Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Kanti Metallium
Mei`an
rozdział #07
 
Treść fanfika..
Promise me!!!


Part seven-Szare światło.


Wszyscy dyszeli niespokojnie.
-Tam...nie było...bezpiecznie.- Valgarv wysapał zmęczony. -Chyba trzeba wam trochę wyjaśnić. Siadajcie.- Usiedli w kole. Lina zmierzyłą go wzrokiem. -Tak, więc ja i Deo kiedyś...
-Noooo....interesujące.- Zasztyletował Linę wzrokiem.
-Mnie i Deo wiąże swego rodzaju pakt. W momencie kiedy wypowiem określone słowa ona wpada w berserk. Cóż, teoretycznie nie powinienem ich pamiętać, ale musiałem je przy naszym spotkaniu przypadkowo wypowiedzieć. I stąd cała afera, teraz choroba nie wiem co zrobić, bo pół Tokio leży w gruzach, a nas prędzej czy później znajdą... to znaczy znaleźliby, gdyby znali nasze możliwości. Do tego smoka gdzieś wcieło, a sądzę,że chcecie go odnaleźć.
-Niekoniecznie.
-Słucham?- Opadła mu szczęka.
-Nie musimy.-Lina odparła olewająco.
-No, ale...
-Niech o nią cię głowa nie boli. Nie ja za nią jestem odpowiedzialna. Ktoś inny, lub ona sama.- Nie pytał więcej. Wciąż, ich nie rozumiał.Podrapał się w głowę.
-No dobra, ale chyba dobrze by było sie stąd wydostać, nie?- Pokiwali głowami.-Tylko nie mam pomysłu jak, chyba, że...ktoś, by nam pomógł.
-Znaczy się?- Lina spojrzała na niego zniecierpliwiona.- Zresztą, zanim byśmy się ulotnili miło, by było dowiedziec się dlaczego TU jesteśmy! No i co się stało z tą... jak jej tam...
-Deo.
-O właśnie. Jakiś facet rzucił na nią zaklęcie, a potem zabrał.
-To musiał być jeden z podwładnych Xella. Pewnie już u niej jest.
*
-O choroba...o choroba...o choroba...o choroba....o choroba... O CHOROBA! CO JA ZROBIŁAM?!!!- Elf odzyskał już siły. Wymachiwała teraz ręką trzymając Xellossa za kołnierz.
-Hejka, uspokój się...- Powiedziął niespokojnie.
-Boże, Boże nic nie jest Filii?- Spojrzał na nią w ciszy. Gapili się na siebie z jakąś minutę.
-Nie.- Odparł krótko.
-Kłamiesz! Przecież nie ma jej z resztą!!! Sprawdzałam!!!- Doskoczyła do komputera. -W Tokio mam e-mailowych przyjaciół! - Xelloss poraz kolejny przeklnął w duchu ten wredny wymysł ludzki, znaczy się ten no, PC-et. Choć dla niego był całkiem przydatny.
-No i...?
-No i trzeba ją odnaleźć!!!- Zacietrzewił się. Podszedł do niej bliżej.
-Dobra, sama tego chciałaś! Masz nowe rozkazy Dośka... -Chwilowo nie zaaragowała.- Zabraniam ci się do niej zbliżać, zabraniam ci jej obserwacji, zabraniam ci jakiegokolwiek komunikowania się z nią. I jeszcze jedno, misja ma być wykonana w tym tygodniu, jeśli nie, będę miał opóźnienia. Rozumiemy się? Jeśli nie, to masz przechlapane...- Odwrócił się na pięcie i poszedł ku drzwiom.
-Xelloss...?
-Czego tam?-Odwrócił się lekko. Dziewczyna siedziała lekko przygarbiona na łóżku.
-Dziękuję za energię.-Szepnęła w ciszy.
*
Xelloss szedł ciemną ulicą. Kolorowe światła jarzyły się wokoło. Sklepiki o średnich dochodach, za to na pewno ciekwym wyglądzie wśród całęgo nieładu. Było już ciemno. Wielu ludzi chrzątało się na około, wśród ulicznego gwaru. Dziewczynka kupowała chleb, jakiś facet papierosy. I jakoś się cały handel kręcił. Podszedł do kiosku. Kupił gazetę i spokojnie oparł się o ścianę jakiegoś wieżowca. Rozchylił stronice. Spojrzał na nagłówek.,, Wielkie trzęsienie przy Tokio Tower"
Więc, to dlatego ludzie tacy spokojni...mruknął do siebie...jasne na pewno nikt nie widział jasnego światła i złotego smoka...jasne...chociaż kto to tam wie...spojrzał przed siebię. Wręczył gazetę jakiemuś żebrakowi i poszedł w górę ulicy. Otworzył oczy.Zastanawiam się w jaki sposób tworzy się chaos...ale za to na pewno wiem, że ja nim nie jestem, mam wszystko poukładane, końcowa misja:,, doprowadzić świat do zniszczenia" I to tyle. Kiedyś, w momencie gdy miałem na lata ludzkie jakieś dwanaście podkradłem się do świątyni... chyba smoków. Coś wewnątrz mnie kazało mi ich zabić. Spojrzałem, na łące była jakaś dziesiątka młodych dziewcząt w ludzkiej postaci. Ubranych w białe szaty. Stały w kole i ręce miały złożone jak do modlitwy. Miały różnoraką urodę, pośród tych ładniejszych po brzydsze. Mi, to było bez różnicy. Podniosły nagle dłonie do góry. Obserwowałęm to ciekawie.
Dla Ceiphida ślubujemy, w swych rękach mieć zawsze światło...
Powiedziały. Nagle uderzył mnie oślepiający blask. Ale, ale...on nie był biały. Był wręcz przepełniony szarością. Dlaczego? Nie mam pojęcia. W chwilę później wszystkie nie żyły. Spaliłem łąkę razem z ich ciałami. To pewnie były kapłanki, albo miały nimi zostać...ciekawe jakie wtedy światło wydzielałą Filia...pewnie czerwone w zielone łatki znając jej charakter,zaśmiał się cicho. Rozejrzał się w około, był głodny.Nie długo szukał, nieopodal stało jakieś młode małożeństwo kłócące się zaciekle. Zagarnął ten gniew i żal do siebie. Przyjrzał im się dokładniej.
-Powiedz, czemu to robiłeś, no powiedz...- Mężczyzna próbował uciszyć zapłakaną dziewczynę, która zaraz go odepchnęła.
-Ja...- Zająknął się.
-Myślałam ,że,tylko ja jestem...- Powiedziała cicho. Odeszła w drugą stronę. Męższyzna patrzył za nią chwilę i udał się w drugą stronę. Xelloss skrzywił się w duchu. Czy oni się kochali? Wyjął z torby laptopa usiadł na ławce i wszedł w słownik. Poszukał hasła.
Miłość- głębokie przywiązanie do kogoś lub czegoś, umiłowanie, kochanie czegoś, kogoś, gorące namiętne uczucie do...I kolejne słowo któego nie rozumiał.Znów wpisał w oknie dialogowym.
Namiętność- stan uczuciowy występujący z wielką siłą, gwałtownością, prowadzący do zaspokojenia fizycznych lub moralnych bodźców.Zastanowił się chwilę. Nie ci ludzie chyba nie...bo w końcu jeden drugiemu zadał jakiś ból, a chyba jeśli śię kogoś kocha robi się wszystko, by ta druga osoba była szczęśliwa...chyba...tak.Zająkał się w duchu. Właściwie nie wiedział o czym mówił.
-Wiesz Xellossie, żę ja też się kiedyś zastanawiałam.- Z rozmyślań obudził go wesoły kobiecy głos. Dziewczyna stała nieopodal. - Ale porzuciłam to zajęcie. My tego nie potrafimy pojąć.- Przyjrzał jej się uważniej. Ubrana była...hm... zastanawiająco znajomo.
-Jesteś Mazoku?- Spytał bezceremonialnie. Uśmiechnęła się chytrze.
-Wiele o tobie słyszałam, między innymi to, że jesteś spostrzegawczy...- Otworzył lekko oczy. Postać była zastanawiająca.
-Czytałaś mi w myślach...musisz być kapłanką.
-Nie. Nie miałabym do tego cierpliwości.
-Więc, kim jesteś?- Jej pomarańczowe oczy zajarzyły się niepokojącym ogniem.
-Shiro. Łącznik.- Xelloss uśmiechnął się.
-Więc przyszłaś, by nam pomóc i przedstawić jakieś zadanie do wykonania?
-No cóż, wolę być niekonwencjonalna. Tak, istotnie, ale zadanie to ja wam raczej utrudnię. -Spojrzała na chodnik. Zaczęło padać. Xelloss czuł w sobie małe uczucie pełne nie chcianego niepokoju.
-Słucham cię dalej, kontynuuj.
-Jak zapewne wiesz, łącznik potrafi podróżować pomiędzy wymiarami. To plus, ale również mój astral jest bardzo niejednolity.
-I zastosujesz szantaż tak?
-Bingo, panie Metallium! Sprawa wygląda tak, pomogę wam na samym końcu wynieść się z tego świata, ale do tego czasu będziesz musiał być niedaleko mnie. Jednym słowem co jakiś czas odwołam się do ciebie z mocą, by móc zmienić mój astral.
-Czyli nie mogę się teleportować?
-Tak.
-A co jeśli mi się zdarzy?
-Wtedy ja zostanę wchłonięta do zewnętrznego wymiaru. I przejście się zamknie.- Spojrzała poważnie.
-Tak, mogę pójść na coś takiego. -Obniżył głos. - Ale jaką mam pewność, że później zostaniemy przeniesieni?
-,,Obietnicę"- Przytaknął spokojnie.

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.81082300 1276786980
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!