiączka jej czarnego stanika...
Lecz...
Rozbłysło czerwone światło.. Dakki zaczęła się w nim rozpływać.
- NIE..! NIEEE..! NIE TERAZ! - przekrzykiwali się wzajemnie [:D
Po chwili Dakkis znikła, zostawiając po sobie tylko trzymany przez Bayou stanik.

***

Otworzyła oczy. Obok niej leżała Katia, pulsując czerwonym światłem.
- żyjesz... jak dobrze..
- TY PIZDO!!! - Dakkis tak walnełą biednej Kati z plaskacza, że walnęła w drzewo. - CZY MUSIAŁAŚ MNEI WSKRZESZAĆ AKURAT TERAZ????
- hę? - Katia wyrzyta z energii walnęła w kimono, przyierając swą pierwotną formę.
Dakki dyszała ze wściekłości.
- nie uczyli cię 'nie przeszkadzaj dorosłym, kiedy rozmawiają???' - ryknęła, odwróciła się na pięcie, i poszła gdzieśtam.
- o co jej mogło chodzić..? - Moony podrapał się po głowie.
Po kilku minutach wyruszyli.

***

Deexis sedziała samotnie medytując.
Znajdowała się w jednym z odległych zamczysk w górach (czyt. prywatnej willi Valgaava).
Ona klęczała, medytując, a przed nią leżał miecz.
- o smoki symbolizujące me słabości... pokonałam już własne rozterki... odwróćcie się do waszych przeznaczeń, tak jak ja to zrobiłam.. przejdźcie dla dobra świata..
Gdzieś w trzech miejscach na ziemii coś rozbłysło.. i wszystkie trzy światła poleciały wprost w stronę Daniela. (poor Daniel)
- dobrze. - powiedziała do siebie. - czas by przekazać mu swą moc.. nie mogę inaczej... - klinga miecza odbijała światło, które padało jej na twarz. -czy jednak będę potrafiła? Zdobyłam to, czego naprawdę pragnęłam.. dlaczego mam umrzeć ze świadomością, że nie przeżyłam tego, co powinnam przeżyć..? Mam umrzeć niespełniona?
- nie. - usłyszała nagle głos przed sobą.
Przed nią klęczała Alira, wpatrując sie w nią wzrokiem rozbawionego dziecka.
- nie musisz się zabijać. Nie musisz mu nawet przekazywać swojej mocy. - powiedziała. Jej włosy przybrały kolor czarny i nie wiadomo dlaczego zawiał wiatr. - los kreśli swoimi własnymi linijkami.. skąd mamy wiedzieć, dokąd biegną?
- co chcesz przez to.. i kim ty do cholery jesteś???
- przyjacielem. - powiedziała. Jej włosy spowrotem przybrały kolor błękiotny- nie umieraj niespełniona. Spełnij swoje marzenie, tak jak to pragnie osoba, która cię naprawdę kocha. A o przeznaczenie się nie martw. - powiedziała tajemniczo. Za nią otworzyło się wejście do innego wymiaru. - bye. - wyskoczyła z półobrotru w wejście, które po chwili się zamknęło.
Deexis odetchnęła w myśli.
Nagle usłyszała chrobot zamka. To był Valgaav.
-obiad gotowy. Dzisiaj w menu..
Lecz nie pozwoliła mu dokończyć. Rzuciła mu się na szyję.
- dziękuję, że jesteś.

***

Daniel leżał nieprzytomny. Amulet na jego piersi pulsował nieznajomym światłem. Był kompletny.
- tylko dlaczego Sektet też wleciał do tego cholerstwa? - zapytał się Moony.
- wiem. Sektet.. wciąż będący przy niej..- nagle Katia roześmiała się głośno. - symbolizował pożądanie prowadzące do złych rzeczy..!
- jaki bezsens. A wyglądał tak apetycznie..- westchnęła Sunny.
- mamy iść do świątyni smoków, więc musimy się spieszyć. - powiedział ponuro Daniel.
Katia zamieniła się w smoka. Po chwili wszyscy na jej grzbiecie (Parodia miała problem, ponieważ cierpiała na chorobę lokomocyjną) polecieli na zachód.

Nie chce mi się opisywać ich sprzeczek po drodze. Dolecieli do nieco zapuszczonego zamczyska, lecz mimo to majestatycznie prezentującego się na tle skał. Wejście do niego zdobiły posągi ogromnych smoków.
- ale fajna zabawa! - ryknęła Sunny głosem gościówy z reklamy.
Dakki, prowadząc za sobą Parodię rozejrzała się wokół.
- Daniel. Wiesz co masz robić?
- nie wiem. A ty wiesz?
- niby skąd ==' To ty jesteś wybrańcem, nie ja.
Nagle, zza skał, zwinnym ruchem zeskoczyła czarna pantera z charakterystycznymi pasami.
- Mountain Dew??? - ryknął Moony
- spróbuj tyko szukać puszki w moim gardle, a osobiście skonsumuję ci rękę.- warknęła pantera.
Dakki, ku zaskoczeniu wszytkich, podeszła do pantery i pogłaskała ją po łbie.
- ciociu, po co przyszłaś? - zapytała się.
- powiedzieć, co, gdzie, i jak.
- TA PANTERA MÓWI! - ryknął Daniel
- aleś Amerykę odkrył, chłopie =='
- ale.. do niezgodne z prawami natury, struny głosowe zwierząt nie są przystosowane, bleh bleh bleh..
- MILCZ ŻESZ KU.. - Pantera zaczęła się zmieniać. Po chwili przed Danielem stanęła nikt oinny jak Princessa, wymierzająca mu cios w potylicę.
- TO TY!!!! - naglę krzyknął - TO TY ZROBIŁAŚ MNIE WYBRAŃCEM!
- tak. - powiedziała Princessa. - Nazywam się Princessa *westchnienie* W Przyszłości Batonik Czekoladowy, władczyni złych snów i koszmarów. Pantera to moja prawdziwa forma.
- To ty.. to wszystko przez ciebie!!! - krzyknął, i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wyciągnął szylet i rzucił się na nią. Lecz ona błyskawicznie za pomocy laski rozciągnęła przed sobą pole ochronne, które odrzuciło Daniela.
Nic nie powiedziała. Gdyby wzrok mógł zabijać, Daniel byłby proszkiem ulatującym z wiatrem ^^
- mo-może herbaty..? - zaproponowała Dakki ^^
- NIGDY NIE ODZYWAJ SIĘ DO MNIE TYM ONEM! - zagrzmiała Princessa wymierzajac laską w Daniela. - Twoja decyzja była samodzielna.
- taa.. a kto mnie do tego nakłonił.. - pisnął Daniel.
- ZAMKNIJ SIĘ! - ryknęła, aż wszystkie skały zadrżały w posadach (niektórzy znają taki ton Princessy, ale to tylko nieliczni, ci, którym życie niemiłe [:DD)
Nagle Dakki omijając pole ochronne podeszła do ciotki i..

*TRZASK* *TRZASK* - wymierzyła jej dwa siarczyste policzki, tak że mazoku wylądował na glebie.

- uspokój się. - powiedziała beznamiętnie i wróciła na swoje miejsce.
- aaach ^^ dzięki Dakki, tego mi było trzeba ^^ - powiedziała Princessa podnosząc się z ziemii.
- masochistka..- usłyszeli dziecinny głos. Obok stał nikt inny jak Afikt.
- spierdalaj. - warknęła Princessa
Mały wystawił język.
- mniejsza o to ^^ Przybyliśmy tu po to, by wam przekazać co powinniście zrobić.
- właśnie. A ty Daniel, nie rób mi fochów. Pamiętaj, że cię ostrzegałam.. - powiedziała cicho Princessa. Teraz żałowała, że obarczyła tą osobę takim ciężarem.
- tak więc musicie wejść do świątyni. Gdy położycie medalion na ołtarzu, powinan uwolnić się ogromna energia, wzmacniająca dusze. Energia ta uda się do opiekuna dusz, który następnie ją zużytkuje.
- o Beju mówisz? -zapytała się Dakki
- nyo, widzisz jaka twój kochaś fuchę dostał?? - zapytała się Princessa pijąc herbatę ^^
- ale fajna zabawa.
- tak więc to wszystko co chcieliśmy wam przekazać. - powiedział Afikt. - Żegna was Afikt, władca dobrych snów.
- oraz Princessa, władczyni złych snów.
Oboje zniknęli, zostawiajac za sobą kłąbki kurzu.

***

Tymczasem... tysiące kilometrów dalej...

Veneth pędził co sił w nogach swojego Porshe. Dokąd zmierzał...?
- LON..
Pędził przez rozległa równinę... zblrzał się do jakiejś bliżej nieokrślonej przepaści...
Lecz usłyszał tętęt kopyt.
Zwolnił, by się obejrzeć.
Tuż za nim znajdowąła się nikt inny, jak Brett na wielkim jednorożcu.
Gdzieś daleko, z tyłu, na koniu pędził ktoś jeszcze.
- zatrzymaj się. - powiedziała cicho Brett.
Zaskoczony Ven zatrzymał się tuż nad brzegiem przepaści.
- o co ci chodzi??? - zapytał się.
Po chwli przyjechał Chazz na najpiękniejszym jednorożcu, jaki można sobie wyobrazić.. smukły, posiadający suchą sylwetkę, o błyszczacej, białej jak śnieg sierści i połyskującej, złotej grzywie...
- Veneth, nie rób tego!
- Zrobie, jak zechcę.. - powiedział ze złością.
- nie rób tego! Proszę cię!
- Kriss nie zasługuje na takiego faceta jak ty.. - rzekła cicho Brett. - dlaczego to robisz? Kriss jest mrukiem.. jest nieuprzejma.. wulgarna.. odpychająca.. nienawidzi całego świata.. podejrzewa każdego człowieka o coś złego.. ma ochotę zabić każdego kto staje jej na drodze.. dlaczego to robisz?

Veneth usmiechnął się.
- bo ją kocham...

Zszedł z konia... i skoczył do przepaści...

- żegnaj, Veneth. Już cię nie zobaczymy. - powiedział cicho Chazz i popędził jednorożaca w drugą stronę.
Brett zeszła z Eexel i klękła nad przepaścią. Z jej oczu płynęły łzy.

***

Tymczasem.. na całym świecie wysłani przez niewiadomo kogo, chodzili ludzie, ogłaszający to, co ma nastąpić.

- słuchajcie mniem dorrośli i wy, dziatki...
- dziadki? - Gourry podrapał się po pustym łbie
-... dziś sam jestem dziadkiem.. i cóz innego mógłbym dać mojemu wnuczkowi jak nie werter's oryginal.. - zauważył Xelloss pijąc herbatę zmieszaną z żutym cukierkiem (uwaga, dzieci, nie róbcie tego w domu! Xelloss jest w moim fiku i jest nienormalny!) - o właśnie, Go, jakie ze mnie chamisko, chcesz wertersa?
- to że jesteś chamisko wiadomo od dawna. - mruknęła Lina
- zaaamknij się... płaska desko. - powiedział Xelloss i w ramach uniku zmaterializował się kilkanaście metrów dalej.
Jednak źle obliczył odległość i Fire Ball Liny trafił prosto w jego fioletową glacę.
- czy zauważyłaś, Amelio, że oni są nieco dziecinni? - jęknął Zelgadiss pod ciężarem wizytowej korony, cięższej od niego chyba o 20 kilo.
- też tak uważam, Zelciu.
- błagam cię.. nie nazywaj mnie... ZELCIU!!! - wycharchał Zelciu ^^
- ależ dlaczego nie, Zelciu? To brzmi bardzo ładnie ^^
- wcale nie, ty.. AMELO!
- hę???
- ty do mnie zdrobnieniem, ja do ciebie zgrubieniem, hi hi hi!!! - zarechochotał psychopatycznie
- czy.. sugerujesz że jestem gruba..? - oczy Amelii zapełniły się łzami.
- ależ nie, kotku.
- to dobrze.. bo gdyby tak.. wiesz co by cię spotkało? to: FIRE BALL!!!

*SRUUUUUUU*

- coś mówiłaś o dziecinności Liny i Xellossa... - jęknął Zel podnosząc się ze zgliszczy.
- och! Akurat przypomniał mi się mój malutki kochany Danielek! - oczy Amelii zaszkliły się - tak zaniedbał naukę!
- Amelio.. są wakacje =='
- ale żadnego dnia nie należy zaniedbywać!!! Trzeba żyć po to by się uczyć by dobrze szerzyć odbro i sprwaiedliwość *_* - Amelia już nieźle podjarana spojrzałą w niebo
- Ale to Veneth będzie królem..
- Falwiusz? Flawiusz zdał na piątkę całą maturę!
- chyba uwiódł całą komisję edukacyjną..== -zauważył Zel, który przecież był po zawodówce [:D
- och! przecież od niego para inteligencja, trzeba tylko ją odkryć! Jak wróci do domu wezmę się za niego!
- para inteligencja... jasne. Jak woń fiołków ze skarpetek Gourrego.
- ej no! - zburaczył się Gourry.
- CISZA, WY TAM, Z TYŁU! - ryknął mówca.
- ZAMKNIJ SIĘ BURAKU! MÓWISZ DO ULUBIENICY KRÓLOWEJ! - odryknęła Lina
- chyba anty-ulubienicy - zauważyła Amelia
- COŚ POWIEDZIAŁA?
- PIIIIIIIIIISK! NIC!
- no.
Mówca, choć nieco zbulwersowany, kończył swoją mowę.
- tak więc, jeżeli poczujecie się dziwnie, oznacza to, że wasze umysły zostały wzmocnione. Słabość będzie tylko chwilowa..
- przepraszam, czy złote dzieci, pół złote smoki, pół lisy też to dotyczy??? - wyjechała nagle Stella.

ALL: =='''

- nie mam odpowiednich informacji. - powiedział faciu z braków lepszych pomysłów.
- FAKAJ SIĘ, KINOLU! - ryknęła Lina
- ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE RUDA DECHO!!
- tyś, który ciemniejszy od zmroku...

I tym sposobem zakończyło się mówienie facia ^^

***

Daniel, Sunny, Moony, Katia i Dakki weszli do świątyni.
Była stara i zapuszczona, widać było że nikt nie odwiedzał jej od lat.
Na samym końcu znajdował się ołtarz. Był wykonany z kości smoków. Na dwóch jego końcach były ustawione niewielkie posążki smoków.
- idź sam. - Dakki ruchem ręki zatrzymała Katię, i obijających się o siebie głowami Sunny i Moony [:D
Daniel bez słowa podszedł do ołtarza. Wzbudzał respekt, tym bardziej że kości smoków były ogromne.
Zauważył niewielkie wyżłobienie w jednej kości.
Jego tatuaż i medalion zaświecił.
Zdjął go (oczywiście medalion, bo tatuażu chyba nie można ściągnąć ==')
Położył w wyżłobieniu.

Negle rozbłysło oślepiające światło.. Cały mech i pleśń ze ścian świątyni znikł, swiątynia zajaśniała srebrem, złotem i perłami. Zapaliły się światła i pochodnie.
Przy medalionie zaczęła się zbierać ogromna energia.
- żesz ku..! to zaraz wybuchnie! - ryknęła Katia
- PADNIJ! - nakazała Dakkis i położyła się na ziemii jak wszyscy.

*JJJEEEEEEEEEEEEEEEBBBBBBBBBBBUUUUUUUUUUUUUUUUUTTTTTTTTTTTTTT*

Istotnie, energia wybuchła z ogromną siłą, w sposób, jak wybuchał patent w "Ataku klonów" gdy chcieli dopaść biednego Obi Wana ^^.
Energia z przerażającą szybkością przebiegła cały świat. Ludzie rażeni ją, tracili na krótki czas przytomność.
W końcu wszystko ucichło.
Medalion pękł.

Daniel, Dakki, Katia, Sunny i Moony podnieśli głowy.

*SRUUUUUUUUUUUUUUUU*

Coś ponownie wybuchło, co zmusiło naszych bohaterów przy dalszym leżeniu plackiem [:D
Na ołtarzu zaczęlo się coś dziać. Pulsowała w nim i tańczyła ogromna różnokolorowa enegria...
Nagle przyjęła prostopadłe do ołtarza rytmiczne ruchy.
Utworzyła niewyraźny zarys leżącej na ołtarzu postaci...

Po kilku minutach na ołtarzu leżała kobieta.
-sio... siostra..? - Dakki kucnęła i z niedowierzaniem patrzyła na postać leżącą na ołtarzu. - SAOVI!!!
Podbiegła do niej. Saovi wyglądala jak martwa, lecz oddychała.
- to ona! to ona zabiła Belldandy i mnóstwo niewinnych ludzi! - zbulwersowała się Katia.
- nie.. to nie była ona.. - Dakki pogładziła Saovi po włosach. - Katia, pomóż jej.
- ANI MI SIĘ ŚNI!
- Katia.. - Dakki przeładowała Shoguna [:D
- niby dlaczego? A skąd mam wiedzieć, czy nie odrodzi się z niej potwór?
- bo wiem. Widzę przed sobą moją sostrę. Jej nie byłoby stać na coś takiego...
Katia uśmiechnęła się.
Przyjęła postać anioła.
Dotknęła twarzy Saovi.
Obie rozbłysły szkarłatną energią...
Po chwili Saovi otworzyła oczy.
- KTO TU MNIE MACA?
- ładne powitanie ze światem żywych ===" - zauważyła Dakki
Katia odsunęła się i rozłożyła skrzydła niczym Michael.
- zostałaś zaklęta w tym medalionie.. zaklęta, wytępiając to, co nadała ci LON.. z chwilą, gdy uwolniła się ta energia, uwolniła się z medalionu twoja dusza... - uśmiechnęła się, złożyła skrzydła, i przyjeła swoją dziwkarską postać. - a tak przy okazji, Dakki, depczesz po Danielu.
- hę??? - Dakki istotnie, stała na Danielu [:DDD - o, sorry.
- ależ nie ma sprawy! - Daniel stanął na baczność - jestem gotów wszystko znieść dla dobroci, miłości i sprawiedliwości ^^^
Nikt go nie słuchał. Siostry byłe zajęte ożywioną rozmową, Katia zmierzała do wyjścia, Sunny i Moony wymieniali bezmyślne spojrzenia.
- i to by było na tyle, siostro. - powiedziała Dakki. - teraz pozostaje nam nic więcej, niż czekać na dalsze koleje losu... Kriss nie pozabija tak szybko wszystkich ludzi.. co nie znaczy że nie może zniszczyć wymiaru jednym ruchem ręki...wybraniec miał przekazać wybrańcowi moc, jednak tak się nie stało...
- myślę, że wszystko będzie dobrze. A teraz choć.
- gdzie?
- NA CHŁOPY!!! MUSZĘ NADROBIĆ CZS JAKI SPĘDZIŁAM W TYM ŻELASTWIE!!!
- ===' Nic się nie zmieniłaś! - poczochrała ją po głowie.


Przejdźmy do kwatery LON.

- Udało się. Wybrańcy spełnili swoją misję. - Princessa stała na balkonie, spoglądając na horyzont. - Nasz Plan się powiódł.
- więc to ty za tym stałaś. - usłyszała ironiczny głos z tyłu. Stała tam Satsuki, opierając się o ścianę.
- Satsuki. Kopę lat. - Princessa uśmiechnęła się do córki.
- bez tych uprzejmości, matko. - ton Satsuki był nadal ironiczny. - czuję w tej chwili do ciebie pogardę... Jak śmiesz nazywać siebie mazoku??? Ty..! - nie mogła dobrać słów - Ty..! Ze swoimi emocjami, uczuciami i wątpliwościami???- wybuchła dziwnym śmiechem. - to mnie powinien należeć się stołek pani koszmarów, nie tobie... Nie wiem jakim cudem udało ci się przyjąć tak wysokie stanowisko... powinnaś być nędzną śmiertelniczką...
- dlaczego mi to mówisz. - Princessa odwróciła się od niej.
- ha! nawet teraz nie możesz ukryć swoich emocji. - Satsuki podeszła do matki i szarpneła ją za ramię. - żegnaj.. nędzny człowieczku. Ale jeszcze tu wrócę.
Satsuki skoczyłą z balkonu w przepaść. Znikła w nowo otwartych wrotach jakiegoś wymiaru.
- nie przejmuj się nią. Kiedys zrozumie, mimo że jest najstarsza z nas wszystkich. - Alira położyła matce dłoń na ramieniu.
- pozostaje mi tylko w to wierzyć, Aliro. - Princessa uśmiechnęła się do córki.


Przenosimy się do Venetha. To już ostatni epizod.

Veneth spadał i spadał w coraz głebszą ciemność...Jednak wiedział, że na dnie czeka na niego walka...
Miał jeszcze szanse zrezyknować.. wznieść się w powietrze i zapomnić o wszystkim..
Jednak to targajace nim uczucie było silniejsze...

Wtem.. otworzyły się przed nim wrota do innego wymiaru..

Poczuł ogłupiające uczucie.. zaczął być senny.. nie mógł się powstrzymać..
Urwał mu się film.
Lecz nie na długo.

Otworzył oczy.
Mimo to widział niewiele.
Wszystko co widział, były to czerwone i czarne barwy, zmieszane ze sobą i pulsujące w rytm jego serca.

Nie, to miejsce nie jest do wytrzymania przez śmiertelnika...

W oddali zobaczył niewyraźny zarys jakiegoś zamczyska... czarnego... otoczonego przez smolistą energię... waliły wokół niego pioruny, rozwalajac ziemię naokół..

Był pewny. Kwatera LON.

Zaczął się wolno posówać do przodu... każdy krok to męka..
Lecz nie mógł się zatrzymać. To, że kochał, popędzało go przez największe trudy..
Obraz przed jego oczami nagle się złamał i rozmawał. To pewne. Świat mazoku, przepełniony złem i nienawiścią nie mógł znieść takich uczuć jak miłość.
Znalazł się w pomieszczeniu przepełnionym półmrokiem. Stał na jakiejś niezidentyfikowanej, obślizgłej formie życia, pełnej przepełnionym czymś obrzydliwym, czarnych bąbli...

Lecz to, co zobaczył, podnosząc głowę, sprawiło, że chciał umrzeć.

Na środku tego pomieszczenia, otoczona przez to plugastwo najnormalniej w świecie wyrastajace z jej skóry, zawieszona była Kriss.
Cierpiała przeraźliwe męki. Widać było, że już dawno przekroczyła próg wytrzymałosci.
Lecz nie poddała się. Chciała wierzyć, że nie jest jeszcze za późno, by cofnąć czas.
Dyszała ciężko. Nagle drgnęła i podniosła lekko głowę.
- Veneth... - szepnęła ochryple. Nie mogła wydobyć z siebie innego głosu.

Nagle z jej oka spłynęła łza. Czarna łza.

- chciałam cię zobaczyć..pożegnać..- westchnęła boleśnie. To były jej ostatnie tchnienia jej, jako istoty ludzkiej. Zapewne za chwilę przejdzie w stadium pani koszmarów.

Lecz.

Veneth uśmiechnął się.
- nie czas na twoje pożegnanie...
Wyskoczył w górę. Wbrew jakim kolwiek prawom natury doskoczył do Kriss. Zawisł, trzymając się jej ramion.
Ona spojrzała na niego. Widać było, że nawet ruchy oczami sprawiały jej wysiłek.
- nie mogę pozwolić byś tak cierpiała. - pocałował ją lekko w usta.

- dlaczego... Veneth... dlaczego... -szepnęła ostatkiem już sił.


- bo cię kocham. - w tej chwili Veneth przebił ją od tyłu swoim mieczem. Bryzgnęła czarna krew. Lecz... miecz przeszył także Venetha...

- biorę twoją śmierć na siebie. Żyj. - powiedział spokojnie. - pragnę byś była szczęśliwa... zdejmuję z ciebie ten okrutny los..
Kriss nic nie powiedziała. Wyrwała automatycznym ruchem lewą rękę z plugastwa i dotknęła lekko policzek Venetha.
- nie.. nie umieraj.. - szepnęła.
- wolę umrzeć, niż być światkiem twoich cierpień... proszę Kriss.. - powiedział już ostatkiem sił. - bądź szczęśliwa... nie chcę, by moje marzenia uleciały z wiatrem.. proszę cię... żyj.. i korzystaj z życia... ja zawsze będę przy tobie.. - pocałował ją w czoło...

- n..nie.. nie! NIE! NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Kriss krzyknęła. Lecz po chwili wszystko znikło, a ona straciła przytomność.

***

Zachodziło słońce. Jego długie promienie oświetlały leżącą na skraju przepaści sylwetkę dziewczyny.
Klinga miecza oświetlała jej twarz.
W tym momencie Kriss otworzyła oczy.

***


Koniec.


***


W Wielki Plan była wtajemniczona przede wszystkim Princessa i Afikt. Plan powstał długo przed narodzeniem Kriss, dzięki przepowiedni. Wiedzieliśmy że przyszłą Panią Koszmarów będzie czarodziejka Ousymu, która zniszczy umysły ludzi, a następnie zniszczy wszystkie wymiary. Postanowiliśmy ją uprzedzić. By wzmocnić umysły ludzi musiałaby powstać ogromna energia. Do tego nie wystarczy jednorazowa akcja jednej osoby. Staraliśmy by urodził się wybraniec, który dysponuje wystarzającą siłą, a następnie który będzie gromadził siłę, by uwolnić te energię. Lecz jego ciało nie mogłoby długo utrzymać takiej mocy. Do tego był potrzebny inny wybraniec. Stąd też pomysł z przekazaniem mu mocy. Drugi wybraniec mógłby wtedy obalić Kriss z jej mrocznego tronu.
Wiedzieliśmy że Kriss prędzej czy później stanie się panią koszmarow. Lecz my woleliśmy być na to przygotowani. Dakki, Alira oraz kilka innych osób zostało wtajemniczone w Wielki Plan. Trzeba było doprowadzić Kriss do takiego stanu, by mogła się bez żalu przemienić. Tak, to okrutne. Lecz nie było innego wyjścia.
Dalszą opowieść już znacie. LON wkroczyła do pomieszczenia o kilka sekund z apóźno. Zastała tam tylko gnijące plugastwo oraz ciało Venetha. Katia wróciła do domu, tak samo jak Sunny i Moony. Daniel powrócił, by się uczyć. Deexis jest szczęśliwa razem z Vlgaavem. Dakki i Saovi mogą się wreszcie nacieszyć sobą.
Wielka jest siła wiary w spełnienie marzeń.

Princesa odwróciła się i zniknęła we mgle w rytm końcowej muzyki z "Resident Evil".


Teraz już naprawdę...

*KONIEC*

Hmm.. jaki sens był tego opowiadania? No cóż, odsyłam was do cytatu z 'Alchemika', jakim rozpoczęłam tą część..




Ps. SKOŃCZYŁAM!
Ps2. Tak, to już naprawdę koniec. A teraz robię sobie przerwę wakacyjną [:D
Ps3. Thanks to: Cała moja czatowa rodzinka. W tym special thanks to: Dakkis ^^ Dziękuję, że cały czas byłaś przy mnie i wspierałaś mnie duchowo [:D i nie tylko, jeżeli chodzi o fika! Jesteś wspaniała!
Oraz thanks to: Moja rodzinka live [:D oraz masa moich znajomych (i tak wiem że nikt z ww. tego fika nie przeczyta ale co mi tam ^^"). Thanks tesh dla mojego klubu mangowego! Niaf niaf!
Ps4. A teraz idę sie napić liptona! Wyjrzeć za okno! Jest taki piękny dzień!
Ps5. Wszystkie prawa zastrzeżone.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.07010200 1276783883
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!