Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 5
rozdział #08
 
Treść fanfika..
Dobra, korzystając z tego że jestem chora, mam troche czasu na napianie tej księgi. Dobra, na czym stanęło? a tak. Kriss, jak sie okazało biegle waładajaca magią Ousymu (jednak nie na tyle biegle by mnóc jej używać) uratowała swoich przyjaciół kosztem własnego żyacia. Belldandy poszła szukać pomocy. Ale się nakiełbasiło ! co będzie dalej?

KSIĘGA ÓSMA (jeny już ósma ! sssaaa! )

rozdział pierwszy. wyprawa Kriss i Venetha. Spotkanie rodzinne. Plan.

Kriss usłyszała cichy jęk. To Sunny się budziła.
- wszystko w posządku? - Kriss podeszła do siostry i pogłaskała ją po głowie. Sunny uśmiechnęła się z bólem, bo była bardzo popażona.
- Kriss..? - Katia próbowała się podnieść z ziemii. - co ty tu robisz? i gdzie feniks?
- nie żyje. - powiedziała dziewczyna nie patrząc na nią. Po chwili rzuciła na Sunny czar uzdrowienia
- Kr.. ty umiesz..? nie ja juz nic nie rozumiem. - jęknął Moony który przed paroma chwilami się obudził.
- nawet ja tego nie rozumiem. - westchnęła - gdzie Veneth?
- tu jestem. - Veneth pochylił się nad dziewczyną. - o, a co zwisa ci z szyi? coś nowego?
- a czy to ważne? - wycedziła - wracajmy wreszcie do domu mam dosyć tego wszystkiego. - powiedziała ze złością, wstała i zaczęła iść w kierunku rzeki.
- nie sądzicie że dziwnie się zachowuje? - zapytała się Katia
- bardzo dziwnie.

***

*FUUUUUUUUUUUUCH*

W siedzibie Princessy zmaterializowała się Belldandy Miyuki.
- Miyukus !! córciu ! cóż cię sprowadza do starej matki? - zapytała się Princessa zza herbaty i tony ciastek
- mamo, musisz mi pomóc. - Belldandy walnęła rękami w stół
- eej uważaj, wysypiesz mi ciacha ! - powiedziała Princessa z wyrzutem - o właśnie, poczęstuj się.
Belldandy zrobiła minę jakby chciała rzucić całą michą tych ciastek w matke ^^
- mamo. Wiesz, że nauczam Kriss Gabriev.
- a i owszem.
- wiesz czym grozi użycie magii Ousymu przed użyciem 15 roku życia?
- wiem, ale do urodzin ma niedaleko...
- mamo. - Miyuki poważnie spojrzała na matkę - ona już jej użyła. I nieługo umrze.
- c-cfo??? - Princessa zachłkysnęła się herbatą.
- tak. Słuchaj ty żyjesz już 7000 lat może wiesz jak zapobiec śmierci Kriss?
- właściwie to ja jestem jedną z najmłodszych osób.. hmm.. no nie licząc moich córek, bratanic i siostrzenic.. ale do rzeczy.. - Princessa zaczęła używać bardzo rzadko u niej używany narząd a mianowicie szare komórki - o ile wiem, użycie Ousymu przed 15 rokiem życiu wyniszcza od środka.. ale słuchaj.. zróbmy tak. Wiem ze istnieje jakieś lekarstwo na to. Rozdzielmy się. Ja poszukam pomocy u mojego rodzeństwa.. a ty u wszystkich twoich znajomych mistrzów, OK?
- OK.
I obie zniknęły.

***


- ej, a gdzie Kriss? - zapytał się Veneth
- pewnie nad rzeką.
- idę. spytam się co się stało z feniksem. Trup Aptemma raczej nic wam nie powie.
- ha.. ha.. ha..
Veneth poszedł w kierunku rzeki. Lecz nie zobaczył tam Kriss. Lecz nagle..
- z..zimno..
Zobaczył skulona na ziemii dziewczynę, półprzytomną
- Kriss ! co ci jest?
Ona zamrugała oczami i oprzytomniała.
- nic. zemdlałam. a bo co. - wolno wstała. Czuła jak krew jej pulsuje w skroniach.
- a to że ty nigdy nie mdlejesz bez wyraźnego powodu.
Zapadło milczenie.
- po takich przeżyciach każdy by zemdlał.
- ale nie ty, Kriss.
W tej chwili dziewczyna zrobiła efektownego zeza i osunęła się na ziemię. Veneth nie namyślając się długo chlusnął na nią wodą.
- znowu zemdlałaś.
Dziewczyna wciąż jeszcze trzęsąc się podniosła i usiadła na brzegu rzeki. Księżyc oświetlił jej twarz. Była blada i zatroskana.
- coś ukrywasz. - Veneth podszedł do niej. Dotknął jej twarzy. - zimna. jak lód. Kriss. Co ci jest.
- nic mi nie jest ! - syknęła
- mi możesz powiedzieć..
- nieważne. I tak niedługo.. ech.. - wlepiła wzrok w rzekę
- Kriss.. czy mogę ci jakoś pomóc?
- nie potrzebuję niczyjej litości ! - krzyknęła i wstała. Veneth takrze wstał.
- nikt się tu nad tobą nie lituje. Chcę po prostu wiedzieć jak ci pomóc. To wszystko. Po prostu się pytam.
- niedługo nie będziesz się miał kogo pytać ! - krzyknęła Kriss z łzami w oczach
- czy ty..
- tak ! użycie magii Ousymu przed ukończeniem 15 roku życia.. nie ma już dla mnie ratunku. Więc dajcie mi spokój. - usiadła spowrotem.
- nie ma na to żadnego lekarstwa?
- nie.
Veneth usiadł obok niej.
- jesteś pewna?
- tak.
- a ja ci mówię że jest.
- co?
- wiem ze jest na to lekarstwo. Choć ze mną.
- gdzie?
- do mojego mistrza.
- nie żartuj.
- nie żartuję. Gdzieś się musiałem nauczyć czarów, i wielu innych sztuk. A pozatym mój mistrz zna się na wielu rzeczach.
- nie idę. Chcę być sama.
- będziesz sama. No i ja, bo inaczej byś nie doszła do mistrza.
- a co z resztą?
- zostawimy im jakiś list, niech wracają do domu bez nas.
- nie idę.
- albo pójdziesz dobrowolnie, albo cię wezmę siłą, zrozumiano?
Kriss westchnęła.
- no dobra.
Nabazgrali kilka słów na kartce papieru i poszli w kierunku wyjścia z doliny.

***

Nastał ranek. Katii prypomniało się nagle (o proszę jaka wierna przyjacióła :PPP) o Kriss i Veneth'cie
- eeej a gdzie tamtych dwoich sie podziało? (bzykają się czy co?) - pomyślała z bólem i poszła nad rzekę. Zobaczyła światek papieru leżący na brzegu. Podeszła do niego i przeczytała tekst:
" siem wam. W chwili gdy czytacie tą wiadomość jesteśmy już wiele kilometrów stąd. Wracajcie do domu bez nas. Reszta to sore wa himitsu desu ^^ nara ! Veneth i Kriss"
Katia zmięła kartkę w dłoni ze wściekłością.
- Veneth jak mogłeś mi to zrobić. - wycedziła. - Sky ! szukaj tych dwoje !
Sokół zaskrzeczał i wzbił sie w górę. Po chwili zniknął.

***

Lecz Veneth jest niewinny i raczej nie zrobił tego o co podejrzewa go Katia [:DDD akurat szedł z Kriss przez jakiś las.
- tak właściwie dlaczego to robisz?- zapytała się Kriss po dłóższym milczeniu.
- a bo mi chcę upolować cos na obiad. - powiedział Veneth na chwilę przerywając rzucanie szyszkami w ptaki [:DDD
- nie o to mi hcodziło jełopie ==" - syknęła Kriss - dlaczego chcesz mi pomóc?
- pomóc w rzucaniu szyszkami?
- wiesz, czasami wydaje mi sie że jesteś głupszy od mojego rodzeństwa ==" chodzi mi o to dlaczego chcesz żebym wyzdrowiała?
- a bo tyle razem przeszliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi.
Kriss lekko się uśmiechnęła.
- dzięki.
Szli w milczeniu. Było słychać tylko skrzek ptaków które obrywały szyszkami od Venetha [:DDD


***

- daleko jeszcze? zapytała się po 2 godzinach Kriss
- już niedaleko. Właściwie to znajduje się tuż za zakrętem
Cóż. Zakręt minęli, a tu jajco [:D Lecz Veneth skręcił nagle w jakąś ścieżkę pomiędzy drzewami. Chwycił Krisss za rękę. Przedzierali się przez ciemność. Nagle poczuli jakieś zawroty głowy.
- to ja, Veneth. - to były ostatnie słowa jakie Kriss usłyszała zanim znowu osunęła się na ziemię.

*** (wiem że dużo tu tych gwaizadek ^^)

- moja głowa..- jęknęła w końcu Kriss. Lecz poczuła że leży na czymś miękkim a jej twarz oświetlają promienie słońca.
- już w porządku? - usłyszała gdzieś z boku kobiecy głos. Dziewczyna odwróciła głowę.
Na krześle siedziała kobieta o hebanowo czarnych włosach o czerwonawym odcieniu. Jej smutne oczy miały kolor szkarłatu. Ubrana była na czarno. Była bardzo pięna, lecz równocześnie smutna. Lecz uśmiechneła sie przyjaźnie do Kriss.
- w porządku.. ale.. kim pani jest?
- nazywam się Saovi. - powiedziała z uśmiechem kobieta- być może już o mnie słyszałaś.
" Saovi, Saovi" - Kriss szukała w pamięci tego imienia. Nagle przypomniały jej się opowieści jakie zwykła opowiadać jej mama na dobranoc ^^
- Saovi? ty, która chciałaś zniszczyc swiat? zakochana w synu LON? przecież ty nie żyjesz !!!
- owszem, nie żyłam. Ale ktoś mnie wskrzesił. Właściwie to moja kuzynka Belldandy Miyuki, która do końca wierzyła że jest we mnie ziarenko dobra. Lecz niestety, musiałam wyrzec się całej mojej magicznej mocy, bo chociaż nie jestem mazoku, zostałam tą mocą jedynie obdarzona, nie była naturalna. Tak więc pędzę to życie i ukrywam się przed LON. Wiesz co by mi zrobiła jakby się dowiedziała że żyję? fyfyfyf krwawa paciaja ^^
W tej chwili do chatki wszedł Veneth.
- witaj mistrzu. siemcia Kriss. Jak, lepiej?
- niby tak.. - westechnęła Kriss - ale czegoś tu nie rozumiem. Saovi, dleczego pomagasz w tej chwili mi, dziecku osoby, która cię zabiła?
- bo się zmieniłam ^^ no nie Venununununiu? - zwróciła się do Venetha
- zaczyna się..- westchnął Veneth
- kocham mojego kochanego Vencia - potargała go pieszczotliwie po włosach
- też cię kocham ciociu.. ale ja cie kocham jak członek rodziny a nie.. huh .. - Veneth spojrzał dziwnym wzrokiem na Saovi
- oj pszestań. Wiesz co przeżywa kobieta będąca przez tyle lat o chlebie i wodzie (czyt. bez seksu)? to jest straszne !!!
- czy ty coś sugerujesz, ciociu?
- ależ nic Venununununiu ^^ a teraz zrób starej ciotce herbaty.
- yes, master. - westchnął Ven
- jak to jest umrzeć?- zapytała się nagle Kriss
- a fajnie, spotkałam kilku fajnych ludzi, np Eagle, Zagato ^^
W tej chwili ktos się zmaterializował w chatce.
- siemcia Saov.. ov.. ow mordę jeża !! ale wdepłam. - Princessa spojrzała na zdumionych Venetha i Kriss
- spoxik, ciotka, siadaj. - Saovi wskazała ciotce krzesło - tamta tamta granatowowłosa jest trochę niedysponowana.
- wiem. Właśnie po to tu przybyłam.. ale.. hmm niewielu smiertelników miało ZASZCZYT ujrzeć Princessę, księżniczkę mazoku..
- ciotka skończ z tymi smentami - Saovi walnęła starą ciotkę w plecy (rodzinnne [:DDD) - przywitałabyś się z prabratanikiem !
- o, Veneth tu jest? SIEEEEEEEM STARYY !!!
- ekhm.. dzień dobry.
- o proszę jaki nieśmiały ^^ fyfyfy trzeba to będzie zmienić, no nie Saovi ^_-
- pewnie ^_-
- ty masz lepiej, bo jesteś jego mistrzem..
- no nieeeee [oblesna mina]
- wiecie.. nie podoba mi się wasza rozmowa..- jęknął Veneth stawiając herbatę dla Saovi i Princessy na stole
- daj spokój.- Princessa także potargała mu włosy ^^
- a tak właściwie to kim ty jesteś? - zapytał się Veneth Princessy
- ty, Saovi. On mnie nie zna. - Princessa poważnie spojrzała na Saovi
- owszem. - także spojrzała na nią
- BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAAHAHAHHA !
Obie wybuchnęły śmiechem o mało nie staczając się na podłogę ^^
- czy one na pewno są normalne..? -zapytała sie Kriss samą siebie - żeby Princessa, legendarna księżniczka mazoku..
Princessa odchrzaknęła i siadła spowrotem na krześle.
- sorki, ale jeszcze nie słyszałam o kimś kto o mnie nie słyszał.. poświęcone mi jest chyba całe skrzydło w bibliotece LON...
- TY JESTEŚ PRINCESSĄ??? - Veneth usunął się pod ścianę
- spoko, nie taki diabeł straszny jak go malują ! - Princessa wzięła łyczek herbaty
- mam kilak książek o tobie. Jesteś opisana jako krwiożercza, zboczona i złośliwa wariatka! - powiedziała Saovi
Princessa zakrztusiła się herbatą i wybuchnęła śmiechem.
- nareszcie jakaś książka w której się wszystko zgadza [:DDDD we wszstkich piszą że jestem dostojną i wszechmądrą władczynią snów.. hehe kto jest autorem tamtej książki?
- JA !
-BUAHAHAHAHAHAAHAHHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH !
Znowu obie wybuchnęły śmiechem, tak że pospadały z krzeseł.
- mogę stąd wyjść..? -zapytał się nieśmiało Veneth
- o nie, mój drogi ty tu zostaniesz. Właśnie mi sie przypomniało, że mam coś od Lightening...- Saovi wstała i wzięła coś z szafy. - Mini słownik języka starożytnych smoków..
- a po kiego laczopeda mi to?
- ==" nie zauważyłeś co się pojawia zawsze po tym jak zmoczysz go krwią?
- a tak. Jakiś napisy.
- no owszem. Dzięki temu słownikowi będziesz mógł je przetłumaczyć.
- CO? OO DZIENX ! jesteście kochane ^^
- wiemy ^^
- cóż za skromność..
- ej, właściwie przybyłam tu, by się poradzić w sprawie zdrowia tej oto granatowłosej - powiedziała Princessa - Sao, moja droga, znasz może lekarstwo na przedwczesne użycie magii Ousymu?
Sao wolno pokręciła głową.
- pytałaś się Lightening?
- powiedziała że poszuka w bibliotece, ale mam się zwrócić do ciebie...
W tej właśnie chwili w chatce zmaterializował się nikt inny jak LIghtening.
- sieeemciaaa [TRZASK! w plecy Princessy ^^]
- khe ! cześć Lajt.. - jęknęła Princessa
- o mooj Boshe.. Lightening..- Veneth był bliski zemdlenia - a ja myślałem że to tylko legenda..
- jak widzisz nie. - powiedziała chłono Lajcia
- jak ty się odzywasz do mojej starszej siostry ! - warknęła Princessa
- sorry. - Veneth się grzecznie skulił w kąciku
- a teraz cisza, tu odbywają się rozmowy na wysokim stołku ! - ogłosiła Saovi, po czym zwróciła sie do Lajt - i co, znalazłaś coś?
- owszem. Przypomniało mi się, że zapobiec temu można dzięki odnalezieniu amuletu... lecz jest on bardzo daleko, w skarbcu gdzieś na dalekiej północy... pozatym osoba która użyła tej magii musiała to zrobić w szlachetnym celu i mieć czyste serce..
Kriss przez cały czas nie mogła uwierzyć że jej zdrowiem przejmują się prawdziwe legendy i jedne z najsilniejszych istot o jakich miała okazję słyszeć- Princessa, księżniczka mazoku(^___^), pani złych snów, Lightening - najmądrzejsza, twórca wielu czarów magii czarnej i szamanistycznej, osoba, przed którą respekt czuje nawet sama LON, oraz Saovi - legendarna córka Reza, która nieomal zniszczyła cały świat i wszystkich porażała swoja siłą.
- ej, ale jak zdobędziemy ten amulet? przecież to miejsce jest zaklęte, mogą tam przebywać jedynie te istoty, które tam mieszkają od urodzenia lub są zaakceptowane przez tubylców.. - zapytała się Saovi
- no właśnie..ale jest jedno wyjście.. - powiedziała Lightening
- a no tak.. - przypomniało się Saovi - ale..
- tak. nie wiadomo czy ona się zgodzi.. - westchnęła Princessa
- zgodzi się. Mimo że stara się być chłodna, ma dobre serce.. - powiedziała Lightening. - lecz po śmierci jej ojca stała się jeszcze bardziej zamknięta..no ale cóż.. choćmy ją poszukać. Sao, idziesz z nami.
- jasne ! nie przepuszczę okazji spotkania się z siostrzyczką ^^ ej wy tam - zwróciła się do Venetha i Kriss - bądźcie grzeczni i niczego nie ruszajcie, rodzice zaraz wrócą. - i cała trójka - Lightening, Saovi i Princessa znikli.

*CISZA*

- c-co to było..? - wydusił Veneth
- o jeny.. - Kriss nadal nie mogła przyjąć do wiadomości jak ważne osobistości się nią przejmują.

Tymczasem one zmaterializowały się gdzieś na północy.
- zzimnooo... - jękła Saovi
- mówiłam wam że tu jest zimno. - syknęła Lajt
- spoxik, zaraz wyczarujemy trochę ciepe..
- PRINCESS, NIE ! - warknęła Lightening - jeżeli wyczarujesz chociaż trochę ciepła, zwali się lawina !
- kuźwa, co za czasy, nawet nie można się ogrzać. - westchnęła Princess szczelnie otulając się płaszczem. Saovi próbowała to samo zrobić z peleryną, lecz nie udało jej się to.
- z-z-zimn-n-no.. po co wogóle tu przyszliśmy..?
- po to.. - Lajt wskazała na zarys postaci malujący się kilka metrów dalej. Przez padający śnieg nie było nic widać.
- czego chcecie? - zapytała się postać. Wsród śnieżycy widać było że siedzi na dużym koniu. Miała głos chłodny niczym to powietrze.
- mamy propozycję, Dakkis...

rozdział drugi. Dakkis - osoba bardziej tajemnicza niż się wszyscy spodziewali. Kłótnie z Kriss. Wyruszenie w drogę.

- to co robimy..? - zapytała się smutno Sunny.
- Sky jeszcze nie wrócił. - westchnęła Katia.
- głodny jestem. - westchnął Moony.
Tak sobie siedzieli koło wodospadu wygrzewając się na słoneczku ^^ godzine temu pochowali Aptemma.
- jak sobię pomyślę, co w tej chwili robią Veneth i Kriss.. - Katia ścisnęła dłonie i walnęła nimi w podłoże
- spokój, bo cały wymiar rozwalisz..
- awrrr... - zacisnęła zęby - zemszczę się... ZEMSZCZĘĘĘĘĘĘE!!!!!!!!!!
Jeziorko wystąpiło z brzegów, dało też się słyszeć wkurzony głos Aileen "nie można mieć nigdy spokoju"
- Katia ! - Sunny zdzieliła ją rękojeścią miecza po głowie
- saaa ! co mi robisz duuupo ! - jękła Katia
- zapobiegam zagładzie wszechświata (gdzieś słyszałam to słowo ^^)
- zaraz ciebie zagładzę.. - warknęła Katia
- pogłaskasz mnie..?
- ================"
- no, mówiłaś że pogładzisz...
- weście mnie zostawcie.. muszę się nauczyć panować nad sobą.. - Katia oparła głowę o kolana

TMCZASEM U KRISS I VENETHA

Kriss wstała z łóżka i zaczęła zwiedzać chatkę Saovi (tak kobieca ciekawość [:DDD). Doszła do sporej półki ze zdjęciami. Pod każdym ze zdjęć był podpis.
- "kuzyneczka Bellcia" "ciotka Lajcia" - Kriss po kolei patrzała na napisy przy fotkach roześmianych ludziów ^^ - "ciotka Amcia W Przyszłości Batonik Czekoladopodobny".. to chyba dopisane mam nadzieję że Princessa tego nie widziała.. "ja z Altarkiem" o, cóż za romantyczna para.. pasowali do siebie.. - Kriss wzięła fotę Saovi i Altara do ręki.
- no.. a ciekawe dlaczego Altar jest opatrzony w serduszko?
- ty ignorancie ==" - Kriss odłożyła fotke spowrotem na półkę - "wujek Elitrandil" .. o, elf !
- nie zauważyłaś że Lightening też jest elfem?
- no tak..
Kriss przeszła do ogląndania dalszych zdjęć
- "tatuś Rezo" " sis Dakkis"..- Kriss wzięła do ręki zdjęcie, które stało mniej więcej w połowie półki całkowicie obstawionej zdjęciami licznej rodziny ^^
- co się stało?
- Dakkis.. cóż za poważna osoba..
- no. Prawie taka jak ty. Ale nie, ty czasami jesteś bardziej skwarzona.
- to już mogłeś sobie oszczędzić =="
Nagle za chatką rozległ się znajomy świst, oznaczajacy zazwyczaj materializację kogoś. Veneth i Kriss wyszli przed chatkę. Lecz oprócz Lightening, Saovi i Princessy, stał ktoś inny...
Była to osoba ze zdjęcia. Siedziała na dużym czarnym koniu nazwanym przez nią Parodia.
- poznajcie Dakkis. Mojom siostrzyczkę ^^ - ogłosiła Saovi.
Dakkis spojrzała przelotnie na Saovi. Potem na Kriss i Venetha.
Dziewczyna ta miała długie, jasno fioletowe włosy. Miała w nie wpiętą spinkę przypominającą kwiat z długimi płatkami.
Swoimi srebrnymi oczami patrzała nieufnie na wszystkich. Ubrana była w srebrny zimowy płaszcz zakończony 5 srebrnymi lisimi kitkami, za gorący jak na tą porę roku, więc zsunęła go. Pod płaszczem miała luźną bluzkę, krótką spódniczkę i buty za kolana. Z szyi zwisał jej srebrny medalik, odbijając promienie słońca. Na rękach miała długie zimowe rękawice sięgające za łokieć.
Zsiadła zwinnie z konia.
- to oni? - zapytała się nie spuszczajac wzroku z Kriss i Venetha
- tak.
- nazywam się Dakkis. - powiedziała siląc się na uprzejmy głos. - możemy już iść?
- Dakkis, no co ty, zostań na herbatce, obgadamy stare czasy.. - powiedziała Princessa
- nie było starych czasów. - powiedziała chłodno Dakkis.
- nno.. to.. teraźniejsze czasy..?
- oj, ciotka..- Dakkis pokręciła głową z politowaniem.
- no so :P
- jajso. - westchnęła. Po chwili podeszłą do Saovi - Saovi.
- tak?
- pomóż mi się rozpakować.
- o, to jednak zostajesz?
- owszem. Ale tylko na tą dobę.
- to my z Lajt juz znikamy, mamy kupę zajęć. Bawcie się dobrze ! - i Princessa z Lajt znikły. Veneth i Kriss pomyśleli (zresztą słusznie) że nie mają tu nic do roboty i poszli do chatki.
- "bawcie się dobrze".. ona to ma grypsy...- warknęła Dakkiss zdejmując z konia siodło i zawieszając gdzieś na gałęzi.
- Dakkis.. - Saovi podeszła do siostry - bądź dla nich dobra.. mimo że... wiesz..
- mimo że matka tamtej dziewczyny zabiła mi ojca? - warknęła odpinając Parodii uzdę.
- pragnę zauważyc że matka tamtej dziewczyny zabiła też MNIE. - Saovi przybrała taki sam ton jak Dakkis - i jakoś ją wytrzymuję.
- nie wiem po co wogóle się zgodziłam na to wszystko. Gdyby nie wy..
- gdyby nie my, nigdy bym cię nie spotkała. Siostrzyczko. Wreszcie cię odnalazłam. Dotychczas znałam cię tylko z opowiadań ciotek. - powiedziła łagodnie Saovi.
Dakkis także przyjaźnie się uśmiechnęła.
- siostro..
I obie siostry padły sobie w ramiona (czyt. IDYLLA)
- jak myślisz po co ta.. Dakkis czy jak ona się zwała.. przybyła? - zapytała się Kriss smetnie siorbiąc herbatę
- pewnie żeby nam pomóc.
- nie wygląda na pomocną..
Jak na potwierdzenie tych słów do chatki weszła Dakkiss przypadkiem wyrywając z nawiasów drzwi, wprost na Saovi ^^ która na szczęście unikneła ciosu.
- e.. sorry, sis..
- nie martw się ^^ za każdym razem to samo ^^ ostatnio jak wpadła do mnie Princessa to tych drzwi po dwóch wymiarach musiałam szukać ^^
- to ten? - Dakkiss wskazała brodą na Venetha.
- tak.
- Altar ładniejszy.
- ech wiem.. znów przypomniałas mi o Altarze...- Saovi zakręciła się łza w oku.
- Sao.. minęło już ponad 16 lat od jego śmierci. - powiedziała Dakkis
- ale dla mnie to wciąż jakby było wczoraj..
- przecież nawet nie widziałaś jak umierał..
- widziałam z zaświatów.. - z policzków Saovi spłynęły łzy. Dakkis westchnęła.
- to była tylko bezduszna maszyna.. zabawka LON, rozumiesz? musisz wyrzucić go wreszcie z pamięci !
- próbuje przez tyle lat..
- a wy.. wy..- Dakkis odwróciła głowę w kierunku Venetha i Kriss i zrobiła minę jakby zaraz miała zamienić ich w kupkę popiołu - co się przysłuchujecie? nie macie, dzieci, lepszych zajęć?
- byliśmy tu pierwsi i się nie rządź. - warknęła Kriss jeszcze gorszym tonem niż Dakkis
- jak ty się do mnie zwracasz, smarkata szmato? - Dakki walnęła w stół omało go nie rozwalając
- mogę sie do ciebie odzywać jak chcę. - Kriss także wstała i wbiła nienawistny wzrok w Dakkis.
Przez chwile tak stały i próbowały się wzajemnie zabić wzrokiem.
- ej, dziewczyny spok.. - Veneth próbował jakoś załagodzić sytuację lecz czuł że wokół nich kręcą się dziwne siły...
- co dziewczynko? myślisz że jak ma się słynna matkę to wszytko można? -wycedziła Dakkis - nie mierz za wysoko bo pewnego dnia może się okazać że ktoś będzie lepszy..
- ktoś? być może. Ale nie ty.
Dakkis przymknęła oczy.
- Dakkis, nie.. - wydusiła Saovi.
Lecz Dakkis błyskawicznie wyciągnęła dłoń i trzasnęła Kriss w policzek tak, że tamta się zatoczyła.
- uuf a myślałam że chcesz mi wysadzić chatkę..- odetchnęła Saovi.
- ty.. wredna ściero..- wycedziła Kriss trzymając się za policzek i patrząc z nieukrywaną nienawiścią na Dakkis - niech no ja tylko będę mogła używać swojej mocy.. założę się że nie dorastasz mi do pięt, ty.. tfu ! - Kriss splunęła jej pod nogi i wyszła
- JEŻELI będziesz mogła. - Dakkis odprowadiła ją chłodnym spojrzeniem
- Dakkis, nie mów że teraz zrezygnujesz. - powiedziała ostro Saovi
- a jeśli nawet, to co?
- Dakkis.. obiecałaś..
- nie obiecałam. To był szantaż. Już zapomniałaś? no jasne. Wszyscy zawsze zapominają o tym czego nie chcą pamiętać. - powiedziała chłodno Dakkis
- to nie był szantaż. źle interpretujesz nasze słowa. - Saovi wstała. - obiecaliśmy ci jedynie przywrócenie nieśmiertelności którą straciłaś podczas klątwy pare lat temu.. a nieśmiertelność odzyskasz tylko zdobywając tamten amulet..
- no dobra. Pojadę tam, ale pod jednym warunkiem. Idziesz ze mną.
- no dobrze.
- i tak ma być. - Dakkis odwróciła się i wyszła z chatki. Saovi westchnęła głęboko, wzięła wcześniej zaparzoną herbatę, i usiadła naprzeciw Venetha, do tej pory wciąż udającego że go nie ma [:DDD
- zapowiada się ciężka wyprawa..
- a jak cię nakryje LON?
- nie będziesz miał ciotki ^^
- ==" masz w tej chwili uśmiech jak Xelloss.
- heh...- Sao oparła głowę na dłoniach - naprawdę nie wiem jak to będzie, Veneth. naprawdę nie wiem..

***

Dakkis podeszła do Parodii. Poklepała ją po boku i jednym szybkim ruchem znalazła się na niej. Popędziła ją do stępu. W końcu, po paru minutach, znaleźli się na polanie. Zsiadła z konia, pozwalając mu szczypać trawę. Sama usiadła na ziemii.
Wyjęła swój miecz. Zamachnęła się i wbiła go w drzewo stojące parę metrów dalej. Drzewo to po chwili zwaliło się z hukiem. Szepnęła "nieźle" i położyła się w trawie. Lekkie słońce grzało miło. Dakkis, przyzwyczajona do wiecznej zimy, panującej u niej, na północy mogła się teraz cieszyć zielenią traw i drzew.
Wzięła do ręki swój medalik. Spojrzała na niego. Po chwili ścisnęła go mocno w dłoni.
- kocham cię, mamo. - szepnęła. Po chwili, wśród zieleni traw i kwiatów, zasnęła.

***

- hmm pomyślmy.. co by się tu mogło przyśnić naszej małej Dakkis.. - Princessa siedziała w siedzibie z sadystycznym usmiechem na twarzy - przypomnieć jej koszmar życia bez matki? śmierć ojca? hmm.. a może nic nie zsyłać.. ale w końcu muszę nauczyć ją panowania nad swoimi emocjami.. czasami za mocno mi to wychodzi.. lecz nadal jest wybuchowa.. ale lepiej nie.. niech śpi dziewczyna spokojnie..
- mamo. - Belldandy przyszła do matki
- córciu, mówiłam ci, nie przeszkadzaj mamusi kiedy pracuje, idź się pobawić z dziećmi .. - Princessa zamachała ręką.
- mamo =====" wiesz ja mam 136 lat, nie 5 .
- co? - Princessa dopiero teraz się obudziła - a no tak. Co chciałaś, Miyuki?
- co tam słychać w sprawie Kriss?
- zajmie się nią Dakkis.
- CO??? przecież Dakkis nienawidzi wszystkiego co jest związane z Liną Inverse !
- ale zgodziła się jak widać.
- czym ją zaszantażowaliście?
- BELLDANDY ! - Princessa walnęła piąchami o stół, rozsypując ciacha - podejrzewam że nawet bez szantarzu by się zgodziła.. ona ma dobre serce.. lepsze niż wszyscy myślą.. po śmierci ojca się zmieniła.. oj jak się zmieniła.. szkoda jej.. pamiętam jeszcze jak kiedyś bigała za tobą ciągnąc cię za włosy [:DDD a potem, jak podrosła, razem chodziłyście na chłopczyków (czasami mnie ze sobą zabierałyście fyfyfyf ).
- taak, pamiętam jak kiedyś sobie zarwała takiego jednego fajnego elfa ^^ ale było fajnie ^^ wszystkie trzy się nim wymieniałyśmy ^^ fyfyfyf
- ale niestety, te czasy juz nie wrócą - Princessa na powrót sposępiała - nic nie zwróci jej ojca. Była chyba jedyną osoba na świecie, która do końca wierzyła w niego...lecz nie zdążyła zapobiec nieszczęściu.. chciała potem zabić Line Inverse.. ale coś w niej pękło.. zamknęła sie w sobie i wyjechała na północ.
- wujek Rezo kupował mi cukierki ! - Miyuki klasnęła w dłonie
- cóż za sentymentalizm w wspominaniu Reza =="
Belldandy ekhemknęła.
- dobra. Ja muszę zsyłać złe sny na ludzi. Hmm właśnie śpi Xelloss.. przyśni mu się świat bez herbaty i słodyczy ŁIIIIIII ^^
- sasasas ^^ i jeszcze do tego bez seksu [:DDDD
- jea ^^ - i Princessa zesłała na Xellosska taki oto sen ^^ jak mi przykro

***

Minął dzień, minęła noc. Veneth obudził się przeciągając się jak młody tygrys , co nie omieszkała skomentować Saovi [:DDD. Więc nasz Venciu, uprzednio chowając ciotkę do szafy poszedł się ubrać i umyć. Potem wypuścił ją żeby zrobiła mu herbaty, ale po lekkim wyjaśnieniu Venciowi za pomocą a) pięści b) perswazji słownej c) nogi od krzesła Venuś zrobił herbatę Saovi ^^
- Venununununiu idź obudź Kriss. - rozkazała władczym tonem Saovi siorbiąc herbatę.
- yes, master. - westchnął Ven i powlekł się do pokoju Kriss. Wyglądała bladziej niż zwykle.
- Kriss, wstawaj. - powiedział Ven
Dziewczyna wolno otworzyła oczy.
- zaraz.
- jak to zaraz ! wstawaj natentychmiast !
- zaraz mówię !
- błagam wstawaj, bo ciotka mnie zbije...
- zaraz ja cię zbiję jeżeli się nie zamkniesz.
Więc z dwojga złego Ven wybrał bicie przez Kriss.
- wstawaj !
- ZARAAAZ JEŁOPIE !
Lecz lekko ciężko kapujący Ven, zrozumiał. Kriss nie mogła w tej chwili wstać z łóżka. Nie pozostało jej wiele czasu. Lecz nie chciała się do tego przyznać.
- no dobra. Bądź gotowa za pół godziny.
- pół godziny to za dużo. Będę gotowa za pięć minut.
Veneth wrócił do Saovi.
- co z nią? - zapytała się go
- źle.
Zapadło milczenie.
- ale Dakkis pomoże ją uzdrowić. Wszystko będzie dobrze.
- miejmy nadzieję.. po tej ostatniej kłótni...
- oj nie martw się. Dakki na pewno jej pomoże. Sama wmawia sobie że nie chce jej pomóc.. ale jest pełna współczucia dla niej, mówię ci !
- myślisz..?
- pewnie! pozatym amulet pomoże jej odzyskać nieśmiertelność.. straciła ją gdy spadła na nią klątwa parę lat temu.. dziewczyna wiedziała że amulet by jej pomógł odzyskać ją, ale nie znała zaklęcia.. tylko Lightening je zna. Podała jej ostatnio. Widzisz, gdyby Dakkis nie chciała pomóc Kriss, już by jej tu nie było, bo by pojechała na północ.
- jak to sie dzieje ze wszyscy w waszej rodzinie są nieśmiertelni?
- kilka pokoleń wstecz byliśmy spokrewnieni z elfami.. i tak u niektórych jest to widoczne, a u niektórych nie. np Elitrandir jest 100% elfem, tak samo jak Lightening , ale z kolei Princessa jest człowiekiem, ale niesmiertelność jej pozostała. Tak samo ja jestem człowiekiem, a jestem nieśmiertelna.
- skomplikowane. Ej, to znaczy że ja też jestem nieśmiertelny?
- nieee.. jesteś synem chimery, gdzie tam żeby to było nieśmiertelne..
- ech.
- ale nie martw się. Jak zostaniesz mazoku, będziesz miał nieśmiertelność, nie wszystko strac..
- Saovi Saovi. - rozległ się karcący głos gdzieś z tyłu.
- Dakkis? o siemka !
Dakkis pokręciła głową i wyszła. Miała na sobie swój zimowy płaszcz tylko że upięty jak peleryna. Ciągnął się z półtora metra za nią. Podeszła do Parodii i zaczęła na nią zakładać siodło.
Po chwili do pokoju weszła Kriss.
- źle wyglądasz, Kriss. - powiedziała Saovi
- a gdzie tam ! czuję się świet.. ach...- złapała się za głowę i oparła o krzesło.
- oj dziewczynko.. siadaj lepiej. - pokazała na krzesło. Kriss siadła. (jak to fajnie brzmi. - Kriss siadaj. Kriss siadła [:DDD)
- ej, może ruszyli byście wreszcie szanowne dupska ?? czas goni ! - Dakki wpadła, znowu wywalając biednej Saovi drzwi z nawiasów ^^
- Dakkis ][ drzwi !
- sorry sis. To co, idziemy?
- no idziemy. Ale qrde ][ wypada jakiś transport załatwić, ty sobie będziesz mykać na swoim wierzchowcu a my co?- zapytał się Ven
- po drodze coś załatwimy. Chodźcie.
Wyszli przed chatkę.
- hmm ciekawe czy mój Porshe jest mi wierny.. - zagwizdał.

*CISZA*

- i dupa. Pewnie gdzieś biega po step..
- I HA HA HA! - Porshe pociągnął Venetha za kitka, myśląc że to jakas wyjątkowo dziwna trawa ^^
- Porshuś ^^ - Veneth poklepał go po pysku - kope lat!
- teraz oboje mają na czym jeździć. Kriss co my teraz zrobimy. - zapytała się Saovi dziewczyny
- powybijamy.
- spróbuj tylko. - syknęła Dakkis
- a co mi zrobisz?
- zabiję.
- rozumiem. Cieszę się że omówiliśmy warunki umowy.
- głupia debilka..
- ty ale zobacz Dakkis i Veneth.. pasują do siebie. - powiedziała głośno Saovi
Dakkiss przybrała kolor zachodącego słońca.
- JEDŹMY JUŻ !
Saovi zachichotała. Tak więc opuścili w końcu strefę chronioną czarami, gdzie znajdował się domek Saovi, i wyjechali na prostą drogę. Po kilku kilometrach trafili na miasto , gdzie Saovi i Kriss kupiły sobie konie.
- to ruszajmy. - powiedziała Saovi i popędziła swojego konia do galopu.



Jak potoczą się dalej losy naszych niestrudzonych bohaterów?Czy Kriss przeżyje? Co skrywa tajemnicza Dakkis? Kogo kocha Veneth? Jak się ten fik skończy ? o tym w dziewiątej i tym samym ostatniej części !

C.D.N.

Ps. Ludzie! została mi jeszcze tylko jedna księga ! to jakiś cud ! ALLELUJA ! [zemdlenie ze szczęścia]


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2011 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.65024000 1313952853
Slayers Copyright (c) 1989- 2011 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!