Wszechbiblia Slayers

Księga gości  Księga gości Lista dyskusyjna  Lista dyskusyjna Forum  Forum
Redakcja  
News  
Artykuły  
Konkursy
Intro
Manga
Anime
Powieści
Postacie
Magia
Opis świata
Chronologia
Slayers Fight
Gdzie kupić
Seiyuu
Fanfiki
Fanarty
Fanmanga
Audio
Galeria
Cosplay
Dodatki
Inne
Gry
Linki

Fanfiki

   «««                  
     
   
Informacje
 
 
Autor:
Tytuł:
princess_Amelia
I nastal Chaos 5
rozdział #09
 
Treść fanfika..
Jea, to już ostatnia część !!! hurra !

KSIĘGA DZIEWIĄTA

chapter number one ! kłótnie Dakkis i Kriss. Lodowe królestwo. Amulet.

Tak więc nasza niestrudzona dróżyna składająca się z trzech silnych bab i biednego małego Venusia [:DDD przemierzała drogi, pustkowia, pustynie i lasy
- ej, Dakkis, nie było by łatwiej jak byśmy się przeteleportowali?
Dakkiss spojrzała się na Venetha jak na idiotę.
- z taką dużą ilością osób się nie da. Tylko ja z tego towarzystwa umiem się teleportować..
- ech..
- wierz mi, mi też się spieszy.
Nagle Kriss dostrzegła coś na niebie.
- SKY !
- o jaka spostrzegawcza =="
- nie oto mi chodzi ==" Sky to sokół. Tam u góry !!
Istotnie, nad głowami naszysch bohaterów krążył nikt inny jak Sky.
- choć tu ! - Kriss wyciągnęła rękę. Ptak usiadł potulnie na niej. (przypadkowo orząc ją swoimi pazurami )
- śledził nas. Pewnie Katia go wysłała.
- albo to sługus LON. - Dakkis nieufnie spojrzała na Sky'a
- nie mów takich rzeczy. - warknęła Kriss.
- hehe nie ździwię się, jeżeli Katia sobie pomyślała coniecoś. Trzeba by jej wysłać wiadomość. - Veneth nabazgrał coś na kartce papieru, i przyczepił do nogi Sky'a
- no, teraz będziesz robił za gołębia ! ruszaj ! - rozkazał Veneth ptakowi, on spojrzał na niego nienawistnie i odleciał.
- co tam napisałeś?
- że zmierzamy na północ szukać dla ciebie lekarstwa..

*TRZASK*

- OBIECAŁEŚ !!!
- A CO MIAŁEM NIBY POWIEDZIEĆ ŻE PORWAŁEM CIĘ I ZOSTANIEMY MĘŻEM I ŻONĄ???
- pewnie o niczym innym nie marzy. - zachichotała Saovi

*TRZASK*

Teraz z kolei Saovi oberwała od Kriss ^^
- UWAŻAJ SOBIE MAŁA ! - warknęła Saovi
- TO TY SOBIE UWAŻAJ !
- WEŚCIE SIĘ USPOKÓJCIE WARIATKI !- wydarł się Veneth
- TO TY SIĘ ZAMKNIJ DUPKU !
Tak więc prowadzili sobie pogawędkę w najlepsze ^^. Dakkis z politowaniem pokręciła głową.
- mam dość waszysch kłótni. - wykonała kilka ruchów ręką i wszyscy pozasypiali. - pomyśleć że jeszcze parę lat temu aura Saovi przytłaczała wszystkich do podłoża.. ale coś mi mówi że przyjdą jeszcze jej czasy.. i to wydaje mi się , że niebawem..
- Dakkis, na litość boską, bądź tolerancyjna. - usłyszała głos przed sobą. Natychmiast zatrzymała konia. Przed nią, na drodze stała Belldandy Miyuki.
- witaj Miyuki. - powiedziała chłodno
- tak się wita kuzynkę po tyyyyyylu latach? nie spodziewałam się tego po tobie. - powiedziała równie chłodno Belldandy.
- czego chciałaś.
- wiesz. Sama masz ciężki charakter, a tylko jak ktoś ci zalezie za skórę od razu go usypiasz.. jak ja bym chciała juz byś tu spała.
- nie uda ci się to. - powiedziała z ironicznym uśmiechem.
- ha ! a to niby czemu?
- ostatnio posiadłam coś, o czym nie wiesz, droga kuzyneczko...
- och, a cóż to takiego? może skwaszona mina?
Dakkis zacisnęła wargi.
- przybyła mi moc. Dużo mocy, Miyuki.
Belldandy zaśmiała się i pstryknęła palcami. Dakki po chwili juz spała.
- nie odrużniasz mocy, od Ousymu, skarbie. - zaśmiała się. - musisz się jeszcze sporo nauczyć. Pstryknęła jeszcze raz palcami i Dakkis się obudziła
- co się stało?
- zasnęłaś.
Dakki nic nie odpowiedziała.
- zejdź mi z drogi.
- a to niby czemu? najpierw odpowiedz mi na kilka pytań... na przykład czemu tak nagle zapałałaś niechęcią do mnie?
- pomogłaś mojemu największemu wrogowi. - warknęła Dakkis przez zaciśnięte wargi
- i co? zabijesz ją za dobre serce? - zapytała się z tyłu Saovi, która właśnie się obudziła
- a ty śpij - Dakkis już miała wysłać czas w siostrę, lecz Belldandy w porę temu zapobiegła, wypuszczając przeciwczar.
- a to niby czemu ma spać?
- bo nie ma dżemu =="
- wiesz, zaczynasz mnie juz powoli denerwować. - teraz z kolei Miyuki była chłodna jak lód - wiem że skrywasz jakąś tajemnicę. I to nie smutek po stracie ojca jest przyczyną twojego zachowania.
- Dakkis?- Saovi spojrzała na siostrę.
- ZEJDŹ MI Z DROGI ! - rozkazała Dakkis
- a nie :P
- dobra. - Dakkis głęboko westchnęła. Widać było że powstrzymuje sie od wybuchu. - niedawno przeszłam metamorfozę, rozumiesz? dzięki mojemu medalikowi.. i pomocy ciotki.. i wspomnienia ojca.. stałam się niewyobrażalnie silna. Kiedyś nie dorastałam Saovi do pięt a teraz.. myślę że mogłabym się z nią mierzyć.
- i co ? i to tylko?
Dakki nie mogła już więcej tłumić złości.
- DOWIEDZIAŁAM SIĘ JAK UMARŁA MOJA MATKA ! PASUJE? NIGDY NIE ZNAŁAM MOJEJ MATKI !
- ojciec cię tego pozbawił.
- NIE OBRAŻAJ MOJEGO OJCA ..
Niebo pociemniało. Zza choryzontu w zastraszającym tępie zaczęły nadpływać ciemne chmury.
- DAKKI !!!

*TRZASK*

- opanuj się ! - Po krótkim i szybkim policzku wymierzonym od Saovi wszystko wróciło do normy.
- dzienx, Saovi.
- no no no, nasza Pani Bez-Emocji zdenerwowała się.. - powiedziała Miyuki - no więc wyjaśnij mi sprawę swojej matki...
- moja mama.. ech.. jej dusza zaklęta jest w moim madaliku. - Dakkis wskazała na medalik, w tej chwili odbijający promienie zachodzącego słońca. - jej moc.. była za silna na jej ciało. Więc jej dusza została zaklęta w tym medaliku.
Zapadło milczenie.
- dobra. Wszystko ci wyjaśniłam. A teraz zejdziesz mi z drogi?
- nie.
- Belldandy, nic do ciebie nie mam, ale naprawdę się nam śpieszy..- tym razem odezwała się Saovi, wskazując na w tej chwili śpiącą, Kriss.
- przybyłam tu, żeby was przeteleportować, więc nie piskać mi tu ! więc - ponownie zwróciła się do Dakkis- ty i Saovi macie inne matki?
- owszem.
- no cóż. Nie mam więcej pytań. A teraz obudź Kriss i Venetha.
Dakki wykonała kilka ruchów rękami, i Veneth i Kriss obudzili się.
- dobra, teraz wszyscy zssiądźcie z koni i chwyćcie się za mój naszyjnik.
- a co z końmi?
- przeteleportuję je osobno.
Tak więc wszyscy zrobili. Po krótkim i nieprzyjemnym teleporcie znaleźli się w zupełnie innym miejscu w jakiejś wiosce nad morzem położonej wśród skał obrastających ubogą roślinnością.
- dalej was nie mogę przenieść. Zaraz wracam. - Belldandy znikła i po chwili pojawiła się z końmi.
- dzięki, Belldandy. - Saovi poklepała ją po ramieniu
- ależ, nie ma za co ! - i znikła.
- może zjedzmy coś najpierw?- zaproponowała nieśmiało Kriss.
- nie ma czasu. Jeżeli chcesz przeżyć, musimy już ruszać.- powiedziała bezbarwnie Dakkis wsiadając na konia
- ja też jestem głodny. - westchnął Veneth
- jedliście przed wyjściem.
- wyszliśmy rankiem, a już jest wieczór =="
- trudno, zjecie jak będziemy na miejscu.
- Dakkis. - powiedziała znacząco Saovi.
- niech wam będzie. - warknęła Dakkis - ale gdybyście wiedzieli jakie to marnotrastwo czasu.
- może dla ciebie. - odwarknęła Kriss
- zamknij się głupia śmiertelniczko.. i tak robimy ci łaskę, że chcemy podtrzymać to twoje głupie życie. Właciwie jesteś już w agoni..
Nagle Kriss podeszła i chwyciła ją za włosy.
- COŚ TY POWIEDZIAŁA?
- że twoje życie jest niewarte świeczki. I puść mnie, bo zakończę je szybciej..

*TRZASK*

Kriss przywaliła Dakkis grzbietem dłoni, że aż mnie zabolało.
- chcesz się bić głupia szmato? proszę bardzo. - Dakkis wyrwała się z uścisku Kriss i zrobiła kilka efektownych salt do tyłu, aż w końcu stanęła kilka metrów naprzeciw Kriss. - no, choć.
- Ha ! - Kriss skoczyła tygryskiem przed Dakkis i z ziemii chciała ją podciąć, lecz ta zrozumiała co się święci i w porę uskoczyła do przodu, przygważdżając Kriss do ziemii.
- i co, nadal chcesz się bić? Jakbym chciała, mogłabym ci ukręcić ten głupi łeb. Niech twoja matka by poczuła, co to jest stracić bliską osobę..
- DAKKIS ! - tym razem Saovi się wkurzyła. Teraz wyglądała jak wtedy, 16 lat temu, gdy chciała zniszczyć świat. Teraz tym groźnym wzrokiem była wpatrzpona w Dakkis. Dziewczyna pod wpływem tego wzroku wstała. Także spojrzała w oczy Saovi.
- a podobno robisz postępy w panowaniu nad sobą.
- daj mi spokój.
Ich płaszcze załopotały na wietrze.
- ej, nie możecie po prostu się pogodzić? - zaproponował nieśmiało Veneth
- nie. A teraz choćmy. - rozkazała Dakkis, podeszła do swojego wierzchowca, wzięła go za uzdę i poszła z nim w kierunku wioski.

***

- jeszcze nie widziałam nikogo, żeby tak jadł. - westchnęła Saovi patrząc na kolejną porcje talerzy wynoszonych przez kelnera
- ale było dobre ach ! teraz jestem już syta. - Kriss odstawiła kolejną górę talerzy na bok.
- możemy juz iść?
- a deser?

[GLEBA]

- Kriss, w tej wiosce mieszkają biedni ludzie, żeby mieć jedzenie muszą się wyprawiać na foki a ty tak po chamsku to zżerasz..
- bo jestem głooodnaa...
- najesz się śniegu po drodze a teraz ruszajmy. - Dakkis wstała nie pytając się nikogo o zdanie i wyszła.
- co jej sie tak śpieszy..?
- chce jak najszybciej odzyskać niesmiertelność.. boi się że się zestarzeje..
- ej, trochę mi to nie pasi. Jak możecie mówić że jesteście nieśmiertelne, skoro po zadanej ranie umieracie jak śmiertelnicy?
- ale nasze naturalne życie może trwać w nieskończoność. I jesteśmy wiecznie młodzi. Właściwie to istnieją trzy stopnie nieśmiertelności - pierwszy, czyli można umrzeć od zadanych ran, drugi, można umrzeć tylko w określony sposób (np jednorożce przez odcięcie rogu), i trzeci - jest się nieśmietelnym na wieki, tak jak opiekunki zywiołów. Myli sie ten, kto myśli ze je zabije.
- acha..
- NO CO WY ROBICIE TYLE CZASU??? - Dakki wpadła wyrywając drzwi od knajpki
- spokojnie, kobieto.. już idziemy.
Już zmierzali do wyjścia, gdy nie miał kto zapłacić rachunku [:DDD no cóz, szef baru był nieugięty [:DDD dali w zastaw jednego z koni. No i teraz, co zrobili nasi bohaterowie bez wierzchowca? Kriss zabrała Venowi Porshe, tak że ten musiał iść na piechtę ^^^ BUAHAHAH
- to nieuczciwe - chlipał Veneth
- ej no, nie martw się, tam masz jakiś rower - Saovi wskazała siakieś coś niby to rower ale taki stary że muzeum by go tylko przyjeło.
I co miał zrobic Venuś? wsiadł na tą zemstę Stalina i pedałował za dziewczynami ^^
-och Venunununununiu ! cóż za krzepa ! - zauważyła Saovi
- hu.. hu.. hu.. hu.. może byś sobie sama popedałowała pod górkę i to jeszcze po lodzie???
- oj, martwisz się, bedziesz miał silne nogi..
- prędzej umrę z wyczerpania.. - w tej chwili rower poślizgnął się na lodzie, fikając efektownego koziołka, a potem stoczył się ( wraz z biednym Venciem) za sam dół.
- spadł. - zauważyła filozoficznie Dakkis
- no. - odpowiedziała spostrzegawczo Saovi
- musiało boleć. - powiedziała trafną uwage Kriss
- auuaaa.. pomóż mi ktoś ! - rozległ sie jęk Venetha z dołu
- sam se pomórz ! w końcu to ty jesteś facetem !
- aaach.. - Veneth wstał i otrzepał się z tundry. Spojrzał na kilka połamanych drutów - rower mi się zepsuł
- oj Venunununununiu. choć wsiadaj na mojego konia ! - zaproponowała Saovi
- chyba nie mam w tej chwili innego wyjścia..
Więc siadł z Saovi jak niedyś Altar ^^
- hmm, pasujecie do siebie.. no Sao, gdybyś nie była jego ciotką.. - zauważyła Dakkis i uśmiechnęła się złośliwie
- no nie ^^ prawda mój Venunununununiu?
- mogę się przesiąść..?
- nie.
- chlip
Tak więc dróżyna w tym składzie przemierzała tundrę. (czy muszę wspominać że panował dzień polarny? tak tak wiem że ziemia jest płaska ale no trzeba jakoś zrobić żeby wypadło to naturalnie)
Zaczyna mi odwalać - trzymam klawiaturę jedna ręką w powietrzu a druga piszę.. cóż, wpływ nadmiaru czekolady.
Kontunuujmy.
- daleko jeszcze?- westchnął Ven - zbiera się na śnieżycę..
- zniszczę sobie cerę - jęknęli równocześnie Saovi i.. Veneth
W tej chwili Dakkis i Kriss spojrzały na nich identycznym wzrokiem.
- ej, ale wypada się jakoś ubrać cieplej. - Veneth ubał wcześniej prygotowany na tą pogodę kaptur.
- tak. Tym razem się przygotowałam ! - Saovi rozpięła pelerynę, tak że tworzyła teraz płaszcz. Kriss także wyjęła wcześniej przygotowany czarny płaszcz z ciepłym kapturem, a Dakkis rozpieła swoją płaszcz- pelerynkę, i założyła na ręce długie rękawice.

No cóż, śnieżyca, tak jak Veneth przewidział, rozpętała się. Podróż naszym bohaterom szła coraz wolniej
Cóż, szli i szli, śnieżyca nie ustępowała, w końcu po upływie około doby zziębnięci i głodni, zatrzymali się, pod rozkazem Dakkis.
- co się stało?
- czekajcie ! nie ruszajcie się..
Po chwili zza skał wyleciały dwa duchy..
- witaj pani.
- wpuśćcie mnie.
- co to za śmiertelnicy?
- przyjacele. Nie ma obaw.
- acha. Miło w takim razie znów panią widzieć, wasza wysokość..
Nasi bohaterowie mogli iść dalej.
- jesteś ich królową? -z apytała się Saovi
- owszem.
- wow !
- popraw woalkę.. jeżeli cię rozpoznają, mogę się pożegnać z funkcją i życiem, nie mówiąc już o tobie.
- heh ok.
Nagle.. za górą znajdowało się śliczne miasto zbudowane z lodu. Wsyztsko tu było lodowe - domki, kominy, płoty, a w dali malował się lodowy pałac. W każdym domku tliło się światełko.
- ale tu ładnie ! - zauważyła Saovi
- ta.. czuję się tu jak Hilda
Dojechali w końcu do pałacu. Po drodze wybiegali im na powitanie jacyś eskimosi [:DDDD
Zostawili konie koniuszym (klacz Parodia miała nawet własnego koniuszego ^^) a sami udali się do pałacu. Było w nim o wiele cieplej. Własciwie, nasi bohaterowie mogli zdjąć płaszcze.
- jak to sie dzieje? tu jest tak ciepło a lód nie topnieje ? (nawet nie czuje że rymuję)
- czary. Choćmy może od razu do skarbca po amulet.
- e, ale ty sztywna Dakkis [TRZASK ! siostrę w plecy ^^] pokazałabyś nam pałac.
- khe khe khe... później. Choćmy najpierw po amulet.. NO NIE SIOSTRA [TRZASK ! Saovi w plecki ^^]
- TAK SIOSTRA [TRZASK!]
- JEA [TRZASK! ]
- siostry - sadystki. - westchnął Ven, patrząc na nawalające się dłoniami po plecach dziewczyny
- LUZ, VENETH [TRZASK! Vencia w plecki od kochanej ciotki Sało ^^]
- mnie tu nie ma .. - Kriss schowała się gdzieś w kąciku
No cóż, gdy się już wszycy pobili zdrowo ^^ poszli do skarbca.
- stać ! tko idzie? - zapytał się gorylowaty strażnik
- królowa, debilu - warknęła Dakkis - a kto inny?
- przepraszam, pani.
- strażnik pośpiesznie otworzył drzwi od skarbca.
Ukazały się niezliczone skarby, fortuny i takie tam [:DDD lecz nie to interesowało naszych bohaterów (nie interesowało ][) przeszli do innego pomieszczenia. Tam, w pustym pokoju, na kolumience, leżał słabo oświetlony przedmiot.
-to ten amulet.
Kriss z wrażenia zemdlała ^^
- dobra, nie będziemy jej budzić.. niech śpi. - Dakkis wzięła amulet ze stojaka. Położyła go na sercu Kriss. Westchnęła i przystąpiła do wypowiadania zaklęcia.
- co ona tam mruczy pd nosem.. - zapytał się Veneth Saovi.
- ...jeżeli serce tej istoty jest czyste jak ten amulet, mocy wszechświata, spłyń na nią, by uwolnić ją z wiecznego snu... - Dakkis przymknęła oczy. Nagle z amuletu błysnęło światło.

*CISZA*

- yyy... mam nadzieję że nie pomyliłam zaklęcia hihi

TYMCZASEM GDZIEŚ O WIELE DALEJ

- ej, Katia, spójrz czy to nie Sky?
- logiczne, że niebo jet nad głową, Moony ==" nie musisz mi przypominać. - warknęła Katia pogrążona w zabójczych myślach. Gdy własnie obmyślała utopienie Kriss i Venetha w kwasie solnym, dotarł do niej sens słów Moonego - CO? GDZIE ???
- taaam ! - Moony wskazał na krążącego nad nimi sokoła
- SKY ! TUTAAJ ! - Katia nadstawiła rękę. Sokół po chwili zasiadł na niej. - ej co ty masz do nogi przyczepione? w gołębia się bawisz? hmm.. - Katia odwiązała karteczkę i przeczytała treść - "Katia ty głupia dupo, znowu masz skojarzenia. Kriss zachorowała bardzo poważnie i wybraliśmy się po lekarstwo dl aniej. Niedługo powiniśmy wrócić. Ps. Pozdrowienia od Saovi, Lightening, Princessy i Dakkis "
Katia nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- co miały znaczyc te ostatnie słowa????
- ooo, Veneth zna Lightening ! - Nawet Sunny wiedziaął kim jest Lightening
- a kto to jest reszta? - wychylił się Moony

*SRU* - Katia walnęła Moonego w potylicę

- jak to- nie wiesz? ty idioto !
- ty jesteś mądra, bo tobie tata wszystko opowiadał
- a pewnie ^^ ale qrde.. skoro oni im pomagają.. to Kriss musi być coś naprawde powaznego.. i Kriss nie jest byle kim.. wydaję mi się że oni to czują, ale nie są pewni..

WRACAMY DO SAMEJ KRISS

Więc wszyscy trwali w pełnym napięcia oczekiwaniu, czy Kriss wyzdrowieje, czy może wybuchnie [:DDD
- wiem co źle zrobiłam ! - Dakkis klasnęła w dłonie - Veneth, kissnij ją.
- C-CO?
- pocałuj ją, durniu =="
- ale..
- CAŁUJ MÓWIĘ !
Veneth spojrzał się dziwnie na Dakkis, na patrzącą na niego wyczekującym wzrokiem Saovi, zburaczył się i pocałował lekko Kriss w usta.
- j-już?
- TAK TO SE MOŻESZ ! Pożądnie ją pocałuj jełopie ==" - warknęła Dakkis.
Tak więc Ven pocałował Kriss niczym Antonio Banderas z Desperado ^^ Saovi skręciło z zazdrości a Dakkis przybrała kolor oczu Saovi ^^
- co.. och gdzie ja jestem..? - Kriss wolno otworzyła oczy
- w niebie - Saovi waliła głową o ścianę
- teraz jesteś zdrowa. -powiedziała do niej Dakki
- dlaczego miałej ją.. e no wiesz.
- ten no, silny wstrząs psychiczny itd.
- ja chcę mieć mniej niż 15 lat i umieć magię Ousymu..!!!!!!- rozpaczała Saovi
- Saooo, spokój !
- dziękuję, że mnie uleczyłaś, Dakkis. - powiedziała Kriss, już odzyskawszy kolorki
- ależ , to mój obowiązek. Teraz odsuńcie sie, chcę stać się nieśmiertelna.
Dakkis wzięła amulet, mruknęła pod nosem zaklęcie. Rozbłysło białawe światło. Dakkis zwaliła się na podłogę.
- to normalne?
- tak.. połóżmy ją lepiej do łóżka.

chapter number two ! i nie nastał chaos :PPPPPPPPP

Princessa w swojej nieskończonej dobroci (ta, już [:DDD) zesłała na Dakkis spokojny sen.
Tak więc Dakkis leżała w swoim cieplutkim lodowym łóżeczku [:DDD niczym Królowa Śniegu. W końcu otworzyła oczy. Czuła w sobie zmianę. Tak, z pewnością była nieśmiertelna.
- już dobrze? - usłyszała głos z boku - przyniosłam ci coś do jedzenia.
- Kriss. - Dakkis nie wiedziała co powiedzieć. Myślała że Kriss już jest w drodze powrotnej do domu, tymczasem ona siedzi z wielką taca owoców, kanapek, kawy i herbaty obok jej łóżka.
- jedz.
- dzięki. - Dakkis wzięła wielki kęs kanapki
- wiesz.. o ile wiem z Rezem było nie tak jak myślisz.. myślisz że on chciał zdobyć kamień filozofa tylko dla odzyskania oczu tak? a moja mama zabila go tylko dlatego.
- mhm- Dakkkis wychlała kawę jednym haustem
- o ile ja wiem.. Shabranigdo spoczywał w oczach Reza.. więc.. w chwili gdy Rezo odzyskał wzrok, Shabranigdo przeistoczył się w niego.. no i mama go zniszczyła, żeby on nie zniszczył świata.. właściwie pod koniec to Rezo jej nawet pomógł..
Dakkis zakrztusiła się kawą, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Ale nie ma co rozgrzebywać starych ran - Kriss walnęła rękami w tacę z jedzeniem, o mało nie oblewając Dakkis kawą -ty pomogłaś mi, ja pomogłam toie.. zostańmy przyjaciółkami.
Tym razem Dakkis porządnie zakrztusiła się,że omało się nie zadusiła ^^"
- to co?- Kriss wyciągnęła rękę
Dakkis, nie mogąc mówić (miała usta pełne kanapek, a co ^^) także wyciągnęłą rękę, wydusiła "mhmhmhmhmmmhm" !
I tym sposobem zgoda zapanowała między Kriss i Dakkis ^^
- JOOOOOOOOOOOOŁ AMIGOS !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - nagle rozległ się głos z dworzu. Kriss podbiegła wyjrzeć przez okno
- Katia !! co ty tu robisz??? - Kriss spojrzała na smoka latającego nad zamkiem.
- przyleciałam po ciebie.. co robiłaś z Venethem, co??
- a nic !
- hehe żartuję. Wskakuj na grzbiet i odlatujemy ! - ale.. hm.. nie mogę tu zleciec.. jakaś bariera, mówię ci !
- czekaj ! zostań, może jakaś impreza będzie !
- no oki tylko wpuścćie mnie !
- Dakkis, wpuść ich.
- nie mogę. Jedynie jeżeli tubylcy i duchy ich zaakceptują mogą wejść. Niech poczekają na zwnątrz.
- KATIA ! nie mozecie wejść ! poczekajcie na zewnątrz !
Jaszczur prychnął i oddalił się.
- to w takim razie my będziemy musieli się już zbierać. Ty leż, i dochodź do siebie. - powiedizła Kriss
- ok.
Dakkis odprowadziła ją na dół. Po chwili z poręczy ze schodów zjechał Veneth i kulturalnie zeszła Saovi.
- siemaaaa..auć ! - nie zdążył wychamować i się zwalił twarzą na pysk ^^
- ekhm. - Sao odchrząknęła udając że go nie zna.
- idziesz z nami Sao? -zapytała się Kriss
- no.. wole cieplejszy klimat. Ale będę cię często odwiedzać, Dakkis.
- dzięki. ja też się postaram.
- no to pa !
- mój nos.. - jęknąl Veneth
- pa !
Wyszli z pałacu. Śnieżycy już nie było, świeciło tylko polarne słońce. Wyszli poza obręb miasta i podeszli do śpiącej Katii. Przywitali się z Sunny i Moony.
- Katia wstwaj [KOP]
- auaa.. troche delikatności - warknęła Katia - mi też miło cię widzieć !
- pod tą postacia wyjątkowo NIEMIŁO wyglądasz.
- awrr.. ja tu się poświęcam.. no ale cóż. Wsiadajcie !
Węc wsiedli. Venethowi przypomniało się tylko o Porshe i też go wzięli, przerażonego, na grzbiet Katii ^^.

Tak więc nasi friendsi przylecieli do kraju i porozłazili sie do domu ^^ jak się okazało podczas przygody w Aki, Veneth zwędził trochę eliksiru młodości ^^ każdy dostał też swoją broń.

- mamo. - powiedziała Sunny gdy skończyła obiad
- SUNNY ! - Kriss walnęła ją w skroń - mieliśmy czekać na okazję..
- to jest okazja ^_- MAMOOO !
- geez nie krzycz tak dziecko ][ słucham?- Lina oderwała się od garów i strofowania Gourrego że niedokładnie zamiata podłogę
- mamo, czy nie wydaje ci się, że czujesz sie stara..
- cz coś sugerujesz ]_-
- ależ nie.. chciałabyś może odmłodnieć?
- ach.. o niczym innym nie mażę
- WIĘC - Moony wskoczył na stół - proponujemy państwu, rewelacyjny środek odmaładzający firmy "Kradziennik S.A." cena tylko podwyższenie kieszonkowego, nie podawanie kaszki i zupy mlecznej i pozwoolenie na wracanie do domu później niz po 22:00 !!! ale to jeszcze nie wszystko ! gratis, otrzymają państwo mapę, gdzie można zdobyć tego więcej ! tylko teraz ! skorzystajcie z okazji !!
- DAAAAAAAAAJ !!!!!!!- Lina rzuciła się na stół lecz Moony w porę uskoczył
- nie-e !
- skąd to masz????????
- a, było przy okazji takie jezioro... korzytając z okazji nasz kochany kolega, wziął z litr.. dodam tylko że jedna szklanka odmładza o 20 lat.. - powiedziała Kriss z chytrym uśmieszkiem.
- AAAAAJAAAAAAJ !
- więc? zgadzasz się na warunki !
- JA SIĘ ZGADZAM ! - wyrwał się Gourry
I tak oto tym sposobem, Lina i Gourry odmłodnieli o 20 lat ^^ a dzieciaki miły wracać do domu o której im się żywnie podoba ^^

TYMCZASEM U AMELII

- DDDAAAWAAAAJ ! FIRE BALL !!!!!
- [unik] - oj mamo, starzejesz się.. ale mówię ci: zgodzisz się tylko na to żebym nie chodził do szkoły dostaniesz szklaneczkę..
- ŻMIJO NA WŁASNYM ŁONIE WYCHOWANA !!!!!!!!!
Nagle Zelgadiss zaszedł syna od tyłu.
- sorry Winetoou. - wyrwał mu butelkę i się napił. Potem rzucił Amelii która znowu stała się pokurczowatą gówniarą jaką znamy ^^
- TO NIEUCZCIWE !!! - załkał Veneth

TYMCZASEM U XELLOSSA

- i tak to sie wszytko skończyło. - zakończyła swoją opowieść Katia siorbiąc herbatę
- no córciu. Jestem z ciebie dumny. Wytrzymałaś tyle czasu bez seksu ^^
- no ^^
"cóz, zdobyliście wszystkie bronie.. trzeba by wprowazić plan w życie" - pomyślał Xell kończąc herbatę
- to co, córciu, zniszczymy dla rozrywki jakiś wymiar?
- jasneeee !!!
- ale wpierw pokaż mi swój łuk.
- ok. - podała Xellowi łuk.
- hmm piękny. I wiesz co? chcę zobaczyć tego więcej.. zwołaj resztę dróżyny, niech każdy zjawi się ze swoim orężem.
Tak więc Katia poteleportowała się trochę. W końcu wszyscy , nieco zaskoczeni, stali w zamku Xellossa.
- więc. Pokażcie mi te bronie ^^ - powiedział Xell chciwie wyciągając łapska. Sunny już wyciągała sztylet, by mogła go podać, lecz Veneth zatrzymał jej rękę.
- coś knujesz. - powiedział z charakterystycznym uśmiechem do Xella
- alesz, Ven, co ty mówisz ^^"
- sam jestem złodziejem i mistrzem w bajerowaniu.. nigdy nie próbuj oszukiwać oszusta ^^
- ech..
- no więc..? spowiadaj się ^^ nie wciskaj tylko czasami że zwołałeś nas by obejrzeć bronie i to nie byle jakie bronie, a potem oddać je nam?
- sore wa himitsu desu ^^

[GLEBA]

- żadne himitsu ! gadaj, ale już !
- a nie ^^
- Xelloss - Stella postawiła akurat z trzaskiem garnek na blacie - ty coś kręcisz !
- Gwiazdeczko.. za kogo ty mnie masz..
- za mojego męża ! przyznaj się !
Tak więc biedny Xelluś, otoczony przez szóstke zabójczych dzieciaków i krwiożerczą żonę, co miał zrobić?
- ee.. mam umówione spotkanie, musze lecieć, nara ^^ - i znikł ^^
- dupa. - Katia także znikła. Po chwili zmaterializowała się ciągnąc tatusia za kołnież ^^
- aaaa.. córciu.. proszę..
- próbował się schować w innym wymiarze.. a teraz mów tatusiu ^^ bo powiem mamie jakie kasety chowasz w szafie, w tej szufladce, w której niby zepsuł się zamek :PPP
- NIIEEEE ^^''' CÓRCIU BŁAGAM ! - Xelloss pomyślał co by powiedziała Stella jakby zobaczyła stos kaset typu "Pussy Palace"
- tak więc?
- no dobra. Wasze bronie są mi potrzebne do zrealizowania pewnego planu.
- XELL ! - Stella była bliska rzucenia garnkiem w męża ^^
- i - kontynuował - wasze bronie po wypowiedzeniu pewnego zaklęcia, łączą sie w jeden miecz, przewyższający wielokrotnie mocą hikaru no ken i wogóle wszystko. Miecz ten jest też wzmacniaczem mocy. Zabezpieczyłbym świat czarami i byłbym absolutnym jego władcą HA HAA HAAA [charakterystyczny śmiech] ^^
- żadne "ha haa haaa", bo mieczem może się posługiwać tylko wybranieć i gówno byś za przeproszeniem miał :PPP
- HAAA HAAAA HAAAAA co?
- jajco =="no wiecie co, 5000 letni mazoku nie wie takiej rzeczy.. a tak przyokazji to tak się składa, że MOJA SKROMNA OSOBA (bardzo :P) jest wybrana na posługiwanie się mieczem.. więc bye, Xelloss ^^
- OOOOOCH NIEEEE !!!!! - zawył Xelloss
- spokojnie tatusiu ^^ - poklepała go po plecach Katia - nie martw się, może jest jakiś słabszy świat do zawładnięcia..
Wszyscy pokręcili głowami.

Krótko po tym, Amelia wysłała biednego Vencia do szkoły daleeeko daleko od Seyruun (ze wszyskich bliżej go powywalali). Kriss, Moony i Sunny, dwa miesiące później obchodzili 15 urodziny, dzięki czemu Kriss mogła swobodnie posługiwać się magią Ousymu. Pobierała dalej nauki pod okiem niestrudzonej Belldandy Miyuki. Wszystko wróciło do normy..

I tak się oto kończy opowieść o dzieciach potężnych magów. (all: HUUUUUUUURAAAAAA JEEEEAAAAAAA [impreza])



********************************************************************************

I tutaj następuje słowo na które wszyscy czekają już od bardzo dawna:

*THE END*

ps. LUDZIE SKOŃCZYŁAM TOOOO !!!!! 343 KB !!!!!!!!!!! W TXT !!!!!!!!! MÓJ REKOOORD !!!!! auu moje oczy ][
ps2. all prawa zastrzeżooneee !!!
ps3. [taniec szczenscia]
ps4. Podziękowania for: Wszyscy co chcą się tu znaleźć.
ps5. Nie może do mnie dotrzeć że wreszcie to skończyłam.
ps6. ŁŁŁŁŁI FREEDOM !

No cóż.. skończyło się.. (all: JEEEEEEEEEEEEEEA) ale to jeszcze nie koniec ^_- (all: BUUUUUU) nie została udzielona odpowiedź na pytanie "Kogo kocha Veneth"? hehe ! o tym dopiero w następnej części.. a tak właściwie.. to tak trudno się domyślić ? ^_- W szóstej części powraca też Lina i reszta jełopów ^^ teraz są w pełni sił witalnych to co mają siedzieć na dupie :P ale to wszystko dopiero w kolejnej części.. jeżeli wogóle ją napiszę.. w przeciwnym razie ułużcie sobie sami ^^ sasasa


   
 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych tutaj prac. "
   
   
  Kopiowanie materiałów ze strony bez wiedzy i zgody autorów zabronione!
Strona http://slayers.wszechbiblia.net jest częścią portalu Wszechbiblia.NET
© 2000 - 2010 Wszechbiblia Slayers & Wszechbiblia.NET

Strona wygenerowana w: 0.57431800 1276783778
Slayers Copyright (c) 1989- 2010 Hajime Kanzaka / Rui Araizumi /
Kadokawa Shoten / TV TOKYO / SOFTX / Marubeni
 

Valid XHTML 1.0 Strict    Valid CSS!