Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 8
rozdział #07
 
Treść fanfika..
Boooooosh co za kilmaty _0_

KSIĘGA SIÓDMA

Princessa bez słowa usiadła przy łóżku Dakki. Jej bratanica spała cieżkim, kamiennym snem.
Dziewczyna w końcu zacisnęła mocno oczy i pięści. Nastepnie krzyknęła, jakby ciało jej przeszył przerażajacy ból.
- Dakki. - Princessa rzuciął się ku bratanicy.
- Aaaaaaaaaaaaaaagh zostaw mnie..!!! - jęknęła boleśnie, wymachując rękami. Otworzyła oczy, i poczęła się nerwowo rozglądać. Nagle, w jednej chwili, uszła z niej enegria. Sennym glosem zapytałą się:
- gdzie ja jestem?
- u Princessy...
- jakiej.. Princessy? - spojrzała nieprzytomnym wzrokiem. - ja chcę.. do.. taty..
- co? ty dobrze sie czujesz?
- zabierz mnie do siedziby Reza.
- ależ.. co?
- zabież mnei do siedziby Reza. NO JUŻ!
- co się z toba dzieje???
W oczach Dakki zapłonął żywy ogień.
- ZABIERZ MNIE DO REZA! SAMA DO NIEGO PÓJDĘ!!! - i znikła, zostawiajac róznie zbulwersowaną, co zaskoczoną Princessę.

***

Katia, Chazz i Brett szli bez słowa. Katia szła przodem, wypalając jedną paczkę za drugą.
- Katia. Uspokój się. - powiedział Chazz, doganiając ją.
- spierdalaj. - dmuchnęła mu dymem w twarz. - Nie chce mi się z tobą gadać,ani z nikim innym.
- Katia. - chwycił ją za ramię i pociągnął. - uspokój się i powiedz spokojnie, co się stało! Dlaczego je zabiłaś?
- naprwdę nie twój interes. - warknęła. I przypaliła mu papierosa na policzku. Ten zachwał jednak kamienną twarz.
- pozwól sobie pomóc.
Nagle, otoczyła ich ciemność. Ciemność głębsza niż najczarniejsze wyobrażenia o czerni. Po chwili mrok się rozjaśnił, ukazując czarne, spalone drzewa, skutą popiołem i lodem ziemię, opary spalenizny, słowem - najgorsza kraina z koszmarów.
- witamy w krainie nimf śmierci. - nagle usłyszeli głos, zamrażajacy krew w żyłach. Głos syczący, głos, którego nie ma nawet najstraszliwszy wąż, najohydniejsza jaszczurka, najgroźniejszy smok.
- kim.. że.. AAAAAGH BOJĘ SIĘ T_T - wszyscy skulili się przy ziemii.
Usłyszeli trzepot wielkich skrzydeł, a po chwili lekkie ugiącie się gałęzi.
Wśród ogólnego mroku, można było dostrzec oczy o niezidentyfikowanej barwie - można powiedzieć że zielone i się z tym zgodzić; można powiedzieć że niebieskie- także nikt nie zaprzeczy; można powiedzieć, że fioletowe - nikt nie powie nie; można ogłosić, że mienią się barwami najsytszego złota - nikt nie zaprzeczy.
- witam w ostatnim etapie wędrówki o spełnienie życzeń... - zasyczało owo coś na drzewie. Poruszyły się daiboliczne, nietoperze skrzydła.
- piiiiiiiiisk T_T
Stworzenie wychyliło się z mroku. Była to kobieta o białej skórze, czarnych wargach, czarnych powiekach i czarnych włosach, długich, jednak uwiązanych w kok. Przez szyję aż przez połowę policzków rozciągała sie dziwna, czarna narośl. Paznokcie -nie były to paznokcie, były to ogromne pazury. Nimfa ta także posiadała smoczy ogon i język jak wąż.
- nie bójcie się.. nic wam na razie nie zrobię.. jednak jedno z was będzie musiało umrzeć.

Nimfa zeskoczyła z drzewa. Dopeiro teraz można było zobaczyć ją w całej jej przerażajacej okazałości.
- SKUPCIE SIĘ - ryknęła, że aż wszyscy mimowolnie stanęli na baczność. - wszyscy macie bardzo silne życzenia w swoich duszach... trudno wytypować kto ma słabsze.. jednak dwoje z was ma takie samo życzenie.
Drgnęli.
- nie bójcie się, to już wasz ostatni etap w wędrówce po życzenia. Zresztą, mozliwość spełnienia życzenia trafi tylko do osoby mającej najsilniejsze życzenie..
I nie próbujcie samych siebie okłamywać; wasze życzenia są gorące i silne, jak mało kto takie posiada...
Jednak wśród wybranych do tej misji nie mogą istnieć dwie osoby o tym samym życzeniu...

Zapadła cisza. Wszyscy spojrzeli po sobie.
- umrzesz. - Nimfa spojrzała na Chazza, oblizując wargi wężowym językiem.
- JA??? DLACZEGO JA?
- masz takie samo życzenie jak twoja koleżanka... jednak ona ma silniejsze niż ty.. - spojrzała kątem oka na Katię i wróciła do wpatrywania się w Chazza.
Spuścił głowę.
Czy myślicie, że krzyknął coś w stylu "nie chcę umierać?" zaczął uciekać? zaczął błagać o przebaczenie?
- choć do mnie. - powiedziała nimfa.- masz jakieś ostatnie słowa?

Chazz pogładził Katie po policzku.
- nigdy cię nie kochałem.
- ja ciebie też nie...
Pocalowali się krótko, i namiętnie...

Chazz podszedł do nimfy, która wbiła mu zęby głęboko w szyję. Zwłoki jego upadły bezszelestnie na ziemię.
- BRACISZKU!!!!!!! - krzykneła Brett, lecz Katia podtrzymała ją przy sobie.
- spokojnie... tak mialo być...
- to była ostatnia próba... - nimfa otworzyła dłoń, z której uniosła się malutka kulka energii. Takie same wypłynęły z Katii i zwłok Chazza... - resztą zajmą się wasi przyjaciele po drugiej stronie..

***

Kriss obudziła się. To był ciepły sen, a przecież zasneła na gołej ziemii...
Skąd ten koc?
Rozejrzała się. Głucha cisza poanowała do okoła...
Kucnęła. Rozejrzała się trwożnie.

- jak mogłaś myśleć, że mi uciekniesz?

Obejrzała się. Spełniły sie jej najgorsze przewidywania. Z jej krtani wydobył się jęk przerażenia.
Cava stał naprzeciw niej, z tym samym, smutnym wzrokiem, z mieczem założonym za ramię.
- chcesz umrzeć? - zapytała sie wściekle Kriss.
- czym by była miłosć bez porażki...
Jeszcze bardziej wściekła ją ta odpowiedź. Złożyła ręce.
Cava poczuł potworny ból. Już by umarł, gdyby nie otoczyła ich ciemność nieprzenikniona, tak jak grupę Katii.

Nieprzytomny Cava leżał w objęciach dwuch nimf śmierci.
Inne dwie trzymały Kriss, unieruchamiając ją.
- dlaczego chcesz zabić osobę, posiadającą tak silne życzenie w swojej duszy?
- aawh.. - Kriss próbowała sie wyrwać. - zaraz was...
- cśśś...w tym świecie twoja magia jest nieskuteczna..
Kriss przeklnęła soczyście.
- to jest ostatnia próba przed uwolnieniem mocy, potrafiącej spełnić najgorętsze życzenia.. lecz oboje macie nazbyt silne życzenia, by wyeliminować któregoś z was...
Cztery nimfy spojrzały na siebie, by porozumieć się telepatycznie.
- tak. Pozwólmy się toczyć przeznaczeniu.. los sam wyeliminuje tego, kogo ma wyeliminować...
- wy dwoje. - przemówiła druga nimfa. - obsesyjna miłość i głęboka nienawiść.. uczucia tak różne od siebie, że bliskie. Połączcie się małżeństwem. Być może życzenia sie spełnia, dzięki naszym czarom.
Nimfy przytaknęły.
- CO WY SE MYŚLICIE! - Kriss się zbulwersowała :D
- tak zrobimy... połączcie się małżeństwem..

... dla waszego dobra... i dla dobra świata...
... wasze życzenia są zbyt silne, by uratować świat...
...niech się spełnią...

...::::::...
***

Przez otwarte okna wpadał wiatr, który hulał po całym korytarzu. Czerwone zasłony powiewały smagane powietrznymi biczami, już nieco stare, popękane,szare od staroci ściany,co chwilę obrywały czymś naniesionym z zewnątrz. Śnieg wpadał przez okna, obsypując dwie klęczące naprzeciw siebie sylwetki.
- przykro mi, że musimy to robić, Kriss. - powiedział cicho Cava
Nic nie odpowiedziała. Coś ją dusiło w środku.
Przed zawarciem małżeństwa dzielił ich tylko pocaunek...
- chcę ci coś powiedzieć.. przed zawarciem małżeństwa... to ja zabiłem Ashani.
Kriss podniosła wściekły wzrok.
- dlaczego? - wybulgotała.
- jej życzenie nie mogło się spełnić... to była obsesja, wbrew temu, co jej przykazano...
- a ty kim jesteś? - warkneła Kriss. - jesteś taki sam!
Nic nie odpowiedział, wpatrujac się zamyślonym, na skutek słów Kriss, wzrokeim w dal.
- wy, wy! Jacy wy jesteście dziwni! Jeżeli ktoś marzy o tym samym co wy, zabijacie go, ośmieszacie, macie go gdzieś i pogardzacie, wstydząc sie własnego życzenia.. czymże jest więc marzenie? Wszyscy ulegają zbiorowej halucynacji? Czy nie można wierzyć w to, co nawet nigdy się nie spełni? A wiesz, co może trzymać przy życiu, Cava? Wiara w lepszą przyszłość... a straciłeś ją już dawno... Ashani cały czas wierzyła.. nie mogłeś tego znieść... a teraz sie usprawiedliwiesz...
- Kriss. - spojrzał na nią, jakby wogóle nie słuchał tego co mówiła. - będę dobrym mężem. Zastąpię ci Venetha...

- nikt.
mi.
nigdy.
nie.
zastąpi.
Venetha.

Krew wolno spłynęła na drewnianą podłogę, wsiąkajac w nią...
Kriss wyjęła okrwawiony sztylet z ciała Cavy i wbiła go w podłoże.

- od początku wiedziałeś, że cię zabiję. Od począdku. Cały czas do tego zmierzałeś, nawet nieświadomie.

Cava spojrzał na ręce umazane we krwi.
Oczy zaszły mu mgłą.. próbował jeszcze zachować dech w piersi.. jednak runął w końcu przed siebie, wprost na Kriss. Oparł głowę na jej ramieniu.
- właśnie tak chciałem umrzeć.. co nie zparzecza.. że cię .. naprawdę... kochałem... Kriss..
To był jego ostatni oddech..
Kriss objęła jego zwłoki.
- jakże smutny był twój los, Cava... obyś był szcześliwy, gdziekolwiek trafisz...

Podniosła się energia.. upadłe dusze...

Nagle cała ciemność, cały swiat nimf śmierci znikł.

Znajdowali się w zniszczonym budynku, z ogromnymi oknami czerwonymi zasłonami. Przez okna wpadało zimowe słońce, oświatlejąc dwie wtulone w siebie sylwetki.


******

- ...tato.... - Dakki uklękła przed tronem Reza, który postanowił wstąpić na ten tron.
- córko. Powiedz mi, co czujesz?
- miłość do ciebie... - z jej policzków popłynęły łzy.
- a zrobisz coś dla mnie?
- co tylko zechcesz...
W oczach Reza zagościł błysk zemsty.

***

Rea tymczasem szła. Zatrzymała się w bibliotece w jakimś wielkim mieście.
Musiała się upewnić.
Wiedziała że nadchodzi czas.
- zakazana księga szkarłatnego pentagramu, wydania sekty White Rose. - powiedziała cicho.
Bibliotekarz zadrżał. W swym oczytaniu wiedział, że ma przed sobą egezkutora... człowieka, który jest śmiercią, który włada śmiercią, w swym fachu wyrobiony niczym najprecyzyjniejszy zegramistrz, bardziej bezwzględny niż nimfa śmierci, niż najgorszy troll czy syrana ognista... jednak człowiek. Z całą gamą swych uczuć.
- nie..- powiedział szeptem.
Rea i tak była wytrącona z równowagi. Wystarczyło jedno jej spojrzenie, by bibliotekarz wyzionął ducha.
Rozejrzała sie dookoła. Wszyscy w wiosce umarli.
- nie jest mi dane znać przeznaczenie. Nie mi. Koniec świata zbliża się i wydaje mi się, że to jest pierwszy jego zwiastun...lecz jeszcze nie teraz.
I nie z ręki mego ojca.

Znikła.

***

- Dakki owładnął Rezo, rozumiesz?? Dał jej ziółka magiczne!!!!! - ryknęła Princessa, szarpiąc Saovine. Po chwili upadła na ziemię, łkając. - wiedział, jak mnie doprowadzić do rozpaczy... wiedział...
- Wydaje mi się, że po twojej śmierci umrze też świat. Nie będzie snów... nie będzie świata, mamo. - powiedziała cicho Alira. - ludzie nie mogą żyć bez snu.
- nie mogą żyć bez Princessy.
W kółeczku pojawił się niewiadomo skąd Afikt w swej "dorosłej" postaci.

Sao, Alira, Lightening: O_o

- bez snów? nie mogę do tego dopuścic.. ludzie umrą bez snów...- jęknęła Princessa, nie zauważajac przybycia Afikta.
Afikt minął obślinione Sao, Alirę i Lightening :D i klęknął przy Princessie.
- czemu okłamujesz samą siebie? Ty po prostu nie chcesz umierać.
Nie odpowiedziała.
- dobrze wiesz, Princesso... że mało wiesz o sobie... lecz co o sobie moze wiedzieć mazoku zrodzony z człowieka..?
- nie jestem..człowiekiem..- nie mogła mówić przez cieknące łzy.
- nie jesteś człowiekiem. Nie jesteś mazoku. Nie jesteś nikim innym. Dla tych, którzy cię kochają jesteś po prostu Princessą, rozumiesz? Spójrz na mnie! Dla tych, którzy cię kochają jesteś po prostu tobą!
- to prawda. - powiedziały równocześnei Sao, Lightening i Alira.
- nawet jeżeli ty nie zdajesz sobie z tego sprawy, JA nie pozwolę cie zabić, rozumiesz?- objął ją mocno i znikł.



- mamo, ty znim teges? - wypaiła nagle Alira.
- Alira nie w tym momencie (chiciaż też chciałabym wiedzieć) - upomniała ją Lightening.
- długa i zawiła historia..- powiedziała Princessa.- Afikt mnie kocha.. jednak ja go nigdy nie pokocham.. i nie kochałam. Złamałam niegdyś moje przeznaczenie.. ale nie czas na to. - Princessa wstała. - idziemy dać w pizdu Rezowi.
Wszystkie znikły.

***

Główna sala siedziby Reza była ogromna. Sufit, ściany,i podłogę spowijał szkarłatny atłas, a na środku sali stał tron, na którym siedział Rezo, a obok niego Dakki.

W tym momencie zmaterializowała sie Princessa i reszta.
- przegiąłeś. - powiedziała przez łzy.
- Dakki, skarbie.. kim jest ta kobieta?- zapytał sie Rezo.
- nikim. - warknęła Dakki.

Cóż za wściekłość. Princessę nagle owładnęła niezwykła wprost energia. Czarna jak smoła, mieszająca się ze złotą. Oczy zaczęły lśnić.
Wybuch. Wybuch który zniszczył ściany i sufit tej ogromnej sali.
Siedziba Reza, jako że usadowiona na granicy dwóch wymiarów, poczęła być targana przez siły. Wicher wiał przeogromny a ze wszytkich stron miejsce walki otaczała przedziwnej siły burza.
- i co teraz zrobisz?
- poczekam spokojnie na twoją śmierć...
Rezo wstał błyskawicznie i chwycił Princessę za gardło.

Zadawał ras po razie, Princessa nie mogąc zrobić żadnej kontry coraz bardziej opadała z sił...


Princessa nie była w stanie wyleczyć wciąż przybywających ran. W końcu padła na ziemię, obficie krwawiąc.

Rezo był jak zwykle spokojny. Chwilowo skończył zadawać coraz to nowe ciosy Princessie.
Dziewczyna jęknęła, z trudem mówiąc przez strugę czarnej krwi płynącą jej z ust.
- zabijcie go.. to nasza ostatnia szansa.. agrh.. - zatkała ręką usta. Mimo to, wciąż ciekła krew - błagam was..
- ale.. to.. ojciec..- z oczu Saovi popłynęły łzy.
Dakkis wpatrywała się nieruchomo w ojca.
Princessa nagle wstała, trzymajac się za krwawiący bok. Z jej oczu nagle zabił nieznajomy blask, pełny nienzwiści, wyrzutu, rozpaczy i wściekłości.
- DOBRZE! - krzyknęła. - SKORO ŻADNA Z WAS NIEM A TYLE ODWAGI BY URATOWĆ ŚWIAT, TO ZROBIĘ TO JA!!! - naładowała w prawej ręce jakiś potężny czar. - GOTUJ SIE NA ŚMIERĆ REZO!!! JUŻ NIE BĘDZIESZ NAM ZAGRA...

...

Rezo uśmiechnął się...

...


W brzuchu Princessy tkwił miecz.

Miecz ten należał do Dakkis.

Dziewczyna widząc, że Princessa jeszcze stoi, głębiej wbiła miecz w jej ciało, co spowodowało krótki krzyk bólu.

- wiem jak cię zabić, Princesso. - powiedziała nieobecnym głosem, wpatrując się w przestrzeń.









... musi to zrobić, osoba, którą kochasz....







Dakkis szybkim ruchem wyjęła miecz, pozwalając Princessie upaść na ziemię. Mazoku wydała z siebie tylko cichy jęk. I.. po jej policzku.. spłynęła łza...
- świetnie, córeczko.. - Rezo zaczął klaskać w dłonie - spisałaś się doskonale...
- hę?! - nagle Dakkis oprzytomniała spojrzała na swój miecz. Oprzytomniała nagle, wyzwolona przez własną wolę z czaru.- ciocia..? CIOCIA..? CO JA.. zrobiłam..- klękła na ziemii...
Zza czaru niewidzialnosci, niewiadomo skąd, pojawiła sie sama Satsuki.
- ma.. ma.. ... - nie, nie wiedziała co robi. Sam odruch popchnął ją do leżącego na ziemii ciała matki, biorąc je na ręce.- mamo.. oddychaj... mamo... mamo.. MAMO! - lecz ciało Princessy zwieszało się tylko bezwładnie z jej ramion.

Tego uczucia Satsuki nie czuła chyba nigdy w życiu.

Oczy zalśniły jej jak żywy ogień, źrenice stały sie pionowe.

Mogła przejąć swobodnie drugie, albo i nawet trzecie stadium mazoku, lecz szybkość reakcji i zaślepiajaca wściekłość nie pozwalały jej nad tym myśleć.

Chwyciła Dakki za kark.
Rozpoczęła się masakra, rzeź.

Rezo spoglądał na to spokojnym wzrokiem z wciąż tym samym uśmiechem...

Dakki, cała poturbowana upadła na ziemię.
- za matkę.
Satsuki już miała zadać ostateczny cios, gdy...

- nie...!

Niewiadomo skąd Princessa wyciągnęła siły by przemówić.
- nie rób jej nic Satsuki.. nie rób... ona nie robiła nic świadomie.
Satsuki stanęła nieruchomo.
- chciała cię zabić.
- wiele osób świadomie chce mnie zabić... jednak je kocham. - Princessa spojrzała z wyrzutem na Satsuki.
Satsuki... nie, tego cienia, który przebiegł przez jej twarz nie da sie opisać...
Podbiegłą do matki.
- WYBACZ MI! Zawsze tobą gardziłam.. nie mogłam ci wybaczyć twojego człowieczeństwa... ty, najsilniejszy mazoku z armii LON... który ma duszę.. a ja.. tak wiernei słóżąca mej pani.. zwykłym pachołkiem... nie rozumiałam... że człowieczeństwo jest największym skarbem... nie wiedziałam że miłosci nie należy się wstydzić.. wybacz mi...
- niegdy nie miałam do ciebie żalu..

Rezo się coraz bardziej niecierpliwił. Rana miała być zadana prosto w serce Princessy.. czyżby Dakki zadrżała ręka przytym, jak to robiła?
Już zamierzał iść szybkim krokiem by dobić córkę, by...

- STÓJ.

Cóż to za głos? wydaje się, jakby znał go od zawsze... jakby gdzieś go słyszał.
Za nims stał najprawdziwszy egzekutor z sekty Scarlet Rose.
- to ty..? Jak.. co.. gdzie... - Rezo czuł się zdezorientowany.
- i tak sie nie spodziewałam, ze mnie poznasz po tylu latach.
Postać zdarła z siebie płaszcz.
Ukazała się kobieta w lśniącej złoto-czarnej zbroi, krótkich, czarnych włosach z fioletowymni pasemkami, oraz dwoma długimi kosmykami czarnym ifioletowym sięgającymi do kostek, i pięknymi , inteligentnymi, zielonymi oczami...
Rezowi stanęło przed oczami nie jego wspomnienie małej dziewczynki siedzącej na kolanach jej matki... patrzącej z takim wyrzutem, takim żalem i taką wściekłością jak odchodził...
Taki wzrok miała ta kobieta, która stała przed nim.
- niemożliwe...
- możliwe.. tato...
Wszyscy zadrżeli. Tato?
- tak, to ja. Rea vel Tenka.... twoja córka.. - powiedziała Rea z błyskiem w oku. - a właściwie nie twoja. Ty nie jesteś Rezem. Jesteś tylko kopią z jego wspomnieniami. I bez uczuć.
- Tenka??? - Sao wytrzeszczyła oczy
- siema Sao. Miło mi cię poznać, siostro... i też dla twojego i Dakki dobra usuwam tą imitację Reza...

Tenka/Rea zacisneła przed chwilą otwartą, wyciągniętą dłoń. Rezo padł na kolana.
Rozprostowała ponownie palce. Ciało Reza skamieniało. Po chwili rzosypywało się na coraz drobniejsze części, aż w końcu zamieniło się w pył rozwiany przez silny wiatr.

- koniec tego rozdziału opowieści o końcu świata.
Rea podeszła do Princessy.
- będzie żyła. Wyliże się z tego, ale tylko jeżeli oddacie jej dużą część swojej mocy. Tak, wy, jej córki.
Alira i Satsuki klękły po obu stronach ciała Princessy. Zabłysły złotym światłęm,które poczęło wnikać w matkę.

Rea następnie podeszła do Dakki i Sao.
Położyła na niej rękę, wyzwalajac wielki czar uzdrawiający.
Dakki otworzyła oczy.
- co ja zrobiłam... - wybuchneła płaczem. Poznała Tenkę od razu.
- nie martw się. Zrbiłaś to zmiłosci. Niezależnie do kogo.. ale z miłosći...

Burza szalała, jak to zazwyczaj na granicy wymiarów.

***

Tymczasem, na ziemii, przez niebo wędrowała przedziwna energia.. jakby wesołe chochliki lub robaczki świętojańskie leciały wysookoo wysoooko.. z niezwykła prędkością.
Leciały, leciały... lecz zaczęły wkońcu zbliżać sie do ziemii.. po to, by minąć Katię... owładniętą marzeniem, by ktoś ją szczerze pokochał... i Brett.. marzącą, by ktoś ją polubił za taką, jaka jest... Eexel.. pragnacą by móc kiedyś być sobą.. wszystkie zmierzały w jedno miejsce...w kierunku jednej osoby uśpionej spokojnym snem.. snem tak spokojnym jak głębokim... wniknęły w nią, budząc ją łagodnie...
Poczuła w sobie moc... moc moc silną... moc spełnienia życzenia.. każdego życzenia...
Rozłożyła ręce. Ukazała sie biała energia, jakby prosząca "wypowiedz swoje życzenie".
Kriss stanęła przed wyborem. Czy uratować świat czy spełnić swoje przyziemne życzenie? Sprawić, by świat nigdy nie bał się niebezpieczeństwa, by wszyscy żyli w szczęściu i zgodzie, by nigdy, przenigdy nie groziły mu niebezpieczeństwa? By świat żył wiecznie, by płynął miodem i mlekiem? By zawsze panował dobrobyt i obfitość wszelkiego dobra? By nikt nigdy nie wiedział co to zło?
Czy moze spełnić swoje malutkie, utkwione na samym dnie serca marzenie?








Przecież wybór jest tak oczywisty.



*KONIEC*



Ps. Bosh! Skończyłam tą mękę ==
Ps2. Wiem, ta księga była smutna, krwawa, pełna brutalności, seksu i smętów. Wybaczcie, ale to znowu wina dołów psychicznych. Ale obiecuję, ze kolejna część chałosu, jakoże ostatnia z całego cyklu chaosów (tak tak, chaos będzie miał 9 części!!!) będzie weselsza i bardziej na luzie... jak na razie, chcę by pozostało wam w głowach przesłanie z tej części. A jakie? Interpretacja zależy od was...

Ps3. A teras big thanks to:


Pana Boga za to że czuwa nade mną każdego dnia!

Mamusi za to że po prostu jest przy mnie!

Dziękuję mojej czatowej rodzince :D za to że mnie znosi :P

Dziękuje bardzo mojej słidi Dakkisi że mnei wspiera przy mych najwięszych roztrojach psychicznych! Jesteś wielka T_T

Dziękuję wszytkim twórcom fików za inspirację i umilanie mi czasu swoją twórczością.

Wszystkim twórcom anime za to że pomalowali mi świat na mangowo :D

Wszytkim moim nzajomym w realu !!! Uwielbiam was!!! Wiem że i tak tego nie przeczytacie :P

Wogóle baaaardzo dziękuje wszytkim tym, którzy dotrwali aż tutaj! Niesamowite, że macie takie samozaparcie by przeczytać aż osiem części chaosu!!

Ps4. A teraz idę napić się liptona. What's a beautiful day!

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.48472900 1314329561
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!