Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
Yumi Metallium
Nowa misja
rozdział #07
 
Treść fanfika..
Nowa misja7, by Yumi- kłutnia, wspomnienia, ból, pocieszenie...

Wielkie Yo! Nie mam pomysłów, więc ten fick, może wydać się robiony lekko na odwal się....^_^

Siedziała na gałęzi dość wysokiego drzewa. Słuchała piosenki somewhere. Patrzyła spokojnie na zachodzący księżyc. Z drugiej strony wschodziło słońce. Odwróciła się. Na dole spała reszta grupy. Jej złote włosy, były przeczesywane przez wiatr. Zobaczyła, że niektóre osoby się budzą. Zeskoczyła na dół. Pierwsza wstała Asura, potem reszta dzieciaków. Nie chcieli budzić rodziców, więc pobiegli trochę dalej.
-Cicho...- powiedziała Yumi.
Poszli do pobliskiego strumyczka, złowić kilka ryb. Byli już dość daleko od rodziców. O tyle daleko, aby ich nie usłyszeli.
-Kto ma wędkę?- zapytał Rei.
-Wygląda na to, że nikt- zażartowała Kichita.
-To jak będziemy łowić?
-Chyba ręcznie- powiedziała Yumi.
Podwinęła nogawki spodni i rękawy. Weszła do wody, przyczaiła się i..... złapała pierwszą rybę. Rzuciła ją na ziemię.
-Tak to się robi...
Inni też weszli i zaczęli łowić. Jakś im to wychodziło. Nagle Kichita przewróciła się prosto do wody. Była cała mokra. Rei zaczął się śmiać.
-A więc to tak- powiedziała Kichita i pociągnęła Reia za nogawkę.
Ten o mało co się nie przewrócił, ale przez przypadek chlapną na Vala. Valgav nie pozostał dłużny i ochlapał Reia i resztę. Tak zaczęła się ich zabawa. Chlapali na siebie, a jednocześnie łowili. Przemoczeni do suchej nitki, z dość dużym połowem, wrócili do rodziców.

***

Obudził ją wesoły śmiech dzieci. Podniosła się. Jej rude włosy opadały na ramiona. Poprawiła czarną opaskę na czole. Jej brzuch dawał się we znaki głodu. Otworzyła oczy. Zobaczyła dzieciaki, niosące super połów. Spojrzała się na nich wielkimi oczami....., a raczej ryby które przynieśli.
-Cześć mamiś- powiedziała Asura.
Valgarv zapalił małe ognisko i wziął kilka długich patyków. Nabiła na nie ryby i położył nad ogniskiem.
-Długo to się będzie piec?- powiedziała Lina.
-Aż będzie gotowe- odpowiedział.
Nagle jej wzrok przeskoczył na resztę. Dopiero teraz zauważyła, że są mokrzy....
-Co wam się stało? Ryby was zaatakowały?
-Niedokońca....- powiedziała Yumi- Raczej Val....
-Co ja?!- powiedział- To Rei zaczął.
-Chyba raczej Kichita- oburzył się Rei.
-Od razu ja! To ty się ze mnie śmiałeś! Miałam prawo się wkurzyć.
-Ale oco chodzi?!- krzyknęła Lina.
-O nic....
Reszta zaczęła się dobudzać. Gaorry od razu wyczuł zapach ryby.
-Co.... Co to za zapach....- wycedził i szybko wstał- RYBA!!
-Go.. gotowe- zająkał się Val.
Gaorry chciał się zucić na rybę, ale Lina go złapała i sama zaczęła biec. Po jakimś czasie udało im się jakoś dotrzeć. Zaczęli jeść, o ile to co oni robili mozna nazwać jedzeniem. Reszta do nich dołączyła, ale w trochę bardziej cywilizowany sposób. Po półgodziny wszyscy byli gotowi do podróży.
-Dobra. Możemy ruszać?- zapytał Kai.
Wszyscy poszli. Lina gadała z Ame, Xell jak zwykle wkurzał Zelgadisa. Od kiedy ożenił się z Filia został mu tylko Zell.

***

Kai od początku podróży był jakiś zamyślony. Tym razem też trzymał się z tyłu. Kichita spojrzała się na niego. Lekko zwolniła kroku. Teraz szła obok niego. Chciała go jakoś zagadać. Pocieszyć. Nie wiedziała jak zacząć. Przyjrzała się mu.
-Coś jest nie tak?- zapytała.
-Nie.... Właśnie o to chodzi, że wszystko jest w jak najlepszym pożądku- odpowiedział.
-To... to chyba dobrze.....
Uśmiechnął się do niej, ale.... jakoś sztucznie. Może nie chciał, żeby się martwiła..... Odszedł od nich i zatrzymał się. Podszedł do jakiegos drzewa.
-Zaraz dołączę.
-Ok...
Poszła dalej. Nikt nie zwracał na nich uwagi. Minęło kilka godzin. Lina zatrzymała się na jakiejś łączce.
-Może rozbijemy tu obóz?- zaczęła- Muszę odpocząć.
Wszyscy przytaknęli. Kichita rozejrzała się. Nigdzie nie było Kaia.
-Ja idę się przejść- powiedziała.
Poszła wgłąb lasu. Usłyszała jakiś szelest. Jakby fale. Przyśpieszyła kroku. Nagle zobaczyła niewielkie urwisko i w dali morze. Nie było widać niczego, prócz morza. Na urwisku siedział Kai. Podeszła i usiadła obok niego.
-Cześć- zaczęła. Odwrócił twarz w jej stronę.
-Cześć- odpowiedział i od razu spojrzał się w morze.
-Nie chcę być natrętna...., ale coś się dzieje. No dobra. Zawsze jesteś poważny itd., ale ostanio wyglądasz na...
-Możesz przestać? Prowadzisz dochodzenie, czy jak?
-Jesteś jakiś przygnębiony. Chcę tylko pomóc...
-To nie pomagaj- mówiąc to energicznie wstał- Mam cię dosyć.
Zrobiła to samo
-A ty, to co? Święty jesteś. Zachowujesz się jak ostatni gbur. Nie można z tobą pogadać, bo od razu się wściekasz. Nie rozumiem, jak Rei z tobą wytrzymywał.
-To zrozum. On nie jest wścibski.
-A czy ja jestem. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi....
-To źle myślałaś. Ja nie mam przyjaciół...
-Bo wszyscy mają cię dość. Wuluzuj wreszcie, bo niedługo będą cię omijać dużymi łukami.
-Nie zachowuj się tak jakbyś zjadła wszystkie rozumy.... Jesteś jeszcze dzieckiem. Wiesz dlaczego rodzice cie opóścili? Bo mieli dość twojego wścibstwa i nieutrzymywania tajemnicy.
To ją uderzyło ze wszystkich stron. Była bardzo czuła na tym punkcie. Jej rodzice opóścili ją, kiedy miała 10 lat. Wszystko dokładnie pamięta. Wszystko wróciło. Jej wspomnienia.

***

Ciche zaplecze dużego domu. W kącie siedziały dwie dziewczynki, po jakieś 9 lat. Obie miały czarne włosy, ale jedna miała czarne oczy, a druga niebieskie.
-Jesteś moją przyjaciółką?- zapytała czarno oka.
-Jasne Kichita- odpowiedziała ta druga.
-Powiem ci moją najskrytszą tajemnicę.
W jej ręku pojawiła się czarna kulka. Niebiesko oka spojrzała sie na nią z przerażeniem.
-Jestem demonem. Pewnie słyszałaś. W Seyrun jest dużo opowiewieści o nich.
-Łał mam przyjaciółkę demona.

***

Podwórko. Ta sama czarno oka dziewczynka, ale tym razem smutna. Jakiś dwóch chłopaków i niebiesko oka, poopychają ją. Przewraca się. Dziki śmiech dzieci. Ból, strach,...... Wszystko przeplatało się.

***

Dom. Podobno miejsce miłości i radości, ale nie tym razem. Matka i ojciec krzyczą na dziewczynkę.
-Mamy ciebie dość. Po co wszystkim rozgadałaś kim jesteśmy. Nie umiesz dochować tajemnicy- krzyczał męszczyzna.
-Co ja poradzę,że myślałam, że ona jest moją przyjaciółką.
-Nie umiesz niczego- krzyknęła matka.
-A wy nie umiecie mnie wychować.
W tym momencie męszczyzna udeżył w twarz dziecko. Ból, strach i znów to samo. Męszczyzna i kobieta wyszli, zostawiając małą. Uklękła i zaczęła płakać.

***

Urwisko. Stoją na nim dziewczyna i chłopak.
-Jak śmiałeś?- wykrzyczała Kichita.
Pobiegła wgłąb lasu. Potykając się o każdą gałąź i obijając o każde drzewo. Zaczęło padać. Biegła bardzo długo. Nie miała siły. Zgubiła się. Próbowała znaleźć jakąś drogę. Nic. Oparła się o drzewo. Kucnęła i wpatrując się w szare niebo, jeszcze bardziej płakała.

***

Siedział pod ścianą wpatrując się w ogień. Znaleźli jakąś grotę, więc schowali się tam.
-Kichita trochę długo nie wraca- powiedziała Lina- Nic nie wiesz Kai.
-Posprzeczaliśmy się i tyle. Przejdzie jej.
-Jak możesz tak chłodno patrzeć na sytuację. Jeżeli jeszcze nie zauwazyłeś to pada deszcz, walą pioruny, jest zimno, a ona sama w lesie.
-I co na to poradzę. Nie musiała mnie nazywać gburem.
-Ale miała rację. Ty na serio niczego nie widzisz? Nie masz uczuć czy jak?
Wstał.
-Dzięki. Trochę mnie poobrażałaś. Cieszę się jeżeli ci już przeszło.
Wyszedł z groty.
-A ty gdzie?
Nieodpowiedział. Poszedł do lasu. "Co się tak mnie czepnęli? Co oni sobie myślą?". Nagle piorun walną w pobliskie drzewo. Zobaczył jak się pali. Płomienie otaczały liście, gałęzie... Nagle skojarzył. Przecież to drzewo to on, a płomienie to ta nienawiść, którą kieruje do innych. Najpierw spalają jego potem innych. Przejrzał na oczy. Sam w życiu miał wiele bólu, a teraz niszczy nim innych. Przypomniała mu się Kichita. Zwierzyła mu się nie poto, aby on ją ranił, tylko by niemusiała się wciąż ukrywać. Zaczął biec. Szukał jej. Wreszcie zobaczył jakąś ciemną postać. Podbiegł do niej. Ukucną.
-Czego chcesz?!- krzyknęła przez łzy- Znowu chcesz wytykać mi przeszłość?!
-Nie- zaczął dość spokojnym głosem- Chcę ci pomóc.
-Akurat. Nie chcę twojej pomocy.
Spojrzała się na niego. Jej tęczówki miały, pusto- niebieski, a raczej szary odcień. Takie szklane. Bez jakich kolwiek uczuć. Twarz miała podrapaną. Jej ręce też.
-Przepraszam za tamto. Poniosło mnie bez powodu.
-I sęk w tym, że miałeś rację.
-Hm?
-Nie potrafię dotrzymać tajemnicy.
Kai usiadł koło niej i spojrzał się w niebo.
-Tak samo nie możesz winić się, za to że ta dziewczyna wszystko powiedziała.
Przestało padać i zaczęło sie rozjaśniać.
-Ale byłam głupia. Do niczego się nienadaję.
-Wcale nie. To ja zachowałem się jak palant. Ty mi się zwierzyłaś, a ja cię jeszcze dobijam.
Spojrzał na nią i objął ją ramieniem.
-Przepraszam....
Wtuliła się w niego i znów zaczęła płakać, tym razem, bez powodu. Tylko, aby popłakać. Kai delikatnie gładził jej włosy. Zbliżał się zachód.
-Robi się ciemno- powiedział- Lepiej wracajmy.
Kichita przytaknęła. Wstali. Otarła jeszcze lekko łzy i poszli. Bez słowa wrócili do groty. Wszyscy już spali. Kichita położyła się obok Yumi, a Kai jak zwykle w jakimś kącie. Zasnęli.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zaje..... fajny fick. Nie?

   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.26120400 1276787569
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!